Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kilmore Cove. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kilmore Cove. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2025

Prequel-sequel

Prequel-sequel

 Tytuł: Ulysses Moore. Wielkie lato 

Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. La Grande Estate 
Autor: Pierdomenico Baccalario 

Nie pierwszy raz spotykam się z tym, że prequel serii zostaje wydany na końcu, jednak nie ukrywam, że zawsze mnie to ciekawi, intryguje. Okej, pomyłka, nie zawsze, ale bardzo często. 
Przypadku tej serii zaskoczyło mnie, że autor cofnął się o tyle tomów po tylu latach. Historia Ulyssesa pojawiała się pobieżnie pomiędzy oryginalną fabułą, dzięki czemu wpasowywała się też w koncept serii - zagadka, tajemnica. Pozostawało wiele znaków zapytania. Czytelnicy wiedzieli tyle, ile bohaterowie książek. Dlatego pierwsze, co mi w takich przypadkach przyszło do głowy, gdy widzę, że po zakończeniu serii autorzy piszą prequele to to czy to tzw. skok na kasę i czy prequel będzie miał sens (czy będzie pisany na siłę) i czy zainteresuje (zwłaszcza osoby, które już dawno dorosły od pierwszego tomu UM). 

Nie będę przedłużać. Tak, moim skromnym zdaniem tom osiemnasty (jeśli dobrze liczę) ma sens. Może nie odkrywa nam (przynajmniej na razie), żadnych sekretów, ale posiada ten sam urok, co pierwszy tom, kiedy czytelnik poznawał Julię, Jasona i Ricka. Przede wszystkim poznawał dopiero historię. Tutaj możemy poczuć to na nowo, mimo to, że znamy szczegóły, których główni bohaterowie nie. 
Śmiem nawet stwierdzić, że charakterystyka bohaterów i ich opisy są dużo lepiej przedstawione, a może tak mi się tylko zdaje? Ciekawe jest to, że wiedząc, jacy ci sami bohaterowie są jako dorośli, możemy porównywać ich jako dzieci. Mamy większy zarys ich przeszłości i rodziny. Możemy nawet próbować zrozumieć ich zachowania i charakter, jakie będą mieć w przyszłości. Jeśli następne tomy pociągną to dalej to będę czekać niecierpliwie na następne części. 
Pierdomenico Baccalario bardzo dobrze opisał dziecięcych bohaterów. Takich opisów brakowało mi w ostatnich częściach (13-17); tu dzieci są naprawdę dziećmi. Nawet jeśli mają dorosłe problemy. 
Podobały mi się przekomarzania całej grupki i ukazanie zainteresowania wynalazkami i mechanizmami Petera Dedalusa. 
Interesującym punktem jest również poznawanie mieszkańców Kilmore Cove, zwłaszcza tych, których nie ma w pozostałych tomach. 

Czy napisanie Wielkiego Lata zniszczyło magię serii? Niekoniecznie. Według mnie w jakimś sensie nawet ją dodało; niektóre miejsca przecież się zmieniły przez ok 50 lat historii. Ten tom nie niszczy uroku zagadek i tajemnic. 

poniedziałek, 10 września 2018

Pożegnanie z Moorem?

Pożegnanie z Moorem?
Tytuł: Ulysses Moore. Statek czasu
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. La nave del tempo

Autor: Pierdomenico Baccalario

To już trzynasty tom serii "Ulysses Moore". Dużo się tego nazbierało... A jest jeszcze więcej tomów, ale niestety nie przetłumaczonych na język polskich (chyba jest tylko jeszcze jeden lub dwa; nie jestem pewna). Szkoda, bo jednak wolałabym do końca przeczytać to, co p. Baccalario napisał w świecie Wrót Czasu. Nawet, jeśli...

Tak, przejdę już od razu do rzeczy. Ta część bardzo różni się od pozostałych tomów. Nawet znacznie. I to nie tylko moje odczucie. To już nie jest ten sam świat i okej trochę czasu minęło między wydarzeniami w 12. tomie, a tym, autor zarysowuje nam powoli, co się zmieniło, ale... Hm, nie ma tej atmosfery magii - nie magii oraz ciekawości. Napisałabym, że również przygody, ale przygoda jakaś tam jest, jednak... Do tego potrzebny Wam opis książki, a więc...

Murray wraz ze swoją paczką przyjaciół odkrywa tajemniczy statek. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby statek nie wyglądał jak z epoki wikingów. W dodatku jest, tak zniszczony, jakby wziął udział w jakieś bitwie morskiej. Nastolatkowie jak to nastolatki nie przechodzą obojętnie obok znaleziska, a na nim... Znajdują następne dziwne przedmioty, które... Nie trzeba tego ukrywać: które opisują miasteczko, które jest bardzo znane czytelnikom serii...

Zacznijmy od czegoś prostego. Ja nie jestem specjalistą z zakresu geografii świata i średnio mogę rozpoznać państwo po nielicznych wzmiankach, co się w nim znajduje (chodzi o formy terenu), zwłaszcza, jeśli tak wygląda większość państw europejskich. Myślę, że nawet geograf nie wiedziałby, gdzie akcja tej książki się dzieje. To źle. "Statek czasu" to wprowadzenie do następnej, trzeciej części serii, dlatego świat mógłby być ciut bardziej rozwinięty. Np. o wzmiankę miasta w którym mieszkają bohaterowie. Wiadomo tylko, że nad morzem. Niewiele to mówi. Jest wspomniana laguna, więc skojarzyło mi się to z Włochami, ale to podobno nie są Włochy. Okej, może autor uznał, że to nie jest potrzebne czytelnikowi do szczęścia, a ja się czepiam. Może. Ale w pierwszym i siódmym tomie było to jakoś lepiej napisane i wprowadzone.

Właśnie, siódmy tom... Przepraszam, ale będę go porównywać do tej książki. Tam też akcja nie od razu działa się w Kilmore Cove, ale... Hm, nie wiem nadal te fragmenty miały w sobie to coś. Może przez przedmiot, który nie był byle jaki. Ale nie odbiegało to, tak bardzo. Tu... Okej, ten wyżej wymieniony statek jest ważny dla całej historii UM, ale... Mnie osobiście on nie porwał. Może dlatego, że jest dużo książek dla dzieci, gdzie jest grupa przyjaciół, która odkrywa coś sekretnego. To taki typowy motyw. Jasne, w pozostałych tomach też zdarzały się powtarzalne motywy, ale nie, aż tak widoczny sposób.

W przeciwieństwie do pozostałych książek w "Statku czasu" jest, aż pięciu bohaterów, którzy są powiedzmy na jednym poziomie ważności. Znaczy się, wybija się trochę Murray, ale nie jakoś szczególnie.
Ci bohaterowie... Rozumiem, że autor chciał stworzyć innych bohaterów od całej reszty. Przynajmniej dwóch. Jeszcze mogę zrozumieć postać Shane'a, ale Connor... Trochę to wygląda, tak, jakby autor znalazł sobie różne problemy dzieci (ważne, rodzinne) i na ich bazie stworzył postaci. Nie wystarczy dwóch-trzech bohaterów (a niech mają problemy, będą bardziej realni), trzeba dać pięciu. Ja nic do nich nie mam, ale... No... Przypadkiem się znaleźli i zaprzyjaźnili. Przypadek. Zwłaszcza, że z tego, co pamiętam to Shane i Connor są dorośli (nie wiadomo, ile pozostali mają lat). Nie piszę, że osiemnastolatek nie może się kumplować z trzynastolatkiem, ale... Kiedy przeczyta się wiele książek to te przypadki robią się nużące. Zwłaszcza, że szczególnie autor nie opisał momentu ich spotkania. To chyba są dwa zdania.

Ale to wszystko już dałoby się nawet ominąć, po prostu dalej czytać, gdyby nie... "Przypiski tłumacza dziennika". Wolę, kiedy czytelnik sam coś zauważa w fabule np. nawiązania do innych utworów, a tu... Zawsze, gdy pojawi się nawiązanie jest przypis do jakiej książki to jest nawiązanie. Na początku to było fajne, ale potem... W pewnym sensie nic nie dają te przypisy oprócz tego, że można sobie przeczytać książki o których jest mowa. Wiem, że to seria dla dzieci, ale wątpię, czy dziecka to zainteresuje, a jeśli nawet... Autor nie powinien też zapominać o czytelnikach, którzy są z nim od pierwszego tomu i którzy już mają te osiemnaście-dziewiętnaście lat.

Pan Baccalario próbował poruszyć w tym tomie temat ekologii i śmieci. Jeśli chodzi o ekologię to ukazał to trochę w nietypowy sposób, ale ciekawy. Jeżeli zaś chodzi o śmieci i ich wysypiska... Pomysł był bardzo dobry. Nawet dobrze wpisywał się w świat UM, ale... Zakończenie wątku już słabe. Poza tym, że nakreślił nam autor problem i może podsunął rozważania na ten temat to słabo.
Wolę już wątek dbania o środowisko we "Władcy Pierścieni" J.R.R. Tolkiena.

Jedno, co naprawdę się udało autorowi wg. mnie to nakreślenie czarnego charakteru. Interesująca postać, choć są o niej tylko wzmianki, dość nietypowy złoczyńca... Ciekawa jestem, jak go dalej p. Baccalario poprowadzi, czy przypadkiem go nie przerysuje, bo to łatwo zrobić.
Wydarzenia w Kilmore Cove też były ciekawym rozegraniem. Inna akcja, bardziej rozbudowany świat, nowe miejsca do zwiedzenia, ale... Najpierw potrzebny to tego jest wstęp, trzeba to bardziej rozbudować, niestety... Znowu to samo. Kilka zdań. Kilka zdań o bardzo ważnej sytuacji! Nie było nas (czytelników) w miasteczku długi czas!  Zresztą... Zdaję mi się, że trochę niezgodności wykryłam z tym, co było pokazane we wcześniejszych tomach, ale mogę się mylić.

Zakończenie jest dziwne, ale zarazem zrozumiałe, chociaż... Te kilka ostatnich stron to znów, aż się prosi o słowo: przypadek. Co za przypadek, że akurat to się dzieje.

Do okładki nie mam zarzutów, chociaż nie podoba mi się, tak bardzo jak tomy 7-12. Fajnie, że gdy się ją rozłoży to wygląda, jakbyśmy mieli przed sobą gazetę.
Minusem w niej jest brak numeracji. Nie ma żadnej. Nie przy każdych seriach jest, ale tu powinna być. Numeracja trzymała w całości poszczególne części serii (1-6;7-12).

Nie wiem, wątpię, że nie spodobała mi się ta część tylko dlatego, że to seria skierowana do dzieci. Inne też były, a jakoś tak bardzo mi to nie przeszkadzało w odbiorze tych książek...

Ocena: 4,5/10

czwartek, 21 czerwca 2018

Podróż do wnętrza...

Podróż do wnętrza...
Tytuł: Ulysses Moore. Labirynt Cienia
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. Il labirinto d'ombra

Autor: Pierdomenico Baccalario

Hm, to dość trudne, co od razu na wstępie napiszę: ten tom mnie zawiódł. Nie chodzi o to, czy był nudny, czy nie. Nie był w gruncie rzeczy. Ale... Zawiodłam się, jeśli chodzi o pewną sprawę. O sam koniec "Labiryntu Cienia". Właściwie... Źle to ujęłam. Rozegranie pewnego wątku mnie zawiodło. Wątek ten miał ambicje na coś lepszego. Oczywiście rozumiem zamysł autora, ale... W porównaniu z tym jak przedstawił ten wątek to to było, takie... Za łagodne. Bez jakiegoś szału, że się, tak wyrażę. Mam wielką nadzieję, że ten wątek powróci i będzie się ciągnąć jeszcze przez następne trzy tomy, bo... Po prostu to będzie jak na razie największe rozczarowanie w kontekście całej serii "Ulysses Moore". Nie żartuję. Rozumiem, że to seria dla młodszych czytelników, ale skoro druga część cyklu jest doroślejsza, porusza poważniejsze tematy to autor nie powinien bagatelizować tych poważnych wątków.

Przepraszam, że zaczęłam od narzekania, ale musiałam o tym wspomnieć.
Jeszcze raz zaznaczam: to nie jest zła książka.

W dziewiątym tomie czytelnik skupi się głównie na tajemnicy, którą nie poznał dotychczas żaden mieszkaniec Kilmore Cove... A przynajmniej z tych współczesnych mieszkańców. Magiczne miejsce, które jest ściśle związane z Wrotami Czasu oraz... ich Konstruktorami. Mowa tutaj o tytułowym Labiryncie... Skoro też mowa o Kilmore Cove to tam zagrożenie zbliża się wielkimi krokami. Jak ochronić miasteczko bez wyrządzenia nikomu krzywdy?

Może skupię się głównie na Labiryncie i rodzicach Anity.
Ale najpierw Labirynt. To miejsce praktycznie niczym się nie wyróżnia. To znaczy... Gdzieś natknęłam się na coś podobnego. Wiem, sam motyw labiryntu nie jest niczym nowym, ale... Nie wiem, te komnaty, które w nim się znajdują... Jakbym już je znała. To nie ma nic wspólnego z tym, że kiedyś już czytałam ten tom, ponieważ praktycznie nic nie pamiętałam z ostatniego czytania oprócz zakończenia, ale tego powiązanego ściśle z nadmorskim miasteczkiem. Nie wiem, dlaczego ale jedna z komnat przypomniała mi "Opowieści z Narnii" i ten moment, kiedy Edmund ogląda posągi stworzeń i zwierząt. JEDNAK mimo tej wady, Labirynt coś w sobie posiada. Jakąś tajemniczość, coś, dzięki czemu chce się go bardziej poznać. Niestety, chociaż długo tam nasi bohaterowie przebywają to.... Dość mało jest tego Labiryntu. To znaczy chce się go więcej. To taki plus i minus. To nie Konstruktorzy Wrót, których poznajemy pomału i jest w porządku. Przynajmniej ja miałam, taki niedosyt. Może dla kogoś będzie okej,

W Labiryncie poznajemy również nową postać, dzięki której nasi bohaterowie prawdopodobnie zgubiliby się szybko. Bohater bardzo interesujący... I przy nim należy zwrócić uwagę na pracę pani tłumaczki. Nowa postać rymuje. I polskie tłumaczenie naprawdę oddaje sens i rytmiczność tych wypowiedzi. Myślę, że to nie łatwe zadanie. Sama praca tłumacza jest trudna, a co dopiero przetłumaczyć tekst, tak, żeby oprócz sensu, był jeszcze rymowany.

W fabule występuje wątek zagadki. Zagadki trudnej, choć nie próbowałam jej rozwiązywać, ponieważ sam jej opis wydał mi się zbyt skomplikowany. ;) Właśnie, rozwiązanie... Autor nie podaje go od razu. Daje czas czytelnikowi na zabawę (to zresztą jest dodane w przypisach). Mija kilka rozdziałów, aż dowiadujemy się o co właściwie, chodzi w zagadce. Ciekawe. Nakłania poniekąd do myślenia.

Rodzice Anity... Początkowe sceny z ojcem dziewczyny i pewną osobą są genialne! Jedne z lepszych w tej serii wg. mnie. Nic więcej nie trzeba dodawać.
Dobrze autor rozegrał postacią matki Anity. Nie zrobił z niej jakieś bohaterki, ani też nieśmiałej, potulnej osoby. Chociaż, nie ukrywam, że na początku pewne jej zachowanie niezbyt mi się podobało, ale... Jakby nie patrzeć to w końcu inny bohater był zbyt naiwny i to właśnie o niego chodziło autorowi w tej scenie. Pokazać, jaki on jest naprawdę.

Chciałabym coś dodać na temat Podpalaczy, ale... Nie, lepiej ten temat zostawić.

W dziewiątym tomie powracają portrety bohaterów. Ogólnie fajnie, aczkolwiek jedną osobę inaczej sobie wyobraził. Bardzo. Wiem, że to tylko rysunek, ale no...

Twarda okładka to cudo. Znaczy... To będzie cudo dla każdego fana UM. Świetnie nawiązuje do pierwszych sześciu tomów serii. A jak? To tylko dla wtajemniczonych informacja. ;)
Co posiadają pierwsze tomy, a następne już nie?

Ocena: 6/10

Cytat:

"Wyobraźnia to drzewo. Posiada to wszystko, co składa się na drzewo. To znaczy korzenie i gałęzie. Żyje między ziemią a niebem. Żyje w ziemi i na wietrze."

niedziela, 3 czerwca 2018

Podziemny tunel

Podziemny tunel
Tytuł: Ulysses Moore. Kamienni strażnicy
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. I guardiani di pietra
Autor: Pierdomenico Baccalario
Koniec tajemnic?

Przedostatni tom części pierwszej, więc akcja idzie, co raz szybciej jak tajemniczy pociąg... Tak, części pierwszej. Cała seria "Ulysses Moore" jest podzielona na, takie jakby trzy części, z czego na jedną składa się sześć tomów.

W piątym tomie nasi bohaterowie nadal odkrywają tajemnice miasteczka oraz Wrót Czasu, które stają się coraz bardziej skomplikowane. Jednak Julia, Jason i Rick to młodsi nastolatkowie - muszą chodzić do szkoły, mają rodziców, którzy się o nich troszczą... To wszystko wcale nie ułatwia w wypełnieniu powierzonego im zadania. Zwłaszcza, jeśli masz na coś tylko kilka godzin, rodziców krążących nad głową, lekcje i dyrektora szkoły oraz... sławną Obliwię Newton, która nie odpuści za nic Willi Argo.

Właśnie, jednym, co wyróżnia bohaterów serii UM jest to, że oprócz tego, że odkryli tajemniczy świat pozostają zwyczajnymi dziećmi, które mają szkołę i zwyczajne problemy. Nie stają się nagle superbohaterami. Bo czasem w książkach przygodowych, tak jest: bohater żyje swoim życiem, dopóki czegoś nie odkryje, a potem zapomina o bożym świecie. Przynajmniej np. w "Opowieściach z Narnii" jest napisane, że czas w prawdziwym świecie różni się o narnijskiego i u nas mija, choćby minuta, a tam kilka godzin. W serii "Ulysses Moore" niestety lub "stety" czas jest, takim sam za Wrotami Czasu. To jest dobre. Rozwija jeszcze bardziej historię. Możemy się bardziej utożsamić z bohaterami. Okej, zazdrościmy im przygód, ale nie zazdrościmy im tego, że muszą to wszystko połączyć, tak, żeby wszyscy mniej więcej żyli w spokoju. A jeśli masz ok. jedenastu lat to to w ogóle jest trudne do zrobienia.

Myślę, że "Kamienni strażnicy" są jedną z lepszych części, chociaż... bardzo tam mało podróży w czasie. Tu całkowicie skupiamy się na miasteczku Kilmore Cove i jego sekretach. Odkrywamy je powoli, a nawet dowiadujemy się nowych, które, tak zaskakują, że... To nie do pomyślenia, jakiego doznacie szoku.
Możemy bardziej zżyć się z Kilmore Cove i jego mieszkańcami. Poznajemy starą stację kolejową, mauzoleum, a nawet... morze!

Tak! Morze i wątek z nim związany jest, taki ciekawy! Również można się bardzo zaskoczyć przy czytaniu rozdziałów jemu poświęconych. To takie... Po prostu czyta się i nagle... o! Ale jak to? (Podobnie, jak przy nowej tajemnicy.)

Koniec książki to zupełny rollercoaster emocji. Prawie, jak przy wątku z drugiej części. Tyle zdarzeń, postaci, ciemność, ochrona tajemnicy... Ciekawe, ciekawe. Zastanawia mnie tylko to, gdzie byli w tym czasie rodzice bliźniaków. :p

Ocena: 8/10

sobota, 26 maja 2018

Zagadkowe miasteczko

Zagadkowe miasteczko
Tytuł: Ulysses Moore. Dom Luster
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. La casa degli specchi
Autor: Pierdomenico Baccalario
Czym jest Kilmore Cove?

"Samotny pozostał król,
który przegra swoją partię.
Chce wygrać z trójką,
i trojgu zgotuje śmierć."

Napiszę to już ostatni raz ( ;) ) - z tomu na tom seria "Ulysses Moore" jest coraz lepsza. Chociaż na razie fabuła jest falowana: jedna część trochę nudniejsza, następna lepsza. Uważam, że to przez to, że jednak są one krótkie. Gdyby miały zwykłą, mniejszą czcionkę w ogóle byłyby krótsze. Ma to swoje plusy i minusy. I właśnie jednym z tych minusów jest,  jednak nie do końca wyrównany poziom. Ale... Jakby, tak się przypatrzeć to bohaterowie nie mogą ciągle podróżować w czasie, dużo tajemnic ich otacza, więc muszą je jakoś rozwiązać.

Zresztą wydarzenia z "Domu Luster" trwają w ciągu jednego dnia. I tak dużo się dzieje jak na jeden dzień, który miał być zwyczajny. Jednak Julia, Jason i Rick to nie bohaterowie pierwszej lepszej młodzieżówki, książki fantasy (nie mam nic do tych książek, ale to powoli robi się nużące), którzy nagle wszystko wiedzą i rozwiążą oraz uratują przy tym cały świat. Tacy bohaterowie są bardziej prawdziwi, bardziej bliscy czytelników. Czytelnik jest w stanie bardziej im uwierzyć.

W trzecim tomie serii "Ulysses Moore" skupiamy się na tajemnicach nadmorskiego miasteczka Kilmore Cove, które np. nie posiada tablic powitalnych, jakie zawsze stoją przed miejscowościami. Dlaczego, tak jest? A może jedenastolatki wylądowały w jakieś innej czasoprzestrzeni? Świecie typu Narnia, ale bardzo podobnym do współczesnego...?
Już w pierwszej części bohaterowie poznali Obliwię Newton, która niestety pokazała, że tak łatwo nie zniknie z życia mieszkańców Willi Argo. Tutaj plany kobiety robią się coraz gorsze, poznajemy postać bezwzględną, która... Poniekąd idzie do celu po trupach. To nie tajemnica, że to właśnie ona jest głównym nie sprzymierzeńcem bliźniaków i ich przyjaciela. A nawet nie wiedzą, jak bardzo...

Trochę się zawiodłam na tym, że w "Domu Luster" jest mało Domu Luster. Praktycznie kilka rozdziałów. Trochę szkoda, ale na szczęście dużą rolę w tym tomie odgrywa właściciel Domu Luster. Osoba nadzwyczaj zdolna, ktoś o kogo trudno w dzisiejszym świecie technologii. Niestety, coraz mniej myślę, będzie osób takich jak On...

Cytaty:
"Żyjemy w epoce podróży kosmicznych, telefonów i komputerów! Ludzie są jak marionetki, oplątani siecią elektronicznych sznurków."

Ocena: 7/10

Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger