Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 listopada 2020

Przenikające się światy

Przenikające się światy

 Tytuł: Nicolas Eymerich. inkwizytor 
Tytuł oryginalny: Nicolas Eymerich, inquisitore 



Autor: Valerio Evangelisti 


Czasem przydaje się na coś seminarium, można odkryć książki na które nie trafiłoby się w innych okolicznościach. Zwłaszcza, że w księgarniach nie jest już dostępna. 

"Nicolas Eymerich, inkwizytor" jest dość skomplikowaną książką, choć liczy ok. 250 stron. Zresztą jest skomplikowana nie tylko w fabule, ale też w polskim wydaniu. O co chodzi? Cóż, tak naprawdę sama tego nie rozumiem. Na tym tomie jest napisane, że to druga część i od razu zastrzegam, że tak nie jest. Według włoskiej kolejności zarazem wydania, jak i ustawienia chronologicznego tomów ten tom jest zawsze pierwszy. Jeśli ktoś wie o co chodzi to proszę o wytłumaczenie. Dalej jest chyba jeszcze dziwniej. Nasz drugi tom to w rzeczywistości jakoś ósmy tom, zależy na który spis patrzymy. Wolę nie wgłębiać się w dalszą numerację. Ta wzmianka wystarczająco mówi. 

Przejdę lepiej do opisu fabuły, która sama w sobie jest trudna do opisania. Przynajmniej, jeśli chcę uniknąć spoilerów. 
W książce mamy do czynienia z trzema liniami czasowymi, które w pewien sposób łączą się ze sobą, przenikają się. Linie czasowe i przestrzenne. Na potrzeby recenzji będę nazywać je przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, chociaż to nie do końca właściwe określenia, bo tak naprawdę... poniekąd te światy istnieją równocześnie. Wiem, to trudne trochę do zrozumienia, ale tu już wkracza astrofizyka, a w tym nie jestem dobra. 
Przeszłość. Nicolas Eymerich zostaje głównym inkwizytorem i z tego, co zrozumiałam ma pod sobą Królestwo Aragonii, Kastylii i Sycylii. Tzn. jest władcą religijnym, ogólnie tymi królestwami rządzi Piotr IV razem ze szlachtą. To trochę skomplikowane. W każdym razie jest głową inkwizycji. Wraz z otrzymaniem tego stanowiska otrzymuje dziwną sprawę do wyjaśnienia, a mianowicie pojawienie się niemowlaków z dwoma twarzami (coś jak słowiański Światowid, ale dwie twarze, a nie cztery). 
Teraźniejszość. Pewien uczony o nazwisku Frullifer wpada na teorię, właściwie to po prostu odkrywa pewne cząsteczki, które umożliwiają przemieszczanie się i czegoś między światami. To tak wielki skrót. On to wszystko wyjaśnia, co prawda w bardziej naukowy sposób, ale po przeczytaniu książki, co nie co się układa, bo on sam mówi, że to nie jest, takie o podróżowanie między światami. W każdym razie, jak to bywa nikt mu nie wierzy, ale do czasu... Ten świat jest jednocześnie, taki sam jak nasz, ale jednocześnie ma chyba pokazać alternatywną przyszłość malującą się w ciemnych barwach, aczkolwiek... niewiele trzeba, żeby to wszystko się spełniło. Część rzeczy już się dzieje. A książka jest z 94. I nie piszę o odkryciach naukowych... 
Przyszłość. Tu ludzie już normalnie mogą podróżować między planetami, czy księżycami. Jest to sprawozdanie jednej z podróży jednego statku kosmicznego, którego załoga ma do wykonania dziwną misję... 

Jeśli chodzi o bohaterów to najbardziej wyróżniają się dwaj - Eymerich i Frullifer. Mam wrażenie, że to głównie do nich przyłożył się autor. Pozostali nie są najgorsi, zwłaszcza drugoplanowi mają swój ciekawy charakter, jednak no wyróżniają się ci dwaj. 
Frullifer to taki niedoceniony naukowiec. Stereotypowy trochę mogłabym napisać. Zrobi wszystko, by go doceniono. Nie ma partnerki. I tu jest to, co jednocześnie w nim bawi i wzbudza żenadę. To taki typ, który narzeka, że żadna go nie chcą, ale sam zachowuje się trochę wieśniacko, że tak się wyrażę. No, trochę powagi. Zachowuje się czasem jak gimnazjalista, ale nie jest szczególnie irytujący. 
Nicolas Eymerich... Myślałam, że go nie polubię, bo haha, jest inkwizytorem. No i okej mówi o religii i wszędzie widzi zło, a kobiety to już w ogóle zło wcielone dla niego, ale to serio interesująca postać! Jego lęki, a zarazem też pogarda do ludzi, dystans. Jego sarkazm, chociaż to może szczerość? Co chce to osiągnie i nie cyka się, że ma do czynienia np. z królem. Jest dość ludzki, ciekawa postać. 

Kwestia tego przenikania jest złożona, ale wciągająca (przynajmniej dla mnie). To nie byle jakie science fiction, zresztą to nie pasuje... Czasem to jest po prostu, takie puuff, co ten autor wymyślił. Musiał nieźle nad tym pracować, bo jakby ta teoria nie jest chyba, taka oczywista... Chociaż ja tam się nie znam na fizyce i astrofizyce, więc może dlatego dla mnie to jest takie wow. Lubię trochę skomplikowane książki. 

Ocena: 8/10

piątek, 2 sierpnia 2019

Amerykańska pieśń egzystencjalna

Amerykańska pieśń egzystencjalna
Tytuł: Diabeł wcielony
Tytuł oryginalny: The Devil All The Time

Autor: Donald Ray Pollock

Rzadko kieruję się napisami na okładkach książek tzw. blurbami. Patrzę głównie na opis. W tym przypadku było trochę inaczej: opis swoją drogą, ale właśnie blurby miały duży wpływ na to, że sięgnęłam po tę książkę.

I jeszcze dodam na wstępie, dlaczego nie chcę zazwyczaj kierować się blurbami: wiadomo, mają one zachęcać czytelnika i często są one trochę pisane nad wyraz. Czytając czyjeś zdanie mam już z tyłu głowy jakieś nadzieję, utworzony obraz... Czyli mam duże oczekiwania, wyższe niż gdybym ich nie czytała. W każdym razie najczęściej książka nie spełnia tych wysokich oczekiwań. Dlatego wolę podchodzić do książek z czystą kartą. Dlatego też nie za bardzo lubię czytać książkę w czasie którym jest o niej głośno i wszyscy o niej mówią.

Jak się to wszystko sprawdziło w kontekście "Diabła wcielonego"?
Średnio. Może inaczej - każdy czytelnik będzie miał hm, inną mentalność. Każdego może wstrząsać, co innego. To też zależy od tego, kto jakie książki czyta na co dzień, jeśli ktoś czyta kryminały z krwawymi zbrodniami to wątpię czy go bardzo zachwyci fabuła tejże książki. Ale jeśli ktoś nie często sięga po książki z dylematami moralnymi i zbrodniami, a sam jest wyczulony na krzywdę to ta książka może nim wstrząsnąć.
Nie piszę też, że wg. mnie to zła książka i w ogóle mnie nie obeszła. Po prostu średnio mi się spodobała. Z gatunku egzystencjalizmu wolę, jednak "Dżumę".

Jeśli już wyżej poruszyłam zagadnienie moralności to pozostanę chwilę przy tym zagadnieniu, ponieważ to główny klucz do fabuły. W "Diable wcielonym" spotykamy kilku bohaterów, którzy stoją przed różnymi wyborami, są po różnych wydarzeniach życiowych. U niektórych mamy nakręślony obraz, co doprowadza ich do takich wyborów, a nie innych. A u niektórych bohaterów w ogóle nie jest to poruszone (chociaż takie postaci są nieliczne). Ich czyny są dość specyficzne... W pewnym sensie przeciętny człowiek nie odważyłby się zrobić tego, co oni. Ale to dość powierzchowna ocena - siedzenie w domu z książką i ocenianie na trzeźwo czyiś czynów. Niektóre rzeczy mogą być o tyle straszne, że autor opiera je o najgorszą zbrodnie, jaką człowiek może zrobić - morderstwo.

Wszyscy bohaterowie mieszkają w jednym miasteczku i w jakiś sposób się łączą. Autor pokazuje życie miasteczka przez ok. dwadzieścia lat, więc to spory odcinek. Zwłaszcza jeśli chodzi o jednego bohatera, którego... Można nazwać chyba głównym, ale to ze względu na to, że jego historia przewija się najczęściej i też z innego powodu, który dopiero wychodzi na końcu książki.

Właśnie... Z tym bohaterem, czyli Arvinem mam mały problem. Niby żaden z bohaterów nie jest stawiany na piedestale, na żadnego autor nie pokazuje: o, to jest ten "dobry". Ale... Mimo to, przez zakończenie mam wrażenie, że to właśnie ten bohater ma być tym okej. Nie rozumiem tego zabiegu.

Oprócz moralności ważne też jest pojęcie religii i religijności, ponieważ to będzie przejawiać się niezliczoną ilość razy w fabule. Nawet w dość dosadny sposób. O moralności się nie mówi, niezbyt się ją porusza, ale jeśli chodzi o religię to tak. Napisałabym, że wręcz fanatyzm religijny. Religię nie tylko jako wiarę w Boga i kościół, ale też taką ogólną, prostą, w pewnym sensie pierwotną. Religia ma duże oddziaływanie na czyny bohaterów i ściśle się z nimi łączy. Gdy tak się zastanowić to nie wydaje się to dziwnym, że religia ma duży wpływ na bohaterów, patrząc na to, gdzie mieszkają i jaki bagaż doświadczeń mają ze sobą.

Ocena: 5/10

Dziękuję za egzemplarz książki wydawnictwu Papierowy Księżyc!

wtorek, 21 czerwca 2016

Ze świata zamkniętego

Ze świata zamkniętego
Tytuł: Świadek
Autor: Robert Rient
Czy to będzie jedna z najtrudniejszych recenzji tego roku? 

Rzadko, bardzo rzadko czytam książki, które zostały napisane na faktach... Są faktami, bo opisują prawdziwie daną część życia prawdziwego człowieka. Nie mam na myśli tutaj biografii, takich prawdziwych biografii... Można powiedzieć, że od ostatniej książki opisującej czyjeś przeżycia minęły... dwa lata? Na pewno więcej. Postaram się w przyszłości przeczytać jeszcze raz te książki i je tu zrecenzować. Zwłaszcza, że jedna z nich porusza podobny temat, co "Świadek"...

Każdy chyba słyszał o świadkach Jehowy. No bo, kto nie? Zdaję mi się, że im mniejsze miasto tym więcej historii z nim związanych (lub chociaż napomknięć). Każdy więc słyszał. Ale co? Tak naprawdę nic. Większość pogłosek jest takich samych, nie wnoszą one do naszego życia praktycznie nic. Zamiast wiedzieć więcej, nic praktycznie nie wiemy. Później się dziwić, że są ośmieszani lub ludzie do nich dołączają... Cóż... Tak jest praktycznie z prawie każdymi wierzeniami, bo po co rozszerzyć horyzonty i zamknąć się na własną część religii... 

Książka jest podzielona w pewnym sensie na trzy części... Punkty widzenia - to będzie chyba dobre określenie. Z jednej strony mamy młodego mężczyznę, który opowiada o swoim (prawie) całym życiu, życiu, jako świadek Jehowy, aż do momentu, kiedy przestał nim być. Z drugiej strony jest "nowy on", który stoi z boku i z pewnym dystansem mówi o "tym drugim", o momentach, kiedy dwóch bohaterów się spotyka. Trudno to wytłumaczyć. W głównej postaci są jakby dwa istnienia. Takie jakby alter ego, rozdwojenie jaźni, które nią nie jest. Można by porównać to do tego, kiedy byliśmy mali i mieliśmy wymyślone postaci, które były nami, ale jednocześnie nimi nie były, takie gadanie do siebie, które było normalne. I które u większej większości zanikło w okresie dorastania.
Trzecia strona jest w tym ciekawe, że rozjaśnia rzeczy o których pisze autor, czyli spojrzenie na pewne rzeczy oczami świadków Jehowy.  Źle nazwałam te "punkty widzenia" na początku, pisząc o nich, jako o częściach. To bardziej takie rozdziały/podrozdziały. Coś takiego, ponieważ książka nie posiada rozdziałów.

Na początku sposób pisania autora może trochę przeszkadzać. "Świadek" nie posiada zgranej fabuły, pięknych zdań złożonych, bo to nie jest historia wymyślona w głowie autora, pisze od siebie, dlatego to wszystko różni się od tego, co na co dzień spotykamy w książkach. Kiedy pisze się od siebie i o sobie trochę trudno jakoś inaczej pisać. Zwłaszcza, jeśli pisze się o rzeczach, które naprawdę wywarły na tobie emocje, zmieniły cię.  Myślę, że o to chodzi w takim rodzaju literatury - prostota i szczerość.

Łukasz jest świadkiem Jehowy od urodzenia. Wychował się wśród świadków, ich zasady były jego codziennością, ale... Przychodzi moment w życiu każdego, że chce człowiek żyć po swojemu, tak jak on chce, dosięga go życie i jego tajemnice, które nie zawsze są zgodne z tym, co uważałeś wcześniej za służne. W tym okresie większość się gubi, co jest prawdą? Jak żyć? Co masz robić, z kim porozmawiać? Jeśli nie masz z kim i robisz to wbrew temu, że wiesz, że to jest złe i sprzeczne z zasadami/moralnością to... Chyba chcąc nie chcąc zaczynasz się porządnie gubić i wpakowywać się w kłopoty. Nie pomijam też warjacji. W pewnym sensie to się dzieje z bohaterem... Żyje jakoś, ale jego problemy i sprawy go przytłaczają. Zwłaszcza, że są bardzo niezgodne z tym, co uczyli go przez całe życie. W końcu Łukasz coraz bardziej oddala się od tego i... Zaczyna żyć. A życie świadka Jehowy, młodego świadka nie jest proste i właśnie oprócz tej drogi od świadka do nie-świadka to jest ukazane w książce. Dorastanie i życie. 

Sądzę, że książkę powinno się przeczytać nie ze względu na to, że jest ona akurat o byłym świadku Jehowy, ale ze względu na to, że książka pokazuje, co z człowiekiem może zrobić religia, wiara. Poniekąd... w każdej grupie religijnej są ludzie, którzy są przez nią pokrzywdzeni, przez jej idealizmy, zasady, prawa i inne tego typu rzeczy. Ludzie zaślepieni, krzywdzący zaślepieniem innych. 

Mam nadzieję, że udało mi się podołać tej recenzji i.... zrozumieliście większość z niej. Trudny jest sam opis fabuły. Trudno opisywać i oceniać coś, co zdarzyło się naprawdę i zostało spisane przez osobę, która jest osobą z fabuły. To tak, jakby oceniać kogoś życie... Oczywiście, jeszcze trzeba umieć to zrobić, bo nie każdy raczej podołał by temu wszystkiemu.
Pozwólcie zatem, że nie ocenię "Świadka".

piątek, 3 czerwca 2016

Metafora życia

Metafora życia
Tytuł: Życie Pi
Tytuł oryginału: Life of Pi
Autor: Yann Martel

Czy przeżyjesz na łodzi ponad rok z dzikim zwierzęciem w jednej łodzi? 

Długo przekonywałam się do tej książki. Bardzo długo. Z jednej strony prawie wszystko mnie od niej odpychało, ale z drugiej... Wszystkie recenzje "Życia Pi" pisały, że posiada to COŚ, co przeważyło, że sięgnęłam w końcu po tą lekturę. Co to? To drugie dno fabuły, rozmyślenia nad życiem i całym otaczającym nas światem. Bardzo lubię to w książkach, dlatego postanowiłam zaryzykować. Czy było warto?

"Życie Pi" nie jest długie, przeciętne jak na książkę. Nawet nie przeciętne. Przecież to jest norma, że książki mają 300-350 stron, prawda? Przynajmniej dla mnie. Jednakże... Choć to była krótka książka to jak widzicie bardzo długo ją czytałam. Nie potrafię konkretnie napisać dlaczego. Momentami (głównie na początku) historia po prostu mnie nudziła. Nie, pomyłka. Nie tyle historia, co opisy tego, co mnie nie interesuje zbytnio. Mianowicie zwierząt. Zwierzęta pojawiają się przez wszystkie rozdziały. Dodatkowo pojawiają się szczegółowe opisy zwierząt, ich środowisk oraz zwyczajów. Jeśli kogoś interesują dzikie zwierzęta to to będzie wielka gratka dla niego. Jednak, no ja się nie interesuję nimi, dlatego nie byłam ucieszona tymi momentami w fabule.

Wszędzie mówi się o podróży głównego bohatera po Oceanie Spokojnym z tygrysem na pokładzie, ale nikt tak naprawdę nie dodaje, że podróż zaczyna się dopiero po 1/3 książki. Przed nią tytułowy bohater opisuje swoje życie przed podróżą. Teoretycznie brzmi to bezsensu, jak taki zapychacz, jednak... Cała pierwsza część ma sens w całości. Dzięki niej poznajemy poglądy Pi przez które postępuje później, tak jak nie inaczej. Gdyby Pi Patel był zwykłym chłopakiem "z ulicy" na pewno zginąłby po choćby miesiącu.

Właśnie... Pi Patel. Hindus, mieszkający wraz z rodziną przy zoo. Wychował się wśród zwierząt, dlatego zna się na nich bardzo dobrze, dorastał wraz nimi. A przede wszystkim ma świadomość jednego - zwierzęta to nie pluszowe zabawki, to żywe i rozumne stworzenia, które (poniekąd) mają swoją wolę.

Jeśli chodzi o samą podróż Pi z tygrysem bengalskim o której się tak mówi... To nie była byle jaka podróż, ponieważ jakie jest prawdopodobieństwo, że wylądujesz na jednej łódce z dzikim zwierzęciem? Jednym z najbardziej niebezpiecznych w Azji. Chłopak nie był superbohaterem, bał się, ale mimo to nie zabił tygrysa. Dlaczego? Bo gryzło go sumienie? A może bał się, że nie ma szans ze zwierzęciem? Na to pytanie sami musicie odpowiedzieć po przeczytaniu.

Podróż jest metaforą życia, ale nie potrafię na tę chwilę sprecyzować tego dokładniej. Uważam, że to nie jest ta wersja motywu podróży, że bohater się zmienia na lepsze, bądź gorsze (głównie na lepsze). Bardziej bym powiedziała, że przez wędrówkę, podróż postać bohatera dociera do prawd życia, przepraszam naprawdę nie mam pojęcia, jak to nazwać.

Myślę, że książka porusza jeszcze jeden ważny temat - religie. Bardzo spodobał mi się fragment, kiedy Pi zapytano o to, dlaczego wierzy aż w trzy religie, które poniekąd się wykluczają. A przynajmniej nie są do końca w zgodzie ze sobą (nie chodzi tu o zgodę, że się nienawidzą). Hinduizm, islam, chrześcijaństwo. Odpowiedź Pi była tak... prosta i oczywista, taka niewinna, że pokazuje prawdziwy cel religii. Muszę się bardzo pilnować, żeby nic Wam więcej nie napisać na ten temat, bo to by Wam zepsuło wgłębianie się w sens tego motywu. Za ten temat i za takie jego opisanie lektura ma u mnie wielki plus. W cytatach pojawi się cytat, który jest chyba słowami wielu młodych ludzi. Pytanie na które boją się niektórzy odpowiedzieć. Boją się lub nie chcą. Ale myślę, że te niechcenie nie pochodzi od niewiedzy, czy strachu. Odpowiedź jest w pewnym sensie trudna, jednak przy odpowiadaniu na to pytanie trzeba się pozbyć wszelkich uprzedzeń i wyższości. Ja również zadaje sobie to pytanie w stosunku do niektórych osób, zresztą... Kilka razy już spotkałam się z inną formą tego pytania na religii...

Chciałabym napisać również o ostatnim rozdziale "Życia Pi", mam tylko nadzieję, że nie zaspoileruję Wam niczym. Na końcu Pi Patel opowiada tą historię, opowiada komuś to, co czytaliśmy przez ponad sto stron. Czy mu wierzą te osoby? Odpowiedzcie: czy Wy byście wierzyli komuś, że żył wiele miesięcy na łódce z wielkim tygrysem? Właśnie... Chłopak musi inaczej tą historię opowiedzieć. I tu po tych dwóch historiach nasuwają się pytania. Dlaczego człowiek, tak bardzo powątpiewa we wszystko, co odbiega od rutyny i "normalności"? Jakie historie człowieka interesują? Czy nie cofamy się przypadkiem intelektualnie? Krew i brutalność ponad spokój i dobro?

Ocena: 9/10

Wiele cytatów:
"Wszystko, co żywe, będzie się bronić, choćby było nie wiem jak małe."

"(...) wszystkie religie są prawdziwe"

"Ludzie (...) nie uświadamiają sobie, że Boga należy bronić w sobie, a nie na zewnątrz. Powinni skierować swój gniew na samych siebie. Bo zło zewnętrzne jest uwolnionym złem wewnętrznym. Głównym polem bitwy o Dobro nie jest otwarta, publiczna arena, ale niewielka polanka w każdym ludzkim sercu."

"Jeśli w niebie jest tylko jedno państwo, to czy nie powinny tam być ważne wszystkie paszporty?"

"(...) po co mamy rozum (...) Czy tylko po to, aby objaśniał nam sprawy praktyczne - jak zdobywać pożywienie, przyodziewek i schronienie? Dlaczego rozum nie daje odpowiedzi na ważniejsze pytania? Dlaczego umiemy tak daleko zarzucić ich sieć, a łowimy tylko te odpowiedzi, które są blisko? I po co ta sieć taka wielka, skoro tak niewiele jest do złowienia?"

"Jesteśmy w piekle, a jednak boimy się nieśmiertelności." 

"Bliska śmierć jest czymś strasznym, ale jeszcze gorsza jest śmierć odroczona w czasie na tyle, żeby człowiek mógł uprzytomnić sobie, jaki był dotąd szczęśliwy i ile go jeszcze czekało szczęśliwych chwil. Widzi się wtedy z całą jaskrawością wszystko, co się traci."

"Strach to jedyny prawdziwy przeciwnik życia."

"(...) człowiek może przywyknąć do wszystkiego, nawet do zabijania."

"Czas jest iluzją, która tylko sprzyja panice."

"Być ślepym to słyszeć inaczej."

"Im niżej upadniesz, tym wyżej pragnie się wzbić twoja świadomość."

środa, 16 grudnia 2015

Nic nie jest tym, czym się wydaje

Nic nie jest tym, czym się wydaje
Tytuł: Zajmę się tobą
Tytuł oryginału: Pretty Baby
Autorka: Mary Kubica
Ilość stron: 349
Kto jest tym złym? Wszystko jest tym, co na pierwszy rzut oka się wydaje?

Osoby bezdomne dość często można spotkać w wielkim mieście. Czy to pod sklepami, kościołami lub... na dworcach... W każdym razie nie jest to rzadki widok, zwłaszcza dla kogoś, kto mieszka w Ameryce Północnej, w Chicago. Więc, co miała w sobie tajemnicza dziewczyna z dzieckiem - jedna z wielu bezdomnych - że przykuła uwagę Heidi, której zdaje się umysł zajmuje wielu bezdomnych, głodnych, chorych i analfabetów? Mija ich przecież bardzo często... Odpowiedzieć można szybko, ale nie tak prosto, zresztą... Czy naprawdę mielibyśmy rację? Zmienilibyśmy zdanie, kiedy tylko przeczytali ostatnie strony książki, które rozwiązują trudne, acz na pozór oczywiste pytania.

Któregoś dnia Heidi postanawia zabrać do domu bezdomną dziewczynę w kurtce khaki i dzieckiem na rękach. Kobieta nie wie, że to będzie dla niej i dla jej męża - Chrisa, kluczowy moment w życiu, wydarzenie, które wywróci wszystko do góry nogami, że będą musieli stanąć przed kilkoma (na pierwszy rzut oka) nierealnymi zdarzeniami, będą musieli stanąć przed trudnymi wyborami.

Fabuła jest opowiedziana z trzech punktów widzenia: Heidi, Chrisa i Willow (bezdomna dziewczyna). I choć może się wydawać, że jednak to nie ta sama historia to... To jest ta sama historia. Po prostu jedna z osób opowiada w pewnym sensie to od końca. Opisuje swoje życie i nakreśla nam zdarzenia przez które jest tam gdzie jest. Poznajemy ją i przeżywamy jej przeszłość razem z nią. Podczas czytania czasem chce się powtórzyć bardzo znany zwrot: jaki ten świat jest niesprawiedliwy. Uprzedzenia, które mogą pojawić się na początku, rozwiewają się. Okazuje się, że nawet człowiek, który podaje się za głęboko wierzącego chrześcijanina, wcale nim nie jest...

Książka na początku nie daje po sobie poznać, że będzie poruszała jakiś poważniejszy problem, poważniejsze problemy. Po prostu przez kilkanaście stron powieść jest... nudna, a przynajmniej nie zaciekawiała. Momentami była za szczegółowa. Bo czy naprawdę człowiek zwraca uwagę na takie rzeczy jak np. ilość czegoś na ubraniu (guzików itd.)? Może niektórzy tak, ale... Myślę, że te postacie mogą śmiało nazywać się uniwersalnymi...

Ilu jest bohaterów tyle jest problemów. Prawie każdy z czymś się zmierza. Przechodzi przez coś lub po prostu taki jest. Najbardziej według mnie wybijają się trzy postacie: Heidi (choć to tak naprawdę dopiero przy końcu), Willow i... Joseph...
Nie chciałabym spoilerować, dlatego tylko nakreślę ich problemy. Heidi musiała usunąć drugie dziecko ze względu na nowotwór. Musiała wybrać siebie lub dziecko. Wybrała jak widać siebie przez co ma wyrzuty sumienia i... Coś, co ciągnie ją do małych dzieci. Willow jest sierotą, która została adoptowana przez... rodzinę, która nie powinna mieć w ogóle do czynienia z dziećmi. A Joseph? On jest w pewnym sensie paradoksalną postacią, człowiekiem, który może zachwiać światopogląd. Mężczyzna jest głęboko wierzącym chrześcijaninem, który każe swoim dzieciom czytać tylko Biblię, zna ją cała na pamięć, naucza religii na college'u. To jedna z jego stron. Druga to taka, że sam popełnia jeden z najgorszych grzechów. Najgorsze, że... Każe komuś coś zrobić, mówiąc, że jeśli tego nie zrobi Bóg się na niego zezłości. I powstaje następne pytanie: czy naprawdę tak trudno znaleźć ludzi podobnych do Josepha? Pod różnymi kątami podobnych.
Większość, jeśli nie wszyscy bohaterowie to typy ludzi ze współczesnego świata. Pod ich historią, problemami, imieniem, może ukrywać się każdy.

Okładka rzuca się w oczy - trzeba to przyznać. Głównie ze względu na jej głębie. Przedstawia ona dworzec kolejowy lub metra. Przez to, że pociągi/metro jest w ruchu, jest rozmazane, nadaje to dynamikę przedniej i tylnej okładce. Pośrodku stoi osoba, która przedstawia bodajże Willow, jednak jej nie przypomina. Tytuł jest rozszarpany, jakby ktoś po nim przejechał paznokciami lub nożem. Pasuje to do fabuły. Dlaczego paznokciami lub nożem? A no dowiecie się, jeśli przeczytacie.  

I właśnie... Ocena książki. Trudno jest mi ją oceniać, ponieważ książka jest bardzo dobra ze względu na pewną uniwersalność, problematykę i jej przedstawienie. Ale... No właśnie "ale". Przez większą część książki nie ma za bardzo emocji, nie ma tego czegoś, co jest potem. Nuży się. Niektóre zdania się powtarzają. Szkoda tych minusów...
 Książka tak prawdziwa, że aż czasami wstrząsająca.

Ocena: 7,5/10

Dziękuję za egzemplarz książki wydawnictwu HarperCollins Polska



Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger