Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dorastanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dorastanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 maja 2024

Czy to magia?

Czy to magia?

 Tytuł: Rok próby

Tytuł oryginalny: The Grace Year 


Autorka: Kim Liggett 

To pierwsza książka, którą skończyłem po długim czasie. Nie ze względu na to, że była nudna, a przez inne obowiązki, w tym studia. 

Właśnie, "Rok próby" nie był nudny i właśnie, dzięki temu mogłem zapamiętać fabułę. Nie musiałem wracać kilkanaście stron wstecz, żeby przypomnieć, co się wydarzyło wcześniej. Bardzo łatwo czytelnikowi jest wejść do fabuły, zagłębić się w niej. Aczkolwiek nie dla każdego będzie to plus. Wiem, brzmi to absurdalnie, ale już wyjaśniam, co mam na myśli.

Świat przedstawiony w książce jest bardzo brutalny. Można by napisać, że zahacza o średniowiecze, albo coś koło tego. Chociaż nie. Bohaterowie nie do końca pasują do tej epoki. W sumie mogliby nawet żyć w świecie współczesnym. Wszyscy żyją w zamkniętej społeczności, która wypracowała sobie własne zasady, prawa, normy kulturowe, a nawet poniekąd wierzenia. 

I skupmy się na tym ostatnim, bo to ważny motyw w książce. W pewnym sensie wierzenia postaci opierają się na poglądach, uprzedzeniach i stereotypach, które funkcjonują do teraz. Zostały one tylko trochę przykryte warstwą magii, która oczywiście jest czymś, co należy się bać w społeczności głównej bohaterki - Tierney. Magia jest przeciwko Bogu. A skoro mamy ten element religijny, kto kojarzył się z czarami przez całą długą historię ludzkości? 

Kobiety. I to również ważny punkt tej fabuły. Właściwie to jeden z głównych tematów książki. Nie chcę zdradzić wszystkiego i całej (mojej) interpretacji, ale może się uda nie rozwijając tego.
Fabuła jest brutalna. Zwłaszcza wtedy, kiedy są w niej elementy, zachowania i słowa, które można przyrównać do rzeczywistości. Mam na myśli te obrzydliwe zachowania, słowa, które wzbudzają strach w kobietach. Nawet w tym roku kobieta może usłyszeć, że na pewno prowokowała lub na pewno sama chciała... Rozumiecie do czego zmierzam? 

W społeczności Tierney uważa się, że najgorszym czasem dla mężczyzn jest czas, kiedy nastolatki dorastają, dojrzewają. Uważa się, że wtedy pojawia się ich magia, która może uwieść mężczyznę. Zwieść na pokuszenie. Aby, tak się nie stało, co roku dziewczyny, które wchodzą w okres dojrzewania są wysyłane na tytułowy rok próby. Tam, mają się pozbyć magii. Jakby wygnanie i przeżycie rok w grupie dziewczyn było za mało to czai się jeszcze jedno zagrożenie. Kłusownicy, którzy czają się na nierozsądne dziewczyny, które nie stosują się do zasad, które mają je ochronić. 
Rok próby jest tajemniczym wydarzeniem. Żadna kobieta w wiosce nie rozmawia o nim ze swoimi córkami i między sobą, dlatego w miarę czytania dowiadujemy się wszystkiego razem z bohaterką, która pomimo posiadania dwóch starszych sióstr nie wie za wiele. A przynajmniej nie wie za wiele prawdziwych informacji. 

Książka składa się z czterech części - pór roku, bo jesteśmy z bohaterką od początku do końca. I właśnie tu pojawia się pierwszy minus. Mamy około trzysta pięćdziesiąt stron. To zbyt mało, żeby należycie opisać rok z życia. Zwłaszcza w takim miejscu jak obóz w którym znajdują się nastolatki. Wiem, może to brzmieć dziwnie, że książka ma za mało stron, ale... Gdzieś w połowie książki pojawia się pewna postać, której wątek splata się z Tierney i wychodzi na główny plan. Mamy też wydarzenia przed i po roku próby. Więc mamy tego dużo, a autorka lubi czasem przeskakiwać o tygodnie. Nim się zorientujemy, a mowa jest o lecie, gdzie niedawno była jesień. Gdyby nie pogoda i rozmowy o zjawiskach atmosferycznych nie byłoby czuć tego, że czytamy o roku z życia bohaterki. To naprawdę nie jest na plus. Po raz pierwszy brakowało mi dłuższych opisów, zatrzymania się. Nie wiem, może w świecie przedstawionym inaczej trwa rok, ale nigdzie nie ma takiej wzmianki, więc biorę za pewnik, że nie. Zwłaszcza, że świat stworzony przez autorkę nie odbiega, aż tak bardzo od naszego. 

Następnym problemem jest to, że fabuła poniekąd się dzieli na przed i po wprowadzeniu jednego bohatera. Przed były naprawdę w ciekawie. Podobało mi się przesłanie, które niosła ta część. Wszystko było takie namacalne i realistyczne. To znaczy, można było odnieść do rzeczywistości. I to kluczowe pytanie krążące po stronach: czy magia istnieje? 
A potem pojawia się ta postać i... Książka zmienia kierunek. A przynajmniej dla mnie. Serio, to było przewidywalne. Z jednej strony bohater był ciekawy, ale wnosił... Hm, nie wiem jak to nazwać. Nie mam pięciu lat i nie wierzę w wielką miłość od pierwszego wejrzenia. Zwłaszcza, że nie potrafiłem zrozumieć, ile czasu właściwie bohaterowie spędzili ze sobą czasu. Nie wiem, czy nie napisałem małego spoileru... Inaczej się nie dało. 

Jeśli była mowa o przestrzeni czasowej to albo ja mam słabą wyobraźnię przestrzenną (a tak może być), albo rzeczywiście autorka nie potrafiła należycie opisać miejsca w którym znajdują się dziewczyny. Głównie chodzi o usytuowanie jednego lub dwóch miejsc. Myślałem, że obóz jest mały, a raczej średni, no taki akurat, żeby przetrwać rok, ale, żeby mniej więcej dziewczyny nie były w rozsypce. Okazało się, że się myliłem i obóz był znacznie większy, tak, że już sam nie wiedziałem, gdzie przebiega granica. To znaczy było napisane, że jest płot, ale co z tego, skoro była o nim mowa, tak jakby był tylko dwoma lub trzema fragmentami. Przynajmniej ja, tak  to odebrałem. Może po prostu przydałaby mi się mapka. 

Główna bohaterka. Nie wiem, czy jestem w stanie napisać, czy ją lubię, czy nie. Nie przepadam za tego typu bohaterami - herosami. Akurat oni wiedzą najpotrzebniejsze rzeczy, umieją to, co jest przydatne i... I w przypadku żeńskich bohaterek: ona jest inna od reszty. Jej nie zależy na mężu i ślubie, ona lubi biegać po lasach i polować itd. Chcąc nie chcąc wyglądała, jakby patrzyła na resztę z góry. Nie dziwię się, że pozostałe jej koleżanki irytowały się na nią. Może to zabrzmi źle, ale nawet gdy jej się od nich zarabiało to nie współczułem Tierney, bo się nie dało. W myślach pojawiało się, że poniekąd zasłużyła sobie. No dobra, może to przesada, ale... Ech, zwłaszcza ostatnie rozdziały pokazywały, że Tierney patrzy z góry na resztę. I nie tylko na rówieśniczkę. 
Okej, jestem w stanie zrozumieć, że musiała w takim świecie stworzyć maskę, grubą skórę, żeby przetrwać, ale czy to dobre, że autorka dała, taki kontrast? Jakby reszta dziewczyn była gorsza, bo walczą inaczej? Albo po prostu nie są w stanie walczyć? Bo mają inne marzenia? 
Tierney jest też egoistką. Przepraszam, ale taka prawda. Pod koniec nie obchodzą jej konsekwencje, Nie obchodzi jej nawet, że może kogoś skrzywdzić. Że... Dla niej są tylko dwie grupy: dobra-kobiety, zła-mężczyźni. I to idzie w, taki absurd, że po prostu... 

Nie mogę spoilerować, ale, tak bardzo chciałbym napisać o jeszcze jednej irytującej rzeczy... Ale muszę to zostawić dla siebie. Napiszę tylko, że szkoda mi pewnego męskiego bohatera. 

Cytaty:

"Nikt nie powinien poczuwać się do wdzięczności za to, że jest traktowany jak normalna istota ludzka."

"Tyle że kwiat nigdy nie jest >>tylko<< kwiatem."

sobota, 25 stycznia 2020

Sprzeczna przyjaźń

Sprzeczna przyjaźń
Tytuł: Genialna przyjaciółka

Tytuł oryginalny: L'amica geniale
Autorka: Elena Ferrante

Z tego, co pamiętam to dotychczas miałam styczność tylko z jednym włoskim pisarzem, czyli Pierdomenico Baccalario, dlatego bardzo ucieszyłam się w październiku, gdy okazało się, że na jedne zajęcia będę musiała przeczytać trzy książki różnych włoskich autorów (dwaj następni pojawią się później). Skoro studiuję ten język to warto zapoznać się z twórczością włoskich pisarzy i pisarek. Przynajmniej wypadałoby.

W każdym razie na sam początek - tajemnicza Elena Ferrante. Dlaczego misteriosa? Tak naprawdę nic nie wiadomo o tej autorce, nawet nie wiadomo, czy naprawdę jest kobietą... Po prostu nie chce się ujawniać, wywiady odbywają się tylko drogą elektroniczną. Mi osobiście to nie przeszkadza. Jestem za teorią literacką, że dzieło literackie jest czymś oddzielnym od twórcy. Nie szukam podobieństw między biografią pisarza/pisarki, a utworem. Nie potrzebny jest mi też wizerunek osoby, która coś tam napisała. Nie ma też dla mnie znaczenia powód dla którego ta osoba jest anonimowa. Jednak... Oczywiście w internecie krąży kilka teorii na temat Eleny Ferrante; głównie trzy. Nie będę się w nie wgłębiać. Można przeczytać o nich w internecie. W każdym razie te teorie i pogoń za tym, żeby odkryć prawdziwą tożsamość Ferrante jest, tak pokręcone... A wystarczyło tylko nie pokazywać swojego wizerunku i już świat "oszalał".

Ale skupmy się na "Genialnej przyjaciółce"
Na początek chciałabym zaznaczyć, że jest to pierwsza część czteroczęściowej serii. Warto to wiedzieć. Zwłaszcza, że część opisu książki nastawia czytelnika na trochę, co innego. Przynajmniej ja spodziewałam się trochę czegoś innego, a przynajmniej innego zakończenia historii, ale mój błąd. Dzięki temu zabiegowi autorka mogła sobie otworzyć drzwi na dalsze części...
Ale chociaż książka ma jeszcze trzy części to chyba ta jest najbardziej znana. Nawet powstał na jej podstawie serial HBO o tym samym tytule (nie oglądałam).

"Genialna przyjaciółka" opowiada przede wszystkim historię przyjaźni dwóch dziewczynek z ubogiej dzielnicy Neapolu: Eleny i Lilii. To historia ich przyjaźni, ale też ich codziennego życia oraz dzielnicy, która jest dość specyficzna.

Elena i Lila różnią się praktycznie wszystkim. Mają kilka podobieństw, ale powiedziałabym, że są budowane na kontrastach. Głównym punktem wspólnym jest zamiłowanie do nauki i wysoka inteligencja, chociaż i tu bywa różnie. Mam wrażenie, że autorka buduje, tak bohaterki, że jedną się lubi, a drugą nie. Wyszło, tak u mnie i u większej grupy osób z mojego roku. Tylko... Ja bardziej zrozumiałam tę bohaterkę, której oni nie. Ale przez to zrozumiałam, że tak jest też w prawdziwym życiu. Książka pokazuje kogo bardziej chcąc nie chcąc darzy się większą sympatią. A wynik nie jest chyba, taki oczywisty...

Lila na początku książki nie jest zbyt pięknym dzieckiem, ale za to roztacza wokół siebie, taką... aurę tajemniczości i pewności siebie, że przyciąga do siebie Elenę. Lila oprócz tego, że jest bardzo pewna siebie i nie boi się z nikim zadrzeć, jest bardzo mądra. Najmądrzejsza w swojej klasie, jeśli nie w szkole. Jest specyficzną dziewczynką.

Elena za to jest jej przeciwieństwem: cicha, niepozorna, uprzejma, mądra, ale gdzieś straciła swoją pewność siebie. Zwłaszcza mam wrażenie, że przyjaźń z Lilą nie buduje tej pewności. Dziewczyna robi wszystko, żeby pokazać na co ją stać. Jej marzeniem jest wyrwać się z biedy.

Już chyba po tych krótkich opisach widać tę różnicę między bohaterkami. Nie chciałabym narzucać swojej interpretacji bohaterek, więc może nie będę się wgłębiać, dlaczego próbowałam bronić Eleny. Bo to nie jest zła bohaterka, zresztą Lila też nie. Ich przyjaźń jest skomplikowana, ale obie dziewczyny mają swoje wady i zalety. To nie one mają być złe w tej książce...

Oprócz nich przez fabułę przewija się wiele innych bohaterów: ich koledzy oraz koleżanki z dzielnicy, rodziny i nauczyciele. Jest ich tyle, że można się pogubić. Na szczęście na początku książki jest wykaz wszystkich postaci z podpisem, kto z kim jest powiązany (chyba jest to w każdym wydaniu; nie jestem pewna) - bardzo to ułatwia czytanie, chociaż chyba do końca myliłam ze sobą trzech męskich bohaterów.
Można się zgubić, kto jest kim, a raczej kto jest kogo synem/córką, ale to nie oznacza, że nie można odróżnić poszczególnych bohaterów od siebie. Właśnie można i to jest duży plus "Genialnej przyjaciółki". Każdy bohater jest jakiś i ma swoje problemy, które różnią się od siebie. Jednak jeden łączą całą młodzież... Nie, to nie problem, a przyrzeczenie, które prawdopodobnie nie jeden nastolatek ma, ale nie będę go ujawniać. :)

Rodzina to jeden z ważniejszych wątków w tej historii (zaraz obok przyjaźni i dorastania). Przewija się tam kilka różnych rodzin. Różnych, a zarazem podobnych. Łączy je chociażby np. patriarchat.
Na podstawie jednej osoby jest dość ciekawie przedstawione, z jakimi plotkami i obelgami musi się zmierzyć mężczyzna, który nie całkiem pasuje do roli, którą społeczeństwo nakłada na mężczyzn. To tylko parę zdań, ale dają jasny pogląd na sytuację. Autorka wiele razy pokazuje, że czasem nie trzeba nie wiadomo ilu zdań i słów, żeby opisać coś realistycznie, zrozumiale.

Jeśli chodzi właśnie o język i narrację... Narracja jest prowadzona przez Elenę. Mam problem z początkowymi scenami, ponieważ są one dosyć chaotyczne. Elena mówi o jakimś zdarzeniu, potem o zdarzeniu przed nim, a za kilka scen o tym, co wydarzyło się między tymi dwoma. Nie podoba mi się, takie skakanie, ale jeśli się, tak dłużej zastanowić to ma to sens, co nie zmienia faktu, że wolałabym bardziej chronologiczną akcję.
Język dla fabuły jest bardzo ważny. Wiele razy autorka podkreśla, gdy ktoś mówi w gwarze neapolitańskiej, a kiedy we włoskim oficjalnym (włoskim, którego się uczy w szkole). Widziałam, że w serialu też mówią w dialekcie i oficjalnym włoskim (chociażby z tego powodu zamierzam obejrzeć serial). W książce też pojawia się coś, co jest charakterystyczne dla okolic Neapolu, czyli skracanie imion. Ale takie naprawdę skracanie skracanie. Przykład: na Elenę mówią Lenù

Akcja "Genialnej przyjaciółki" rozgrywa się w latach 50. i 60. XX wieku, ale oprócz kilku scen stricte związanych z tymi latami, całą fabułę można by przenieść w lata współczesne. Nie zmieniło się we współczesnym świecie, aż tak bardzo, żeby nie widzieć podobieństw do naszego życia. Zresztą... Nawet takie proste przykłady: dorastanie nastolatek i zmiany z tym związane, pierwsze zauroczenia, problemy z rodzicami, trudy przyjaźni. Wszystko to jest dość realistycznie opisane. 

Ocena: 8/10 

Cytat: 
"Dorośli, w oczekiwaniu na przyszłość, poruszają się w teraźniejszości, przed którą było jakieś wczoraj lub przedwczoraj czy zeszły tydzień. O tym, co było jeszcze wcześniej, często wolą nie myśleć. Dzieci nie wiedzą, czym jest dzień wczorajszy czy przedwczorajszy albo jutrzejszy. Wszystko jest teraz: ulica, brama i schody; matka jest teraz i ojciec; teraz jest dzień i teraz jest noc. Ja byłam dzieckiem i bardzo możliwe, że moja lalka wiedziała więcej niż ja."

poniedziałek, 15 lipca 2019

Realna bohaterka

Realna bohaterka
Tytuł: Odwrotność nieodwzajemnienia
Tytuł oryginalny: The Upside of Unrequited
Autorka: Becky Albertalli

Rok temu po raz pierwszy spotkałam się z twórczością Becky Albertalli - był to "Simon oraz inni homo sapiens". "Simon" bardzo mi się spodobał, oczywiście miał jakieś minusy, ale większość książek je ma. Dużym plusem tej książki było to, że bohaterowie byli bardzo realni. Po przeczytaniu drugiej książki autorstwa p. Albertalli mam wrażenie, że to jest właśnie u niej charakterystyczne - pisanie prawdziwie o nastolatkach. Przeciętnych nastolatkach, którzy nie wyróżniają się zbyt wśród rówieśników. Widać, że autorka zna się na nich, widać autentyczność w tym, co pisze.

Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że to książka o miłości.
Molly to siedemnastolatka, która przeżyła ponad dwadzieścia zauroczeń. Każde zauroczenie pozostało cichym zauroczeniem, ponieważ dziewczyna nie odważyła się żadnemu chłopakowi wyjawić swoich uczuć. Jej siostra bliźniaczka - Cassie, postanawia to zmienić. Planuje ją "zeswatać" z jednym z nowo poznanych chłopaków.
Jednak w podobnym czasie pojawia się koło Molly inny chłopak. Reid jest tym chłopakiem, który lubi fantastykę i na którego dziewczyny nie bardzo zwracają uwagę...

To nie żadna nowość, że to historii miłosnych podchodzę z dystansem. Bardzo często jest schemat za schematem, a styl pisarski nie porywa. Można się wszystkiego spodziewać od pierwszych stron i zamiast fajnej historii jest irytująca. Bo ile razy nie wkurzało Was, że główni bohaterowie, którzy są kreowani na zwyczajnych wcale tacy nie są? Ja często się czułam jak z innego świata czytając takie historie. Zwłaszcza, że teraz najczęściej bohaterowie są w moim wieku lub młodsi.

W tej książce jest inaczej. Od pierwszej strony polubiłam główną bohaterkę. Rozumiałam jej problemy i wątpliwości, ponieważ część z nich sama miałam lub mam. To nie były jakieś rzeczy z kosmosu. Uważam, że tematyka jest dość uniwersalna.

Zwłaszcza w czasach, gdzie królują piękne sylwetki modelek. Prawie każdy chce, tak wyglądać. Bo jeśli inaczej wyglądasz, jesteś trochę grubszy to od razu jesteś skazany na różne komentarze i spojrzenia. Nawet od rodziny - co też porusza autorka. Nie ważne, że jesteś ładny, taki jaki jesteś. Do czego nawiązuję? Molly jest właśnie, taką dziewczyną, która nie wpasowuje się w "kanony piękna".

Tak samo jak Reid w "kanony chłopaka", bo on jest fanem Tolkiena, bo wygląda, tak a nie inaczej i ubiera to co lubi, a niekoniecznie podoba się innym.

A jeśli chodzi o tego drugiego chłopaka... Na początku był w miarę, dało się go polubić, ale po jednym zdarzeniu, a właściwie tekście kompletnie stracił wszystkie punkty i miałam tylko nadzieję, że Molly z nim nie będzie. Może był miły, ale... Lepszy jest chłopak, który cię akceptuje, taką jaką jesteś, bez żadnych dodatków.

Tych troje bohaterów to tylko początek całej grupy postaci, która pojawia się w książce. I jak w przypadku "Simona" w "Odwrotności nieodwzajemnienia"  też każdy jest, tak nakreślony, że wiemy kim ta postać jest i jaki ma charakter. Można ich polubić lub nie. To nie ta książka, gdzie są jacyś tam bohaterowie (nawet drugoplanowi), ale nic o nich za bardzo nie wiemy.

I to nie ta książka, gdzie nastolatki "nie mają rodziców". Ogólnie rodziny. W książce Becky Albertalli tego nie ma. Główna bohaterka ma rodzinę, która ma znaczenie w jej życiu. Nie mówi się o osobach z rodziny Molly jak o cieniach. To plus. Dzięki temu bohaterka jest jeszcze bardziej realna.

Jeśli o rodzinie mowa to drugim głównym motywem, problemem w tej książce jest dorastanie i więź, jaką się ma z rodzeństwem. Zwłaszcza, gdy się ma bliźniaka. Nawet nie wiem, czy to nie jest, tak naprawdę główna oś fabuły. To ważny problem, który dotyka nastolatków, ale niewiele się o tym mówi. Jesteśmy dziećmi i nagle... Każdy wybiera własną ścieżkę.

Podoba mi się też, że autorka porusza też czasem zagadnienia feministyczne. Wprowadzając je bardzo subtelnie, nie krzykliwie. Może nie tak jak niektórzy by chcieli, ale jednak.

No i motyw, który pojawił się też w "Simon oraz inni homo sapiens" - motyw lgbt+. Tylko tutaj on... Ma bardzo małe znaczenie. Po prostu jest. To tylko element bohaterów i wcale nie główny. Zresztą myślę, że to powinno być coś oczywistego - jeśli bohater ma skośne oczy to nie pisze się tego w recenzji, chyba, że to ważne. Może to złe określenie "oczywiste", ale mam na myśli to, że to nie powinno mieć wielkiego znaczenia.
Chociaż z tym wątkiem łączy się mała nierealność w kontekście Ameryki. Nie oszukujmy się, w Ameryce nie ma tolerancji w 100%, a w książce autorka pisze o pewnym wydarzeniu związanym z osobami lgnt+ i wszyscy się cieszą, akceptują. Okej, super. Ale to niezbyt realne, żeby nikt nie miał niczemu przeciwko. Chociaż może po prostu p. Albertalli nie chciała tworzyć następnego problemu, nie chciała pisać o homofobicznych ludziach, albo po prostu wolała zająć się innymi problemami bohaterów. Aczkolwiek mamy Molly mają przykrą sytuację związaną z tym wydarzeniem i to jest o wiele gorsze niż przeciętni ludzie z ulicy, którzy sypią wyzwiskami...

"Odwrotność nieodwzajemnienia" to ciepła książka, taka rodzinna, że tak napiszę. Wolę takie książki, niż czytać o nastolatkach, które podbijają świat w liceum.

Ocena: 8/10

Dziękuję za egzemplarz książki wydawnictwu Papierowy Księżyc! 

czwartek, 2 maja 2019

#czytamyniedoceniane

#czytamyniedoceniane
Tytuł: Co mnie zmieniło na zawsze

Tytuł oryginalny: The Way I Used To Be 
Autorka: Amber Smith

Po tę książkę chciałam sięgnąć już dawno temu. Niestety ciągle coś stawało na przeszkodzie (najczęściej inne "ciekawsze" książki). I pewnie dalej "Co mnie zmieniło na zawsze" stałoby na półce, gdyby nie akcja #czytamyniedoceniane, którą organizują: Crimelpoint, Maja z Majastatycznie i Jennifer Reads. Na końcu dodam link do akcji, gdzie jest wszystko wyjaśnione na ten temat. Najogólniej: chodzi o to, żeby przez maj przeczytać, chociaż jedną książkę "niedocenioną". Dziewczyny zrobiły swoje listy, inni dzielą się swoimi itd. Właśnie "Co mnie zmieniło na zawsze" było na liście książek Magdy z kanału Crimelpoint.
Super akcja! Ja co prawda raczej nie przeczytam zbyt wielu książek w maju z tej listy, raczej to jedyna. Ale w wakacje na pewno sięgnę po jakieś książki z tych list.


Wracając do książki.
Eden jest zwykłą, spokojną i grzeczną uczennicą... Do czasu. Do czasu, kiedy jedno wydarzenie zaczyna silnie wpływać na jej życie. Wydarzenie to chyba złe określenie. Nie wiem, jakie słowo będzie dobre... Może "sytuacja"?
Eden została zgwałcona przez osobę bliską jej rodzinie. Bliską jej. Z pewnych przyczyn dziewczyna od razu nie ujawnia tego swoim najbliższym, a jej historię śledzimy przez 3 lata liceum.

To dobre, że życiu Eden przyglądamy się przez, tak długi odcinek czasu, ponieważ gwałt nie jest czymś, co po prostu znika po kilku tygodniach. Nie zapomina go się, tak szybko i nie przechodzi się nagle do porządku dziennego. Owszem, to książka dla młodzieży, ale o ważnych rzeczach i traktuje te problemy oraz czytelników poważnie. Tak naprawdę tę książkę może przeczytać każdy.

Te kilka lat pozwala zobaczyć, jak bardzo człowiek może się zmienić przez traumatyczne przeżycia i co myśli ta osoba. Ponieważ... Na początku główna bohaterka zachowuje się, tak jak wg. niektórych osób "powinna". Co to znaczy? Chodzi mi o to, że jest grupa ludzi, która uważa, że osoba zgwałcona jest wyciszona, oddala się od ludzi itp. To takie jakby stereotypowanie. "Tak powinno być." Tylko, że właśnie nie musi, tak być. Każdy jest indywidualnym człowiekiem i może zareagować różnie.
Po pewnym czasie Eden zmienia się diametralnie, tak, że... Gdyby ktoś przeczytał tylko urywki trzeciej części to myślałby, że czyta całkiem inną książkę. A przynajmniej może nie od razu zgadłby o czym ta książka jest.

Ciężko ocenić mi Eden. Nie rozumiałam niektórych jej zachowań. Zwłaszcza w tej trzeciej części. To była już całkiem inna bohaterka, ale... Z drugiej strony nie mi to oceniać. To znaczy jej zachowanie. Nie wiem, jak ja bym zachowała się na jej miejscu, a w tym przypadku gdybanie jest słabym pomysłem. Z jednej strony ją nie rozumiałam, z drugiej jakoś szukałam usprawiedliwienia w jej zachowaniu. Na pewno nie winię jej za to, że tyle czasu zajęło jej do wyjawienia tajemnicy, bo to naprawdę musiało być... jest... trudne i trzeba wielkiej odwagi, żeby powiedzieć to wszystko na głos.

Powiedziałabym, że Eden wychowuje się w przeciętnej amerykańskiej rodzinie. Nie ma najgorzej, ale też nie najlepiej. Z jednym rodzicem ma lepszy kontakt, a z drugim... Cóż, bardzo napięte stosunki. Więź z bratem również nie jest czymś obcym wśród nastolatków, którzy mają starsze rodzeństwo. Dobrze, że autorka nie poszła w jakieś skrajności i stworzyła bohaterkę z którą można się utożsamić. Z Eden może się utożsamić spora grupa młodzieży, ponieważ ta dziewczyna to również problemy rodzinne i dorastanie.
Dorastanie w którym młody człowiek może się łatwo pogubić.

Niektóre czytelniczki lubią znajdywać sobie "książkowych chłopaków". Za bardzo tego nie rozumiem, a tym bardziej ich wyborów. Najczęściej to jakiś przystojniak, który ma jeszcze ciekawy charakter, ale to tylko tyle. Po prostu jest sobie jakiś tam John.
W "Co mnie zmieniło na zawsze" wybieranie Josha na swojego chłopaka ma duży sens. To nie jest przeciętny męski bohater, który ma po prostu być, żeby był jakiś wątek miłosny. Chodzi mi o to, że on rzeczywiście ma znaczenie i jego postać jest ważna. Co prawda nie wiemy o nim wszystkiego, ale autorka pokazuje, że nie wiemy o nim wszystkiego, dlatego, że on nie należy do wylewnych osób, woli troszczyć się o kogoś innego, ale też nie kłamie na temat swojego życia. Fabuła skupia się na Eden i o tym trzeba pamiętać. A dzięki temu, że Josh jest jaki jest... To ma również duży wpływ na nią. Cieszę się, że chłopak okazał się fajną postacią.
Osoby, które przeżyły to co Eden potrzebują takich Joshów.

Historia zawiera jeszcze kilka sekretów o których nie mogę napisać, ponieważ rozwiązują się one dopiero pod koniec książki. Mogę napisać, że każdy bohater ma znaczenie. W pewnym sensie chciałoby się napisać "niestety".

To dość brutalna książka. Bo temat do łatwych nie należy, ale myślę, że autorka potrafiła wyśrodkować fabułę. Raczej nikogo nie odrzucą poszczególne fragmenty, ale zarazem mają one moc i  przesłanie. Szkoda, że tak mało mówi się o poważnych książkach dla młodzieży, tak jakby młodzież nie rozumiała świata, jakby nie mogła czytać o brutalnej prawdzie. Ważne tematy - to jest klucz. Trzeba mówić o wielu sprawach, a nie udawać, że nic się nie dzieję lub co gorsza robić z tego normę i romantyczność.

Ocena: 8/10

Akcja: https://www.facebook.com/events/2124137620988333/

sobota, 14 kwietnia 2018

Koniec wieku XX*

Koniec wieku XX*
Tytuł: Dziewczyny w ogniu

Tytuł oryginalny: Girls on fire
Autor: Robin Wasserman
Kto jest tym złym?

"Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy,
złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze.
Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może
równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?"
Kazimierz Przerwa-Tetmajer - "Koniec wieku XIX"



Miasteczko Battle Crack, wczesne lata 90. XX wieku. W na pozór spokojnym mieście ginie w noc halloweenową uczeń liceum. Wszystko wskazuje na to, że zginął śmiercią samobójczą... Jak do tego doszło? Przecież to był zwyczajny, bezproblemowy chłopiec... Mieszkańcy zaczynają tworzyć własne teorie. A wśród tego dwie dziewczyny. Przyjaciółki.

W opisie znajduje się głównie wzmianka o samobójstwie licealisty, ale w całej historii nie chodzi tylko o to. Śmierć to początek i koniec. Punkt łączący wszystko, a przede wszystkim główne dwie bohaterki. Gdyby nie to wydarzenie... Prawdopodobnie wszystkie wydarzenia w życiu postaci nie miałyby miejsca lub inaczej by się potoczyły. Przynajmniej, jeśli chodzi o postać Dex.

Dex to przeciętna licealistka, przez niektórych rówieśników nazwana by była typową kujonką. Jednak... Dziewczyna widzi to, że wszyscy się od niej odwracają. Chcę zmiany. I zmiana nadchodzi w najlepszym momencie, tą zmianą jest Lacey. Lacey, którą otacza aurę tajemnicy. Jest tą przysłowiową buntowniczką, tą która się wyróżnia. Szczerze mówiąc jej postać trochę przypominała Weisera (link). Jak można się spodziewać jedna z dziewczyn będzie mieć wpływ na drugą. Pod wpływem Lacey Dex diametralnie się zmieni.
Cóż, motyw nie jest szczególnie odkrywczy. Już pojawiał się wątek tego "tajemniczego" pod którego wpływem dzieją się różne niewyobrażalne rzeczy. Ktoś, kto imponuje reszcie. Były również książki, gdzie ukazano skutki takich przyjaźni... Ale ta książka ma w sobie coś, co ją wyróżnia na tle reszty. Jednak nie jestem pewna, czy w aż, tak dobrym znaczeniu...

Nie będę opisywać wspólnego wątku Dex oraz Lacey. Lepiej nie spoilerować. Ale można się trochę domyślić. Jednakże, jeśli chodzi o historię oddzielną dziewczyn... Rozumiem zainteresowanie Dex Lacey, ale... Im bliżej końca historii tym bardziej jej decyzję są niewytłumaczalne. Napisałabym, że "wpadła", ale to zły czasownik, bardziej to wszystko ją pochłonęło. Pochłonęła ją Lacey.
A Lacey... Poniekąd jej historia była interesująca, chociaż.... to może źle dobrany przymiotnik. Bo jak można nazwać "interesującym" życie w patologicznej rodzinie? W każdym razie, tło rodzinne miało tłumaczyć jej postępowanie. Może tłumaczyła tylko trochę. Według mnie jej czyny przeczyły temu, co może w duchu, tak naprawdę myślała. A o jej myśli bardzo trudno, chociaż rozdziały są napisane również z jej perspektywy, bo jednak ona opowiada. To nie jest wewnętrzny monolog. Dużo można było ominąć, pozmieniać. Dla mnie nie powinna różnych rzeczy robić ze względu na chociażby to, że wkurzała się, kiedy ktoś inny robił dokładnie to samo... Ta postać jest, tak zagadkowa... Wzbudza wiele emocji przez to, że widzimy jej wpływ na Dex. Tak... Koniec mnie zirytował. Spodziewałam się, takiego zakończenia, ale... Nie, nie spodobała mi się ta opcja. A jednocześnie wiem, że to musiało, tak się potoczyć.

Jednym z głównych motywów jest tu również satanizm. Jak wielki wpływ mogą mieć plotki na społeczeństwo? Satanizm, wiara, która od zawsze kojarzyła się z czymś najgorszym. Aczkolwiek... Tak często niektóre postępki tłumaczone tym. Wyznanie spłycane to zabawy.

Okej, ale ta historia równie dobrze mogłaby się dziać we współczesności. Może nawet fabuła byłaby ciekawsza, wydarzenia spotęgowane. Może. Nie byłaby. Lata 90. są tu bardzo ważne. Koniec wieku. Wielka niewiadoma. Nirvana. Grunge. 

A teraz przejdźmy do największego minusu przez który na początku bardzo zniechęciłam się do czytania "Dziewczyn w ogniu" i prawdopodobnie niektórych również to odrzuci. Język. Język, który jest użyty w książce jest bardzo dosadny, wręcz wulgarny. Czasem to pasowało, ale przez większą część fabuły nie. To było w pewnym sensie sztuczne. No dobra, niekoniecznie sztuczne. Chociaż prolog mógłby być inaczej napisany, ponieważ jest napisany w trzeciej osobie. Miałam wrażenie, że został on, tak napisany by szokować. Okej, nawiązuje to do części treści (szokowanie), ale... Dla mnie nie tędy droga. Później nawet można się do tego przyzwyczaić... Z wyjątkiem pewnego dialogu, który jedni Polacy przyjmą, ot książka, rozmowa nastolatek; a druga część Polaków jakoś w duchu będzie chociaż troszkę urażona. Ale zero spoilerów!
Ale może jestem za wrażliwa ktoś powie, trzeba przekonać się samemu, co się sądzi o sposobie, jakim została napisana książka.

Wbrew jednak wszystkiemu znalazłam w fabule elementy mi bliskie. 

"Byt przyszły?... Gwiazd tajniki któż z ludzi ogląda,
kto zliczy zgasłe słońca i kres światu zgadnie?
Użycie?... Ależ w duszy jest zawsze coś na dnie.
co wśród użycia pragnie, wśród rozkoszy żąda."
Kazimierz Przerwa-Tetmajer - "Koniec wieku XIX"

Ocena: 7/10

Cytaty:
"Opowieści zawsze stawiały sprawę jasno: znajomość imienia daje władzę. Zdradzasz je na własne ryzyko."

"Ludzie chcą wierzyć, że są piękni, inteligentni i dowcipni. Wyjątkowi. Nigdy nie polubią osoby, której twarz ujawnia prawdę."


* - parafraza tytułu wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera "Koniec wieku XIX"

poniedziałek, 3 lipca 2017

Powiew wolności

Powiew wolności
Tytuł: Przedwiośnie
Autor: Stefan Żeromski

Trudno się wraca po trzech miesiącach do pisania. Nie wątpię, że ta recenzja będzie się równała z poziomem pierwszej recenzji na tym blogu, ale postaram się, żeby tak nie było. Mam nadzieję, że nie powtórzy się już, taka przerwa.

Mówiono mi o tej książce, że jest interesująca, ale konkretniej nikt nic nie mówił, dlaczego, tak jest. A czy nie o to chodzi w zaciekawieniu fabułą? W końcu każdy ma inny gust... Na szczęście te osoby się nie myliły i "Przedwiośnie" spodobało mi się. Przynajmniej pierwsza część, a pozostałe dwie części... Nie były najgorsze.

Książka składa się z trzech części, które opowiadają poszczególny etap życia Cezarego Baryki, który zamieszkuje tereny Rosji, a dzisiejszego Azerbejdżanu. Rewolucja bolszewicka oraz konflikt turecko-ormiański zmuszają chłopaka do podróży, która będzie mieć wpływ na jego dotychczasowe życie i charakter. Podróż ta jest podróżą do nowo odrodzonej Polski.
1/3 fabuły toczy się w Rosji, kiedy to Cezary jest młodym chłopakiem, który jest zachwycony życiem oraz ideologią komunistyczną. To właśnie w Rosji zrozumie, że człowiek potrafi być gorszy od dzikich zwierząt oraz, jak ważna jest rodzina w życiu każdego z nas.
Następnie wydarzenia dzieją się już w Polsce. Na pewnym dworze pozna smak miłości i wszystkiego, co z nią związane.
W ostatniej części akcja przenosi się do Warszawy, gdzie główny bohater zapoznaje się z sytuacją gospodarczą oraz polityczną Polski. I właśnie ta część jest według mnie najmniej ciekawa. Może to przez tę politykę... Ale też według mnie nie ma tam konkretnych ciągów wydarzeń, które mogłyby wciągnąć czytelnika. Przede wszystkim można w tej części oceniać już całkowicie Cezarego...

Cezary Baryka jest najwyraźniej opisany podczas swojego pobytu w Rosji. Jego charakter jest konkretny. Może nie maluje się w jasnych barwach, ale nie są to też ciemne odcienie. Typowy okres dojrzewania, który przechodzi każdy człowiek. Poznajemy jego zainteresowanie komunizmem, widzimy jego buntownicze zachowanie, gdzie nie ma miejsca dla szacunku. Jednak przez konkretne zdarzenia charakter Cezarego się zmienia. Po prostu jest to bardziej interesujące, niż poznawanie jego uczuć do kobiet.

Wątek miłosny jest w "Przedwiośniu" bardzo skomplikowany. Jeśli ktoś nie przepada za trójkątami miłosnymi to nie będzie zachwycony, że tu pojawia się coś w rodzaju czworokąta. Głównego bohatera otaczają trzy urodziwe kobiety, które na początku mi się mieszały. Zwłaszcza dwie z nich są dość do siebie podobne. Jednak na plus (jeżeli to może być na plus) jest to, że było wiadome, że tam, gdzie aż trzy kobiety i jeden mężczyzna, tam będzie się dziać. I dzieje się.

Wracając do Baku (bo to stamtąd pochodzi Cezary) i konfliktu ormiańsko-tureckiego. Został on opisany bardzo wyraźnie. Można, aż sobie wyobrazić te brutalne sceny i widoki.
Przy okazji Polska tam jest nazywana Lechistanem, co spowodowało, że się uśmiechnęłam pod nosem, ponieważ interesuję się trochę kulturą turecką i to, że kiedyś Polskę nazywano Lechistanem ma swoje skutki we współczesnym języku tureckim (tureckie słowo "polski" - Lehçe).
Te wydarzenia zmieniłby każdego...

Lektura pokazuje, że to odzyskanie po 123 latach niepodległości, wcale nie było, tak piękne i wesołe, jak mogłoby się zdawać. Wiele jeszcze Polska i Polacy musieli przejść, żeby nasz kraj wyglądał, tak jak teraz.

Baryka jest bohaterem zagubionym, nigdzie nie pasującym. Ani Rosjanin, ani do końca Polak. Ale nie tylko, dlatego... Jednak na to już każdy sam musi sobie dopowiedzieć po przeczytaniu tejże historii.

Ocena: 7/10

Cytaty:
Najprzód nie bardzo dobrze wiemy, co jest złe, a co na pewno dobre.

Dola, żeby się urodzić kobietą, i nie móc przynajmniej pomścić się na wrogach! Dola, żeby drżeć o siebie, o swą kobiecość wobec tych, którzy mieli prawo pozbawić mię wszystkiego materialnego dobra (...). Pan nawet nie domyśla się, co to za szczęście być mężczyzną! Nie drżeć o swoją całość, być pozbawioną głupoty, tej trwogi, tej wiecznej troski! Ach, móc uderzyć, uderzyć w łeb ostrym mieczem lub ostrym sztyletem!

wtorek, 21 kwietnia 2015

"Love, Rosie"

"Love, Rosie"
Tytuł: Love, Rosie (aczkolwiek naprawdę książka ma inny tytuł)
Tytuł oryginału: Where Rainbows End
Autorka: Cecelia Ahern

Czy przyjaźń to miłość, a miłość to przyjaźń?

Ktoś spyta, dlaczego zmienili książce tytuł; jeszcze na dodatek z angielskiego na angielski. Proste: niedawno (chyba w wakacje) była ekranizacja tejże książki o innym tytule (właśnie "Love, Rosie"). Czytając opinie czytelników "Na końcu tęczy" (prawdziwy polski tytuł, chociaż też nie jest zgodny z angielskim) - film luźno trzyma się historii zawartej w książce, nawet bardzo luźno. W każdym razie jak to się stało, że przeczytałam książkę romantyczną/miłosną? Nie przepadam za tym gatunek, jednak postanowiłam dla niektórych książek zrobić wyjątek. Trzeba próbować czegoś nowego, nie można się trzymać tylko fantasy. "Gwiazd Naszych Wina" nie spodobały mi się, ponieważ za wiele było w niej... Schematów, przewidywalności oraz idealizmu (Augustus był zbudowany ze wszystkich najlepszych cech) . Jeśli zaś chodzi o "Love, Rosie"...

Pierwsze, co czytelnika zadziwia to budowa utworu, a mianowicie tutaj nie ma prostego ciągu fabuły. Mam na myśli to, że treść jest listami, liścikami, e-mailami oraz rozmowami na czacie. Zaskakujące, prawda? Mnie przynajmniej to zaskoczyło, nie spotkałam się jeszcze z taką budową.
Na początku myślałam, że autorka przesadziła pisząc pięćset stronową fabułę. Ile można pisać o wątku miłosnym? No, a jednak p. Ahern miała pomysł, nie to, że wciskała na siłę, co popadnie, aby tylko napisać grubą lekturę. Czas akcji to jakieś... trzydzieści - czterdzieści lat. Niby to dużo, jednak przez to, że forma treści jest tak różnorodna nie miałam odczucia, że aż tyle lat mija. Zresztą autorka "Na końcu tęczy" nie rozwleka każdego roku nie wiadomo na ile stron. Jeśli nic w życiu głównej bohaterki się nie działo przez ten czas to się go omija .

Jeśli chodzi o głównych bohaterów: Rosie i Alexa. Ta dwójka to przyjaciele, bardzo bliscy przyjaciele, którzy nie widzą życia bez siebie. Niestety los na ich drodze stawia wielką kontynentalną przeszkodę, czyli przeprowadzkę Alexa. Chłopak musi się przeprowadzić z rodziną z Dublina do Bostonu (Ameryka Północna). To wielki cios dla tej dwójki, ale od czego jest Internet? Dzięki niemu nie trzeba tracić bliskich ludzi na zawsze.
Wydarzenia poznajemy głównie ze strony Rosie Dunne, która ma niełatwe życie. Zwłaszcza po balu absolwentów... A on zapoczątkowuje dorosłą lawinę życia.

Temat oklepany dwójka przyjaciół, która musi się rozstać, ich więzi, a jednak coś mnie zaciekawiło w tej książce. Coś innych zaciekawia, skoro jest czytana. Prosty język? A może przedstawienie trudnego życia w interesujący, przystępny sposób? Forma wypowiedzi?

Wniosek, jaki nasuwa mi się na myśl po przeczytaniu książki - warto wierzyć w swoje marzenia! Trzeba iść na przód, choćby nie wiadomo, co się działo, znajdą się ludzie, którzy ci pomogą. Warto wnieść, choć troszkę optymizmu do swojego życia. Niektóre (może większość) rzeczy dzieje się po coś.

Ocena: 6/10

Cytaty:
"O byłych dziewczynach łatwo się zapomina, a przyjaciele zostają z człowiekiem na zawsze."

"Ludzkie życie jest zbudowane z czasu. Nasze dni, nasza zapłata mierzone są w godzinach, nasza wiedza wyznaczana jest przez lata. Chwytamy w ciągu dnia kilka minut na przerwę na kawę, a potem czym prędzej biegniemy do biurek, spoglądamy na zegarek, żyjemy od jednej wizyty do drugiej. Mimo to nasz czas kiedyś się kończy i w głębi duszy zastanawiamy się, czy przeżyliśmy dobrze te wszystkie sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata i dekady."

"(...) powinnyśmy  brać przykład z dzieci i nie bać się życia, iść na całość w przypadku wytyczonych sobie celów."

"To zabawne - jako dzieci wierzymy, że możemy zostać, kim chcemy, znaleźć się tam, gdzie zapragniemy, bez ograniczeń. Oczekujemy czegoś niezwykłego, wierzymy w magię. Potem dorastamy i mijają lata niewinności. W nasze życie wkrada się rzeczywistość i nagle zdajemy sobie sprawę, że nie możemy zostać tym, kim chcemy, i musimy się zadowolić czymś pośledniejszym. Dlaczego ludzie przestają w siebie wierzyć? Dlaczego pozwalają, aby ich życiem rządziły fakty, liczby - wszystko, tylko nie marzenia?"

"(...) dom to nie jest lokum, tylko uczucie."

"Wiek to tylko liczba, a nie stan umysłu czy powód do szczególnego zachowania."

Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger