Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smoki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smoki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2015

Średniowiecze w XXI wieku

Średniowiecze w XXI wieku
Tytuł: Buntownik 
Tytuł oryginału: Rogue
Autorka: Julie Kagawa
Smoki w Las Vegas? 

Tyle jest jest książek na świecie... Tyle pomysłów wykorzystanych... Jak napisać książkę, która się jakoś wybije wśród tych miliardów? Metoda, która zaczyna być coraz częściej wykorzystywana przez pisarzy - mieszanie tego, co znane: symboli, stworzeń, wierzeń ze światem współczesnym. Niektóre mieszanki są dobrze stworzone, jednakże... Są takie, które mnie odrzucają od razu.

Nie jestem konserwatywna, ani nic z tych rzeczy, ale jestem bardzo przywiązana do niektórych wyobrażeń stworzeń w tym smoków. Z czym kojarzy Wam się smok? Wielka bestia zionąca ogniem. Nie piszę, żeby od razu więziła księżniczkę w wysokiej wieży, ale żeby się zamieniała i żyła jak człowiek? Nie. Elfy, wróżki - jakoś wytrzymam te pomysły, żeby wyglądały jak normalny człowiek i po jakimś czasie okazuje się, że dziewczyna nie jestem do końca normalna Ale smoki, jako ludzie?! Może jestem trochę uprzedzona do takiego pomysłu, ale jeśli coś jest świetnie napisane to moje uprzedzenie mogą zniknąć. Niestety pani Julie Kagawa nie przekonała mnie.

Członkowie Zakonu Świętego Jerzego są współczesnymi rycerzami, którzy polują na smoki i je zabijają. Smoki nie są głupie, dlatego one również mają swoją organizację, czyli Talon, który też ma swoje zasady. Talon pilnuje, żeby smoki w swojej ludzkiej postaci nie wydały się ludziom, a Zakon... Po prostu je niszczy.

W pierwszej części serii - Talonie, główny bohater Garret łamie jedną z głównych zasad swojej organizacji, czyli daruje życie smokowi, a tak właściwie smoczycy Ember, która ucieka z Talonu po odkryciu pewnych jego tajemnic. Co mogło spowodować, że Garret nie zabił Ember, kiedy ta była w ludzkiej postaci? (sarkazm) W dodatku jeszcze ratuje ją przed kobietą, która chce ją zabić. Teraz właśnie musi ponieść konsekwencje swego czynu.

Książka jest napisana z punktu widzenia... czterech osób. A tak właściwie część historii, cztery historie, które łączą się w jedno. Tymi osobami są: Garret, Ember, Dante i Cobalt. Tylko jeden z nich jest człowiekiem, reszta to tak naprawdę smoki. Smoki uczłowieczone.

Najbardziej spodobała mi się postać Dantego - starszego brata Ember, który musi ją odnaleźć zanim będzie za późno. Kolokwialnie pisząc: dopóki nie będzie po niej. Nie ukrywam, że bohater najpierw zwrócił moją uwagę swoim imieniem. Dante, tak jak autor Boskiej Komedii Dante Alighieri, albo Dante Vale (postać z serialu animowanego). Dante jest z tych bohaterów, którzy po prostu mają coś w sobie i można szukać w głowie, dlaczego akurat on i nie znajdzie się konkretnej odpowiedzi. To tak jak z ludźmi, jednych od razu omijasz, a u drugich starasz się o sympatię.  Po prostu miał coś w sobie.      

Co mi się nie podobało (oprócz pomysłu rzecz jasna)? Powtarzalność słów. Język prosty, tak, że czasem niektóre słowa, które się powtarzały nie były naprawdę potrzebne lub można było zastąpić innymi, ale jednak... Były i to było bardzo uciążliwe. Tak samo nazwy... Nie przepadam za fabułami, które mogłyby zawierać jakieś nowe nazwy, które wymagały jakieś pomysłowości autora, a zamiast tego są zwykłe nazwy. Czasem dobrze wykorzystać symbole jako stanowiska, czy imiona, ale lepiej chyba wymyślić coś lepszego? Choćby skorzystać z innych języków, choćby łaciny, starogreckiego, czy innego staro- . Zawsze to inaczej brzmi.

Okładka jest ładna. Pasuje do smoczego tematu, bo fioletowy deseń przypomina skórę smoka. (Załóżmy, że występują smoki bez łusek.) Skórę, która... jest rozszarpana. Co mi się bardzo podoba, gdy się dotknie tych zadrapań czuć, jakby ich fakturę. W tytule, jeśli dobrze pamiętam znajduje się symbol Zakonu Świętego Jerzego. W pierwszej część był znak Talonu, interesujące rozwiązanie. Znak Zakonu znajduje się również na tylnej okładce.

Ocena: 5/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwo HarperCollins Polska

sobota, 1 listopada 2014

"Kroniki Imaginarium Geographica. Tu żyją Smoki"

"Kroniki Imaginarium Geographica. Tu żyją Smoki"
Tytuł: Kroniki Imaginarium Geographica. Tu żyją Smoki
Tytuł oryginalny: The Chronicles of the Imaginarium Geographica. Here, There be Dragons
Autor: James A. Owen

"Tytuł brzmiał: Imaginarium Geographica.
- Hmmm... Geografia Imaginacji, czy tak? - odezwał się Charles. - Interesujące.
- Blisko - odparł Bert. - Lepsze tłumaczenie będzie mniej dosłowne: Geografia Imaginacyjna."

Książka ma wszystko, co jest potrzebne czytelnikowi, lubiącym się w gatunku fantasy. Są smoki i inne stwory, magia, zwroty akcji... Lubię ten gatunek, nie ukrywam, że przeważa on w moich przeczytanych książkach, jednakże pierwsza część "Kronik Imaginarium Geographica" nie zaciekawiła mnie mocno. Nawet mnie troszkę zdenerwowała. Ale zacznijmy od początku.

Lektura opowiada o trójce bohaterów (John, Jack i Charles), którzy żyją sobie w Anglii, w trakcie I wojny światowej. Któreś nocy odwiedza ich tajemniczy przybysz z fantastycznej krainy, który wręcza jednemu z bohaterów tytułową kronikę. Odtąd zaczyna się ucieczka przed czarnym charakterem i jego sprzymierzeńcami, a przez to podróż do Archipelagu Snów. W tym wszystkim jest oczywiście pokonanie złej postaci, którą jest Zimowy Król (czy z kimś Wam się nie kojarzy ta nazwa?), ochrona Imaginarium Geographica i osadzenie na tronie świata z wyobraźni, władcy.

Pomysł nie zbyt pomysłowy. Często w fabule fantastycznej jest ten motyw, że zwykły człowiek dowiaduje się, że mityczne stworzenia i miejsca istnieją naprawdę. Ochrona czegoś cennego - też sławny motyw. Jednak to jest nic w porównaniu ze światem przedstawionym. Świat przedstawiony jest pomieszaniem światów Tolkiena, Lewisa, mitów, a nawet (po przeczytaniu notki autora, która jest na końcu) Dickensa, jest jeszcze jeden element z Sherlocka Holmesa. Starsi czytelnicy oraz ci co czytają więcej klasyków różnych gatunków, niż ja znajdą pewnie jeszcze inne nawiązania. Aha! Są jeszcze legendy arturiańskie!
Nie podoba mi się to, a zwłaszcza to co się okazuje na końcu, odnośnie trójki bohaterów.
Oczywiście, nikt nie zabrania autorowi inspirować się lepszymi, ale... Co innego inspirować się, a co innego brać sobie te rzeczy do siebie. Nie jestem jakąś fanką panów Tolkiena i Lewisa, ale... jako czytelnik oczekuję czegoś indywidualnego od autora. To żadna frajda czytać o tym co się zna. Okej, Morgana stała się Mojrami u Owena, ale nie zmienia to faktu, że jest postać z legendy i mitu. Tak samo ze starym Ordo Maasem. Swoją postacią przypomina połączenie Noego, Gandalfa i Deukaliona.

Jeśli chodzi o wyżej wymienione zwroty akcji... Są, kilka jest, jednak nie napisałam nigdzie, że zaskakujące.

Ocena: 5/10

Cytaty:

"Nasze słabości są zawsze widoczne, tak dla nas, jak i dla innych. Silne strony pozostają ukryte, dopóki ich nie pokażemy - a następuje to w chwili prawdziwej próby. Kiedy wszystko, co w sobie kryjemy, zostaje obnażone i nie możemy już dłużej usprawiedliwiać porażki naszymi słabościami."

"Poza tym przeszłość przeminęła, a jeśli będziesz o niej myślał zbyt często, to albo zgubisz się w żalu nad tym, co ci się nie udało, albo też ugrzęźniesz w chwaleniu samego siebie za to, co ci się udało."
Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger