Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 stycznia 2020

Sprzeczna przyjaźń

Sprzeczna przyjaźń
Tytuł: Genialna przyjaciółka

Tytuł oryginalny: L'amica geniale
Autorka: Elena Ferrante

Z tego, co pamiętam to dotychczas miałam styczność tylko z jednym włoskim pisarzem, czyli Pierdomenico Baccalario, dlatego bardzo ucieszyłam się w październiku, gdy okazało się, że na jedne zajęcia będę musiała przeczytać trzy książki różnych włoskich autorów (dwaj następni pojawią się później). Skoro studiuję ten język to warto zapoznać się z twórczością włoskich pisarzy i pisarek. Przynajmniej wypadałoby.

W każdym razie na sam początek - tajemnicza Elena Ferrante. Dlaczego misteriosa? Tak naprawdę nic nie wiadomo o tej autorce, nawet nie wiadomo, czy naprawdę jest kobietą... Po prostu nie chce się ujawniać, wywiady odbywają się tylko drogą elektroniczną. Mi osobiście to nie przeszkadza. Jestem za teorią literacką, że dzieło literackie jest czymś oddzielnym od twórcy. Nie szukam podobieństw między biografią pisarza/pisarki, a utworem. Nie potrzebny jest mi też wizerunek osoby, która coś tam napisała. Nie ma też dla mnie znaczenia powód dla którego ta osoba jest anonimowa. Jednak... Oczywiście w internecie krąży kilka teorii na temat Eleny Ferrante; głównie trzy. Nie będę się w nie wgłębiać. Można przeczytać o nich w internecie. W każdym razie te teorie i pogoń za tym, żeby odkryć prawdziwą tożsamość Ferrante jest, tak pokręcone... A wystarczyło tylko nie pokazywać swojego wizerunku i już świat "oszalał".

Ale skupmy się na "Genialnej przyjaciółce"
Na początek chciałabym zaznaczyć, że jest to pierwsza część czteroczęściowej serii. Warto to wiedzieć. Zwłaszcza, że część opisu książki nastawia czytelnika na trochę, co innego. Przynajmniej ja spodziewałam się trochę czegoś innego, a przynajmniej innego zakończenia historii, ale mój błąd. Dzięki temu zabiegowi autorka mogła sobie otworzyć drzwi na dalsze części...
Ale chociaż książka ma jeszcze trzy części to chyba ta jest najbardziej znana. Nawet powstał na jej podstawie serial HBO o tym samym tytule (nie oglądałam).

"Genialna przyjaciółka" opowiada przede wszystkim historię przyjaźni dwóch dziewczynek z ubogiej dzielnicy Neapolu: Eleny i Lilii. To historia ich przyjaźni, ale też ich codziennego życia oraz dzielnicy, która jest dość specyficzna.

Elena i Lila różnią się praktycznie wszystkim. Mają kilka podobieństw, ale powiedziałabym, że są budowane na kontrastach. Głównym punktem wspólnym jest zamiłowanie do nauki i wysoka inteligencja, chociaż i tu bywa różnie. Mam wrażenie, że autorka buduje, tak bohaterki, że jedną się lubi, a drugą nie. Wyszło, tak u mnie i u większej grupy osób z mojego roku. Tylko... Ja bardziej zrozumiałam tę bohaterkę, której oni nie. Ale przez to zrozumiałam, że tak jest też w prawdziwym życiu. Książka pokazuje kogo bardziej chcąc nie chcąc darzy się większą sympatią. A wynik nie jest chyba, taki oczywisty...

Lila na początku książki nie jest zbyt pięknym dzieckiem, ale za to roztacza wokół siebie, taką... aurę tajemniczości i pewności siebie, że przyciąga do siebie Elenę. Lila oprócz tego, że jest bardzo pewna siebie i nie boi się z nikim zadrzeć, jest bardzo mądra. Najmądrzejsza w swojej klasie, jeśli nie w szkole. Jest specyficzną dziewczynką.

Elena za to jest jej przeciwieństwem: cicha, niepozorna, uprzejma, mądra, ale gdzieś straciła swoją pewność siebie. Zwłaszcza mam wrażenie, że przyjaźń z Lilą nie buduje tej pewności. Dziewczyna robi wszystko, żeby pokazać na co ją stać. Jej marzeniem jest wyrwać się z biedy.

Już chyba po tych krótkich opisach widać tę różnicę między bohaterkami. Nie chciałabym narzucać swojej interpretacji bohaterek, więc może nie będę się wgłębiać, dlaczego próbowałam bronić Eleny. Bo to nie jest zła bohaterka, zresztą Lila też nie. Ich przyjaźń jest skomplikowana, ale obie dziewczyny mają swoje wady i zalety. To nie one mają być złe w tej książce...

Oprócz nich przez fabułę przewija się wiele innych bohaterów: ich koledzy oraz koleżanki z dzielnicy, rodziny i nauczyciele. Jest ich tyle, że można się pogubić. Na szczęście na początku książki jest wykaz wszystkich postaci z podpisem, kto z kim jest powiązany (chyba jest to w każdym wydaniu; nie jestem pewna) - bardzo to ułatwia czytanie, chociaż chyba do końca myliłam ze sobą trzech męskich bohaterów.
Można się zgubić, kto jest kim, a raczej kto jest kogo synem/córką, ale to nie oznacza, że nie można odróżnić poszczególnych bohaterów od siebie. Właśnie można i to jest duży plus "Genialnej przyjaciółki". Każdy bohater jest jakiś i ma swoje problemy, które różnią się od siebie. Jednak jeden łączą całą młodzież... Nie, to nie problem, a przyrzeczenie, które prawdopodobnie nie jeden nastolatek ma, ale nie będę go ujawniać. :)

Rodzina to jeden z ważniejszych wątków w tej historii (zaraz obok przyjaźni i dorastania). Przewija się tam kilka różnych rodzin. Różnych, a zarazem podobnych. Łączy je chociażby np. patriarchat.
Na podstawie jednej osoby jest dość ciekawie przedstawione, z jakimi plotkami i obelgami musi się zmierzyć mężczyzna, który nie całkiem pasuje do roli, którą społeczeństwo nakłada na mężczyzn. To tylko parę zdań, ale dają jasny pogląd na sytuację. Autorka wiele razy pokazuje, że czasem nie trzeba nie wiadomo ilu zdań i słów, żeby opisać coś realistycznie, zrozumiale.

Jeśli chodzi właśnie o język i narrację... Narracja jest prowadzona przez Elenę. Mam problem z początkowymi scenami, ponieważ są one dosyć chaotyczne. Elena mówi o jakimś zdarzeniu, potem o zdarzeniu przed nim, a za kilka scen o tym, co wydarzyło się między tymi dwoma. Nie podoba mi się, takie skakanie, ale jeśli się, tak dłużej zastanowić to ma to sens, co nie zmienia faktu, że wolałabym bardziej chronologiczną akcję.
Język dla fabuły jest bardzo ważny. Wiele razy autorka podkreśla, gdy ktoś mówi w gwarze neapolitańskiej, a kiedy we włoskim oficjalnym (włoskim, którego się uczy w szkole). Widziałam, że w serialu też mówią w dialekcie i oficjalnym włoskim (chociażby z tego powodu zamierzam obejrzeć serial). W książce też pojawia się coś, co jest charakterystyczne dla okolic Neapolu, czyli skracanie imion. Ale takie naprawdę skracanie skracanie. Przykład: na Elenę mówią Lenù

Akcja "Genialnej przyjaciółki" rozgrywa się w latach 50. i 60. XX wieku, ale oprócz kilku scen stricte związanych z tymi latami, całą fabułę można by przenieść w lata współczesne. Nie zmieniło się we współczesnym świecie, aż tak bardzo, żeby nie widzieć podobieństw do naszego życia. Zresztą... Nawet takie proste przykłady: dorastanie nastolatek i zmiany z tym związane, pierwsze zauroczenia, problemy z rodzicami, trudy przyjaźni. Wszystko to jest dość realistycznie opisane. 

Ocena: 8/10 

Cytat: 
"Dorośli, w oczekiwaniu na przyszłość, poruszają się w teraźniejszości, przed którą było jakieś wczoraj lub przedwczoraj czy zeszły tydzień. O tym, co było jeszcze wcześniej, często wolą nie myśleć. Dzieci nie wiedzą, czym jest dzień wczorajszy czy przedwczorajszy albo jutrzejszy. Wszystko jest teraz: ulica, brama i schody; matka jest teraz i ojciec; teraz jest dzień i teraz jest noc. Ja byłam dzieckiem i bardzo możliwe, że moja lalka wiedziała więcej niż ja."

czwartek, 12 września 2019

Puzzle życia

Puzzle życia
Tytuł: Zostawiłeś mi tylko przeszłość
Tytuł oryginalny: History is All You Left Me
Autor: Adam Silvera

Cieszę się, że udało mi się przeczytać w tym roku (od października mało czasu będę mieć na czytanie) jeszcze jedną książkę Adama Silvery. Czuję, że to może być jeden z moich ulubionych autorów.

Głównego bohatera, czyli Griffina poznajemy w dość nieprzyjemnych okolicznościach - zmarł jego chłopak. To szok dla Griffina, który musi się jakoś pozbierać, a przynajmniej to słyszy wszędzie naokoło. "Powinno ci już przejść. Ile można rozpaczać? Jeszcze całe życie przed tobą, znajdziesz innego." Na domiar "złego" główny bohater w końcu staje w oko w oko z Jacksonem - chłopakiem Theo ze studiów. Tak, to nie jest błąd. Po prostu to troszkę skomplikowane, jaka więź łączyła Theo i Griffina, gdy ten pierwszy wyjechał do Kalifornii. Tak naprawdę jasno można to zrozumieć dopiero po przeczytaniu całej książki.
Czy Jackson i Griffin pomogą sobie w żałobie mając te same uczucia do Theo?

Dość trudno pisać o fabule "Zostawiłeś mi tylko przeszłość", opis powyżej jest dość ogólny, ale z książkami Silvery, tak jest, że nie można zdradzać za wiele. Mogą być świetne, a na końcu gdy masz powiedzieć coś więcej to nie wiesz, co powiedzieć.

Na pewno mogę napisać, że te ponad czterysta stron to droga przemiany Griffina. To jego droga z radzeniem sobie z żałobą, stratą, prawdą, a przede wszystkim przeszłością. Okazuje się, że nie zawsze dana osoba jest, taka jak myślimy, jaka jest przy nas. Czasem miłość może trochę zaślepić.
Ale nie tylko Griffin jest tu ważny, chociaż to on jest głównym bohaterem. Jest Jackson, który był świadkiem śmierci Theo; który był tym "drugim chłopakiem". Jest Wade - przyjaciel Griffina i Theo, który... Byliście kiedyś w paczce (trójce), gdzie czuliście się jak piąte koło u wozu, bo pozostali przyjaciele to para? Niby jesteś z nimi, ale jednak nie - to Wade. I... No Wade też cierpi z powodu straty przyjaciela, a ma bardzo trudno, bardzo. Może nie na pierwszym planie, ale mamy też do czynienia z żałobą rodziny Theo, bo to co ważne w książkach Silvery (i Becky Albertalli) - bohaterowie mają rodzinę o której piszą autor (to nie są widma, jak w niektórych powieściach dla młodzieży: wiesz, że niby są ci rodzice i rodzeństwo, ale nic o nich nie wiesz).

Jednak książka to nie tylko żałoba, smutek i wątpliwości. To też opisanie życia osoby z zaburzeniem OCD (zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne). Na pierwszy rzut oka zaburzenia Griffina nie są, takie złe, drobnostki. To znaczy nie ma takich zaburzeń do jakich zdrowi ludzie są przyzwyczajeni w filmach, książkach, przykładach. Ale coś, co dla przeciętnego przechodnia jest czymś nie ważnym, Griffinowi naprawdę nie ułatwia życia. Adam Silvera z tego, co słyszałam kiedyś sam posiada OCD, więc pisze o zaburzeniach, które zna. Przez to, że autor pisze o "drobnostkach" pokazuje, że dla każdego, co innego może być problemem, każdy może mieć inną miarę problemu. Mogę chyba to nad interpretować... 

Bohaterowie "Zostawiłeś mi tylko przeszłość" są złożeni, ale zarazem są uniwersalni.

Ale czy książka ma jakieś minusy? Nie wiem, czy to można nazwać minusem, ale czasem zachowanie Griffina było dla mnie nie zrozumiałe, chociaż starałam się jakoś zrozumieć... Tzn. inaczej - jakoś potrafiłam go zrozumieć, ale współczułam pewnemu bohaterowi, że poszedł trochę w odstawkę, a potem nagle Griffinowi się przypomniało, no ale okej. Niestety Griffin obwinia się o śmierć Theo, co też poniekąd jest zrozumiałe, ale było mi go, aż szkoda (na szczęście jest fragment, gdzie pewne osoby dają mu do zrozumienia, że to nie jego wina). Koniec książki też nie zbyt mi pasuje, ale okej. To nie jest rozdział zamknięty. Przed Griffinem jeszcze długa droga.
Jednak była, taka jedna scena na którą większość czytelników może nie zwróci uwagę... Nie zbyt mogę napisać o tym, ale zastanawia mnie, czyli Silvera akurat poruszył jeden wątek dość nie umiejętnie, czy rzeczywiście chodziło o tę niezgodność, że nie każdy terapeuta jest dobry... Musiałam sobie popisać na ten temat. :p

Kilka ostatnich słów: Griffin i inni bohaterowie nie są bez wad. Griffin nawet ma ich sporo, co jest na plusem, bo źle się czyta o nieskazitelnych bohaterach.
Zapomniałam napisać o ważnej sprawie: narracja pierwszoosobowa jest monologiem Griffina do Theo.

Ocena: 8/10

czwartek, 28 lutego 2019

Kto się czubi ten się lubi

Kto się czubi ten się lubi
Tytuł: Dręczyciel
Tytuł oryginalny: Bully. A Fall Away Novel 

Autorka: Penelope Douglas

Następny romans przeczytany. Tym razem inna tematyka i inne tło. Chociaż... Można znaleźć przy końcu historii elementy wspólne z poprzednią książką, czyli z "Bez szans".

Tatum wraca po roku spędzonym na wymianie w Francji. Podczas tych dwunastu miesięcy miała czas, żeby skupić się tylko na nauce i zapomnieć o pewnej osobie... Jednak trzeba w końcu wrócić do swojego liceum i jakoś przetrwać ostatni rok szkoły średniej. Przetrwać, bo okazuje się, że tytułowy dręczyciel Tatum nie zapomniał o niej. I nie pozwoli, żeby dziewczyna dobrze wspominała liceum.

Dręczyciel, czyli Jared - były przyjaciel głównej bohaterki. Tak, przyjaciel. Gdy byli dziećmi przyjaźnili się i spędzali ze sobą prawie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Podczas jednych wakacji wszystko nagle się zmienia, a Jared jest już inną osobą. Chłopak odwraca się od Tatum i zmienia jej życie w piekło.

Tate... Na początku liceum była szarą myszką, no może lepsze określenie to przeciętną osobą, która żyła w strachu i unikała Jareda. Zresztą nie dziwne, każdy by go unikał na jej miejscu. Rok we Francji wiele zmienił w charakterze Tatum. Dziewczyna jest silniejsza i... odważniejsza, chociaż na początku ma momenty strachu. Ma cel po liceum i nie zamierza sobie go zepsuć przez jakiegoś chłopaka. Jej charakter staje się coraz mocniejszy podczas trwania fabuły, jednak... Coraz więcej czynników na to oddziałuje. Głównym jest miłość. To nie jest spoiler. Przepraszam, ale wystarczy spojrzeć na okładkę. Przyjaźni ona nie przedstawia. Dręczenia również nie.

Zatrzymajmy się właśnie na miłość, ponieważ często będzie ona pojawiać się w tej książce. Tzn. bardziej zauroczenie.
Rozumiem, że ktoś ci się może podobać, bo to oczywiste, ale... Okej, mogę zrozumieć też zaślepienie miłością, kiedy nie widzisz prawdziwego charakteru danej osoby. Jednak gdy ta osoba znęca się nad tobą (nie ma znaczenia, czy psychicznie, czy fizycznie), a ty nadal patrzysz na nią rozmarzonym wzrokiem i ją usprawiedliwiasz to to już nie jest zdrowe uczucie. Kochasz kogoś, kto cię krzywdzi.
Podobnie jest wg. mnie z Tatum. Może nie usprawiedliwia zachowania Jareda, widzi, co robi i wie, że to jest złe. Usprawiedliwiona jest z rozważań, dlaczego on to robi, w końcu byli przyjaciółmi przez wiele lat. Ale to zauroczenie... Patrzenie na niego maślanymi oczami, żeby po chwili były rozważania, że nie powinna, ale on jest, taki przystojny. Dla mnie to trochę wyglądało na coś w stylu syndromu sztokholmskiego. Uwielbienie dla oprawcy.

Wszystko dąży do punktu kulminacyjnego. Wielkiej tajemnicy chłopaka. Bo kto nie będzie tego wyczekiwał zaraz po otwarciu książki? I jest. Bardzo mocny punkt, który nie jest śmiesznym i głupim powodem znęcania się nad Tate. Oczywiście, to nie usprawiedliwia Jareda, ale ukazuje go w innym świetle. Można dzięki temu zrozumieć jego zachowanie. My, czytelnicy, osoby trzecie. Ale teraz mamy sytuację: Jared znęcał się nad Tate, nagle wychodzi powód i puff. Dopowiedzieć sobie można resztę.
Jestem zła, że autorka nie poruszyła głębiej tego powodu Jareda. Po prostu jest o tym powiedziane, poświęcony temu jest rozdział-dwa. To było zbyt poważne, żeby to zostawić! To trochę brzmi, tak, jakby autorka wzięła, taką problematykę tylko, dlatego, żeby nadać głębi Jaredowi i żeby jego powód nie był głupi. A reszta to nie ważne. Bo najważniejsze to skupienie się na dwójce bohaterów.
Wolałabym, żeby narracja była prowadzona z punktu widzenia Jareda, a nie Tate.

Po punkcie kulminacyjnym zaczyna się poniekąd wszystko układać... Do czasu. Bo wtedy następuje zabieg, który występował w "Bez szans", czyli wydarzenie, które wywraca dobiegający piękny koniec o 180 stopni, żeby na jego końcu był happy end i żeby się okazało, że główna bohaterka dobrze wybrała.
Przepraszam, jeśli ktoś uzna to za spoiler.

No nic. Na razie nie zamierzam sięgać po romanse.
Zaczynam mieć trochę wrażenie, że czytanie romansów może być trochę krzywdzące dla niektórych młodych dziewczyn. To znaczy... Wiadomo, że ich fabuła jest zmyślona, ale łatwiej w nią uwierzyć, niż w fantastykę. Można sobie wykreować wyobrażenie związków. I potem jakieś nastolatki, serio myślą, że w liceum, czy w wieku osiemnastu lat powinny mieć chłopaka i przeżyć z nim wszystko. Bo związek nie może opierać się głównie na zwykłej więzi międzyludzkiej.

Ocena: 5/10

sobota, 9 czerwca 2018

Blue Jacques

Blue Jacques
Tytuł: Simon oraz inni homo sapiens

Tytuł oryginalny: Simon vs. The Homo Sapiens Agenda 
Autorka: Becky Albertalli
Przełom na blogu?

Bardzo się cieszę, że udało mi się przeczytać tę książkę jeszcze przed obejrzeniem filmu. Kiedyś obiło mi się o uszy, że trochę zmieniono fabułę - zobaczymy pod koniec czerwca, czy to prawda. ;)
Chociaż już po zwiastunie zauważam lekkie różnice... Ale to tylko zwiastun i montaż. Cała historia może się różnić od tego, co widać na ok. trzyminutowym zwiastunie.

"Simona..." chciałam przeczytać praktycznie od razu, kiedy tylko o nim usłyszałam, zobaczyłam premierę tej książki w Internecie. Coś mnie zaciekawiło w tej książce i to nie jest nic konkretnego. Czasem po prostu książka cię przyciąga i tyle. Nie ma wyjaśnienia. Podobnie chyba z ludźmi. Niby wiemy, dlaczego się z kimś przyjaźnimy, ale gdy mamy powiedzieć, dlaczego to... Coś mamroczemy pod nosem, ale te słowa nie oddają tego prawdziwego sensu. Chce się rzec, bo tak. I tyle. Nie musi to przy tym oznaczać, że jesteśmy puści lub leniwi.

Simon Spier to zwyczajny nastolatek. Jeden z najbardziej zwyczajnych bohaterów na jakich można natrafić w książkach. Praktycznie niczym się nie wyróżnia. Ma przyjaciół (którzy w porównaniu do niego czymś innym się wyróżniają np. zainteresowaniem mangą lub atrakcyjnością), rodzinę (która jest chyba taką typową rodziną nastolatka) i... kogoś jeszcze. Tym kimś jest Blue - chłopak z którym Simon wymienia maile. Nie ma, co ukrywać - więź między chłopakami staje się czymś znacznie większym, niż zwykła internetowa przyjaźń. Tu właśnie wkracza kolega Simona z kółka teatralnego (Simon ma genialny talent aktorski) - Martin, który... Postanawia go zaszantażować. Albo Simon spełni warunki szantażu, albo wszyscy dowiedzą się prawdy o Simonie oraz Blue.

Opis brzmi trochę oklepanie, prawda? Za dużo tej zwykłości i przeciętności. Nic bardziej mylnego. Ta "zwyczajność" w kontekście fabuły jest dobra, całkowicie uzasadniona. Nie mamy mieć cudownego, wyróżniającego się nie wiadomo czym bohatera, ponieważ mamy, możemy się z nim jak najbardziej utożsamić. Zrozumieć jego życie, decyzję i rodzinę. Myślę, że większość czytelników będzie mogła znaleźć wspólne punkty, sytuacje z Simonem. A nawet nie tylko z nim, bo historia nie dotyczy wyłącznie jego i jego problemów.

Jak wcześniej napisałam - chłopak ma przyjaciół. Może trochę się wyróżniają na jego tle, ale pozostają nadal zwykłymi licealistami. Ich wątki... Głównie jeden. Czy to będzie spoiler, jeśli dam mu nazwę? Tzw. friendzone, który jest chyba "na czasie". Ten wątek istnieje w prawie każdej książce, jest dość oklepany, zwłaszcza, że dotyczy to często głównej bohaterki/głównego bohatera. I potem mamy przez 3/4 książki wielką rozpacz. Tutaj, to tak jakby drugoplanowy wątek. To dziwne, ale wcale mi on nie przeszkadzał. Nie wiem, może to dlatego, że to wyszło, tak naturalnie? Jak cała fabuła zresztą. Mamy uzasadnienie tego "friendzonu". Może komuś się nie spodoba zachowanie bohaterki, ale... Da się ją zrozumieć. Jeśli, oczywiście się chce.

To ciekawe, ale w tej książce "ten zły" jest innym "złym", niż w większości książek, które czytałam. Nie mam na myśli uzasadnienia jego czynów, ponieważ przy większości antagonistów są powody (chyba tylko Sauron z "Władcy Pierścieni" jest czystym złem ;) ). Ale... Martin jest jakiś inny. On... Hm, dość trudno to wytłumaczyć. O! To jest jedna z zachęt do sięgnięcia po "Simona..."! Zagadka, o co chodzi z tym Martinem! :D

Zanim przejdę do więzi Simona z Blue.
Simon lubi oreo. Simon lubi Harry'ego Pottera. HARRY'EGO POTTERA!!! Coś jeszcze trzeba dodawać? ;)

Pisanie maili jest bardzo współczesnym wątkiem. Nie wszyscy się zgadzają z tym, że w Internecie można znaleźć przyjacielską duszę, a tym bardziej osobę z którą zwiążemy się na dalszą część życia. Kontakty internetowe są niebezpieczne, racja, chyba zawsze jakaś ich część, taka pozostanie, ale mamy społeczeństwo, jakie mamy. Rozwijamy się, a technologia to część naszego życia. Zwłaszcza nastolatków. Komunikatory, fora, a nawet maile ułatwiają w pewnym sensie życie niektórych nastolatków. W tym Simona. I Blue. Ich kontakt jest o tyle... Hm, tajemniczy i ciekawy, że nie korzystają oni z komunikatorów typu Messanger. Piszą e-maile, które pod jakimś kątem są lepsze, niż zwykły komunikator. Może trochę staroświeckie - nie wiem, nie nadążam. ;)
Więź jaka się rodzi między chłopakami jest... No, urocza. Tak, chyba pierwszy raz korzystam z tego słowa opisując jakiś bohaterów (oraz książkę) odkąd prowadzę bloga, a może i jeszcze dłużej. W każdym razie nie za często używam tego określenia.
To jest, takie naturalne. Zwykłe. I nie nagłe. To nie, tak, że piszą ze sobą tydzień i już wielka miłość, i się spotkajmy. Jeśli chodzi o spotkanie to, tak szybko nie następuje, jak się można spodziewać. Ale kiedy w końcu mamy do czynienia z Blue... Przyznam szczerze, że nie wpadłam na to kim on jest w świecie rzeczywistym. Zakładałam dwie opcje. Nawet trzy. Dwie trochę szalone, ale życie w końcu jest poplątane. Żadna się nie sprawdziła. To dobrze, bo byłoby dziwnie i płytko. Znaczy się zbyt oczywiste to by było wtedy.

Podoba mi się okładka książki. Nie przepadam szczególnie za czerwonym, ale nie jest, tak źle. xD Podoba mi się to, że na okładce widnieje rysunek, lubię, kiedy na okładce jest coś narysowanego lub namalowanego. Zdjęcia są oklepane. Szczególnie, jeśli mają przedstawiać bohatera. Rysunek, jednak lepiej oddaje postać. Okładka jest minimalistyczna, a jednak młodzieżowa. Według mnie. ;) Na pewno jest lepsza od filmowej. Przepraszam, ale nie przepadam za filmowymi okładkami. Zwłaszcza, że ta od "Simona..." ma zmieniony tytuł na filmowy.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz książki "Simon oraz inni homo sapiens" dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc!

wtorek, 21 kwietnia 2015

"Love, Rosie"

"Love, Rosie"
Tytuł: Love, Rosie (aczkolwiek naprawdę książka ma inny tytuł)
Tytuł oryginału: Where Rainbows End
Autorka: Cecelia Ahern

Czy przyjaźń to miłość, a miłość to przyjaźń?

Ktoś spyta, dlaczego zmienili książce tytuł; jeszcze na dodatek z angielskiego na angielski. Proste: niedawno (chyba w wakacje) była ekranizacja tejże książki o innym tytule (właśnie "Love, Rosie"). Czytając opinie czytelników "Na końcu tęczy" (prawdziwy polski tytuł, chociaż też nie jest zgodny z angielskim) - film luźno trzyma się historii zawartej w książce, nawet bardzo luźno. W każdym razie jak to się stało, że przeczytałam książkę romantyczną/miłosną? Nie przepadam za tym gatunek, jednak postanowiłam dla niektórych książek zrobić wyjątek. Trzeba próbować czegoś nowego, nie można się trzymać tylko fantasy. "Gwiazd Naszych Wina" nie spodobały mi się, ponieważ za wiele było w niej... Schematów, przewidywalności oraz idealizmu (Augustus był zbudowany ze wszystkich najlepszych cech) . Jeśli zaś chodzi o "Love, Rosie"...

Pierwsze, co czytelnika zadziwia to budowa utworu, a mianowicie tutaj nie ma prostego ciągu fabuły. Mam na myśli to, że treść jest listami, liścikami, e-mailami oraz rozmowami na czacie. Zaskakujące, prawda? Mnie przynajmniej to zaskoczyło, nie spotkałam się jeszcze z taką budową.
Na początku myślałam, że autorka przesadziła pisząc pięćset stronową fabułę. Ile można pisać o wątku miłosnym? No, a jednak p. Ahern miała pomysł, nie to, że wciskała na siłę, co popadnie, aby tylko napisać grubą lekturę. Czas akcji to jakieś... trzydzieści - czterdzieści lat. Niby to dużo, jednak przez to, że forma treści jest tak różnorodna nie miałam odczucia, że aż tyle lat mija. Zresztą autorka "Na końcu tęczy" nie rozwleka każdego roku nie wiadomo na ile stron. Jeśli nic w życiu głównej bohaterki się nie działo przez ten czas to się go omija .

Jeśli chodzi o głównych bohaterów: Rosie i Alexa. Ta dwójka to przyjaciele, bardzo bliscy przyjaciele, którzy nie widzą życia bez siebie. Niestety los na ich drodze stawia wielką kontynentalną przeszkodę, czyli przeprowadzkę Alexa. Chłopak musi się przeprowadzić z rodziną z Dublina do Bostonu (Ameryka Północna). To wielki cios dla tej dwójki, ale od czego jest Internet? Dzięki niemu nie trzeba tracić bliskich ludzi na zawsze.
Wydarzenia poznajemy głównie ze strony Rosie Dunne, która ma niełatwe życie. Zwłaszcza po balu absolwentów... A on zapoczątkowuje dorosłą lawinę życia.

Temat oklepany dwójka przyjaciół, która musi się rozstać, ich więzi, a jednak coś mnie zaciekawiło w tej książce. Coś innych zaciekawia, skoro jest czytana. Prosty język? A może przedstawienie trudnego życia w interesujący, przystępny sposób? Forma wypowiedzi?

Wniosek, jaki nasuwa mi się na myśl po przeczytaniu książki - warto wierzyć w swoje marzenia! Trzeba iść na przód, choćby nie wiadomo, co się działo, znajdą się ludzie, którzy ci pomogą. Warto wnieść, choć troszkę optymizmu do swojego życia. Niektóre (może większość) rzeczy dzieje się po coś.

Ocena: 6/10

Cytaty:
"O byłych dziewczynach łatwo się zapomina, a przyjaciele zostają z człowiekiem na zawsze."

"Ludzkie życie jest zbudowane z czasu. Nasze dni, nasza zapłata mierzone są w godzinach, nasza wiedza wyznaczana jest przez lata. Chwytamy w ciągu dnia kilka minut na przerwę na kawę, a potem czym prędzej biegniemy do biurek, spoglądamy na zegarek, żyjemy od jednej wizyty do drugiej. Mimo to nasz czas kiedyś się kończy i w głębi duszy zastanawiamy się, czy przeżyliśmy dobrze te wszystkie sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata i dekady."

"(...) powinnyśmy  brać przykład z dzieci i nie bać się życia, iść na całość w przypadku wytyczonych sobie celów."

"To zabawne - jako dzieci wierzymy, że możemy zostać, kim chcemy, znaleźć się tam, gdzie zapragniemy, bez ograniczeń. Oczekujemy czegoś niezwykłego, wierzymy w magię. Potem dorastamy i mijają lata niewinności. W nasze życie wkrada się rzeczywistość i nagle zdajemy sobie sprawę, że nie możemy zostać tym, kim chcemy, i musimy się zadowolić czymś pośledniejszym. Dlaczego ludzie przestają w siebie wierzyć? Dlaczego pozwalają, aby ich życiem rządziły fakty, liczby - wszystko, tylko nie marzenia?"

"(...) dom to nie jest lokum, tylko uczucie."

"Wiek to tylko liczba, a nie stan umysłu czy powód do szczególnego zachowania."

Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger