Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 maja 2018

Najdłużej czytana książka w życiu

Najdłużej czytana książka w życiu
Tytuł: Lalka

Autor: Bolesław Prus
I po co się uczyć angielskiego?

"Lalkę" omawiałam w szkole ponad rok temu... To był dziwny czas na czytanie, takich książek. Ledwo miałeś sięgnąć po Prusa, to już kłaniał się Dostojewski, a nie zapomnij uczniu jeszcze o Reymondzie! Zaczęłam czytać, ale... Trzeba było czytać, co innego, a potem zwyczajnie się nie chciało. Bo komu się chce czytać lektury?
Mi. Ale obiecałam sobie, że skoro już zaczęłam czytać "Lalkę" to ją skończę. I skończyłam. Dziś jest ten cudowny dzień, gdzie witają mnie zaległe ciekawsze (oby) książki. No może za tydzień... Po maturach.

O czym opowiada "Lalka"? Cóż... Głównym wątkiem jest miłość Stanisława Wokulskiego do Izabeli Łęckiej (bardzo uroczy wątek). Ale oprócz tego jest mowa o przemianach społecznych i politycznych w Polsce, jak i na świecie. A nawet o roli człowieka w tym całym pośpiechu, zgiełku miasta. O roli kobiety, która w dziewiętnastym wieku ulega powoli przemianie. I ten motyw nie jest rozwiązany wcale, tak jak w większości książkach, które przynajmniej ja czytałam.

Może zacznę od Izabelli Łęckiej, która wg. mnie jest nie potrzebnie obrażana i wyśmiewana. I to głównie przez osoby, które nie przeczytały tej powieści. Iza jest, że tak to nazwę typową szlachcianką, ale sama z siebie, taka się nie stała. Tak ją ojciec wychował, dawał wszyscy, co chciała jedynaczka. A że to dwudziestokilkuletnia dziewczyna to, co się dziwić, że amory były jej w głowie. Nie dziwię się trochę jej postępowaniu. Co nie znaczy, że to popieram. Ale wyzwiska są nie służne xd Inna postać męska była gorsza.

Wokulski to postać przez, którą dosłownie odechciewało mi się czytać. Wielki romantyk. Wielki romantyk zakochany na zabój w Łęckiej. I żeby on jeszcze był zwyczajnie zakochany to nie. On świata poza nią nie widział. Na początku dało się to jeszcze przeżyć, ale im bliżej końca... Gorsze niż romans. Nawet jest jedna nadzieja, że może jednak mężczyzna przejrzał na oczy. Uwierzyłam w nią. Niestety, Prus pograł ze mną i wystarczyło kilka zdań, żeby nadzieja legła w gruzach. Szczerze to przez ostatnie... sto-dwieście stron chciałam, żeby Wokulski był, niczym Werter... Oszczędzono by trochę stron...

Jedną z ciekawszych postaci jej Ignacy Rzecki, który prowadzi pamiętnik, dzięki któremu poznajemy historię trochę z jego strony. Trochę, bo przez sporą część Rzecki opisuje swoje życie. Które zresztą nie jest, takie nudne. Bohater był żołnierzem i to właśnie, dzięki niemu poznajemy politykę lat 70. XIX wieku i wcześniej. Myślałam, że będzie mnie to nudzić, ale jest to opisane w taki sposób, że da się to przeczytać z ciekawością. Na pozór Ignacy to nudna postać, ale chyba jedna z najbardziej "trzeźwych" umysłowo postaci. Potrafi od razu zauważyć, że coś nie gra z przyjacielem. Gdyby się tylko go posłuchał... Gdyby...

Nie ukrywam, że gdyby nie nie opisy, książka prawdopodobnie nie byłaby, aż tak gruba. I... O dziwo, te opisy są całkiem odmienne, niż u Sienkiewicza, czy Hugo. Nie przytłaczają. Nie ma się wrażenia "o Boże, znowu opis"! Zresztą to dość ciekawe, kiedy czyta się opis poszczególnych miejsc w Warszawie, a potem za jakiś czas, kiedy jesteś w stolicy wszystko ci się przypomina. Idziesz szlakiem Wokulskiego... ;)

A teraz przejdźmy do rzeczy, która najbardziej mi się spodobała! Wiecie, czym jest magnetyzm? A znacie metal lżejszy od powietrza? Rzecz, którą teraz zna praktycznie każdy i nadal wzbudza wielkie zainteresowanie. Hipnoza. Przyszłość, która jest nawet przyszłością dla nas. Coś, co nawet w roku 2018 może zachwycać. :D Wystarczy trochę wyobraźni.

Ocena: 6/10

Cytaty:

„Bo widzisz, najgorszą samotnością nie jest ta, która otacza człowieka, ale ta pustka w nim samym (…)”

„Nie jestem Chrystusem, ażeby poświęcać się za całą ludzkość.”

„Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość.”

„O zabiciu się myśli wariat, łajdak albo człowiek dużej wartości, któremu za ciasno na świecie.’

„Dopiero w Paryżu zrozumiałem, że człowiek jest tylko na pozór istotą drobną i wątłą. W rzeczywistości jest to genialny i nieśmiertelny olbrzym, który z równą łatwością przerzuca skały, jak i rzeźbi z nich coś subtelniejszego od koronek.”

„Tempora mutantur et nos mutamur in illis.”

“Kiedy kto chce dobrowolnie stanąć ze swoją krzywdą przed boskim sądem, nie zatrzymuj go…
Nie zatrzymuj!...”

„Dawniej nie było telegramów i artykułów wstępnych, a przecie świat posuwał się naprzód i każdy człowiek rozsądny mógł zorientować się w sytuacji politycznej. Dziś zaś są telegramy, artykuły wstępne i ostatnie wiadomości, ale wszystko służy do bałamucenia w głowach.”

„(…) jestem tylko wykonawcą cudzej woli.”

poniedziałek, 3 lipca 2017

Powiew wolności

Powiew wolności
Tytuł: Przedwiośnie
Autor: Stefan Żeromski

Trudno się wraca po trzech miesiącach do pisania. Nie wątpię, że ta recenzja będzie się równała z poziomem pierwszej recenzji na tym blogu, ale postaram się, żeby tak nie było. Mam nadzieję, że nie powtórzy się już, taka przerwa.

Mówiono mi o tej książce, że jest interesująca, ale konkretniej nikt nic nie mówił, dlaczego, tak jest. A czy nie o to chodzi w zaciekawieniu fabułą? W końcu każdy ma inny gust... Na szczęście te osoby się nie myliły i "Przedwiośnie" spodobało mi się. Przynajmniej pierwsza część, a pozostałe dwie części... Nie były najgorsze.

Książka składa się z trzech części, które opowiadają poszczególny etap życia Cezarego Baryki, który zamieszkuje tereny Rosji, a dzisiejszego Azerbejdżanu. Rewolucja bolszewicka oraz konflikt turecko-ormiański zmuszają chłopaka do podróży, która będzie mieć wpływ na jego dotychczasowe życie i charakter. Podróż ta jest podróżą do nowo odrodzonej Polski.
1/3 fabuły toczy się w Rosji, kiedy to Cezary jest młodym chłopakiem, który jest zachwycony życiem oraz ideologią komunistyczną. To właśnie w Rosji zrozumie, że człowiek potrafi być gorszy od dzikich zwierząt oraz, jak ważna jest rodzina w życiu każdego z nas.
Następnie wydarzenia dzieją się już w Polsce. Na pewnym dworze pozna smak miłości i wszystkiego, co z nią związane.
W ostatniej części akcja przenosi się do Warszawy, gdzie główny bohater zapoznaje się z sytuacją gospodarczą oraz polityczną Polski. I właśnie ta część jest według mnie najmniej ciekawa. Może to przez tę politykę... Ale też według mnie nie ma tam konkretnych ciągów wydarzeń, które mogłyby wciągnąć czytelnika. Przede wszystkim można w tej części oceniać już całkowicie Cezarego...

Cezary Baryka jest najwyraźniej opisany podczas swojego pobytu w Rosji. Jego charakter jest konkretny. Może nie maluje się w jasnych barwach, ale nie są to też ciemne odcienie. Typowy okres dojrzewania, który przechodzi każdy człowiek. Poznajemy jego zainteresowanie komunizmem, widzimy jego buntownicze zachowanie, gdzie nie ma miejsca dla szacunku. Jednak przez konkretne zdarzenia charakter Cezarego się zmienia. Po prostu jest to bardziej interesujące, niż poznawanie jego uczuć do kobiet.

Wątek miłosny jest w "Przedwiośniu" bardzo skomplikowany. Jeśli ktoś nie przepada za trójkątami miłosnymi to nie będzie zachwycony, że tu pojawia się coś w rodzaju czworokąta. Głównego bohatera otaczają trzy urodziwe kobiety, które na początku mi się mieszały. Zwłaszcza dwie z nich są dość do siebie podobne. Jednak na plus (jeżeli to może być na plus) jest to, że było wiadome, że tam, gdzie aż trzy kobiety i jeden mężczyzna, tam będzie się dziać. I dzieje się.

Wracając do Baku (bo to stamtąd pochodzi Cezary) i konfliktu ormiańsko-tureckiego. Został on opisany bardzo wyraźnie. Można, aż sobie wyobrazić te brutalne sceny i widoki.
Przy okazji Polska tam jest nazywana Lechistanem, co spowodowało, że się uśmiechnęłam pod nosem, ponieważ interesuję się trochę kulturą turecką i to, że kiedyś Polskę nazywano Lechistanem ma swoje skutki we współczesnym języku tureckim (tureckie słowo "polski" - Lehçe).
Te wydarzenia zmieniłby każdego...

Lektura pokazuje, że to odzyskanie po 123 latach niepodległości, wcale nie było, tak piękne i wesołe, jak mogłoby się zdawać. Wiele jeszcze Polska i Polacy musieli przejść, żeby nasz kraj wyglądał, tak jak teraz.

Baryka jest bohaterem zagubionym, nigdzie nie pasującym. Ani Rosjanin, ani do końca Polak. Ale nie tylko, dlatego... Jednak na to już każdy sam musi sobie dopowiedzieć po przeczytaniu tejże historii.

Ocena: 7/10

Cytaty:
Najprzód nie bardzo dobrze wiemy, co jest złe, a co na pewno dobre.

Dola, żeby się urodzić kobietą, i nie móc przynajmniej pomścić się na wrogach! Dola, żeby drżeć o siebie, o swą kobiecość wobec tych, którzy mieli prawo pozbawić mię wszystkiego materialnego dobra (...). Pan nawet nie domyśla się, co to za szczęście być mężczyzną! Nie drżeć o swoją całość, być pozbawioną głupoty, tej trwogi, tej wiecznej troski! Ach, móc uderzyć, uderzyć w łeb ostrym mieczem lub ostrym sztyletem!

czwartek, 30 czerwca 2016

Koniec tajemnic

Koniec tajemnic
Tytuł: Niezłomni
Tytuł oryginalny: Night School. Endgame
Autorka: C.J. Daugherty
Jak rozwiąże się finał nietypowej serii dla młodzieży?

Wreszcie przeczytałam ostatni tom "Wybranych"! Książka stała na mojej półce od jakiegoś roku... Ubolewam nad tym. Chociaż z jednej strony to dobrze, że sięgnęłam po ten tom dopiero teraz. Bo to już koniec... Już nie ma nic... Zanim znajdę coś równie dobrego lub nietypowego miną chyba wieki. Mam nadzieję, że następna seria autorki dorówna tej.

Dlaczego tak bardzo podkreślam, że seria "Nocna Szkoła" różni się od innych serii dla nastolatków? Jeśli ktoś nie czytał recenzji poprzednich tomów to już wyjaśniam. Tam nie ma magii i czarów, to nie jest zwykła obyczajówka, której rzecz dzieje się w szkole z internatem. Nie. Książki poniekąd można by nazwać kryminałami/thirllerami dla młodzieży. Sporo tu polityki, tajnych organizacji, zabójstw... Ogólnie to nie jest seria dla czytelników, którzy chcą przeczytać coś bardzo lekkiego, zrobić sobie taką odskocznię od czytania książek "z wyższej półki". Akurat po okładce "Niezłomnych"... Okładkę zostawię lepiej na koniec, ponieważ mam do niej wiele zastrzeżeń.

Allie, całe grono pedagogiczne Akademii Cimmeria oraz jej uczniowie stają przed jedną z najtrudniejszych misji z jaką mieli kiedykolwiek do czynienia - muszą uwolnić Cartera Westa z rąk Nathaniela Saint Johna (chyba się nie pogubiłam w nazwiskach). To nie będzie łatwa misja zważywszy na to, że Nathaniel jest inteligentnym i wybuchowym mężczyzną. Trzeba zakończyć z nim kłótnię raz na zawsze, ale jak tego dokonać? Zostało tak niewiele czasu, by rozwiązać ten problem...

Autorka nie zawiodła mnie przy zakończeniu cyklu o Allie Sheridan i Akademii Cimmeria. Praktycznie od razu wpadamy w akcję na której zakończył się czwarty tom, czyli "Zbuntowani". Dlatego, jeśli ktoś zrobił sobie dłuższą przerwę od tych dwóch części to na początku może troszkę się pogubić, co się dzieje. To zagubienie nie jest frustrujące, ale takie... Po prostu (przynajmniej) ja się cieszyłam, że nie mamy jakiegoś rozbudowanego wprowadzenia, ale że od razu p. Daugherty przechodzi do rzeczy, dzięki czemu fabuła od początku nabiera dynamizmu. Jednakże, jeśli ktoś nie lubi takich początków to mam pocieszenie - za kilka stron autorka przypomina, co się wydarzyło poprzednio.

Właśnie, przypomnienia... Nie pamiętam dokładnie, czy tylko w tej części, czy również w innych... Ale w fabule pojawiają się raz na kiedyś fragmenciki bardzo podobne. One nie dotyczą głównie wydarzeń, ale opisów pomieszczeń. Jakby twórczyni "Niezłomnych" chciała ciągle przypominać czytelnikom, jak wygląda Akademia. Uważam, że to nie jest dobry zabieg, ponieważ to ostatnia część. Czytelnicy zdążyli tak zapoznać się z Akademią Cimmeria, jakby to była rzeczywista szkoła w Wielkiej Brytanii. A nawet, jeżeli ktoś tak bardzo jej sobie nie wyobraził to powtarzanie jest uciążliwe. Na szczęście nie było tego za wiele.

Jeśli już przeszłam do minusów to niestety muszę napomnieć o szpiegu i Nathanielu. W "Zbuntowanych" fantastycznie została opisana postać szpiega i ten bohater był tak świetny, że chciałam się o nim dowiedzieć więcej. Myślałam, że jak sięgnę po następną część to w niej ten bohater będzie mieć coś jeszcze do powiedzenia. Ale nie. A co tam. Zawiodłam się. Jeden z lepszych bohaterów... (wszyscy bohaterzy są świetni) Musiałam się z tym uporać. Przechodząc do Nathaniela... Geniusz sam w sobie. Nie, to nie jest psychopata, który by wszystkich pozabijał to rozsądny człowiek (na ile on mógł być rozsądny). Mogą osoby, które już przeczytały "Niezłomnych" z tym się nie zgadzać, ale taka prawda. Inny bohater jest świrem. Nie napiszę, jaki, bo to byłby spoiler dla tych, którzy nie zaczęli "Wybranych". Ale niestety nie rozwinięto postaci Nathaniela w tą stronę, co bym chciała... Jego wyrzuty sumienia, przeszłość. Oczywiście, jest mowa o jego przeszłości, ale... O niej mówią o sobie trzecie w subiektywny sposób, więc to nie jest to. Co prawda jest jedna scena, kiedy Nat pokazuje się z... bardziej ludzkiej strony, lecz to tylko napomknięcia. Jednakże nie chodzi mi tylko przy Nathanielu o rozwinięcie postaci (w gruncie rzeczy jest on interesująco opisaną postacią, dzięki czemu należy do listy moich ulubionych czarnych charakterów)... Chodzi mi o zakończenie akcji. Gdzie pod koniec niej jest Nat?! Nie wierzę w to, że facet z takim charakterem, tak by się zachował... Raczej nie zachował. Oczekiwałam jakiegoś... Jakieś następnej akcji.  W ogóle zakończenie jego wątku i rozwiązanie sprawy było dla mnie... Za spokojne i łatwe, jak na to wszystko, co ten facet zrobił. Próbował coś pod koniec uknuć, ale "magicznie" jego plan nie wypalił. Myślałam już, że zginie on albo okaże się, że jest ojcem Allie (I'm your father ---> zdecydowanie za dużo "Gwiezdnych Wojen"). W każdym razie... Ale jeśli ktoś polubił zabójstwa w tej książce to nie zawiedzie się, bo i w tej części jest morderstwo. Chciałabym napisać coś więcej, ale... Bym chyba coś zaspoilerowała wtedy.

Z zachwytu przeszłam do marudzenia... Niestety, nic nie poradzę, że polubiłam Nathaniela. Teraz, coś, co chyba już każdy ma dość, czyli trójkącik. Trójkąciki są beznadziejne w każdej książce. Może kiedyś będzie jakiś, który polubię, ale na razie na granicy jest ten: Carter, Allie, Sylvian. Jak w pierwszej części ten wątek był bardziej poboczny, dopiero w później zaczęło się go więcej wylewać... To teraz jest akurat. Jest go więcej niż w "Wybranych", ale jakoś p. Daugherty musiała zakończyć to wszystko. Na szczęście Allie wybrała tego, któremu kibicowałam od samego początku i się bardzo cieszę z tego. To nie książka fantasy, więc koniec końców nie skończyła z oboma. :D Ale inny wątek miłosny, który się pojawia w "Niezłomnych" jest taki... To nie jest typowy związek i odgadłam go po kilku przypadkowych wzmiankach, ale to nie ma znaczenia. Chodzi mi o to, że ten wątek jest taki delikatny i jak to jedna bohaterka powiedziała "słodki", że... No, dlaczego zwykłego, głównego wątku miłosnego się tak nie dało napisać? No tak... Nie dało się, bo tak naprawdę, tak się da tylko napisać związki bardzo poboczne.

Wbrew wszystkiemu są w "Niezłomnych" momenty zabawne. Nie jakoś bardzo, nie rozbawią Was do łez. Ale fragmenty, które wywołają uśmiech na pewno na twarzy, jeżeli ktoś podejdzie trochę z dystansem do postaci Zoe. Zoe jest najmłodszą bohaterką, ale przez to, że jest supermądra jest na równi z resztą bohaterów. Niestety, może jest i bardzo mądra, ale odbija się to na jej bezemocjonalności. Nie rozumie niektórych zachowań, żartów, wyrażenia uczuć i tego typu rzeczy (ma stwierdzony zespół którego nazwy nie pamiętam, ponieważ to trudna nazwa i nie, to nie jest Asperger), przez co, niektóre sceny są dość zabawne. Ale zaraz ktoś powie, że śmieję się z takich ludzi. Nie śmieję się, po prostu jedna-dwie sytuacje z Zoe powodują uśmiech na twarzy.

Teraz najgorsze... Okładka. Boże, kto na to pozwolił. Okładka może i by była dobra na zakończenie romansu, ale nie czegoś z zabójstwami i polityką w tle. Uwierzcie mi, wątek miłosny nie jest w tej serii kluczowy. To nie na tym się opiera wszystko. Pomijając kwestię, że okładka zupełnie nie pasuje (przypominam, że okładka "Zbuntowanych" bardzo mi się podobała). Dziewczyna (która przedstawia Allie) jest ustawiona nijako, jej twarz ma zapytanie: "czy teraz dobrze się ustawiłam?". Już mogła się spojrzeć na tego chłopaka... Jeszcze chwilkę zostanę przy niej: sukienka wg. mnie w ogóle nie w
guście głównej bohaterki. Nie rozumiem jej stroju. No, a teraz chłopak. Serio? Goła klata? I tak jej nie widać, a zresztą tak bardzo pasuje do stroju dziewczyny, że... Ogólnie ta para stoi jak jakiś posąg, ten ręce w kieszeni, ona patrzy się niepewnie na fotografa... Jeśli się dowiecie, kto jest na okładce i porównacie sobie zachowanie tej pary w książce to będziecie jeszcze bardziej załamani okładką. Sztuczne to takie... Motyw potłuczonego szkła, lustra, szyby, lodu jest ciekawy i pasujący do cyklu. Wszystko się wali, pęka to, co Allie uważała za znajome i bezpieczne... Ale widać nie temu miało służyć, a dzięki temu zasłonięta jest twarz chłopaka... Pęknięcia są okej, ale zastanawia mnie, dlaczego to na włosach dziewczyny jest koloru białego. Przez to przypomina mi się postać jednej dziewczyny z serii "X men". I po boku mamy postacie Sylviana i Cartera! Którzy niczym duchy krążą wokół Allie. Dobrze, że przynajmniej w książce główna bohaterka szybko się zdecydowała na któregoś...

Mała ogólna ciekawostka: Polska jest wspomniana w fabule. Nie jakoś byle jak, jak np. polska restauracja, ale Polska jako kraj. Mnie to osobiście zaskoczyło, ponieważ nie często w książkach dla młodzieży wspomina się nasz kraj... Jeszcze jak zobaczycie w jakim znaczeniu została przywołana Polska... Myślę, że dzięki polskim fanom, tak się zadziało.

Cytaty:
"Niekiedy prawda to potężna broń." 

"Wielkie osobowości mają pasję. A pasja często idzie ręka w rękę z gniewem. Można próbować go w sobie zdusić albo go zaakceptować i wykorzystać w walce o słuszną sprawę." 

"(...) każdy odważny człowiek musi być głupcem (...)"

Ocena: 8,5/10

środa, 26 sierpnia 2015

Obroty o sto osmiedziesiąt stopni

Obroty o sto osmiedziesiąt stopni
Tytuł: Zbuntowani

Tytuł oryginału: Night School. Resistance
Autorka: C.J. Daugherty
Czy komukolwiek można ufać we współczesnym świecie?
O polityce mówi się wszędzie: w telewizji, rozmowach szarego człowieka, w internecie - polityka nas otacza. Trzeba by było mieszkać na Saharze lub w innym odludnym miejscu, żeby nie mieć z nią nic wspólnego. No chyba, że ktoś wziąłby ze sobą jakieś gazety i radio (które cudem by działało), ale mniejsza z tym. Tak... Polityka, tak bardzo zaczyna oddziaływać na nasze życie codzienne, że potrafi również dzielić, skłócać. Chociażby, takie o wybory prezydenckie. Ktoś jest za tym, a przyjaciel z innym. Okej, człowiek by pomyślał... Nie, jeszcze jak ten kandydat jest w ogóle z przeciwnej partii to to może być koniec wszystkiego, na szczęście nie zawsze na zawsze. Różni są ludzie i ich zachowania, jednakże... Trzeba przyznać - o polityce lepiej nie rozmawiać z kimś, kogo niezbyt znasz, a nie chcesz się skłócić.

Ogólnie polityka jest też uznawana z dziwny, nudny i pokręcony temat. Głównie mówią, tak młodzi, którzy nie mogą się w tym wszystkim połapać. Skoro tak jest to... Jak można napisać książkę dla młodzieży, w której polityka jest jednym z głównych tematów? Stanowiska, władza, organizacje...


Tytuł może niektórych czytelników, bądź nie-czytelników trochę zgubić. Mianowicie - Zbuntowani. Jak bardzo przypomina Wam to drugą część trylogii Veronici Roth? Gdyby ktoś nie wiedział ta część nosi nazwę Zbuntowana. Mnie samej ta książka przyszła na myśl po ujrzeniu okładki książki. Zbieg okoliczności? A może po prostu chwyt marketingowy? Bo uważam, że jeśli by pochylić się nad oryginałem to co innego miała na myśli autorka. Czy nikt wcześniej nie czytał z redakcji tej książki? Nie nazwałabym bohaterów zbuntowanymi.

Fabuła mknie do przodu, czasem chciałam krzyknąć, żeby zaczekała. To nie tak, że książka jest napisana w nieładzie, tempie ekspresowym. Ale ma w sobie taką dynamiczność, że chcąc nie chcąc, gdy czytasz, nie możesz czytać tego wolniej... Delektować się tym. Jedyna opcja: przerywać czytanie na parę godzin, dni.
Muszę pogratulować (heh, musiałam napisać do p. Daugherty zaraz po przeczytaniu Zbuntowanych) autorce  tego jak mnie zaskoczyła i trzymała w napięciu. Jak tak można? Chyba pierwszy raz tak mi się zdarzyło, że myślałam, że moje serce przestanie być przy czytaniu! Ta aura grozy, tajemniczości przy ostatnim rozdziale... Strony mogły się podrzeć od tego napięcia, które było na ich kartkach! To było chyba gorsze, niż  przemiana Tessy Gray w Mechanicznym Aniele.
Jeśli chodzi o te zaskoczenie... Teraz, gdy ochłonęłam z emocji po przeczytaniu (co ja piszę, one nadal są we mnie)... Nie, jakoś baaaaaaaardzo mnie nie zaskoczyła wieść kto jest szpiegiem w szkole. Chyba to nie było zaskoczenie osobą, a... Prawdą. Taką po prostu prawdą życia codziennego. Że może nas oszukać ktoś komu ufamy i uważamy za przyjaciela. To było, takie prawdziwe, że aż nie do pomyślenia. Jednak... Uważam, że po tym jak prawda wyszła na jaw ten bohater stał się... Mało realistyczny, taki nijaki. Spodziewałam się dwóch opcji: że albo będzie się próbował jakoś tłumaczyć, dlaczego jest po stronie Nathaniela, zaprzeczać wszystkiemu, albo po prostu będzie... Psychicznym mordercą, czy kimś podobnym. No bo... Człowiek, który pozwolił na śmierć dzieci nie może być do końca normalny. Taki obrót sprawy nadałby postaci jakiś kolorów. Już nawet miałam nadzieję po dwóch zdarzeniach, ale nie. Na tym autorka poprzestała. Może w następnej części szpieg nabierze jakichkolwiek kolorów. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Jednak... Bardzo zaskoczyło mnie rozpisanie sytuacji przy opisie śmierci pewnej osoby, przy której był główny zły bohater, czyli Nathaniel. Mężczyzna, który chce osiągnąć władzę w organizacji Orion za wszelką cenę, który nie zawaha się zabić... Może okazać się taki ludzki... Tak ludzki, że aż żal mi było. (Trzeba napomknąć, że to jeden z moich ulubionych czarnych bohaterów.)

Ciemne chmury są coraz bliżej Akademii Cimmeria. Ochroniarze oblegają szkołę i jej tereny, ale czy to coś w ogóle da? Nie ma, co się oszukiwać. Nathaniel jest w stanie dorwać wszędzie tego kogo chce - w tym przypadku Allie Sheridan, siedemnastolatkę, która nie jest pewna swoich uczuć do dwóch kolegów. Czasu jest coraz mniej, można się szkolić w samoobronie, ale ile? Można wybuchnąć przez oczekiwanie... Ale gdy przychodzi w końcu moment spotkania młodej dziewczyny z dorosłym mężczyzną w twarzą w twarz, kto wygra? Czy w ogóle może być zwycięzca w tej grze?

Niestety musiałam napisać w krótkim opisie fabuły o dwóch miłościach głównej bohaterki - Sylvianie i Carterze. To było, takie denerwujące... Sylvian czy Carter? A jak jednego wybierze to, co powie ten drugi? Eh, przydałoby się rzucić Alyson w twarz cytatem: "A może pani powinna przestać użalać się nad sobą - (...) - Większość ludzi może się uważać za szczęściarzy, jeśli znajdą jedną wielką miłość w życiu. Pani znalazła dwie." Powiedział bardzo mądry wilkołak Woolsey Scott w Mechanicznej Księżniczce Cassandry Clare. :p  Ale i tak Carter lepszy od tego nudnego Sylviana.

Nie wiem, czy mi się tylko tak zdaję, ale... W dwóch miejscach, jeśli nie w trzech całkiem różne postacie wypowiadają identyczne zdanie. A przynajmniej bardzo podobnie zbudowane. Może tak miało być, ale sądzę, że to jest nieuwaga któreś redakcji brytyjskiej lub polskiej. Bo to bardzo dziwne, żeby dwie osoby powiedziały coś tak samo. W rzeczywistości pewnie to nie byłoby, aż tak dziwne, jednak w książce... Czytelnik oczekuje różnorodności, bogatego słownictwa. 
Druga rzecz... To polskie tłumaczenie. Wiem, że niektóre obcojęzyczne nazwiska trzeba jakoś odmienić, żeby pasowały do logicznie zbudowanych zdań, ale czasem uważam niektóre odmiany z przesadę. Bo nie lepiej będzie brzmieć "Carterze West" niż "Carterze Weście"? Ale to już kto uważa... Musiało tak być, no to jest. 

Okładka jest jedną z dwóch najlepszych w całej serii. Ciemny zakamarek miasta na tle, który powinien być Londynem. Na nim główna bohaterka i jej dwóch chłopaków... Od momentu pojawienia się tej serii na polskim rynku czytelniczym, fani tych książek przekomarzają się, który to Carter, a który to Sylvian. Sprawdziłam kilka dni temu, który to który... Na szczęście zgadłam. Carter to ten w koszuli... Zastanawia mnie tylko, po co on na niej ma paski niebieskie i czerwone, które mogą kojarzyć się z francuską flagą, a przy okazji z Sylvianem. Taka zmyłka dla czytelników... Sama postać Allie może być, jednak... Czy ona ubrałaby taki naszyjnik? Zamiast niego pasowałby bardziej wisiorek, który dostała w prezencie. Ogólnie sama postawa tych trzech modeli nie pasuję mi do postawy Allie, Sylviana i Cartera w książce. Oczywiście, chcieli pokonać złego Nata, ale byli tylko siedemnastolatkami. Mieli obawy, strach. Nie byli nastawieni jak superherosi - idziemy, spotkamy się z nim i zabijemy. To nie wyglądało tak, jak na okładce... Każda część serii ma swój kolor - ta ma srebrny. Trochę on nie pasuje do serii ze względu na to, że pozostałe kolory są mocne, a ten taki... Po prostu srebrny. Na tylnej okładce mamy ten sam wizerunek uliczki, co na przodzie, jednak bez bohaterów, dzięki temu zdjęcie jest bardziej hm, tajemnicze, ma nutę grozy. Zwłaszcza, że na końcu uliczki już nie ma wielu latarni, ale widać, że są tam dalej budynki. 

Ocena:9,5

Cytaty: 
"Nikt nigdy  nie jest do końca bezpieczny - przypomniała sobie. - Bezpieczeństwo to iluzja, kłamstwo, które powtarzamy, żeby łatwiej nam się było pogodzić z naszym bardzo niebezpiecznym życiem."

"Kiedy własna rodzina najprawdopodobniej cię nie kocha, trudno pokochać drugiego człowieka."

"Można zapomnieć o niebezpieczeństwie, jeśli robi się coś odpowiednio często."

"W zasadzie, jakby się nad tym zastanowić, życie było pułapką. Nikomu jeszcze nie udało się go przechytrzyć i nie umrzeć."

"Czasem przegrana bywa poniekąd zwycięstwem (...)."


Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger