Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą życie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 września 2024

Comic is back

Comic is back

 Tytuł: Przepowiednia pancernika 
Tytuł oryginalny: La profezia dell'armadillo 



Autor: Zerocalcare 

TW: Komiks zawiera motyw śmierci, choroby i żałoby oraz przechodzenia przez nią.

Muszę przyznać, że nie trafiłbym na ten komiks i twórczość Zerocalcare, gdyby ktoś mi nie polecił serialu animowanego tego włoskiego twórcy. Serial nosi ten sam tytuł, co komiks, więc gdy go zobaczyłem wiedziałem, że muszę go kiedyś przeczytać. Po około roku się udało. 

Na początek: chociaż komiks i animacja (btw, polecam z napisami, żeby posłuchać dialektu rzymskiego) mają ten sam główny motyw, tematy i tytuł to jednak są one trochę inaczej zbudowane. Nie będzie się miało wrażenia, że powtarzasz to samo. Np. jednej z najlepszej sceny serialowej nie ma w komiksie. Można powiedzieć, że "to samo" jest ujęte inaczej. Nie wiem, jak inaczej to ująć. O, wiem, np. dane cechy bohaterów da się przedstawić na różne sposoby, w różnych sytuacjach.
Aczkolwiek obie rzeczy mocno uderzają i mogą doprowadzić do nieprzyjemnych emocji, takich jak smutek, spadek nastroju, nostalgia, czy nawet szok. Na niektórych może nie działać.

W sumie nie da się konkretnie przedstawić fabuły komiksu. Przepowiednia pancernika nie posiada linearnej fabuły. Autor przeskakuje od jednego wydarzenia, sytuacji do drugiej. Czasami przeskakujemy, czasami cofamy się o kilka lat. Mniej więcej zaczynamy pod koniec lat 80. i zawsze jesteśmy w Rzymie, przede wszystkim w dzielnicy głównego bohatera - Rebibbi. Autor głównie opowiada nam swoje życie z którym wiele osób może się identyfikować, może bardziej z jego cechami charakteru. Powiedziałbym, że komiks będzie bardziej zrozumiały dla osób dorastających w latach 80., 90 i początkowych latach 2000. Nawet nie chodzi o realia, ale też do odniesień popkulturowych i poczucia humoru. 

Tak, język jest tutaj istotny, więc brawo dla tłumaczki! W tekście występuje dużo kolokwializmów i mowy potocznej. Według mnie tłumaczka świetnie wpasowała język polski w klimat tego, co chciał przedstawić Zerocalcare. To chyba nie było łatwe zadanie. 
Jeśli ktoś nie lubi wulgaryzmów i czarnego humoru... Może mieć niemały problem przy czytaniu. Komiks jest bardzo żywy, a co za tym idzie język leci za bohaterem. Dopasowuje się do tego, co myśli. Do jego emocji i do otoczenia. Podobało mi się to, że to nie było takie wygładzone, spokojne. Gdy bohater był zły to rzeczywiście było to widać. 

Jeśli chodzi o kreskę to jest ona specyficzna, chociaż... Hm, może to złe słowo? Zerocalcare ma swój własny styl, który nie pojawia się w każdym napotkanym  komiksie. Czy mi się podobał? Nie był brzydki, ale nie zachwycałem się. Nie moja bajka, chociaż w przyszłości widząc taką kreskę będę wiedzieć kto to narysował. 
Ciekawym zabiegiem rysowniczym jest przedstawienie niektórych osób jako zwierzęta lub dziwne stwory; albo personifikacja rzeczy abstrakcyjnych. 

wtorek, 21 czerwca 2016

Ze świata zamkniętego

Ze świata zamkniętego
Tytuł: Świadek
Autor: Robert Rient
Czy to będzie jedna z najtrudniejszych recenzji tego roku? 

Rzadko, bardzo rzadko czytam książki, które zostały napisane na faktach... Są faktami, bo opisują prawdziwie daną część życia prawdziwego człowieka. Nie mam na myśli tutaj biografii, takich prawdziwych biografii... Można powiedzieć, że od ostatniej książki opisującej czyjeś przeżycia minęły... dwa lata? Na pewno więcej. Postaram się w przyszłości przeczytać jeszcze raz te książki i je tu zrecenzować. Zwłaszcza, że jedna z nich porusza podobny temat, co "Świadek"...

Każdy chyba słyszał o świadkach Jehowy. No bo, kto nie? Zdaję mi się, że im mniejsze miasto tym więcej historii z nim związanych (lub chociaż napomknięć). Każdy więc słyszał. Ale co? Tak naprawdę nic. Większość pogłosek jest takich samych, nie wnoszą one do naszego życia praktycznie nic. Zamiast wiedzieć więcej, nic praktycznie nie wiemy. Później się dziwić, że są ośmieszani lub ludzie do nich dołączają... Cóż... Tak jest praktycznie z prawie każdymi wierzeniami, bo po co rozszerzyć horyzonty i zamknąć się na własną część religii... 

Książka jest podzielona w pewnym sensie na trzy części... Punkty widzenia - to będzie chyba dobre określenie. Z jednej strony mamy młodego mężczyznę, który opowiada o swoim (prawie) całym życiu, życiu, jako świadek Jehowy, aż do momentu, kiedy przestał nim być. Z drugiej strony jest "nowy on", który stoi z boku i z pewnym dystansem mówi o "tym drugim", o momentach, kiedy dwóch bohaterów się spotyka. Trudno to wytłumaczyć. W głównej postaci są jakby dwa istnienia. Takie jakby alter ego, rozdwojenie jaźni, które nią nie jest. Można by porównać to do tego, kiedy byliśmy mali i mieliśmy wymyślone postaci, które były nami, ale jednocześnie nimi nie były, takie gadanie do siebie, które było normalne. I które u większej większości zanikło w okresie dorastania.
Trzecia strona jest w tym ciekawe, że rozjaśnia rzeczy o których pisze autor, czyli spojrzenie na pewne rzeczy oczami świadków Jehowy.  Źle nazwałam te "punkty widzenia" na początku, pisząc o nich, jako o częściach. To bardziej takie rozdziały/podrozdziały. Coś takiego, ponieważ książka nie posiada rozdziałów.

Na początku sposób pisania autora może trochę przeszkadzać. "Świadek" nie posiada zgranej fabuły, pięknych zdań złożonych, bo to nie jest historia wymyślona w głowie autora, pisze od siebie, dlatego to wszystko różni się od tego, co na co dzień spotykamy w książkach. Kiedy pisze się od siebie i o sobie trochę trudno jakoś inaczej pisać. Zwłaszcza, jeśli pisze się o rzeczach, które naprawdę wywarły na tobie emocje, zmieniły cię.  Myślę, że o to chodzi w takim rodzaju literatury - prostota i szczerość.

Łukasz jest świadkiem Jehowy od urodzenia. Wychował się wśród świadków, ich zasady były jego codziennością, ale... Przychodzi moment w życiu każdego, że chce człowiek żyć po swojemu, tak jak on chce, dosięga go życie i jego tajemnice, które nie zawsze są zgodne z tym, co uważałeś wcześniej za służne. W tym okresie większość się gubi, co jest prawdą? Jak żyć? Co masz robić, z kim porozmawiać? Jeśli nie masz z kim i robisz to wbrew temu, że wiesz, że to jest złe i sprzeczne z zasadami/moralnością to... Chyba chcąc nie chcąc zaczynasz się porządnie gubić i wpakowywać się w kłopoty. Nie pomijam też warjacji. W pewnym sensie to się dzieje z bohaterem... Żyje jakoś, ale jego problemy i sprawy go przytłaczają. Zwłaszcza, że są bardzo niezgodne z tym, co uczyli go przez całe życie. W końcu Łukasz coraz bardziej oddala się od tego i... Zaczyna żyć. A życie świadka Jehowy, młodego świadka nie jest proste i właśnie oprócz tej drogi od świadka do nie-świadka to jest ukazane w książce. Dorastanie i życie. 

Sądzę, że książkę powinno się przeczytać nie ze względu na to, że jest ona akurat o byłym świadku Jehowy, ale ze względu na to, że książka pokazuje, co z człowiekiem może zrobić religia, wiara. Poniekąd... w każdej grupie religijnej są ludzie, którzy są przez nią pokrzywdzeni, przez jej idealizmy, zasady, prawa i inne tego typu rzeczy. Ludzie zaślepieni, krzywdzący zaślepieniem innych. 

Mam nadzieję, że udało mi się podołać tej recenzji i.... zrozumieliście większość z niej. Trudny jest sam opis fabuły. Trudno opisywać i oceniać coś, co zdarzyło się naprawdę i zostało spisane przez osobę, która jest osobą z fabuły. To tak, jakby oceniać kogoś życie... Oczywiście, jeszcze trzeba umieć to zrobić, bo nie każdy raczej podołał by temu wszystkiemu.
Pozwólcie zatem, że nie ocenię "Świadka".

piątek, 3 czerwca 2016

Metafora życia

Metafora życia
Tytuł: Życie Pi
Tytuł oryginału: Life of Pi
Autor: Yann Martel

Czy przeżyjesz na łodzi ponad rok z dzikim zwierzęciem w jednej łodzi? 

Długo przekonywałam się do tej książki. Bardzo długo. Z jednej strony prawie wszystko mnie od niej odpychało, ale z drugiej... Wszystkie recenzje "Życia Pi" pisały, że posiada to COŚ, co przeważyło, że sięgnęłam w końcu po tą lekturę. Co to? To drugie dno fabuły, rozmyślenia nad życiem i całym otaczającym nas światem. Bardzo lubię to w książkach, dlatego postanowiłam zaryzykować. Czy było warto?

"Życie Pi" nie jest długie, przeciętne jak na książkę. Nawet nie przeciętne. Przecież to jest norma, że książki mają 300-350 stron, prawda? Przynajmniej dla mnie. Jednakże... Choć to była krótka książka to jak widzicie bardzo długo ją czytałam. Nie potrafię konkretnie napisać dlaczego. Momentami (głównie na początku) historia po prostu mnie nudziła. Nie, pomyłka. Nie tyle historia, co opisy tego, co mnie nie interesuje zbytnio. Mianowicie zwierząt. Zwierzęta pojawiają się przez wszystkie rozdziały. Dodatkowo pojawiają się szczegółowe opisy zwierząt, ich środowisk oraz zwyczajów. Jeśli kogoś interesują dzikie zwierzęta to to będzie wielka gratka dla niego. Jednak, no ja się nie interesuję nimi, dlatego nie byłam ucieszona tymi momentami w fabule.

Wszędzie mówi się o podróży głównego bohatera po Oceanie Spokojnym z tygrysem na pokładzie, ale nikt tak naprawdę nie dodaje, że podróż zaczyna się dopiero po 1/3 książki. Przed nią tytułowy bohater opisuje swoje życie przed podróżą. Teoretycznie brzmi to bezsensu, jak taki zapychacz, jednak... Cała pierwsza część ma sens w całości. Dzięki niej poznajemy poglądy Pi przez które postępuje później, tak jak nie inaczej. Gdyby Pi Patel był zwykłym chłopakiem "z ulicy" na pewno zginąłby po choćby miesiącu.

Właśnie... Pi Patel. Hindus, mieszkający wraz z rodziną przy zoo. Wychował się wśród zwierząt, dlatego zna się na nich bardzo dobrze, dorastał wraz nimi. A przede wszystkim ma świadomość jednego - zwierzęta to nie pluszowe zabawki, to żywe i rozumne stworzenia, które (poniekąd) mają swoją wolę.

Jeśli chodzi o samą podróż Pi z tygrysem bengalskim o której się tak mówi... To nie była byle jaka podróż, ponieważ jakie jest prawdopodobieństwo, że wylądujesz na jednej łódce z dzikim zwierzęciem? Jednym z najbardziej niebezpiecznych w Azji. Chłopak nie był superbohaterem, bał się, ale mimo to nie zabił tygrysa. Dlaczego? Bo gryzło go sumienie? A może bał się, że nie ma szans ze zwierzęciem? Na to pytanie sami musicie odpowiedzieć po przeczytaniu.

Podróż jest metaforą życia, ale nie potrafię na tę chwilę sprecyzować tego dokładniej. Uważam, że to nie jest ta wersja motywu podróży, że bohater się zmienia na lepsze, bądź gorsze (głównie na lepsze). Bardziej bym powiedziała, że przez wędrówkę, podróż postać bohatera dociera do prawd życia, przepraszam naprawdę nie mam pojęcia, jak to nazwać.

Myślę, że książka porusza jeszcze jeden ważny temat - religie. Bardzo spodobał mi się fragment, kiedy Pi zapytano o to, dlaczego wierzy aż w trzy religie, które poniekąd się wykluczają. A przynajmniej nie są do końca w zgodzie ze sobą (nie chodzi tu o zgodę, że się nienawidzą). Hinduizm, islam, chrześcijaństwo. Odpowiedź Pi była tak... prosta i oczywista, taka niewinna, że pokazuje prawdziwy cel religii. Muszę się bardzo pilnować, żeby nic Wam więcej nie napisać na ten temat, bo to by Wam zepsuło wgłębianie się w sens tego motywu. Za ten temat i za takie jego opisanie lektura ma u mnie wielki plus. W cytatach pojawi się cytat, który jest chyba słowami wielu młodych ludzi. Pytanie na które boją się niektórzy odpowiedzieć. Boją się lub nie chcą. Ale myślę, że te niechcenie nie pochodzi od niewiedzy, czy strachu. Odpowiedź jest w pewnym sensie trudna, jednak przy odpowiadaniu na to pytanie trzeba się pozbyć wszelkich uprzedzeń i wyższości. Ja również zadaje sobie to pytanie w stosunku do niektórych osób, zresztą... Kilka razy już spotkałam się z inną formą tego pytania na religii...

Chciałabym napisać również o ostatnim rozdziale "Życia Pi", mam tylko nadzieję, że nie zaspoileruję Wam niczym. Na końcu Pi Patel opowiada tą historię, opowiada komuś to, co czytaliśmy przez ponad sto stron. Czy mu wierzą te osoby? Odpowiedzcie: czy Wy byście wierzyli komuś, że żył wiele miesięcy na łódce z wielkim tygrysem? Właśnie... Chłopak musi inaczej tą historię opowiedzieć. I tu po tych dwóch historiach nasuwają się pytania. Dlaczego człowiek, tak bardzo powątpiewa we wszystko, co odbiega od rutyny i "normalności"? Jakie historie człowieka interesują? Czy nie cofamy się przypadkiem intelektualnie? Krew i brutalność ponad spokój i dobro?

Ocena: 9/10

Wiele cytatów:
"Wszystko, co żywe, będzie się bronić, choćby było nie wiem jak małe."

"(...) wszystkie religie są prawdziwe"

"Ludzie (...) nie uświadamiają sobie, że Boga należy bronić w sobie, a nie na zewnątrz. Powinni skierować swój gniew na samych siebie. Bo zło zewnętrzne jest uwolnionym złem wewnętrznym. Głównym polem bitwy o Dobro nie jest otwarta, publiczna arena, ale niewielka polanka w każdym ludzkim sercu."

"Jeśli w niebie jest tylko jedno państwo, to czy nie powinny tam być ważne wszystkie paszporty?"

"(...) po co mamy rozum (...) Czy tylko po to, aby objaśniał nam sprawy praktyczne - jak zdobywać pożywienie, przyodziewek i schronienie? Dlaczego rozum nie daje odpowiedzi na ważniejsze pytania? Dlaczego umiemy tak daleko zarzucić ich sieć, a łowimy tylko te odpowiedzi, które są blisko? I po co ta sieć taka wielka, skoro tak niewiele jest do złowienia?"

"Jesteśmy w piekle, a jednak boimy się nieśmiertelności." 

"Bliska śmierć jest czymś strasznym, ale jeszcze gorsza jest śmierć odroczona w czasie na tyle, żeby człowiek mógł uprzytomnić sobie, jaki był dotąd szczęśliwy i ile go jeszcze czekało szczęśliwych chwil. Widzi się wtedy z całą jaskrawością wszystko, co się traci."

"Strach to jedyny prawdziwy przeciwnik życia."

"(...) człowiek może przywyknąć do wszystkiego, nawet do zabijania."

"Czas jest iluzją, która tylko sprzyja panice."

"Być ślepym to słyszeć inaczej."

"Im niżej upadniesz, tym wyżej pragnie się wzbić twoja świadomość."
Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger