Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lutego 2019

Wspomnienia budują przyszłość

Wspomnienia budują przyszłość
Tytuł: More happy than not. Raczej szczęśliwy niż nie. (tak chyba należy odczytywać polską wersję tytułu)
Tytuł oryginalny: More Happy Than Not
Autor: Adam Silvera

To jeden z najdziwniejszych polskich tytułów z jakim się dotychczas spotkałam. Nie widzę sensu w mieszaniu polskiego i angielskiego, zwłaszcza, że teraz wiele książek zostaje przy swoich oryginalnych tytułach, chociażby książki Colleen Hoover. Lepiej już zostawić angielską nazwę niż tworzyć coś dziwnego; nie mam na myśli tylko tej książki. Jest tak wiele polskich tytułów, które wcale nie pasują do treści lub są do siebie podobne... Chociażby przykład książek Mii Sheridan, gdzie chyba wszystko zaczyna się od "bez". Ale nie to jest głównym tematem postu. :)


Dawno nie zaskoczyła mnie, tak fabuła książki, jak w "More happy than not". Wszystko spokojnie sobie "idzie", aż tu nagle punkt kulminacyjny! Można napisać: punkt kulminacyjny, który obraca historię o 180 stopni. Odkrywamy, że historia jest, tak naprawdę o czym innym.
Nie będzie spoilerów. Nie napiszę za wiele o drugiej połowie książki. :)

Szczerze, na początku książka mnie nie porwała. Nie widziałam w niej, aż takiego zachwytu o którym mówili inni, bo historia Aarona i Thomasa przypominała mi historię 3. sezonu SKAM (norweski serial młodzieżowy). Może nie rzucałoby mi się to, tak w oczy, gdybym ok. miesiąc temu nie skończyła 2. sezonu włoskiego remake'u i nie była w trakcie oglądania 3. sezonu francuskiego (oba poruszają te same/podobne wątki). Chociaż nie jestem pewna. W każdym razie później historia zmienia tor i już nie przypomina SKAM.

Aaron jest spokojnym chłopakiem, który próbuje ułożyć sobie jakoś życie po dwóch złych wydarzeniach w swoim życiu. Na szczęście nie jest do końca z tym wszystkim sam - u jego boku jest dziewczyna Genevieve, która zrobiłaby dla Aarona wszystko. Pewnego letniego dnia, jednak dziewczyna wyjeżdża na obóz i szesnastolatek zostaje sam. To znaczy nie całkiem sam... Ma rodzinę i kolegów, ale brak mu przyjaciela z prawdziwego zdarzenia. Wtedy poznaje Thomasa, który będzie miał duży wpływ na życie Aarona.

Wiem, jak ten opis wygląda, ale nie zrażajcie się. Uwierzcie mi, całość jest o wiele lepsza niż to co widać w opisie (zwłaszcza tym na okładce). To nie jest zwykła historia miłosna z happy endem. Daleko jej do tego...

Chciałabym teraz coś napisać o drugiej części, ale co więcej mogę tu napisać, niż to, że jest zaskakująca, szokująca i... smutna? Bardzo prawdziwa.

Jeśli chodzi jeszcze o fabułę... W "More happy than not" pojawia się wątek tzw. science fiction, czyli instytucja/szpital, gdzie można wymazać wybrane wspomnienia. Po prostu zapomnieć o czymś na zawsze. Brzmi to trochę dziwnie i nie pasuje na pozór do fabuły, okej. Nic bardziej mylnego. Adam Silvera przemyślał praktycznie każdy szczegół napisanej historii - ta instytucja/szpital gra bardzo ważną rolę w całej książce, a zarazem nie udziwnia on fabuły jakoś bardzo. Może raz miałam wrażenie, że to jest jakieś dziwne, ale na pewno nie, że to jest absurdalne.
Oczywiście nie każdemu może przypaść to do gustu.
Chociaż zaznaczę tylko, że nie przepadam za science fiction i lubię wyłącznie z tego gatunku tylko "Gwiezdne Wojny". :)

Nie wiem, czy muszę o tym wspomnieć... Bo dla mnie w książkach ten wątek nie ma znaczenia, ale chyba warto uprzedzić niektóre osoby. Nie każdy lubi czytać książki z wątkiem LGBT. A więc tak, jest wątek LGBT, ogólnie z orientacją seksualną u młodych osób i wszystkimi problemami z tym związanymi. To nie jest miła historia jak "Simon oraz inni homo sapiens", to szczera i... momentami brutalna historia. Adam Silvera opisuje większość, jeśli nie wszystkie problemy z którymi musi się zmierzyć młoda osoba. Nie zawsze je dokładnie opisuje, czasami wystarczy, tylko jedna-dwie sceny, które mówią wystarczająco. Nic więcej nie musi dodawać. To sztuka. Dosłownie kilka scen wystarczy, żeby "dobić" czytelnika. Fabuła, tak szybko nie znika z głowy, jak przy niektórych książkach.

Podczas pisania zastanawiałam się, co mogłabym napisać o głównym bohaterze - Aaronie. Kurcze, nie wiem. To według mnie bohater poniekąd uniwersalny. Reprezentuje pewną grupę nastolatków, bo... myślę, że wielu nastolatków może się z nim utożsamić. I to nie tylko osób homoseksualnych, ponieważ Aaron ma też problemy, które dotyczą również nastolatków heteroseksualnych. Wszystkich. Właśnie o to chodzi w tej postaci. Nie patrzysz na nią wyłącznie przez pryzmat orientacji.

Thomas... Thomas to dość skomplikowana postać. Nie jestem do końca pewna, czy ją zrozumiałam. Trochę się zawiodłam pod koniec na tej postaci, ponieważ myślałam, że coś więcej się kryje za tą postacią, ale okej. Dobrze jest, jak jest. Nie każdy musi być superbohaterem. Rozumiem zamysł na tego bohatera.

Jeśli chodzi o dziewczynę Aarona... Cóż, biedna trochę postać. :-/

Wracając do problematyki książki.
Nie pamiętam, żebym się spotkała z książką, która, tak umiejętnie poruszałaby zagadnienie samotności, bólu, szczęścia i złych wspomnień. Podziwiam autora za te sprawy i umiejętne pisanie o nich. Nawet sprawę samobójstwa... Na początku zdawało mi się, że to będzie potraktowane byle jak, bo tak się zapowiadało, na szczęście w większej części odmieniło się to później.

Ocena: 9/10

piątek, 7 września 2018

Książka idealna

Książka idealna
Tytuł: Promyczek
Tytuł oryginalny: Bright Side
Autorka: Kim Holden

Na wstępie chcę napisać, że to chyba pierwsza książka z gatunku new adult, którą przeczytałam do tej pory.

Tym razem trochę inaczej, bo zacznę od okładki, która jest dla mnie bardzo ładna oraz jest przykładem, jak dobrze i zgrabnie można tworzyć okładki do książek dla młodzieży i młodych dorosłych. Nie ma żadnych mężczyzn i par, które zajmują znaczną część okładki, jest tylko napis i biel. Tytuł jest prosty, ale nie zbyt prosty. Był pomysł i jego się trzymano. Wyszło świetnie. Cóż, lubię minimalistyczne okładki, a nie lubię tych na których są modele przedstawiające danych bohaterów. Zaburzają trochę wyobrażenie bohaterów.

Kate postanawia zmienić, co nie co w swoim życiu i zaczyna naukę na uczelni w Grant. Tam poznaje dwóch nowych przyjaciół, a poza uczelnią... kogoś jeszcze - Kellera o którym łatwo nie zapomni. Miłość wisi w powietrzu. Niestety nasi bohaterowie skrywają niecodzienne sekrety.... Mniej więcej tylko tyle można napisać o treści, ponieważ łatwo wejść na poziom spoilerów. Autorka, tak delikatnie wplata różne tajemnice postaci i małe podpowiedzi dotyczące tych sekretów, że dopiero całość książki ma sens.

Rozdziały mamy pisane z punktu widzenia Kate oraz Kellera (jego rozdziałów jest znacznie mniej) i to najbardziej punkt widzenia Kellera mi odpowiadał, ponieważ Kate...

Kate to optymistka z prawdziwego zdarzenia. Zawsze próbuje znaleźć optymistyczne wyjście z sytuacji. Chociaż życie ciągle kładzie pod jej nogi kłody to nie poddaje się, a jej życie do najłatwiejszych nie należało.
Na początku jej optymizm mi szczególnie nie przeszkadzał. Okej, taki jest jej światopogląd. Jednak im dalej... Tym dziwniejsza była jej postać. Do pewnego momentu w książce. Ja rozumiem, że są takie osoby jak Kate w realnym świecie, ale... Hm, może nie o ten optymizm mi chodzi. Charakter Kate, jakby przeciwny do siebie w niektórych sytuacjach. Jeden raz wyrywa się do przodu, powie coś zgryźliwego, że niby śmiesznego do obcej osoby - tzn. zbyt nawet pewna siebie, a za chwilę jest wręcz odwrotnie. Ja bym to nazwała trochę takim "kozakowaniem i zgrywaniem się", ale chyba tak tego nie można nazwać. Najbardziej wkurzało mnie w Kate to, że nie mówiąc swoich tajemnic, bo nie chciała z siebie robić ofiary losu, jednocześnie ją robiła. Nie powiem, bo go zranię. No i tak go zranisz, i to gorzej, więc... Zresztą nie tylko Kellera, tak traktowała. Keller nie był wyjątkiem. Kate posiada najlepszego przyjaciela Gusa, który zostaje w jej rodzinnym miejscu. Chłopak pojawia się często podczas całej fabuły książki, bo choć daleko od Kate to nadal mają ze sobą kontakt. Do czasu. Gdzieś w połowie książki Gus nagle znika nie wiedząc dlaczego. Jakby autorka o nim zapomniała. Jakby Kate o nim zapomniała. Później równie nagle się pojawia.

Keller również skrywa sekrety, ale jego jestem bardziej zrozumieć, dlaczego wszystkim ich nie mówi. Chłopak jest studentem, który łączy naukę z pracą w kawiarni. To dość skomplikowana postać, która wiele przeżyła w młodym wieku. Okropne, ale są tacy młodzi ludzie jak Keller. Gdyby chłopak nie miał swoich problemów byłby przeciętnym bohaterem książki obyczajowej/romansu. Nie znalazłam w nim czegoś więcej (co nie wiązałoby się z jego tajemnicami), ale da się go polubić. To... wymarzony chłopak wielu dziewczyn.

Co by tu napisać o Gusie? Idealny przyjaciel. Tak bez spoilerów. Chłopak posiada osobną książkę o sobie, która jest taką jakby drugą częścią "Promyczka". Na razie nie planuję jej przeczytać. Nie polubiłam go, aż tak, żeby chcieć o nim czytać dalej. Bardziej interesują mnie losy Kellera i wg. mnie to jemu należy się osobna część.

Na tylnej okładce jest porównanie tej książki do książek Johna Greena. To znaczy, że jeśli one komuś się podobały to ta książka też będzie. Cóż, czytałam tylko "Gwiazd naszych wina" tego autora i moim skromnym zdaniem "Promyczek" jest lepszy. I... Tak, znalazłam kilka luźnych powiązań z tymi książkami. Podobieństwa, które znajdzie każdy, kto przeczytał obie książki. Nie jest to na minus, ponieważ gdyby nie napis na okładce, nie wiem, czy wpadłabym na to, żeby tę książkę powiązać z GNW.

Styl autorki jest lekki, szybko się czyta książkę, chociaż posiada ona ok. 600 stron, co na początku mnie trochę przerażało. Nie za bardzo lubię czytać grubaśne tomiszcza. Ale tu ilość stron nie przeszkadza. Autorka nie piszę o niepotrzebnych rzeczach - wszystko jest ze sobą powiązane, więc powinno się czytać "Promyczka" uważnie. Autorka próbowała również przemycić do fabuły trochę języka młodzieżowego, ale... W polskiej wersji trochę dziwnie niektóre sformułowania wyglądają. Nie jestem pewna, czy ktoś, tak u nas mówi. Mogę się mylić.

Oprócz problemów Kate i Kellera są jeszcze inni oraz ich problemy. Jasne, one są jak najbardziej ważne, ale przez to, że jest ich, tak dużo to nie wszystkim jest poświęcony, taki czas, jaki powinien. Niektóre problemy są zaczęte i pozostawione sobie. Autorka, tak to konstruuje, żebyśmy rozumieli, dlaczego, ale... To są ważne sprawy, bardzo ważne, żeby tak je pozostawić.
Przez to, że każda postać miała coś na swoich barkach to szukałam po prostu bohatera, który byłby zwyczajny. Zwyczajny w takim sensie, że nie miał za sobą jakieś przeszłości, czy zmagań. Prosty. Rozumiem, że w naszym świecie, tak właśnie jest, że każdemu coś towarzyszy, ale akurat w "Promyczku" było tego trochę zbyt dużo. Na szczęście wśród bohaterów znajduje się postać przy której możemy wytchnąć, odpocząć. Polubiłam tę bohaterkę, która swoim spokojem nie tylko otaczała Gusa i Kate...

Ważnym motywem dla tej książki jest muzyka. Gus jest w zespole, Kate też nie jest obojętna wobec muzyki. Jej wiedza na temat różnych zespołów jest ogromna i autorka musiała nieźle się napracować przy pisaniu tych fragmentów. Muzyka jest całym światem Gusa i Kate.
Dodatkowo... Autorka na końcu książki zamieściła krótką playlistę, gdzie zamieszcza kilka utworów przy których pisała "Promyczka" z komentarzami (np. że ten pasuje do któregoś bohatera). :) Ciekawe, pierwszy raz z czymś takim się spotkałam.

Ocena: 7/10

niedziela, 29 lipca 2018

Ptasia dziewczyna

Ptasia dziewczyna
Tytuł: Chmury z keczupu
Tytuł oryginalny: Ketchup Clouds
Autorka: Annabel Pitcher

Zoe popełniła niewyobrażalną zbrodnię (przynajmniej, tak to wygląda jej oczami). Dziewczyna nie może nikomu o niej powiedzieć z kilku ważnych powodów, dlatego postanawia pisać listy do mężczyzny skazanego na karę śmierci. Tylko on może ją zrozumieć.
W listach Zoe opisuje swoje życie, wydarzenia, które były związane (i te które nie były) z czynem, który popełniła.

Lubię formę listów w książkach. Może to nie jest nic odkrywczego, ale na pewno przełamuje monotonie książek pisanych w zwykły sposób. W listach narrator jest bardziej sobą tzn. pisze o czym chce pisać, czasem panuje lekki chaos myśli jak w realnym życiu. Tak jest i w "Chmurach z keczupu". Zoe nie przejmuje się tym, czy w ogóle listy zostaną przeczytane, po prostu wierzy, że tak. Poprzez pisanie dziewczyna daje upust swoim emocjom, które musi skrywać przed dosłownie wszystkimi. Tym samym rodzi się między nią, a więźniem pewna nić porozumienia, zaczyna jej (Zoe) zależeć na losie obcego człowieka.

Zoe jest zwykłą nastolatką z ciekawym poczuciem humoru (momentami dla niektórych niezrozumiałym). Jej życie jest w pewnym sensie życiem każdej nastolatki. Większości nastolatek. To wszystko się zmienia od jednej imprezy na której poznaje dwóch chłopaków... Od tego momentu jej problemy nie będą dotyczyć wyłącznie miłości...

Ale może od miłości zacznijmy. A raczej od trójkąta miłosnego - jednego z najbardziej powtarzalnego motywu w książkach dla młodzieży. Cóż... Słyszałam opinie mówiące o tym, że ten motyw jest inny w "Chmurach z keczupu"... Według mnie jest podobny jak w innych książkach. Nie zaskoczył mnie niczym, a nawet doprowadził do tego, że nie współczułam szczególnie bohaterce, kiedy pisze o tym, co zrobiła. Znaczy się (żeby było jasne) - sama sytuacja okropna, ale sam ten moment zbrodni i dalsze rzeczy to było, takie... "No serio nie jesteś bez winy". Oczywiście, Zoe temu nie zaprzecza. Wracając do trójkątu - taki jak wszędzie. Dla mnie nudny. Może komuś akurat przypadnie do gustu.

Jeśli chodzi o bohaterów należąchch do tego "trójkąta"... Nie ukrywam, różnią się między sobą. Jeden z nich to (nazwałabym go) typowa gwiazda szkoły. Przystojny, każda chce go mieć itd. Drugi bohater na początku jest dość tajemniczy i miałam nadzieję, że tak pozostanie, że jego wątek jakoś inaczej zostanie poprowadzony... Pomyliłam się. Aaron to idealny, cudowny chłopak. Okej, ma jakieś wady, momenty w których bohaterka chce go "udusić", ale nadal pozostaje Tym książkowym przystojniakiem... O ile życie Zoe byłoby prostsze, gdyby nie trójkąt miłosny...

Rodzina głównej bohaterki jest jednym z najciekawszych elementów historii, która ukrywa również "mroczną" tajemnicę. Porusza ważne współczesne problemy. Najmłodsza siostra Zoe - Dot nie słyszy, porozumiewa się z rodziną za pomocą języka migowego. To coś nowego wśród literackich bohaterów. Bo ile razy czytelnik spotkał się z książką, gdzie występuje osoba, która nie słyszy? I to nie na pierwszym planie. Nie na wózku inwalidzkim? Rzadko. Jednak Dot nie jest smutną postacią. Nie, to właśnie ona wprowadza radość do fabuły. Dziewczyna ma sześć lat i jest urocza ze swoim rozumowaniem na temat otaczającego ją świata. Chociaż jest pewien przykry moment dotyczący jej niepełnosprawności... Dzięki jej postaci, autorka pokazała również jak to wpływa na całą rodzinę - posiadanie niepełnosprawnego dziecka. Autorka nie pokazała tego jako karę, ale że życie takich rodzin trochę różni się od innych. Ale są też wątki rodzinne, które dotyczą każdej rodziny np. kłótnie rodziców.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny wątek dotyczący sekretu w rodzinie Zoe, jednak o nim jest mowa na końcu książki, dlatego niestety nie mogę napisać. Dodam tylko, że to sprawa, która w Polsce nie przechodzi obojętnie i jest bardzo sporna ogółem.

Zanim przejdę do mężczyzny skazanego na śmierć, a raczej problemu, który reprezentuje, napiszę o pewnej kobiecie. O kobiecie, która jest reprezentantką rodzica po stracie dziecka. To okropne, ile taka osoba musi znieść, zwłaszcza jeśli jest sama. We "Władcy Pierścieni" było ładne zdanie o tym, że rodzice nie powinni chować swoich dzieci. Prawda. Niestety, w wielu przypadkach jest, tak jak być nie powinno... Ta kobieta przedstawia godzenie się ze śmiercią dziecka.

Kara śmierci to jeden z najważniejszych problemów w fabule, chociaż wszystkie wątki wyżej opisane nie są mniej ważne. Jednak na więźniu opiera się książka. Główna bohaterka wiele razy mówi o karze śmierci, zastanawia się nad warunkami życia w więzieniu, a nawet nad uczuciami towarzyszącymi czekaniu na wyrok. To trudna sprawa. Otwiera wiele pytań. Na większość może zna się na pierwszy rzut oka odpowiedź, ale po dłuższym zastanowieniu... Czy naprawdę warto zabijać ludzi za popełnione zbrodnie?

Napisałam, co głównie podobalo mi siŕ w książce, czyli o zawartych w niej problemach. Dodałam też według mnie minus. Czas na następny.

Książkę dobrze się czyta, szybko. Język jest prosty, a humor niegłupi, jednak... Czasem miałam wrażenie, czytam dwie książki. Raz Zoe prowadzi, takie proste, fajne rozważania pasujace do jej wieku, a zaraz... Pojawia się wątek romantyczny i opisy spotkań z którymś z chłopaków. To było trochę, takie oderwanie i... Czy ona nie wstydziła się pisać obcemu o bardziej prywatnych rzeczach? Rozumiem, że mężczyzna miał karę śmierci, ale jednak... Zwłaszcza, że dziewczyna nie oodaje mu jednej z ważniejszych rzeczy o sobie. Okej, bezpieczeństwo, ale w tych fragmentach coś mi nie pasowało.

Tak więc, jeśli kogoś (tak jak mnie na początku) nie podobał się tytuł książki, odpychał go to nie ma co na niego patrzeć. A nóż akurat Tobie spodoba się ta historia?

Ocena: 6/10

Dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc za egzemplarz książki "Chmury z keczupu"!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Po ciemnej stronie galaktyki

Po ciemnej stronie galaktyki
Tytuł: Star Wars: Lordowie Sithów 
Tytuł oryginalny: Star Wars: Lords of the Sith 
Autor: Paul S. Kemp
Czy pod kultową sagą kryją się uniwersalne problemy?

Byłam swego czasu bardzo zainteresowana sławną sagą - Gwiezdne Wojny. Teraz też lubię tę serię, ale chyba nie kupiłabym książek poświęconym GW, tak jak stało się parę miesięcy temu z tą książką. Nie pytajcie dlaczego.

Akcja książki rozgrywa się osiem lat po wydarzeniach "Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów". Na jednej z planet powstaje Ruch Wolny Ryloth, którym kieruje Cham. Mężczyzna wraz zespołem ma jeden cel - wyzwolić Ryloth spod władzy Imperium, a żeby to zrobić musi zabić tych, którzy rządzą Imperium - Lordów Sithów.

Na plan główny najbardziej wybijają się cztery postacie: Chama, Isval, Belkorta i Mof.
Cham jest nieustraszonym przywódcą Ruchu. Można by napisać, że ideał lidera, ale czy przykład patrioty? Na początku książki mężczyzna wydawał mi się przykładem osoby, która dla swojej ojczyzny (tutaj planety) jest w stanie zrobić wszystko, jednak w miarę fabuły... Można było dostrzec w nim inną stronę. Zastanawiałam się, czy jego pogoń za wyzwoleniem nie staje się wręcz obsesją. Przywódca musi być twardy i nie może się ponieść emocjom, poniekąd musi wyzbyć się sumienia, żeby przeżyć. Ale jego późniejsze zachowanie w stosunku do innej postaci było momentami niewyobrażalne. Rozumiem, ta postać była wrogiem, ale ta... pogarda i zachowania, które jej towarzyszyły... Każdy musi sam się zastanowić, gdzie jest granica traktowania swoich wrogów i ludzi, którzy są wrogami, ale pomagają ci; i czy szef Wolnego Ryloth ją przekroczył.

Isval jest bardziej nieczuła od Chama, jednakże w odróżnieniu do niego u Isval jest to wytłumaczalne. Spodobało mi się to rozwiązanie, ponieważ ono jest inne. Odmienne od typowych rozwiązań w książkach. Tak brutalne, że (cóż) to cud, że kobieta potrafiła żyć nie dając się ponieść całkowicie przeszłości.

Belkort... To wątek szpiega, jednak nie wyjawię z której na którą stronę mężczyzna szpiegował. Jednakże całe to szpiegowanie ma spore konsekwencje, które są z nim do samego końca. To człowiek, który chciałby rządzić, nie dając sobie sprawy z tego, że nie do końca się do tego nadaje. Ale również znowu bohater, który dla swojego celu jest godzien zrobić wszystko. Szczerze mówiąc postać Belkorta jest interesującą postacią pod względem jego emocjonalności i psychiki, którą pod koniec "Lordów Sithów" pięknie widać.

Moff jedna z dziwniejszych postaci. Nie, dziwna to złe słowo. Bardziej zagadkowa. Moff rządzi w imieniu Imperium planetą Ryloth, aczkolwiek marnie to jej idzie. Jest leniwa, uzależniona i (chyba) bez celu w życiu. Szkoda, że ta bohaterka nie została bardziej rozbudowana, ponieważ wtedy może nabrałaby sensu - ona i jej zachowania.

Spotkałam się z określeniem tejże książki, jako tej "najmroczniejszej". Nie czytałam pozostałych książek z kanonu Star Wars, więc nie mam porównania do innych. Jednak, jeżeli chodzi o "Lordów Sithów", jako porównanie do innych książek, które przeczytałam w życiu to... Mało jest w tej książce mroku, upiorności. Aczkolwiek są elementy, które nie są za ciekawe, mroczne jak np. zabójstwa, odpadające kończyny, stwory robakopodobne (które śmiało mogłyby być w horrorach); to jednak... Coś jest w tej fabule, że ona cała nie daje odczuć strachu czytelnikowi. Nie piszę, że powinna. To nie jest horror, ani thirller.

Tematyka podjęta w "Lordach Sithów", krwawe elementy i problematyka wskazują jednoznacznie, że po tę książkę młodsze dzieci nie powinny sięgać. Po prostu one nie zrozumieją do końca zachowania np. Isval i innych ważnych rzeczy.

Właśnie tematyka oraz problematyka... A nawet kreacje postaci. Niby wszystko dzieje się w dalekiej przyszłości, w kosmosie, jednak... Problemy z jakimi zmagają się bohaterzy, ich zachowania - to wszystko nie jest, takie odległe. Wszystko to pokazuje, że ludzkość może się rozwijać, ale nigdy nie pozbędzie się zła z serc ludzkich. Do końca będzie się ono przewijać i niektórych rzeczy po prostu się nie da zniszczyć upływem czasu. Ludzkość tysiąc lat temu była podobna do współczesnej i będzie podobna.
A zły człowiek nie jest zły do szpiku kości.

Ale książka nie posiada samych plusów. Głównym minusem jest to, że chociaż już na początku jest akcja, to... Przez jedną trzecią fabuły wszystko się dłuży i nuży. Trudno to wytłumaczyć. Niby akcja jest, ale wkrada się senność. Niektóre momenty są tak opisane, że trzeba było się bardzo skupić, żeby wszystko zrozumieć. Nie wiem z czego to wynikało, ale trudno czytało się, takie sceny. Jednakże nie wszyscy będą odczuwać tą trudność przy czytaniu... Można to porównać do filmów "Star Wars" - leci akcja, ale w którymś momencie niektórzy się gubią o co chodzi. 

Do okładki nie mam żadnych zarzutów. To oryginalna okładka. Pokazuje ona już o kogo będzie chodzić w całej akcji Chama, ale.. W fabule mało chodzi o Vadera i Palaptine'a. I to jest, takie złudzenie dla fanów serii, bo to żadną tajemnicą nie jest, że Lord Vader ma chyba największe grono fanów, a nawet jeśli nie to jest jedną z najbardziej charakterystycznych postaci filmu. Ciemna strona mocy po prostu jest ukazana z innej strony, bardziej realnej. 

Ocena: 5,5/10

Cytaty:
"Nawet sprytni ludzie popełniają błędy (...)'

"Realnego świata nie da się pogodzić z zasadami."

"Przeszłość to upiór, który nas prześladuje."

środa, 17 sierpnia 2016

Rzeczywistość piekła na ziemi

Rzeczywistość piekła na ziemi
Tytuł: Inferno
Tytuł oryginału: Inferno
Autor: Dan Brown
Czy piekło jest tak bardzo nierealne?

 "Najmroczniejsze czeluście piekieł 
zarezerwowane są dla tych, 
którzy zdecydowali się na neutralność
w dobie kryzysu moralnego." 
"Boska Komedia" - Dante Alighieri

A więc zdążyłam przeczytać "Inferno" przed jego adaptacją w październiku, choć miałam obawy, czy zdążę. Nie wiem, czy to było dobre, patrząc po zwiastunie i obsadzie, że film może sporo odbiegać od książkowej fabuły.

Profesor harvardzki - Robert Langdon budzi się w szpitalu. Nic nie pamięta, nawet tego, jak się znalazł w państwie oddalonym setki kilometrów od Stanów Zjednoczonych. Jednak to, czy coś pamięta, czy nie, nie ma znaczenia dla misji, którą musi wypełnić, żeby uratować ludzkość. Musi odnaleźć coś, co może spowodować wymarcie części ludzi.

Nie pierwszy raz spotykam się z twórczością p. Browna i postacią Roberta Langdona. Prawdę mówiąc jest to już trzecie spotkanie. Poniekąd muszę stwierdzić "niestety trzecie". "Niestety", ponieważ kilka rzeczy się powtarza. Staje się widoczny pewien schemat. Chociaż w tej części jest on już trochę zmieniony. Jednak nie na tyle, żeby napisać, że "Inferno" nie ma podobieństw do "Aniołów i demonów" oraz "Kodu Leonarda da Vinci". Akurat z tym ostatnim najwięcej ma elementów podobnych. Ale to mogę wybaczyć. W końcu... Jaki mężczyzna, który ma do rozwiązania zagadkę, nie ma przy sobie pomocnika w postaci kobiety?

Lekarka Sienna Brooks jest tajemniczą postacią i można to dostrzec głównie na początku fabuły. Tajemniczość, którą w miarę czytania czytelnik może sobie jakoś wytłumaczyć. Nie mogę o niej wiele napisać, ale jej pojawienie się w fabule ma znaczenie. Ważne znaczenie.

Robert Langdon to typowy profesor z uniwersytetu, który posiada wspaniałą wiedzę na temat symboli i ikonografii. Dzięki jego wiedzy czytelnik może się dowiedzieć rzeczy o których wcześniej nie mógł mieć nawet pojęcia. Bo skąd? Zwłaszcza, jeśli chodzi o hagiografię; na religii o symbolach się nie mówi, a jeśli już to tylko o jednym ich znaczeniu. Trudno coś więcej powiedzieć o Langdonie poza tym, że może zaimponować wiedzą, bo oprócz tego to zwyczajny czterdziestoparolatek.

Jednak najbardziej interesującą postacią jest bohater, który pojawia się raz na kiedyś. Przeplata się on dość często w fabule, ale we własnej postaci niezbyt występuje. Piszę tu o człowieku, który stworzył broń masowej zagłady. Na początku może się zdawać, że to przysłowiowy "wariat". Jednakże, jeżeli ktoś wgłębi się w jego opisy i charakterystykę, to da się dostrzec, że mężczyzna nie jest wariatem. Jego zachowanie jest uzasadnione.

Kogoś to zdziwi. Jak stworzenie takiej broni, może być uzasadnione? Tutaj pojawia się jeden z wielu problemów, które porusza "Inferno". A jest ich wiele i dlatego lubię książki p. Browna. Czy bycie geniuszem jest łatwe we współczesnym świecie? W ogóle w świecie, którym reszta traktuje cię, albo jak cud natury lub dziwoląga. Co może stać się z człowiekiem, którego nikt nie chce lub nie potrafi zrozumieć. I główny problem fabuły - czy koniec świata jest taki daleki? Oczekujemy, że Ziemię zniszczy jakiś meteoryt, wybuch superwulkanu, Bóg, wysoki poziom wody. Czy naprawdę tylko to może nas zniszczyć? Sami siebie łatwo możemy zniszczyć. Jeśli kogoś interesuje, co się kryje pod tym zdaniem zapraszam do sięgnięcia po "Inferno", bo po przeczytaniu tejże książki może się narodzić wiele dyskusji na ten temat. 

Podoba mi się też to, że czytelnik nie ma do czynienia tylko z jedną ze stron tego problemu. Tak jak w "Aniołach i demonach" czytający czytał rozmowę dotyczącą wiary, religii, między duchownym, a kimś, kto zwyczajnie nie wierzy w Boga, tak tutaj przeczytać można rozmowę, która pokazuje dwa rozwiązania pewnego problemu, ale też tyczy się ona moralności człowieka. Do kiedy człowiek będzie ludzki i w zgodzie sam ze sobą.

Jak sam tytuł nawiązuje, sporo jest w książce o pierwszej części "Boskiej Komedii" Dantego Alighieri. Jednak samo nawiązanie nie dotyczy tylko tego średniowiecznego utworu, ale też obrazów dla których "Boska Komedia" była inspiracją. Większa część dotyczy obrazu Botticelliego, który przedstawił Piekło Dantego ze szczegółami. Z cierpieniem, strachem i makabrycznością. Jeśli, ktoś nie chciał sięgnąć po "Boską Komedię" to myślę, że po tej książce będzie chciał się zapoznać z tymże poematem. 

Droga ku zagrożeniu jest dla Roberta usłana zagadkami. Jedne bardziej proste, drugie wręcz przeciwnie. Jedną część tej trudniejszej zagadki udało mi się rozszyfrować zaraz po... rozczarowaniu się bohaterów pewnym miejscem. Jednakże najlepszą zagadką w całej książce jest zagadka dla czytelników. Jeśli zobaczycie, jak zmyłka została łatwo napisana to prawdopodobnie będziecie się uśmiechać w duchu, jeżeli, ktoś da się nabrać tak jak ja. Po prostu... Ten zabieg jest tak prosty, ale chyba nie często spotykany w książkach. 

Na koniec o "najśmieszniejszym" minusie "Inferna", czyli o nagłym przebudzeniu. Jak wcześniej napisałam Langdon nic nie pamięta. W miarę rozwiązywania zagadek, pamięć zaczyna się otwierać powoli przed nim. Najczęściej w postaci nagłego olśnienia. Pstryk i nagle coś jest wiadome. Dla mnie to... Nie, to nie było szczególnie dziwne, to było... Nie potrafię znaleźć odpowiedniego słowa. Poniekąd frustrujące. Jakby profesor bez tych przebłysków nie potrafił znaleźć rozwiązań.

Okładka. Obwoluta, jak i prawdziwa okładka są piękne. Szczerze pisząc, dawno nie spotkałam się z okładką, która ma tyle powiązań z treścią książki. Często okładki mają niewiele wspólnego z tym, co czytamy, albo skrywają błędy. W tej okładce wszystko współgra. I ten krajobraz Florencji, portret Dantego (autorstwa Botticielliego), a przede wszystkim okręgi na tym portrecie i litery. Kręgi to oczywiście kręgi Piekła, a litery... Tu już ważne nawiązanie do fabuły. Dodatkowo litery są wypukłe. Zarazem tytuł, jak i imię oraz nazwisko autora. Prawdziwa, twarda okładka jest czerwona. I jak często bywa przy okładkach w obwolucie - oprócz tytułu i nazwiska pisarza, nie ma na niej nic.

Ocena: 7,5/10 (mam trochę problem z oceną)

Cytaty:
"Decyzje podjęte w przeszłości kształtują naszą teraźniejszość."

"Nie ma nic bardziej twórczego... ani destruktywnego... niż wielki umysł, który uparcie dąży do celu."

"Ludzki mózg ma prymitywny mechanizm obronny, który polega na negacji wszystkiego, co może być przyczyną większego stresu, niż bylibyśmy w stanie znieść. Nazywamy go wyparciem."

"Żaden człowiek nie będzie bowiem dumniejszy od tego, który wierzy, że jest odporny na wszystkie zagrożenia świata."

"Kłamię, by żyć."

"Jedna forma zarazy przenosi się szybciej od wirusa, pomyślała. Strach."

środa, 3 lutego 2016

Uciec w dal

Uciec w dal
Tytuł: Jak najdalej stąd
Tytuł oryginalny: Hick
Autorka: Andrea Portes
Czy da się uciec od przeszłości?

Wiele jest dzieci z rodzin nie do końca takich jakie powinny być. Wśród społeczeństwa nazywające się patologicznymi. Alkohol, więzienie... I inne czynniki. Oczywiście rodzina nie musi być marginalna, żeby było coś z nią nie tak... Ale ten przypadek nie został wzięty pod uwagę. Więc zostańmy przy tej pierwszej opcji.

Alkohol, krzyki, romanse jednego z rodziców... Z tym musi się zmagać na co dzień trzynastoletnia Luli. Przeciętna dziewczyna o dużych ustach. Pewnego dnia nie wytrzymuje i po prostu ucieka. Gdzieś w dal. Przed siebie. Jak najdalej. Spełnić swoje marzenia...

I tu zaczynają się pewne me wątpliwości, chociaż je można rozwiać, szybko usprawiedliwiając wybór głównej bohaterki. Luli chcę uciec do Las Vegas, chciałaby zostać... prostytutką. Okej, pochodzi z nieciekawego środowiska. Nie ma wielkiego przykładu w matce, która poniekąd sama zachowuje się jak prostytutka sypiając (i nie tylko) z różnymi mężczyznami w nadziei, że znajdzie się taki, który zabierze ją z "dziury zabitej dechami". Nadzieja matką głupich. Więc da się zrozumieć to wszystko... Tylko, że dalsze wydarzenia z którymi spotyka się trzynastolatka (dobrze czytacie) kierują jej postanowienia na inny całkiem tor... Czy Luli obierze swoją ścieżkę czy lekko z niej zboczy? Pytanie poniekąd będące w głowie przez całą książkę. Dające jakąkolwiek nadzieję... Heh, tak. Nadzieja...

Dawno się nie spotkałam z tak irytującą bohaterką. Albo może inaczej: z tak (przepraszam bardzo) głupią. Jej wiek to niewytłumaczenie, bo spotkałam się z młodszymi bohaterami, którzy nie byli, aż tak naiwni. Na początku, oczywiście, można marzyć, wyobrażać sobie, jak jest tam, gdzie nigdy nie byliśmy, ale... Jeśli się marzy o jakimś zawodzie to się ma o nim jakieś pojęcie. Więc jak dziewczynę spotyka to, co spotyka ze strony Eddiego (chłopaka poznanego podczas jazdy autostopem) to normalny człowiek by się jakoś otrząsnął, ogarnął, a nie... Po prostu irytacja - to główna charakterystyka postaci. Oprócz tego... Język. Język jakim się wyraża Luli trochę koli w uszy. Nie to, że jestem wrażliwa na przekleństwa, ale... I tu raczej wkraczamy na styl pisania...

Na początku jest dość dużo przekleństw, a jak już ich nie ma (tak jakby autorka o nich zapomniała) to nagle bach! Tak od czapy, damy z pięć w jednym zdaniu. I to jeszcze jakich... Jakby nie było innych przekleństw od pospolitej... Dobra, nie będę przeklinać, ale każdy (większość) choć raz w życiu tak przeklął. W każdym razie to też było mocno irytujące. Poza tym - powtórzenia. Może specjalne, ale ja nie dojrzałam specjalności w nich. Co innego, jak jeden bohater się powtarza, a co innego ogólnie. Pewne momenty mogę uznać za wyjątek. Człowiek był pijany - niech się powtarza. W innych zdarzeniach chyba to miało być jąkanie, ale tak nie wyszło.

Inni bohaterowie... Słabo opisani tak jak główna bohaterka. Była nadzieja, ale szybko zgasła. Był potencjał, bo postaci naprawdę ciekawe. Zwłaszcza postać Eddiego, który hm, gnojkiem w skrócie. Mężczyzna brzydki, jednak mający coś w sobie, kaleki, ale jednocześnie mszczący się za całe życie. Myślę, że za swoje kalectwo lub nieodwzajemnioną miłość, ale to nadinterpretacja. Dalej - Glenda. Kobieta, która po części byłaby tą złą, która sprowadziła na złą drogę Luli, jednakże, jeśli przyjrzeć się Glendzie bliżej to ona nie jest taka zła. W końcu nie chciała, aby spotkało trzynastolatkę najgorsze...

Rodzice dziewczyny przedstawiają w pewnym sensie typowe nieudane małżeństwo. Tutaj akurat jest mąż alkoholik, ale... Dlaczego alkoholik? I właśnie tu można snuć domysły, które według mnie są służne.  Ten wątek opowiada o tym, jak to mężczyzna nie jest w stanie spełnić marzeń swojej kobiety, jest tak bezsilny, że wpada niełaskę używek. Wątek kobiety, która ma mniemanie o sobie i marzyła o księciu na białym koniu. Wierzyła w tą całą bajeczkę, jaką niektórzy sprzedają małym dziewczynkom. No tak nie jest, a facet też ma słabości, nie jest  hero.

Okładka książki ładna, przeciętna. Pasująca do tytułu i treści. Uciekajmy. Złapmy autostop i jedźmy przed siebie. Krzywizna zdjęcia... Może oznaczać skrzywione w pewnym sensie wartości. Różowa czcionka tytułu... O tak! Główna bohaterka nie ma różowych myśli i życia, ale jej nadzieja i jakoś takie usposobienie... Po prostu po przeczytaniu uważam, że ten kolor pasuje do niej. Ale czy do całej okładki... No nie wiem.

Pomysł i fabuła miały potencjał. Naprawdę. Wątki... Można tak było to wszystko rozwinąć... Napisać. Szkoda, szkoda pomysłu. Bo były momenty udane, jak choćby niektóre porównania, czy scena, gdzie Luli widzi tak jakby siebie. "Jest duchem", który patrzy na swoje ciało. To mi się bardzo podobało. Ale reszta... Nie myślałam, że tak będzie wyglądać recenzja.

Ocena: 3/10

Dziękuję za egzemplarz książki wydawnictwu HarperCollins Polska!
 

środa, 16 grudnia 2015

Nic nie jest tym, czym się wydaje

Nic nie jest tym, czym się wydaje
Tytuł: Zajmę się tobą
Tytuł oryginału: Pretty Baby
Autorka: Mary Kubica
Ilość stron: 349
Kto jest tym złym? Wszystko jest tym, co na pierwszy rzut oka się wydaje?

Osoby bezdomne dość często można spotkać w wielkim mieście. Czy to pod sklepami, kościołami lub... na dworcach... W każdym razie nie jest to rzadki widok, zwłaszcza dla kogoś, kto mieszka w Ameryce Północnej, w Chicago. Więc, co miała w sobie tajemnicza dziewczyna z dzieckiem - jedna z wielu bezdomnych - że przykuła uwagę Heidi, której zdaje się umysł zajmuje wielu bezdomnych, głodnych, chorych i analfabetów? Mija ich przecież bardzo często... Odpowiedzieć można szybko, ale nie tak prosto, zresztą... Czy naprawdę mielibyśmy rację? Zmienilibyśmy zdanie, kiedy tylko przeczytali ostatnie strony książki, które rozwiązują trudne, acz na pozór oczywiste pytania.

Któregoś dnia Heidi postanawia zabrać do domu bezdomną dziewczynę w kurtce khaki i dzieckiem na rękach. Kobieta nie wie, że to będzie dla niej i dla jej męża - Chrisa, kluczowy moment w życiu, wydarzenie, które wywróci wszystko do góry nogami, że będą musieli stanąć przed kilkoma (na pierwszy rzut oka) nierealnymi zdarzeniami, będą musieli stanąć przed trudnymi wyborami.

Fabuła jest opowiedziana z trzech punktów widzenia: Heidi, Chrisa i Willow (bezdomna dziewczyna). I choć może się wydawać, że jednak to nie ta sama historia to... To jest ta sama historia. Po prostu jedna z osób opowiada w pewnym sensie to od końca. Opisuje swoje życie i nakreśla nam zdarzenia przez które jest tam gdzie jest. Poznajemy ją i przeżywamy jej przeszłość razem z nią. Podczas czytania czasem chce się powtórzyć bardzo znany zwrot: jaki ten świat jest niesprawiedliwy. Uprzedzenia, które mogą pojawić się na początku, rozwiewają się. Okazuje się, że nawet człowiek, który podaje się za głęboko wierzącego chrześcijanina, wcale nim nie jest...

Książka na początku nie daje po sobie poznać, że będzie poruszała jakiś poważniejszy problem, poważniejsze problemy. Po prostu przez kilkanaście stron powieść jest... nudna, a przynajmniej nie zaciekawiała. Momentami była za szczegółowa. Bo czy naprawdę człowiek zwraca uwagę na takie rzeczy jak np. ilość czegoś na ubraniu (guzików itd.)? Może niektórzy tak, ale... Myślę, że te postacie mogą śmiało nazywać się uniwersalnymi...

Ilu jest bohaterów tyle jest problemów. Prawie każdy z czymś się zmierza. Przechodzi przez coś lub po prostu taki jest. Najbardziej według mnie wybijają się trzy postacie: Heidi (choć to tak naprawdę dopiero przy końcu), Willow i... Joseph...
Nie chciałabym spoilerować, dlatego tylko nakreślę ich problemy. Heidi musiała usunąć drugie dziecko ze względu na nowotwór. Musiała wybrać siebie lub dziecko. Wybrała jak widać siebie przez co ma wyrzuty sumienia i... Coś, co ciągnie ją do małych dzieci. Willow jest sierotą, która została adoptowana przez... rodzinę, która nie powinna mieć w ogóle do czynienia z dziećmi. A Joseph? On jest w pewnym sensie paradoksalną postacią, człowiekiem, który może zachwiać światopogląd. Mężczyzna jest głęboko wierzącym chrześcijaninem, który każe swoim dzieciom czytać tylko Biblię, zna ją cała na pamięć, naucza religii na college'u. To jedna z jego stron. Druga to taka, że sam popełnia jeden z najgorszych grzechów. Najgorsze, że... Każe komuś coś zrobić, mówiąc, że jeśli tego nie zrobi Bóg się na niego zezłości. I powstaje następne pytanie: czy naprawdę tak trudno znaleźć ludzi podobnych do Josepha? Pod różnymi kątami podobnych.
Większość, jeśli nie wszyscy bohaterowie to typy ludzi ze współczesnego świata. Pod ich historią, problemami, imieniem, może ukrywać się każdy.

Okładka rzuca się w oczy - trzeba to przyznać. Głównie ze względu na jej głębie. Przedstawia ona dworzec kolejowy lub metra. Przez to, że pociągi/metro jest w ruchu, jest rozmazane, nadaje to dynamikę przedniej i tylnej okładce. Pośrodku stoi osoba, która przedstawia bodajże Willow, jednak jej nie przypomina. Tytuł jest rozszarpany, jakby ktoś po nim przejechał paznokciami lub nożem. Pasuje to do fabuły. Dlaczego paznokciami lub nożem? A no dowiecie się, jeśli przeczytacie.  

I właśnie... Ocena książki. Trudno jest mi ją oceniać, ponieważ książka jest bardzo dobra ze względu na pewną uniwersalność, problematykę i jej przedstawienie. Ale... No właśnie "ale". Przez większą część książki nie ma za bardzo emocji, nie ma tego czegoś, co jest potem. Nuży się. Niektóre zdania się powtarzają. Szkoda tych minusów...
 Książka tak prawdziwa, że aż czasami wstrząsająca.

Ocena: 7,5/10

Dziękuję za egzemplarz książki wydawnictwu HarperCollins Polska



Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger