Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lutego 2019

Wspomnienia budują przyszłość

Wspomnienia budują przyszłość
Tytuł: More happy than not. Raczej szczęśliwy niż nie. (tak chyba należy odczytywać polską wersję tytułu)
Tytuł oryginalny: More Happy Than Not
Autor: Adam Silvera

To jeden z najdziwniejszych polskich tytułów z jakim się dotychczas spotkałam. Nie widzę sensu w mieszaniu polskiego i angielskiego, zwłaszcza, że teraz wiele książek zostaje przy swoich oryginalnych tytułach, chociażby książki Colleen Hoover. Lepiej już zostawić angielską nazwę niż tworzyć coś dziwnego; nie mam na myśli tylko tej książki. Jest tak wiele polskich tytułów, które wcale nie pasują do treści lub są do siebie podobne... Chociażby przykład książek Mii Sheridan, gdzie chyba wszystko zaczyna się od "bez". Ale nie to jest głównym tematem postu. :)


Dawno nie zaskoczyła mnie, tak fabuła książki, jak w "More happy than not". Wszystko spokojnie sobie "idzie", aż tu nagle punkt kulminacyjny! Można napisać: punkt kulminacyjny, który obraca historię o 180 stopni. Odkrywamy, że historia jest, tak naprawdę o czym innym.
Nie będzie spoilerów. Nie napiszę za wiele o drugiej połowie książki. :)

Szczerze, na początku książka mnie nie porwała. Nie widziałam w niej, aż takiego zachwytu o którym mówili inni, bo historia Aarona i Thomasa przypominała mi historię 3. sezonu SKAM (norweski serial młodzieżowy). Może nie rzucałoby mi się to, tak w oczy, gdybym ok. miesiąc temu nie skończyła 2. sezonu włoskiego remake'u i nie była w trakcie oglądania 3. sezonu francuskiego (oba poruszają te same/podobne wątki). Chociaż nie jestem pewna. W każdym razie później historia zmienia tor i już nie przypomina SKAM.

Aaron jest spokojnym chłopakiem, który próbuje ułożyć sobie jakoś życie po dwóch złych wydarzeniach w swoim życiu. Na szczęście nie jest do końca z tym wszystkim sam - u jego boku jest dziewczyna Genevieve, która zrobiłaby dla Aarona wszystko. Pewnego letniego dnia, jednak dziewczyna wyjeżdża na obóz i szesnastolatek zostaje sam. To znaczy nie całkiem sam... Ma rodzinę i kolegów, ale brak mu przyjaciela z prawdziwego zdarzenia. Wtedy poznaje Thomasa, który będzie miał duży wpływ na życie Aarona.

Wiem, jak ten opis wygląda, ale nie zrażajcie się. Uwierzcie mi, całość jest o wiele lepsza niż to co widać w opisie (zwłaszcza tym na okładce). To nie jest zwykła historia miłosna z happy endem. Daleko jej do tego...

Chciałabym teraz coś napisać o drugiej części, ale co więcej mogę tu napisać, niż to, że jest zaskakująca, szokująca i... smutna? Bardzo prawdziwa.

Jeśli chodzi jeszcze o fabułę... W "More happy than not" pojawia się wątek tzw. science fiction, czyli instytucja/szpital, gdzie można wymazać wybrane wspomnienia. Po prostu zapomnieć o czymś na zawsze. Brzmi to trochę dziwnie i nie pasuje na pozór do fabuły, okej. Nic bardziej mylnego. Adam Silvera przemyślał praktycznie każdy szczegół napisanej historii - ta instytucja/szpital gra bardzo ważną rolę w całej książce, a zarazem nie udziwnia on fabuły jakoś bardzo. Może raz miałam wrażenie, że to jest jakieś dziwne, ale na pewno nie, że to jest absurdalne.
Oczywiście nie każdemu może przypaść to do gustu.
Chociaż zaznaczę tylko, że nie przepadam za science fiction i lubię wyłącznie z tego gatunku tylko "Gwiezdne Wojny". :)

Nie wiem, czy muszę o tym wspomnieć... Bo dla mnie w książkach ten wątek nie ma znaczenia, ale chyba warto uprzedzić niektóre osoby. Nie każdy lubi czytać książki z wątkiem LGBT. A więc tak, jest wątek LGBT, ogólnie z orientacją seksualną u młodych osób i wszystkimi problemami z tym związanymi. To nie jest miła historia jak "Simon oraz inni homo sapiens", to szczera i... momentami brutalna historia. Adam Silvera opisuje większość, jeśli nie wszystkie problemy z którymi musi się zmierzyć młoda osoba. Nie zawsze je dokładnie opisuje, czasami wystarczy, tylko jedna-dwie sceny, które mówią wystarczająco. Nic więcej nie musi dodawać. To sztuka. Dosłownie kilka scen wystarczy, żeby "dobić" czytelnika. Fabuła, tak szybko nie znika z głowy, jak przy niektórych książkach.

Podczas pisania zastanawiałam się, co mogłabym napisać o głównym bohaterze - Aaronie. Kurcze, nie wiem. To według mnie bohater poniekąd uniwersalny. Reprezentuje pewną grupę nastolatków, bo... myślę, że wielu nastolatków może się z nim utożsamić. I to nie tylko osób homoseksualnych, ponieważ Aaron ma też problemy, które dotyczą również nastolatków heteroseksualnych. Wszystkich. Właśnie o to chodzi w tej postaci. Nie patrzysz na nią wyłącznie przez pryzmat orientacji.

Thomas... Thomas to dość skomplikowana postać. Nie jestem do końca pewna, czy ją zrozumiałam. Trochę się zawiodłam pod koniec na tej postaci, ponieważ myślałam, że coś więcej się kryje za tą postacią, ale okej. Dobrze jest, jak jest. Nie każdy musi być superbohaterem. Rozumiem zamysł na tego bohatera.

Jeśli chodzi o dziewczynę Aarona... Cóż, biedna trochę postać. :-/

Wracając do problematyki książki.
Nie pamiętam, żebym się spotkała z książką, która, tak umiejętnie poruszałaby zagadnienie samotności, bólu, szczęścia i złych wspomnień. Podziwiam autora za te sprawy i umiejętne pisanie o nich. Nawet sprawę samobójstwa... Na początku zdawało mi się, że to będzie potraktowane byle jak, bo tak się zapowiadało, na szczęście w większej części odmieniło się to później.

Ocena: 9/10

poniedziałek, 3 lipca 2017

Powiew wolności

Powiew wolności
Tytuł: Przedwiośnie
Autor: Stefan Żeromski

Trudno się wraca po trzech miesiącach do pisania. Nie wątpię, że ta recenzja będzie się równała z poziomem pierwszej recenzji na tym blogu, ale postaram się, żeby tak nie było. Mam nadzieję, że nie powtórzy się już, taka przerwa.

Mówiono mi o tej książce, że jest interesująca, ale konkretniej nikt nic nie mówił, dlaczego, tak jest. A czy nie o to chodzi w zaciekawieniu fabułą? W końcu każdy ma inny gust... Na szczęście te osoby się nie myliły i "Przedwiośnie" spodobało mi się. Przynajmniej pierwsza część, a pozostałe dwie części... Nie były najgorsze.

Książka składa się z trzech części, które opowiadają poszczególny etap życia Cezarego Baryki, który zamieszkuje tereny Rosji, a dzisiejszego Azerbejdżanu. Rewolucja bolszewicka oraz konflikt turecko-ormiański zmuszają chłopaka do podróży, która będzie mieć wpływ na jego dotychczasowe życie i charakter. Podróż ta jest podróżą do nowo odrodzonej Polski.
1/3 fabuły toczy się w Rosji, kiedy to Cezary jest młodym chłopakiem, który jest zachwycony życiem oraz ideologią komunistyczną. To właśnie w Rosji zrozumie, że człowiek potrafi być gorszy od dzikich zwierząt oraz, jak ważna jest rodzina w życiu każdego z nas.
Następnie wydarzenia dzieją się już w Polsce. Na pewnym dworze pozna smak miłości i wszystkiego, co z nią związane.
W ostatniej części akcja przenosi się do Warszawy, gdzie główny bohater zapoznaje się z sytuacją gospodarczą oraz polityczną Polski. I właśnie ta część jest według mnie najmniej ciekawa. Może to przez tę politykę... Ale też według mnie nie ma tam konkretnych ciągów wydarzeń, które mogłyby wciągnąć czytelnika. Przede wszystkim można w tej części oceniać już całkowicie Cezarego...

Cezary Baryka jest najwyraźniej opisany podczas swojego pobytu w Rosji. Jego charakter jest konkretny. Może nie maluje się w jasnych barwach, ale nie są to też ciemne odcienie. Typowy okres dojrzewania, który przechodzi każdy człowiek. Poznajemy jego zainteresowanie komunizmem, widzimy jego buntownicze zachowanie, gdzie nie ma miejsca dla szacunku. Jednak przez konkretne zdarzenia charakter Cezarego się zmienia. Po prostu jest to bardziej interesujące, niż poznawanie jego uczuć do kobiet.

Wątek miłosny jest w "Przedwiośniu" bardzo skomplikowany. Jeśli ktoś nie przepada za trójkątami miłosnymi to nie będzie zachwycony, że tu pojawia się coś w rodzaju czworokąta. Głównego bohatera otaczają trzy urodziwe kobiety, które na początku mi się mieszały. Zwłaszcza dwie z nich są dość do siebie podobne. Jednak na plus (jeżeli to może być na plus) jest to, że było wiadome, że tam, gdzie aż trzy kobiety i jeden mężczyzna, tam będzie się dziać. I dzieje się.

Wracając do Baku (bo to stamtąd pochodzi Cezary) i konfliktu ormiańsko-tureckiego. Został on opisany bardzo wyraźnie. Można, aż sobie wyobrazić te brutalne sceny i widoki.
Przy okazji Polska tam jest nazywana Lechistanem, co spowodowało, że się uśmiechnęłam pod nosem, ponieważ interesuję się trochę kulturą turecką i to, że kiedyś Polskę nazywano Lechistanem ma swoje skutki we współczesnym języku tureckim (tureckie słowo "polski" - Lehçe).
Te wydarzenia zmieniłby każdego...

Lektura pokazuje, że to odzyskanie po 123 latach niepodległości, wcale nie było, tak piękne i wesołe, jak mogłoby się zdawać. Wiele jeszcze Polska i Polacy musieli przejść, żeby nasz kraj wyglądał, tak jak teraz.

Baryka jest bohaterem zagubionym, nigdzie nie pasującym. Ani Rosjanin, ani do końca Polak. Ale nie tylko, dlatego... Jednak na to już każdy sam musi sobie dopowiedzieć po przeczytaniu tejże historii.

Ocena: 7/10

Cytaty:
Najprzód nie bardzo dobrze wiemy, co jest złe, a co na pewno dobre.

Dola, żeby się urodzić kobietą, i nie móc przynajmniej pomścić się na wrogach! Dola, żeby drżeć o siebie, o swą kobiecość wobec tych, którzy mieli prawo pozbawić mię wszystkiego materialnego dobra (...). Pan nawet nie domyśla się, co to za szczęście być mężczyzną! Nie drżeć o swoją całość, być pozbawioną głupoty, tej trwogi, tej wiecznej troski! Ach, móc uderzyć, uderzyć w łeb ostrym mieczem lub ostrym sztyletem!
Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger