Pokazywanie postów oznaczonych etykietą C.J. Daugherty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą C.J. Daugherty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Naprawić błędy z przeszłości

Naprawić błędy z przeszłości
Tytuł: Tajemny ogień
Tytuł oryginału: The Secret Fire
Autorki: C.J. Daugherty, Carina Rozenfeld
Czy przeznaczenie się wypełni?

Kiedy przeczytałam, że następna seria C.J. Daugherty będzie serią fantastyczną trochę nie byłam przekonana do tego pomysłu. Nie wiem od czego to zależało, ale zdawało mi się, że gatunek fantasy to niekoniecznie ten gatunek, który chciałabym przeczytać spod "pióra" p. Daugherty. Ale jednocześnie cieszyłam się, że autorka próbuje czegoś nowego, nie brnie tak jak niektórzy autorzy książek młodzieżowych w jedną historię.

"Po co się z kimś przyjaźnić, skoro wkrótce i tak się go opuści?"

Taylor Montclair mieszka w Anglii i jest bardzo dobrą uczennicą. Marzy o studiowaniu na Oxfordzie. Pewnego dnia jej nauczyciel prosi ją, żeby pomogła w angielskim chłopakowi z Francji. Internetowe korepetycje. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Francuz umie się perfekcyjnie posługiwać angielskim. Po co więc te korepetycje?
Dziewczyna często cierpi na silne bóle głowy. W końcu któregoś dnia mdleje, a innego przez nią wybuchają głośniki w klubie. Silne bóle głowy są powiązane z pradawną mocą, którą posiada, nie tak mało osób... Nastolatka musi nauczyć się panować nad tajemnym ogień, który sprawa, że może nie chcący nawet wyrzucić człowieka przez okno.
Chłopak - Sacha nie może zginąć. Do czasu. W osiemnaste urodziny ma się wszystko zmienić - umrze. Rodzina chłopaka jest obarczona klątwą, którą rzuciła czarownica paląca się na stosie ponad sześćset lat temu. Od tego czasu w każdym pokoleniu pierworodny syn musi umrzeć w wieku osiemnastu lat. Do tego czasu nic nie może go skrzywdzić.
Co łączy dwójkę siedemnastolatków? Więcej niż można by było się spodziewać na pierwszy rzut oka... Połączeni są nicią przeznaczenia, którą próbują przeciąć stwory należące do człowieka, który para się z czarną magią. Ponieważ istnieje jeszcze jedno przeznaczenie, a dwa przeznaczenia nie mogą się ziścić. Wraz ze śmiercią Sachy ma nastąpić apokalipsa. Na ziemię ma zejść demon, który zniszczy całą ludzkość.

Nadprzyrodzona moc w przypadku "Tajemnego ognia" różni się od tych opisanych w większości książek z magią w tle. Można by napisać, że... Tajemny ogień ma swoje logiczne wytłumaczenie. Jakkolwiek można moce można wytłumaczyć logicznie. Za pomocą tajemnego ognia człowiek potrafi zamienić energię cząsteczek z jakiejkolwiek rzeczy w jakąś czynność. Przykład: energię cząsteczek powietrza można wykorzystać do zapalenia świecy. Troszkę to skomplikowane, ale jednocześnie ciekawe.

Mam wrażenie, że postać Sachy została lepiej opisana, ogólnie wydarzenia dziejące się we Francji były lepiej napisane. Dlatego zdaję mi się, że autorki się podzieliły, jedna pisała ze strony Taylor, a druga Sachy. Jednak może to wszystko przez to, że Sacha miał trudniejszą sytuację i charakter od swojej rówieśniczki, dzięki czemu sam w sobie czytelnik może się nim zainteresować bardziej. Łatwiej wykreować postać, która ma tylko parę tygodni życia, zna datę śmierci, chce się odizolować od rodziny, jest buntowniczy. Jednakże... zwyczajną dziewczynę też można ciekawie opisać... Dopiero... Po śmierci jednej osoby Taylor zaczyna nabierać kolorów. Chociaż... to już zaczyna się trochę wcześniej. Mam nadzieję, że w drugiej części Taylor będzie ciekawsze i nabierze życia.

Śmierć pewnej osoby... Pod koniec zauważyłam kilka podobieństw tej książki do "Wybranych". Jedno jest całkiem przypadkowe, czyli ta śmierć... Naprawdę to przypadek. Po prostu... widać po tym, że C.J. Daugherty jest jedną z autorek tej książki. Dobrze by było, gdyby tylko skutki i konsekwencje tego zabójstwa były pokazane w dalszej części. Druga to sprawa to tajna organizacja, która ma swoje miejsce w starej szkole (w tym przypadku na oksfordzkim uniwersytecie). I... szpieg. To najbardziej wątku szpiega jestem ciekawa. Czy autorki "Tajemnego ognia" nie rozwiną tego wątku, tak jak w "Wybranych"?

Krótka jeszcze wzmianka w sprawie "mistrza ciemnych mocy". Mam opcje, kto nim będzie. Chociaż ta postać nie występuje zbytnio w fabule to jest ona na tyle nakreślona, że jest idealnym kandydatem na zły charakter. Byle tylko C.J. Daugherty i Carina Rozenfeld zaskoczyły uważnych czytelników...

"To, co za dnia wydaje się bezpieczne i znajome, nocą staje się całkiem obce."

Okładka jest piękna. Nie widać tego przez ekran, ale cały wzór na książce jest wytłuczony. Całość może się kojarzyć z jakimś satanizmem, ale... Warto patrzeć na to szerzej. Te wzory mają zaznaczyć, że kluczową kwestię w tej historii ma magia i alchemia. Nakierowuje też, dlaczego akurat bohaterami są chłopak i dziewczyna. Bo nie ma to większego związku z wątkiem miłosnym. Wąż może też oznaczać zdradę. Wszystko jest tak ułożone, że w całości okładka jest bardzo minimalistyczna. Wszystko do siebie  ładnie pasuje.

Ocena: 6/10


czwartek, 30 czerwca 2016

Koniec tajemnic

Koniec tajemnic
Tytuł: Niezłomni
Tytuł oryginalny: Night School. Endgame
Autorka: C.J. Daugherty
Jak rozwiąże się finał nietypowej serii dla młodzieży?

Wreszcie przeczytałam ostatni tom "Wybranych"! Książka stała na mojej półce od jakiegoś roku... Ubolewam nad tym. Chociaż z jednej strony to dobrze, że sięgnęłam po ten tom dopiero teraz. Bo to już koniec... Już nie ma nic... Zanim znajdę coś równie dobrego lub nietypowego miną chyba wieki. Mam nadzieję, że następna seria autorki dorówna tej.

Dlaczego tak bardzo podkreślam, że seria "Nocna Szkoła" różni się od innych serii dla nastolatków? Jeśli ktoś nie czytał recenzji poprzednich tomów to już wyjaśniam. Tam nie ma magii i czarów, to nie jest zwykła obyczajówka, której rzecz dzieje się w szkole z internatem. Nie. Książki poniekąd można by nazwać kryminałami/thirllerami dla młodzieży. Sporo tu polityki, tajnych organizacji, zabójstw... Ogólnie to nie jest seria dla czytelników, którzy chcą przeczytać coś bardzo lekkiego, zrobić sobie taką odskocznię od czytania książek "z wyższej półki". Akurat po okładce "Niezłomnych"... Okładkę zostawię lepiej na koniec, ponieważ mam do niej wiele zastrzeżeń.

Allie, całe grono pedagogiczne Akademii Cimmeria oraz jej uczniowie stają przed jedną z najtrudniejszych misji z jaką mieli kiedykolwiek do czynienia - muszą uwolnić Cartera Westa z rąk Nathaniela Saint Johna (chyba się nie pogubiłam w nazwiskach). To nie będzie łatwa misja zważywszy na to, że Nathaniel jest inteligentnym i wybuchowym mężczyzną. Trzeba zakończyć z nim kłótnię raz na zawsze, ale jak tego dokonać? Zostało tak niewiele czasu, by rozwiązać ten problem...

Autorka nie zawiodła mnie przy zakończeniu cyklu o Allie Sheridan i Akademii Cimmeria. Praktycznie od razu wpadamy w akcję na której zakończył się czwarty tom, czyli "Zbuntowani". Dlatego, jeśli ktoś zrobił sobie dłuższą przerwę od tych dwóch części to na początku może troszkę się pogubić, co się dzieje. To zagubienie nie jest frustrujące, ale takie... Po prostu (przynajmniej) ja się cieszyłam, że nie mamy jakiegoś rozbudowanego wprowadzenia, ale że od razu p. Daugherty przechodzi do rzeczy, dzięki czemu fabuła od początku nabiera dynamizmu. Jednakże, jeśli ktoś nie lubi takich początków to mam pocieszenie - za kilka stron autorka przypomina, co się wydarzyło poprzednio.

Właśnie, przypomnienia... Nie pamiętam dokładnie, czy tylko w tej części, czy również w innych... Ale w fabule pojawiają się raz na kiedyś fragmenciki bardzo podobne. One nie dotyczą głównie wydarzeń, ale opisów pomieszczeń. Jakby twórczyni "Niezłomnych" chciała ciągle przypominać czytelnikom, jak wygląda Akademia. Uważam, że to nie jest dobry zabieg, ponieważ to ostatnia część. Czytelnicy zdążyli tak zapoznać się z Akademią Cimmeria, jakby to była rzeczywista szkoła w Wielkiej Brytanii. A nawet, jeżeli ktoś tak bardzo jej sobie nie wyobraził to powtarzanie jest uciążliwe. Na szczęście nie było tego za wiele.

Jeśli już przeszłam do minusów to niestety muszę napomnieć o szpiegu i Nathanielu. W "Zbuntowanych" fantastycznie została opisana postać szpiega i ten bohater był tak świetny, że chciałam się o nim dowiedzieć więcej. Myślałam, że jak sięgnę po następną część to w niej ten bohater będzie mieć coś jeszcze do powiedzenia. Ale nie. A co tam. Zawiodłam się. Jeden z lepszych bohaterów... (wszyscy bohaterzy są świetni) Musiałam się z tym uporać. Przechodząc do Nathaniela... Geniusz sam w sobie. Nie, to nie jest psychopata, który by wszystkich pozabijał to rozsądny człowiek (na ile on mógł być rozsądny). Mogą osoby, które już przeczytały "Niezłomnych" z tym się nie zgadzać, ale taka prawda. Inny bohater jest świrem. Nie napiszę, jaki, bo to byłby spoiler dla tych, którzy nie zaczęli "Wybranych". Ale niestety nie rozwinięto postaci Nathaniela w tą stronę, co bym chciała... Jego wyrzuty sumienia, przeszłość. Oczywiście, jest mowa o jego przeszłości, ale... O niej mówią o sobie trzecie w subiektywny sposób, więc to nie jest to. Co prawda jest jedna scena, kiedy Nat pokazuje się z... bardziej ludzkiej strony, lecz to tylko napomknięcia. Jednakże nie chodzi mi tylko przy Nathanielu o rozwinięcie postaci (w gruncie rzeczy jest on interesująco opisaną postacią, dzięki czemu należy do listy moich ulubionych czarnych charakterów)... Chodzi mi o zakończenie akcji. Gdzie pod koniec niej jest Nat?! Nie wierzę w to, że facet z takim charakterem, tak by się zachował... Raczej nie zachował. Oczekiwałam jakiegoś... Jakieś następnej akcji.  W ogóle zakończenie jego wątku i rozwiązanie sprawy było dla mnie... Za spokojne i łatwe, jak na to wszystko, co ten facet zrobił. Próbował coś pod koniec uknuć, ale "magicznie" jego plan nie wypalił. Myślałam już, że zginie on albo okaże się, że jest ojcem Allie (I'm your father ---> zdecydowanie za dużo "Gwiezdnych Wojen"). W każdym razie... Ale jeśli ktoś polubił zabójstwa w tej książce to nie zawiedzie się, bo i w tej części jest morderstwo. Chciałabym napisać coś więcej, ale... Bym chyba coś zaspoilerowała wtedy.

Z zachwytu przeszłam do marudzenia... Niestety, nic nie poradzę, że polubiłam Nathaniela. Teraz, coś, co chyba już każdy ma dość, czyli trójkącik. Trójkąciki są beznadziejne w każdej książce. Może kiedyś będzie jakiś, który polubię, ale na razie na granicy jest ten: Carter, Allie, Sylvian. Jak w pierwszej części ten wątek był bardziej poboczny, dopiero w później zaczęło się go więcej wylewać... To teraz jest akurat. Jest go więcej niż w "Wybranych", ale jakoś p. Daugherty musiała zakończyć to wszystko. Na szczęście Allie wybrała tego, któremu kibicowałam od samego początku i się bardzo cieszę z tego. To nie książka fantasy, więc koniec końców nie skończyła z oboma. :D Ale inny wątek miłosny, który się pojawia w "Niezłomnych" jest taki... To nie jest typowy związek i odgadłam go po kilku przypadkowych wzmiankach, ale to nie ma znaczenia. Chodzi mi o to, że ten wątek jest taki delikatny i jak to jedna bohaterka powiedziała "słodki", że... No, dlaczego zwykłego, głównego wątku miłosnego się tak nie dało napisać? No tak... Nie dało się, bo tak naprawdę, tak się da tylko napisać związki bardzo poboczne.

Wbrew wszystkiemu są w "Niezłomnych" momenty zabawne. Nie jakoś bardzo, nie rozbawią Was do łez. Ale fragmenty, które wywołają uśmiech na pewno na twarzy, jeżeli ktoś podejdzie trochę z dystansem do postaci Zoe. Zoe jest najmłodszą bohaterką, ale przez to, że jest supermądra jest na równi z resztą bohaterów. Niestety, może jest i bardzo mądra, ale odbija się to na jej bezemocjonalności. Nie rozumie niektórych zachowań, żartów, wyrażenia uczuć i tego typu rzeczy (ma stwierdzony zespół którego nazwy nie pamiętam, ponieważ to trudna nazwa i nie, to nie jest Asperger), przez co, niektóre sceny są dość zabawne. Ale zaraz ktoś powie, że śmieję się z takich ludzi. Nie śmieję się, po prostu jedna-dwie sytuacje z Zoe powodują uśmiech na twarzy.

Teraz najgorsze... Okładka. Boże, kto na to pozwolił. Okładka może i by była dobra na zakończenie romansu, ale nie czegoś z zabójstwami i polityką w tle. Uwierzcie mi, wątek miłosny nie jest w tej serii kluczowy. To nie na tym się opiera wszystko. Pomijając kwestię, że okładka zupełnie nie pasuje (przypominam, że okładka "Zbuntowanych" bardzo mi się podobała). Dziewczyna (która przedstawia Allie) jest ustawiona nijako, jej twarz ma zapytanie: "czy teraz dobrze się ustawiłam?". Już mogła się spojrzeć na tego chłopaka... Jeszcze chwilkę zostanę przy niej: sukienka wg. mnie w ogóle nie w
guście głównej bohaterki. Nie rozumiem jej stroju. No, a teraz chłopak. Serio? Goła klata? I tak jej nie widać, a zresztą tak bardzo pasuje do stroju dziewczyny, że... Ogólnie ta para stoi jak jakiś posąg, ten ręce w kieszeni, ona patrzy się niepewnie na fotografa... Jeśli się dowiecie, kto jest na okładce i porównacie sobie zachowanie tej pary w książce to będziecie jeszcze bardziej załamani okładką. Sztuczne to takie... Motyw potłuczonego szkła, lustra, szyby, lodu jest ciekawy i pasujący do cyklu. Wszystko się wali, pęka to, co Allie uważała za znajome i bezpieczne... Ale widać nie temu miało służyć, a dzięki temu zasłonięta jest twarz chłopaka... Pęknięcia są okej, ale zastanawia mnie, dlaczego to na włosach dziewczyny jest koloru białego. Przez to przypomina mi się postać jednej dziewczyny z serii "X men". I po boku mamy postacie Sylviana i Cartera! Którzy niczym duchy krążą wokół Allie. Dobrze, że przynajmniej w książce główna bohaterka szybko się zdecydowała na któregoś...

Mała ogólna ciekawostka: Polska jest wspomniana w fabule. Nie jakoś byle jak, jak np. polska restauracja, ale Polska jako kraj. Mnie to osobiście zaskoczyło, ponieważ nie często w książkach dla młodzieży wspomina się nasz kraj... Jeszcze jak zobaczycie w jakim znaczeniu została przywołana Polska... Myślę, że dzięki polskim fanom, tak się zadziało.

Cytaty:
"Niekiedy prawda to potężna broń." 

"Wielkie osobowości mają pasję. A pasja często idzie ręka w rękę z gniewem. Można próbować go w sobie zdusić albo go zaakceptować i wykorzystać w walce o słuszną sprawę." 

"(...) każdy odważny człowiek musi być głupcem (...)"

Ocena: 8,5/10

środa, 26 sierpnia 2015

Obroty o sto osmiedziesiąt stopni

Obroty o sto osmiedziesiąt stopni
Tytuł: Zbuntowani

Tytuł oryginału: Night School. Resistance
Autorka: C.J. Daugherty
Czy komukolwiek można ufać we współczesnym świecie?
O polityce mówi się wszędzie: w telewizji, rozmowach szarego człowieka, w internecie - polityka nas otacza. Trzeba by było mieszkać na Saharze lub w innym odludnym miejscu, żeby nie mieć z nią nic wspólnego. No chyba, że ktoś wziąłby ze sobą jakieś gazety i radio (które cudem by działało), ale mniejsza z tym. Tak... Polityka, tak bardzo zaczyna oddziaływać na nasze życie codzienne, że potrafi również dzielić, skłócać. Chociażby, takie o wybory prezydenckie. Ktoś jest za tym, a przyjaciel z innym. Okej, człowiek by pomyślał... Nie, jeszcze jak ten kandydat jest w ogóle z przeciwnej partii to to może być koniec wszystkiego, na szczęście nie zawsze na zawsze. Różni są ludzie i ich zachowania, jednakże... Trzeba przyznać - o polityce lepiej nie rozmawiać z kimś, kogo niezbyt znasz, a nie chcesz się skłócić.

Ogólnie polityka jest też uznawana z dziwny, nudny i pokręcony temat. Głównie mówią, tak młodzi, którzy nie mogą się w tym wszystkim połapać. Skoro tak jest to... Jak można napisać książkę dla młodzieży, w której polityka jest jednym z głównych tematów? Stanowiska, władza, organizacje...


Tytuł może niektórych czytelników, bądź nie-czytelników trochę zgubić. Mianowicie - Zbuntowani. Jak bardzo przypomina Wam to drugą część trylogii Veronici Roth? Gdyby ktoś nie wiedział ta część nosi nazwę Zbuntowana. Mnie samej ta książka przyszła na myśl po ujrzeniu okładki książki. Zbieg okoliczności? A może po prostu chwyt marketingowy? Bo uważam, że jeśli by pochylić się nad oryginałem to co innego miała na myśli autorka. Czy nikt wcześniej nie czytał z redakcji tej książki? Nie nazwałabym bohaterów zbuntowanymi.

Fabuła mknie do przodu, czasem chciałam krzyknąć, żeby zaczekała. To nie tak, że książka jest napisana w nieładzie, tempie ekspresowym. Ale ma w sobie taką dynamiczność, że chcąc nie chcąc, gdy czytasz, nie możesz czytać tego wolniej... Delektować się tym. Jedyna opcja: przerywać czytanie na parę godzin, dni.
Muszę pogratulować (heh, musiałam napisać do p. Daugherty zaraz po przeczytaniu Zbuntowanych) autorce  tego jak mnie zaskoczyła i trzymała w napięciu. Jak tak można? Chyba pierwszy raz tak mi się zdarzyło, że myślałam, że moje serce przestanie być przy czytaniu! Ta aura grozy, tajemniczości przy ostatnim rozdziale... Strony mogły się podrzeć od tego napięcia, które było na ich kartkach! To było chyba gorsze, niż  przemiana Tessy Gray w Mechanicznym Aniele.
Jeśli chodzi o te zaskoczenie... Teraz, gdy ochłonęłam z emocji po przeczytaniu (co ja piszę, one nadal są we mnie)... Nie, jakoś baaaaaaaardzo mnie nie zaskoczyła wieść kto jest szpiegiem w szkole. Chyba to nie było zaskoczenie osobą, a... Prawdą. Taką po prostu prawdą życia codziennego. Że może nas oszukać ktoś komu ufamy i uważamy za przyjaciela. To było, takie prawdziwe, że aż nie do pomyślenia. Jednak... Uważam, że po tym jak prawda wyszła na jaw ten bohater stał się... Mało realistyczny, taki nijaki. Spodziewałam się dwóch opcji: że albo będzie się próbował jakoś tłumaczyć, dlaczego jest po stronie Nathaniela, zaprzeczać wszystkiemu, albo po prostu będzie... Psychicznym mordercą, czy kimś podobnym. No bo... Człowiek, który pozwolił na śmierć dzieci nie może być do końca normalny. Taki obrót sprawy nadałby postaci jakiś kolorów. Już nawet miałam nadzieję po dwóch zdarzeniach, ale nie. Na tym autorka poprzestała. Może w następnej części szpieg nabierze jakichkolwiek kolorów. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Jednak... Bardzo zaskoczyło mnie rozpisanie sytuacji przy opisie śmierci pewnej osoby, przy której był główny zły bohater, czyli Nathaniel. Mężczyzna, który chce osiągnąć władzę w organizacji Orion za wszelką cenę, który nie zawaha się zabić... Może okazać się taki ludzki... Tak ludzki, że aż żal mi było. (Trzeba napomknąć, że to jeden z moich ulubionych czarnych bohaterów.)

Ciemne chmury są coraz bliżej Akademii Cimmeria. Ochroniarze oblegają szkołę i jej tereny, ale czy to coś w ogóle da? Nie ma, co się oszukiwać. Nathaniel jest w stanie dorwać wszędzie tego kogo chce - w tym przypadku Allie Sheridan, siedemnastolatkę, która nie jest pewna swoich uczuć do dwóch kolegów. Czasu jest coraz mniej, można się szkolić w samoobronie, ale ile? Można wybuchnąć przez oczekiwanie... Ale gdy przychodzi w końcu moment spotkania młodej dziewczyny z dorosłym mężczyzną w twarzą w twarz, kto wygra? Czy w ogóle może być zwycięzca w tej grze?

Niestety musiałam napisać w krótkim opisie fabuły o dwóch miłościach głównej bohaterki - Sylvianie i Carterze. To było, takie denerwujące... Sylvian czy Carter? A jak jednego wybierze to, co powie ten drugi? Eh, przydałoby się rzucić Alyson w twarz cytatem: "A może pani powinna przestać użalać się nad sobą - (...) - Większość ludzi może się uważać za szczęściarzy, jeśli znajdą jedną wielką miłość w życiu. Pani znalazła dwie." Powiedział bardzo mądry wilkołak Woolsey Scott w Mechanicznej Księżniczce Cassandry Clare. :p  Ale i tak Carter lepszy od tego nudnego Sylviana.

Nie wiem, czy mi się tylko tak zdaję, ale... W dwóch miejscach, jeśli nie w trzech całkiem różne postacie wypowiadają identyczne zdanie. A przynajmniej bardzo podobnie zbudowane. Może tak miało być, ale sądzę, że to jest nieuwaga któreś redakcji brytyjskiej lub polskiej. Bo to bardzo dziwne, żeby dwie osoby powiedziały coś tak samo. W rzeczywistości pewnie to nie byłoby, aż tak dziwne, jednak w książce... Czytelnik oczekuje różnorodności, bogatego słownictwa. 
Druga rzecz... To polskie tłumaczenie. Wiem, że niektóre obcojęzyczne nazwiska trzeba jakoś odmienić, żeby pasowały do logicznie zbudowanych zdań, ale czasem uważam niektóre odmiany z przesadę. Bo nie lepiej będzie brzmieć "Carterze West" niż "Carterze Weście"? Ale to już kto uważa... Musiało tak być, no to jest. 

Okładka jest jedną z dwóch najlepszych w całej serii. Ciemny zakamarek miasta na tle, który powinien być Londynem. Na nim główna bohaterka i jej dwóch chłopaków... Od momentu pojawienia się tej serii na polskim rynku czytelniczym, fani tych książek przekomarzają się, który to Carter, a który to Sylvian. Sprawdziłam kilka dni temu, który to który... Na szczęście zgadłam. Carter to ten w koszuli... Zastanawia mnie tylko, po co on na niej ma paski niebieskie i czerwone, które mogą kojarzyć się z francuską flagą, a przy okazji z Sylvianem. Taka zmyłka dla czytelników... Sama postać Allie może być, jednak... Czy ona ubrałaby taki naszyjnik? Zamiast niego pasowałby bardziej wisiorek, który dostała w prezencie. Ogólnie sama postawa tych trzech modeli nie pasuję mi do postawy Allie, Sylviana i Cartera w książce. Oczywiście, chcieli pokonać złego Nata, ale byli tylko siedemnastolatkami. Mieli obawy, strach. Nie byli nastawieni jak superherosi - idziemy, spotkamy się z nim i zabijemy. To nie wyglądało tak, jak na okładce... Każda część serii ma swój kolor - ta ma srebrny. Trochę on nie pasuje do serii ze względu na to, że pozostałe kolory są mocne, a ten taki... Po prostu srebrny. Na tylnej okładce mamy ten sam wizerunek uliczki, co na przodzie, jednak bez bohaterów, dzięki temu zdjęcie jest bardziej hm, tajemnicze, ma nutę grozy. Zwłaszcza, że na końcu uliczki już nie ma wielu latarni, ale widać, że są tam dalej budynki. 

Ocena:9,5

Cytaty: 
"Nikt nigdy  nie jest do końca bezpieczny - przypomniała sobie. - Bezpieczeństwo to iluzja, kłamstwo, które powtarzamy, żeby łatwiej nam się było pogodzić z naszym bardzo niebezpiecznym życiem."

"Kiedy własna rodzina najprawdopodobniej cię nie kocha, trudno pokochać drugiego człowieka."

"Można zapomnieć o niebezpieczeństwie, jeśli robi się coś odpowiednio często."

"W zasadzie, jakby się nad tym zastanowić, życie było pułapką. Nikomu jeszcze nie udało się go przechytrzyć i nie umrzeć."

"Czasem przegrana bywa poniekąd zwycięstwem (...)."


Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger