Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 maja 2024

Czy to magia?

Czy to magia?

 Tytuł: Rok próby

Tytuł oryginalny: The Grace Year 


Autorka: Kim Liggett 

To pierwsza książka, którą skończyłem po długim czasie. Nie ze względu na to, że była nudna, a przez inne obowiązki, w tym studia. 

Właśnie, "Rok próby" nie był nudny i właśnie, dzięki temu mogłem zapamiętać fabułę. Nie musiałem wracać kilkanaście stron wstecz, żeby przypomnieć, co się wydarzyło wcześniej. Bardzo łatwo czytelnikowi jest wejść do fabuły, zagłębić się w niej. Aczkolwiek nie dla każdego będzie to plus. Wiem, brzmi to absurdalnie, ale już wyjaśniam, co mam na myśli.

Świat przedstawiony w książce jest bardzo brutalny. Można by napisać, że zahacza o średniowiecze, albo coś koło tego. Chociaż nie. Bohaterowie nie do końca pasują do tej epoki. W sumie mogliby nawet żyć w świecie współczesnym. Wszyscy żyją w zamkniętej społeczności, która wypracowała sobie własne zasady, prawa, normy kulturowe, a nawet poniekąd wierzenia. 

I skupmy się na tym ostatnim, bo to ważny motyw w książce. W pewnym sensie wierzenia postaci opierają się na poglądach, uprzedzeniach i stereotypach, które funkcjonują do teraz. Zostały one tylko trochę przykryte warstwą magii, która oczywiście jest czymś, co należy się bać w społeczności głównej bohaterki - Tierney. Magia jest przeciwko Bogu. A skoro mamy ten element religijny, kto kojarzył się z czarami przez całą długą historię ludzkości? 

Kobiety. I to również ważny punkt tej fabuły. Właściwie to jeden z głównych tematów książki. Nie chcę zdradzić wszystkiego i całej (mojej) interpretacji, ale może się uda nie rozwijając tego.
Fabuła jest brutalna. Zwłaszcza wtedy, kiedy są w niej elementy, zachowania i słowa, które można przyrównać do rzeczywistości. Mam na myśli te obrzydliwe zachowania, słowa, które wzbudzają strach w kobietach. Nawet w tym roku kobieta może usłyszeć, że na pewno prowokowała lub na pewno sama chciała... Rozumiecie do czego zmierzam? 

W społeczności Tierney uważa się, że najgorszym czasem dla mężczyzn jest czas, kiedy nastolatki dorastają, dojrzewają. Uważa się, że wtedy pojawia się ich magia, która może uwieść mężczyznę. Zwieść na pokuszenie. Aby, tak się nie stało, co roku dziewczyny, które wchodzą w okres dojrzewania są wysyłane na tytułowy rok próby. Tam, mają się pozbyć magii. Jakby wygnanie i przeżycie rok w grupie dziewczyn było za mało to czai się jeszcze jedno zagrożenie. Kłusownicy, którzy czają się na nierozsądne dziewczyny, które nie stosują się do zasad, które mają je ochronić. 
Rok próby jest tajemniczym wydarzeniem. Żadna kobieta w wiosce nie rozmawia o nim ze swoimi córkami i między sobą, dlatego w miarę czytania dowiadujemy się wszystkiego razem z bohaterką, która pomimo posiadania dwóch starszych sióstr nie wie za wiele. A przynajmniej nie wie za wiele prawdziwych informacji. 

Książka składa się z czterech części - pór roku, bo jesteśmy z bohaterką od początku do końca. I właśnie tu pojawia się pierwszy minus. Mamy około trzysta pięćdziesiąt stron. To zbyt mało, żeby należycie opisać rok z życia. Zwłaszcza w takim miejscu jak obóz w którym znajdują się nastolatki. Wiem, może to brzmieć dziwnie, że książka ma za mało stron, ale... Gdzieś w połowie książki pojawia się pewna postać, której wątek splata się z Tierney i wychodzi na główny plan. Mamy też wydarzenia przed i po roku próby. Więc mamy tego dużo, a autorka lubi czasem przeskakiwać o tygodnie. Nim się zorientujemy, a mowa jest o lecie, gdzie niedawno była jesień. Gdyby nie pogoda i rozmowy o zjawiskach atmosferycznych nie byłoby czuć tego, że czytamy o roku z życia bohaterki. To naprawdę nie jest na plus. Po raz pierwszy brakowało mi dłuższych opisów, zatrzymania się. Nie wiem, może w świecie przedstawionym inaczej trwa rok, ale nigdzie nie ma takiej wzmianki, więc biorę za pewnik, że nie. Zwłaszcza, że świat stworzony przez autorkę nie odbiega, aż tak bardzo od naszego. 

Następnym problemem jest to, że fabuła poniekąd się dzieli na przed i po wprowadzeniu jednego bohatera. Przed były naprawdę w ciekawie. Podobało mi się przesłanie, które niosła ta część. Wszystko było takie namacalne i realistyczne. To znaczy, można było odnieść do rzeczywistości. I to kluczowe pytanie krążące po stronach: czy magia istnieje? 
A potem pojawia się ta postać i... Książka zmienia kierunek. A przynajmniej dla mnie. Serio, to było przewidywalne. Z jednej strony bohater był ciekawy, ale wnosił... Hm, nie wiem jak to nazwać. Nie mam pięciu lat i nie wierzę w wielką miłość od pierwszego wejrzenia. Zwłaszcza, że nie potrafiłem zrozumieć, ile czasu właściwie bohaterowie spędzili ze sobą czasu. Nie wiem, czy nie napisałem małego spoileru... Inaczej się nie dało. 

Jeśli była mowa o przestrzeni czasowej to albo ja mam słabą wyobraźnię przestrzenną (a tak może być), albo rzeczywiście autorka nie potrafiła należycie opisać miejsca w którym znajdują się dziewczyny. Głównie chodzi o usytuowanie jednego lub dwóch miejsc. Myślałem, że obóz jest mały, a raczej średni, no taki akurat, żeby przetrwać rok, ale, żeby mniej więcej dziewczyny nie były w rozsypce. Okazało się, że się myliłem i obóz był znacznie większy, tak, że już sam nie wiedziałem, gdzie przebiega granica. To znaczy było napisane, że jest płot, ale co z tego, skoro była o nim mowa, tak jakby był tylko dwoma lub trzema fragmentami. Przynajmniej ja, tak  to odebrałem. Może po prostu przydałaby mi się mapka. 

Główna bohaterka. Nie wiem, czy jestem w stanie napisać, czy ją lubię, czy nie. Nie przepadam za tego typu bohaterami - herosami. Akurat oni wiedzą najpotrzebniejsze rzeczy, umieją to, co jest przydatne i... I w przypadku żeńskich bohaterek: ona jest inna od reszty. Jej nie zależy na mężu i ślubie, ona lubi biegać po lasach i polować itd. Chcąc nie chcąc wyglądała, jakby patrzyła na resztę z góry. Nie dziwię się, że pozostałe jej koleżanki irytowały się na nią. Może to zabrzmi źle, ale nawet gdy jej się od nich zarabiało to nie współczułem Tierney, bo się nie dało. W myślach pojawiało się, że poniekąd zasłużyła sobie. No dobra, może to przesada, ale... Ech, zwłaszcza ostatnie rozdziały pokazywały, że Tierney patrzy z góry na resztę. I nie tylko na rówieśniczkę. 
Okej, jestem w stanie zrozumieć, że musiała w takim świecie stworzyć maskę, grubą skórę, żeby przetrwać, ale czy to dobre, że autorka dała, taki kontrast? Jakby reszta dziewczyn była gorsza, bo walczą inaczej? Albo po prostu nie są w stanie walczyć? Bo mają inne marzenia? 
Tierney jest też egoistką. Przepraszam, ale taka prawda. Pod koniec nie obchodzą jej konsekwencje, Nie obchodzi jej nawet, że może kogoś skrzywdzić. Że... Dla niej są tylko dwie grupy: dobra-kobiety, zła-mężczyźni. I to idzie w, taki absurd, że po prostu... 

Nie mogę spoilerować, ale, tak bardzo chciałbym napisać o jeszcze jednej irytującej rzeczy... Ale muszę to zostawić dla siebie. Napiszę tylko, że szkoda mi pewnego męskiego bohatera. 

Cytaty:

"Nikt nie powinien poczuwać się do wdzięczności za to, że jest traktowany jak normalna istota ludzka."

"Tyle że kwiat nigdy nie jest >>tylko<< kwiatem."

piątek, 4 stycznia 2019

Kraina Baśni...

Kraina Baśni...
Tytuł: Kraina Opowieści. Zaklęcie Życzeń

Tytuł oryginalny: The Land of Stories. The Wishing Spell
Autor: Chris Colfer
Czy da się jeszcze coś nowego stworzyć ze starymi baśniami?

Swego czasu oglądałam serial muzyczny "Glee" - podobał mi się. Z ciekawości przeglądałam w Internecie, gdzie jeszcze ci aktorzy grali... Wtedy natrafiłam też na informację, że Chris Colfer jest również pisarzem i scenarzystą (chyba napisał tylko jeden scenariusz, ale to akurat nie ma znaczenia). Spodobały mi się z opisu jego książki i obiecałam sobie, że przeczytam serię "Kraina Opowieści" w oryginale. Od tego czasu trochę minęło... Zanim zabrałam się za oryginał pojawiła się już wersja polska. :D

"Zaklęcie Życzeń" zaczyna się dość typowo. Jak książki dla młodszego czytelnika. Jak książki dotyczące baśni. Mamy dwójkę rodzeństwa: Alex i Connera. Alex jest przykładną uczennicą, zna odpowiedź na każde pytanie zadane przez nauczyciela, lubi czytać książki i nie jest do końca lubiana w szkole. Gdy poznacie bardziej dziewczynę, zrozumiecie dlaczego. ;) Conner jest jej przeciwieństwem: nie wychodzi mu nauka, ale w zamian ma dużo kolegów. Pewnego dnia... A raczej kilka dni po ważnym wydarzeniu bliźniaki trafiają przypadkowo do tytułowej Krainy Opowieści.
Kraina Opowieści to państwo w którym żyją wszystkie postacie z baśni, nawet te o których nawet dzieciom się nie śniło. Znaleźli się tam przypadkiem, dlatego rodzeństwo będzie chciało szybko powrócić do domu za wszelką cenę...

W tle rozgrywa się wątek dotyczący Złej Królowej, który na swój sposób miał zadatki na bycie ciekawym, jednak jego rozwinięcie pod koniec książki trochę mnie zawiodło.

Alex była bohaterką, która najbardziej mnie irytowała i tu nie chodzi o to, że ma 12 lat. W świecie rzeczywistym nie miała przyjaciół - każdy uważny czytelnik zrozumie, dlaczego. Dziewczyna uosabia jedną z tych osób w klasie za którą mało kto przepada. Myślałam, że sprawa jej zachowania zostanie jakoś poruszona w książce, niestety... Za każdym razem mamy podany inny powód dla którego Alex jest sama. Może w dalszych częściach jest lepiej. Jeśli chodzi o świat magiczny... Hm, nawet jej brat komentuje jej zachowanie. Powiedzmy, że zachowuje się dziecinnie.

Conner jest dużo ciekawszym bohaterem wg. mnie niż Alex. Chłopak ma to nieszczęście, że nie uczy się, tak dobrze jak siostra, ma słabe oceny i często zasypia na lekcjach. W Krainie Opowieści chłopak jest tym, który nie buja w obłokach. Magia magią, ale zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, które również znajdują się w tym państwie oraz z tego, że nie są sami (mają rodzinę w świecie rzeczywistym, która się o nich martwi).

Mieszkańcy Krainy Opowieści są przedstawieni niestereotypowo. Przynajmniej większość z nich. Królewna Śnieżka pozostała, taka jaką znamy z baśni. Autor cały czas przypomina czytelnikowi, że baśni, które znamy to tylko część prawdy, którą znamy o ich bohaterach. Te postaci miały swoją przeszłość przed baśnią, a teraz mają swoją teraźniejszość, którymi ciekawie się bawi. Na tym tle wyróżnia się najbardziej postać Złotowłosej i Czerwonego Kapturka. To nastolatki, które posiadają charakter, który od razu nie przypisałoby się im. To już nie te małe dziewczynki...

Zauważyłam, że w ostatnich latach nastała trochę moda na historie o czarnych charakterach. Już wyjaśniam o co mi chodzi: postacie, które od zawsze były złe i tyle dostają swoje historię, żeby człowiek mógł zrozumieć, co spowodowało, że ta postać stała się, aż tak zła. Proste ludzkie patrzenie: człowiek nie rodzi się zły do szpiku kości. W tej książce dostajemy postać Złej Królowej i jej przeszłość. Hm, podejrzewałam czego będzie dotyczyć, ale... Koniec końców ta historia była dla mnie zbyt prosta, zbyt krótka.

Może chyba zrozumieć, dlaczego, tak to wyszło. Chris Colfer zamknął tę część historii w jednym tomie, domyślam się, że drugi tom będzie o czymś całkiem innym, ponieważ oprócz jednego wątku, reszta jest dobrze zamknięta. Zawiodło mnie to, ponieważ miałam nadzieję, że wątek Złej Królowej przejdzie na następny tom. Jestem ciekawa, kto będzie czarnym charakterem w dalszych tomach. Czy uda się znaleźć kogoś równie intrygującego.

Zazwyczaj nie przepadam za dość "prostymi" nazwami w książkach fantasy (przykład: Śpiące Królestwo), są po prostu zbyt oczywiste. Nie mają tej magicznej tajemniczości. Ale tutaj... Po czasie przyzwyczaiłam się i zrozumiałam, że w tej historii, takie nazwy są potrzebne. W końcu tu chodzi o baśnie, a większość z nich zawiera, taką prostotę. Ale na szczęście występuje kilka imion "dziwnych", baśniowych.

I tu trzeba napisać o polskim tłumaczeniu. Według mnie jest bardzo dobre. Myślę, że trudno tłumaczyć tego typu książki, tu się udało. Nawet fragmenty, które miały być - są wierszowane jak w baśniach.

Niestety wkradło się kilka błędów, czy powtórzeń, które trochę przeszkadzały w czytaniu.

Zastanawiałam się podczas czytania do kogo właściwie jest skierowana ta książka. Z jednej strony mamy dwunastolatków, trochę naiwne fragmenty i zagadki, które uważny czytelnik (który przeczytał wiele książek i baśni) szybko rozwiąże, a z drugiej sceny, które może niekoniecznie są dla dzieci. Okej, lat 12 to już nie "dziecko", ale... Hm, nie wiem. Postać Czerwonego Kapturka jest troszkę kontrowersyjna. Zwłaszcza to jak się ubiera.

"Zaklęcie Życzeń" to jedna z najładniej wydanych książek, którą widziałam. Rzeczywiście przypomina księgę ze zbiorem baśni. W środku znajduje się mapka Krainy Opowieści do której często zaglądałam podczas czytania. Na początku każdego rozdziału znajduje się ładny rysunek i nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie to, że ilustracje te wykonał pan, który również ilustrował "Baśniobór" Brandona Mulla.

Ocena: 7/10

Cytaty:
"Kiedy świat podejmie decyzję, ciężko go nakłonić, żeby zmienił zdanie."

"Jednak świat nie potrafi pojąć jednej rzeczy: czarny charakter to ofiara, której historii nie opowiedziano."

"Nawet najbardziej monotonni ludzie są w stanie nas zaskoczyć."

"Świat zawsze będzie przedkładał wygodę nad rzeczywistość (...) Łatwiej jest nienawidzić, obwiniać i bać się niźli rozumieć. Nikt nie szuka prawdy, wszyscy pragną jedynie rozrywki." 


Dziękuję za egzemplarz książki wydawnictwu Papierowy Księżyc!

piątek, 29 czerwca 2018

Magia w Polsce

Magia w Polsce
Tytuł: Król Kier
Autorka: Aleksandra Polak

To będzie dość trudna recenzja...

Alicja to na pozór zwykła nastolatka, która żyje jak każda przeciętna polska licealistka. Zbliża się wielkimi krokami Studniówka, której skutki pociągną główną bohaterkę w magiczny świat...

Magiczny świat, który jest w pewnym sensie znany czytelnikowi książek fantasy. Dużo elementów wspólnych ma ten świat z innymi. Zwłaszcza z "Darami Anioła", ale o tym później. Autorka stara się pokazać coś świeżego: cyrkowców, którzy polują na demony, ale... Po pierwsze bardzo małą rolę w tej części gra cyrk (podobno w drugiej jest go więcej), a tym samym nie można tego jakoś połączyć, dlaczego akurat bohaterowie są cyrkowcami i jeżdżą z występami po całym świecie, skoro mogliby to robić normalnie. Po drugie... Niestety autorka jeszcze nie umiała, aż tak dobrze opisać walki, żeby ona (przynajmniej mnie) wciągnęła. Albo występują bezsensowne przestoje, albo walka przypomina inne walki z książek. Okej, rozumiem, że trudno napisać, tak walkę, żeby nie przypominała innej, ponieważ jest tyle tych książek... Ale jednak mogłyby być one bardziej wciągające.

Główna bohaterka - Alicja (niestety muszę to stwierdzić), że zalicza się do tych najbardziej irytujących bohaterek. Rozumiem, że czasem można panikować, ale... Niektóre jej zachowania są po prostu absurdalne, tak nie zachowuje się 19-latka. Żeby tylko to było denerwujące... Gdy dziewczyna poznaje nowego chłopaka to już jest koniec. Prawie jak "Zmierzch". Ona w nim zakochana na zabój, świata nie widzi poza nim itp. Bo on przecież jest, taki idealny. Ale co z poprzednim chłopakiem? Cóż, z pewnego powodu powinna z nim zerwać. Jednak Alicja ciągle nie daje rady, niby jest wściekła i w ogóle. Żeby jeszcze to była tylko ta jedna sytuacja, nie. Zachowanie Maksa serio świadczy, że on się, jakby nią bawi to nie. Alicja czeka. Aż ktoś zrobi to za nią.

Jedynymi osobami, które w świecie realnym są w porządku, są Julia (najlepsza przyjaciółka Alicji) i Amir. Tego ostatniego ogólnie jest mało, a pod koniec książki praktycznie znika nagle. Julia to typowa przyjaciółka o której każdy marzy, zawsze pomoże. To ona w pewnym sensie kieruje główną bohaterką, co ma robić lub może, co powinna. A Amir... On w ogóle niczym się nie wyróżnia, ale jest fajny. Zwykły kolega.

W książce występuje jeszcze grupa innych bohaterów spoza realnego świata. O nich niewiele mogę powiedzieć. Nawet trudno mi się rozeznać za bardzo, który to który bohater. Chodzi mi o mężczyzn, bo kobiety jeszcze kojarzę, ponieważ jedna z nich wyróżniała się na ich tle, a trzy z nich to siostry.

Do połowy "Król Kier" jest, taką obyczajówką. Nic w pewnym sensie nie zapowiada wątku fantastycznego oprócz jednej sceny. I wcale to nie jest złe, nawet może to by było ciekawe, gdyby książka pozostała bez elementów fantastycznych.
Później wkracza magia i... Jest trochę problemów. Mam nadzieję, że w drugiej części to jest naprawione. Po prostu, że ta magia jest bardziej wyjaśniona.

Nawiązanie do "Darów Anioła" jest już na tylnej okładce i blurbie. Znaczy się w tym sensie, że jeśli ci się ta seria podobała to trylogia "Circus Lumos" również. Cóż... Ja czytałam dwie serie o Nocnych Łowcach i niestety widzę w tej fabule elementy bardzo podobne. Nie jeden, ale ok. pięciu.

Największym minusem "Króla Kier" są błędy, że tak to ujmę: logiczne. Błędy i absurdalne sytuacje. Ja chodziłam do liceum, mam tyle samo lat, co główna bohaterka i nie nabiorę się na niektóre sprawy. Myślę, że młodsi czytelnicy też by odnaleźli kilka nieporozumień. Może one są do wyjaśnienia... Nie wiem.

Okładka za to jest bardzo ładna. Ma się wrażenie, że jest z metalu/metaliczna. Kiedy się ją obraca pod światło równie ładnie błyszczy.

Skrytykowałam "Króla Kier". Nie spodobał mi się, ale to nie znaczy też, że komuś zabraniam jej czytać. Jak najbardziej - sami się przekonajcie, czy Wam się to podoba, czy nie. Bo pewnie znajdą się osoby, które będą bronić trylogii "Circus Lumos", ponieważ im się to będzie podobać i w porządku.
Po prostu, że tak napiszę: widać, że jest to debiut, a wiadomo nie każdy od razu musi napisać bestseller. Oto chodzi, żeby się rozwijać. Kto wie? Może za kilka lat Pani Polak napisze serio coś o wiele lepszego i będzie w rankingu najlepszych książek danego roku lub ogólnie?

Ocena: 3/10

Dziękuję oddziałowi We Need YA wydawnictwa Czwarta Strona za egzemplarz "Króla Kier"!
Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger