Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tajemnice. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 stycznia 2026

Ożywianie legend

Ożywianie legend

 Tytuł: Tajemnica tajemnic

Tytuł oryginalny: The Secrets of Secrets 
Autor: Dan Brown 

Następna część przygód Langdona po kilku latach.
Ponownie w Europie, ale w kraju w którym się nie spodziewałem. Może to dziwne, ale jednak... Chociaż nie powinno mnie to dziwić patrząc na historię i legendy dotyczące stolicy tego państwa... Mowa o Czechach, a konkretnie o Pradze. Co ciekawe Dan Brown połączył w tej książce mistykę, legendy i technologię. Te elementy są kluczowe i oddziaływają między sobą. To nie jest coś w stylu antymaterii w Aniołach i demonach, a coś bardziej... konkretnego? Nie tyle Brown pisze o technologii i nauce, co wprowadza też tę powszechną, którą używamy aktualnie. Jasne, jest też wzmianka też o tej poza zasięgiem zwykłego człowieka, ale... Hm, jak to napisać? Zagadnienie AI bardziej przybliża do przeciętnej osoby, dzięki czemu fabuła nie jest, tak odległa od zwykłego człowieka? Nie wiem, jak porządnie to napisać, ale też nie znam się bardzo na tych wszystkich technologicznych i informatycznych rzeczach. 

Dlatego przejdę do tego, co najbardziej lubię w serii o Robercie Langdonie, czyli mistyce i tajemnicach. Praga kryje wiele interesujących miejsc, które są owiane różnymi legendami lub po prostu są owiane aurą tajemnicy. Lub po prostu zapierają dech w piersiach. Dan Brown postanowił zainspirować się jedną z najbardziej znaną czeską legendą - o praskim Golemie. Przyznam, że był to ciekawy zabieg, zwłaszcza, że sama postać Golema pojawia się w fabule. Może jakiś czytelnik szybko odkrył o co chodzi z tym bohaterem, ale jeśli o mnie chodzi to wciągnął mnie na tyle ten wątek, że przez dużą część książki naprawdę myślałem, że Brown dodał legendarnego Golema do fabuły. Z jednej strony było to dla mnie nie możliwe, ale z drugiej kusiło, że może jednak? Jednak nie zawiodłem się i jego rozwiązanie jest bardziej skomplikowane. 

Fabuła Tajemnicy tajemnic przypomina mi Początek tego samego autora. Dlaczego? A no dlatego, że nie mamy tu sztuki i symboli jej dotyczących (właściwie nie ma ogólnie symboli, tak wiele), ale zagadnienie filozoficzne, mentalne, coś, co naprawdę mogłoby zaważyć na ludzkości pod względem światopoglądowym. Szczerze to nie wiem, czy wolę takie książki od tych ze sztuką itp. Dla mnie taka tematyka sprawia, że są mroczniejsze, ponieważ w teorii mogłaby to być prawda. Dan Brown opisuje to w taki sposób, że jestem momentami w stanie uwierzyć, że może rzeczywiście coś takiego istnieje. Zwłaszcza, że jak to Dan Brown - korzysta z pewnej teorii spiskowej, która nie jest 100% teorią spiskową, ponieważ są w niej elementy prawdy. Może brzmi to szalenie.... Cóż. 

poniedziałek, 10 września 2018

Pożegnanie z Moorem?

Pożegnanie z Moorem?
Tytuł: Ulysses Moore. Statek czasu
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. La nave del tempo

Autor: Pierdomenico Baccalario

To już trzynasty tom serii "Ulysses Moore". Dużo się tego nazbierało... A jest jeszcze więcej tomów, ale niestety nie przetłumaczonych na język polskich (chyba jest tylko jeszcze jeden lub dwa; nie jestem pewna). Szkoda, bo jednak wolałabym do końca przeczytać to, co p. Baccalario napisał w świecie Wrót Czasu. Nawet, jeśli...

Tak, przejdę już od razu do rzeczy. Ta część bardzo różni się od pozostałych tomów. Nawet znacznie. I to nie tylko moje odczucie. To już nie jest ten sam świat i okej trochę czasu minęło między wydarzeniami w 12. tomie, a tym, autor zarysowuje nam powoli, co się zmieniło, ale... Hm, nie ma tej atmosfery magii - nie magii oraz ciekawości. Napisałabym, że również przygody, ale przygoda jakaś tam jest, jednak... Do tego potrzebny Wam opis książki, a więc...

Murray wraz ze swoją paczką przyjaciół odkrywa tajemniczy statek. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby statek nie wyglądał jak z epoki wikingów. W dodatku jest, tak zniszczony, jakby wziął udział w jakieś bitwie morskiej. Nastolatkowie jak to nastolatki nie przechodzą obojętnie obok znaleziska, a na nim... Znajdują następne dziwne przedmioty, które... Nie trzeba tego ukrywać: które opisują miasteczko, które jest bardzo znane czytelnikom serii...

Zacznijmy od czegoś prostego. Ja nie jestem specjalistą z zakresu geografii świata i średnio mogę rozpoznać państwo po nielicznych wzmiankach, co się w nim znajduje (chodzi o formy terenu), zwłaszcza, jeśli tak wygląda większość państw europejskich. Myślę, że nawet geograf nie wiedziałby, gdzie akcja tej książki się dzieje. To źle. "Statek czasu" to wprowadzenie do następnej, trzeciej części serii, dlatego świat mógłby być ciut bardziej rozwinięty. Np. o wzmiankę miasta w którym mieszkają bohaterowie. Wiadomo tylko, że nad morzem. Niewiele to mówi. Jest wspomniana laguna, więc skojarzyło mi się to z Włochami, ale to podobno nie są Włochy. Okej, może autor uznał, że to nie jest potrzebne czytelnikowi do szczęścia, a ja się czepiam. Może. Ale w pierwszym i siódmym tomie było to jakoś lepiej napisane i wprowadzone.

Właśnie, siódmy tom... Przepraszam, ale będę go porównywać do tej książki. Tam też akcja nie od razu działa się w Kilmore Cove, ale... Hm, nie wiem nadal te fragmenty miały w sobie to coś. Może przez przedmiot, który nie był byle jaki. Ale nie odbiegało to, tak bardzo. Tu... Okej, ten wyżej wymieniony statek jest ważny dla całej historii UM, ale... Mnie osobiście on nie porwał. Może dlatego, że jest dużo książek dla dzieci, gdzie jest grupa przyjaciół, która odkrywa coś sekretnego. To taki typowy motyw. Jasne, w pozostałych tomach też zdarzały się powtarzalne motywy, ale nie, aż tak widoczny sposób.

W przeciwieństwie do pozostałych książek w "Statku czasu" jest, aż pięciu bohaterów, którzy są powiedzmy na jednym poziomie ważności. Znaczy się, wybija się trochę Murray, ale nie jakoś szczególnie.
Ci bohaterowie... Rozumiem, że autor chciał stworzyć innych bohaterów od całej reszty. Przynajmniej dwóch. Jeszcze mogę zrozumieć postać Shane'a, ale Connor... Trochę to wygląda, tak, jakby autor znalazł sobie różne problemy dzieci (ważne, rodzinne) i na ich bazie stworzył postaci. Nie wystarczy dwóch-trzech bohaterów (a niech mają problemy, będą bardziej realni), trzeba dać pięciu. Ja nic do nich nie mam, ale... No... Przypadkiem się znaleźli i zaprzyjaźnili. Przypadek. Zwłaszcza, że z tego, co pamiętam to Shane i Connor są dorośli (nie wiadomo, ile pozostali mają lat). Nie piszę, że osiemnastolatek nie może się kumplować z trzynastolatkiem, ale... Kiedy przeczyta się wiele książek to te przypadki robią się nużące. Zwłaszcza, że szczególnie autor nie opisał momentu ich spotkania. To chyba są dwa zdania.

Ale to wszystko już dałoby się nawet ominąć, po prostu dalej czytać, gdyby nie... "Przypiski tłumacza dziennika". Wolę, kiedy czytelnik sam coś zauważa w fabule np. nawiązania do innych utworów, a tu... Zawsze, gdy pojawi się nawiązanie jest przypis do jakiej książki to jest nawiązanie. Na początku to było fajne, ale potem... W pewnym sensie nic nie dają te przypisy oprócz tego, że można sobie przeczytać książki o których jest mowa. Wiem, że to seria dla dzieci, ale wątpię, czy dziecka to zainteresuje, a jeśli nawet... Autor nie powinien też zapominać o czytelnikach, którzy są z nim od pierwszego tomu i którzy już mają te osiemnaście-dziewiętnaście lat.

Pan Baccalario próbował poruszyć w tym tomie temat ekologii i śmieci. Jeśli chodzi o ekologię to ukazał to trochę w nietypowy sposób, ale ciekawy. Jeżeli zaś chodzi o śmieci i ich wysypiska... Pomysł był bardzo dobry. Nawet dobrze wpisywał się w świat UM, ale... Zakończenie wątku już słabe. Poza tym, że nakreślił nam autor problem i może podsunął rozważania na ten temat to słabo.
Wolę już wątek dbania o środowisko we "Władcy Pierścieni" J.R.R. Tolkiena.

Jedno, co naprawdę się udało autorowi wg. mnie to nakreślenie czarnego charakteru. Interesująca postać, choć są o niej tylko wzmianki, dość nietypowy złoczyńca... Ciekawa jestem, jak go dalej p. Baccalario poprowadzi, czy przypadkiem go nie przerysuje, bo to łatwo zrobić.
Wydarzenia w Kilmore Cove też były ciekawym rozegraniem. Inna akcja, bardziej rozbudowany świat, nowe miejsca do zwiedzenia, ale... Najpierw potrzebny to tego jest wstęp, trzeba to bardziej rozbudować, niestety... Znowu to samo. Kilka zdań. Kilka zdań o bardzo ważnej sytuacji! Nie było nas (czytelników) w miasteczku długi czas!  Zresztą... Zdaję mi się, że trochę niezgodności wykryłam z tym, co było pokazane we wcześniejszych tomach, ale mogę się mylić.

Zakończenie jest dziwne, ale zarazem zrozumiałe, chociaż... Te kilka ostatnich stron to znów, aż się prosi o słowo: przypadek. Co za przypadek, że akurat to się dzieje.

Do okładki nie mam zarzutów, chociaż nie podoba mi się, tak bardzo jak tomy 7-12. Fajnie, że gdy się ją rozłoży to wygląda, jakbyśmy mieli przed sobą gazetę.
Minusem w niej jest brak numeracji. Nie ma żadnej. Nie przy każdych seriach jest, ale tu powinna być. Numeracja trzymała w całości poszczególne części serii (1-6;7-12).

Nie wiem, wątpię, że nie spodobała mi się ta część tylko dlatego, że to seria skierowana do dzieci. Inne też były, a jakoś tak bardzo mi to nie przeszkadzało w odbiorze tych książek...

Ocena: 4,5/10

niedziela, 29 lipca 2018

Ptasia dziewczyna

Ptasia dziewczyna
Tytuł: Chmury z keczupu
Tytuł oryginalny: Ketchup Clouds
Autorka: Annabel Pitcher

Zoe popełniła niewyobrażalną zbrodnię (przynajmniej, tak to wygląda jej oczami). Dziewczyna nie może nikomu o niej powiedzieć z kilku ważnych powodów, dlatego postanawia pisać listy do mężczyzny skazanego na karę śmierci. Tylko on może ją zrozumieć.
W listach Zoe opisuje swoje życie, wydarzenia, które były związane (i te które nie były) z czynem, który popełniła.

Lubię formę listów w książkach. Może to nie jest nic odkrywczego, ale na pewno przełamuje monotonie książek pisanych w zwykły sposób. W listach narrator jest bardziej sobą tzn. pisze o czym chce pisać, czasem panuje lekki chaos myśli jak w realnym życiu. Tak jest i w "Chmurach z keczupu". Zoe nie przejmuje się tym, czy w ogóle listy zostaną przeczytane, po prostu wierzy, że tak. Poprzez pisanie dziewczyna daje upust swoim emocjom, które musi skrywać przed dosłownie wszystkimi. Tym samym rodzi się między nią, a więźniem pewna nić porozumienia, zaczyna jej (Zoe) zależeć na losie obcego człowieka.

Zoe jest zwykłą nastolatką z ciekawym poczuciem humoru (momentami dla niektórych niezrozumiałym). Jej życie jest w pewnym sensie życiem każdej nastolatki. Większości nastolatek. To wszystko się zmienia od jednej imprezy na której poznaje dwóch chłopaków... Od tego momentu jej problemy nie będą dotyczyć wyłącznie miłości...

Ale może od miłości zacznijmy. A raczej od trójkąta miłosnego - jednego z najbardziej powtarzalnego motywu w książkach dla młodzieży. Cóż... Słyszałam opinie mówiące o tym, że ten motyw jest inny w "Chmurach z keczupu"... Według mnie jest podobny jak w innych książkach. Nie zaskoczył mnie niczym, a nawet doprowadził do tego, że nie współczułam szczególnie bohaterce, kiedy pisze o tym, co zrobiła. Znaczy się (żeby było jasne) - sama sytuacja okropna, ale sam ten moment zbrodni i dalsze rzeczy to było, takie... "No serio nie jesteś bez winy". Oczywiście, Zoe temu nie zaprzecza. Wracając do trójkątu - taki jak wszędzie. Dla mnie nudny. Może komuś akurat przypadnie do gustu.

Jeśli chodzi o bohaterów należąchch do tego "trójkąta"... Nie ukrywam, różnią się między sobą. Jeden z nich to (nazwałabym go) typowa gwiazda szkoły. Przystojny, każda chce go mieć itd. Drugi bohater na początku jest dość tajemniczy i miałam nadzieję, że tak pozostanie, że jego wątek jakoś inaczej zostanie poprowadzony... Pomyliłam się. Aaron to idealny, cudowny chłopak. Okej, ma jakieś wady, momenty w których bohaterka chce go "udusić", ale nadal pozostaje Tym książkowym przystojniakiem... O ile życie Zoe byłoby prostsze, gdyby nie trójkąt miłosny...

Rodzina głównej bohaterki jest jednym z najciekawszych elementów historii, która ukrywa również "mroczną" tajemnicę. Porusza ważne współczesne problemy. Najmłodsza siostra Zoe - Dot nie słyszy, porozumiewa się z rodziną za pomocą języka migowego. To coś nowego wśród literackich bohaterów. Bo ile razy czytelnik spotkał się z książką, gdzie występuje osoba, która nie słyszy? I to nie na pierwszym planie. Nie na wózku inwalidzkim? Rzadko. Jednak Dot nie jest smutną postacią. Nie, to właśnie ona wprowadza radość do fabuły. Dziewczyna ma sześć lat i jest urocza ze swoim rozumowaniem na temat otaczającego ją świata. Chociaż jest pewien przykry moment dotyczący jej niepełnosprawności... Dzięki jej postaci, autorka pokazała również jak to wpływa na całą rodzinę - posiadanie niepełnosprawnego dziecka. Autorka nie pokazała tego jako karę, ale że życie takich rodzin trochę różni się od innych. Ale są też wątki rodzinne, które dotyczą każdej rodziny np. kłótnie rodziców.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny wątek dotyczący sekretu w rodzinie Zoe, jednak o nim jest mowa na końcu książki, dlatego niestety nie mogę napisać. Dodam tylko, że to sprawa, która w Polsce nie przechodzi obojętnie i jest bardzo sporna ogółem.

Zanim przejdę do mężczyzny skazanego na śmierć, a raczej problemu, który reprezentuje, napiszę o pewnej kobiecie. O kobiecie, która jest reprezentantką rodzica po stracie dziecka. To okropne, ile taka osoba musi znieść, zwłaszcza jeśli jest sama. We "Władcy Pierścieni" było ładne zdanie o tym, że rodzice nie powinni chować swoich dzieci. Prawda. Niestety, w wielu przypadkach jest, tak jak być nie powinno... Ta kobieta przedstawia godzenie się ze śmiercią dziecka.

Kara śmierci to jeden z najważniejszych problemów w fabule, chociaż wszystkie wątki wyżej opisane nie są mniej ważne. Jednak na więźniu opiera się książka. Główna bohaterka wiele razy mówi o karze śmierci, zastanawia się nad warunkami życia w więzieniu, a nawet nad uczuciami towarzyszącymi czekaniu na wyrok. To trudna sprawa. Otwiera wiele pytań. Na większość może zna się na pierwszy rzut oka odpowiedź, ale po dłuższym zastanowieniu... Czy naprawdę warto zabijać ludzi za popełnione zbrodnie?

Napisałam, co głównie podobalo mi siŕ w książce, czyli o zawartych w niej problemach. Dodałam też według mnie minus. Czas na następny.

Książkę dobrze się czyta, szybko. Język jest prosty, a humor niegłupi, jednak... Czasem miałam wrażenie, czytam dwie książki. Raz Zoe prowadzi, takie proste, fajne rozważania pasujace do jej wieku, a zaraz... Pojawia się wątek romantyczny i opisy spotkań z którymś z chłopaków. To było trochę, takie oderwanie i... Czy ona nie wstydziła się pisać obcemu o bardziej prywatnych rzeczach? Rozumiem, że mężczyzna miał karę śmierci, ale jednak... Zwłaszcza, że dziewczyna nie oodaje mu jednej z ważniejszych rzeczy o sobie. Okej, bezpieczeństwo, ale w tych fragmentach coś mi nie pasowało.

Tak więc, jeśli kogoś (tak jak mnie na początku) nie podobał się tytuł książki, odpychał go to nie ma co na niego patrzeć. A nóż akurat Tobie spodoba się ta historia?

Ocena: 6/10

Dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc za egzemplarz książki "Chmury z keczupu"!

niedziela, 3 czerwca 2018

Podziemny tunel

Podziemny tunel
Tytuł: Ulysses Moore. Kamienni strażnicy
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. I guardiani di pietra
Autor: Pierdomenico Baccalario
Koniec tajemnic?

Przedostatni tom części pierwszej, więc akcja idzie, co raz szybciej jak tajemniczy pociąg... Tak, części pierwszej. Cała seria "Ulysses Moore" jest podzielona na, takie jakby trzy części, z czego na jedną składa się sześć tomów.

W piątym tomie nasi bohaterowie nadal odkrywają tajemnice miasteczka oraz Wrót Czasu, które stają się coraz bardziej skomplikowane. Jednak Julia, Jason i Rick to młodsi nastolatkowie - muszą chodzić do szkoły, mają rodziców, którzy się o nich troszczą... To wszystko wcale nie ułatwia w wypełnieniu powierzonego im zadania. Zwłaszcza, jeśli masz na coś tylko kilka godzin, rodziców krążących nad głową, lekcje i dyrektora szkoły oraz... sławną Obliwię Newton, która nie odpuści za nic Willi Argo.

Właśnie, jednym, co wyróżnia bohaterów serii UM jest to, że oprócz tego, że odkryli tajemniczy świat pozostają zwyczajnymi dziećmi, które mają szkołę i zwyczajne problemy. Nie stają się nagle superbohaterami. Bo czasem w książkach przygodowych, tak jest: bohater żyje swoim życiem, dopóki czegoś nie odkryje, a potem zapomina o bożym świecie. Przynajmniej np. w "Opowieściach z Narnii" jest napisane, że czas w prawdziwym świecie różni się o narnijskiego i u nas mija, choćby minuta, a tam kilka godzin. W serii "Ulysses Moore" niestety lub "stety" czas jest, takim sam za Wrotami Czasu. To jest dobre. Rozwija jeszcze bardziej historię. Możemy się bardziej utożsamić z bohaterami. Okej, zazdrościmy im przygód, ale nie zazdrościmy im tego, że muszą to wszystko połączyć, tak, żeby wszyscy mniej więcej żyli w spokoju. A jeśli masz ok. jedenastu lat to to w ogóle jest trudne do zrobienia.

Myślę, że "Kamienni strażnicy" są jedną z lepszych części, chociaż... bardzo tam mało podróży w czasie. Tu całkowicie skupiamy się na miasteczku Kilmore Cove i jego sekretach. Odkrywamy je powoli, a nawet dowiadujemy się nowych, które, tak zaskakują, że... To nie do pomyślenia, jakiego doznacie szoku.
Możemy bardziej zżyć się z Kilmore Cove i jego mieszkańcami. Poznajemy starą stację kolejową, mauzoleum, a nawet... morze!

Tak! Morze i wątek z nim związany jest, taki ciekawy! Również można się bardzo zaskoczyć przy czytaniu rozdziałów jemu poświęconych. To takie... Po prostu czyta się i nagle... o! Ale jak to? (Podobnie, jak przy nowej tajemnicy.)

Koniec książki to zupełny rollercoaster emocji. Prawie, jak przy wątku z drugiej części. Tyle zdarzeń, postaci, ciemność, ochrona tajemnicy... Ciekawe, ciekawe. Zastanawia mnie tylko to, gdzie byli w tym czasie rodzice bliźniaków. :p

Ocena: 8/10

sobota, 26 maja 2018

Zagadkowe miasteczko

Zagadkowe miasteczko
Tytuł: Ulysses Moore. Dom Luster
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. La casa degli specchi
Autor: Pierdomenico Baccalario
Czym jest Kilmore Cove?

"Samotny pozostał król,
który przegra swoją partię.
Chce wygrać z trójką,
i trojgu zgotuje śmierć."

Napiszę to już ostatni raz ( ;) ) - z tomu na tom seria "Ulysses Moore" jest coraz lepsza. Chociaż na razie fabuła jest falowana: jedna część trochę nudniejsza, następna lepsza. Uważam, że to przez to, że jednak są one krótkie. Gdyby miały zwykłą, mniejszą czcionkę w ogóle byłyby krótsze. Ma to swoje plusy i minusy. I właśnie jednym z tych minusów jest,  jednak nie do końca wyrównany poziom. Ale... Jakby, tak się przypatrzeć to bohaterowie nie mogą ciągle podróżować w czasie, dużo tajemnic ich otacza, więc muszą je jakoś rozwiązać.

Zresztą wydarzenia z "Domu Luster" trwają w ciągu jednego dnia. I tak dużo się dzieje jak na jeden dzień, który miał być zwyczajny. Jednak Julia, Jason i Rick to nie bohaterowie pierwszej lepszej młodzieżówki, książki fantasy (nie mam nic do tych książek, ale to powoli robi się nużące), którzy nagle wszystko wiedzą i rozwiążą oraz uratują przy tym cały świat. Tacy bohaterowie są bardziej prawdziwi, bardziej bliscy czytelników. Czytelnik jest w stanie bardziej im uwierzyć.

W trzecim tomie serii "Ulysses Moore" skupiamy się na tajemnicach nadmorskiego miasteczka Kilmore Cove, które np. nie posiada tablic powitalnych, jakie zawsze stoją przed miejscowościami. Dlaczego, tak jest? A może jedenastolatki wylądowały w jakieś innej czasoprzestrzeni? Świecie typu Narnia, ale bardzo podobnym do współczesnego...?
Już w pierwszej części bohaterowie poznali Obliwię Newton, która niestety pokazała, że tak łatwo nie zniknie z życia mieszkańców Willi Argo. Tutaj plany kobiety robią się coraz gorsze, poznajemy postać bezwzględną, która... Poniekąd idzie do celu po trupach. To nie tajemnica, że to właśnie ona jest głównym nie sprzymierzeńcem bliźniaków i ich przyjaciela. A nawet nie wiedzą, jak bardzo...

Trochę się zawiodłam na tym, że w "Domu Luster" jest mało Domu Luster. Praktycznie kilka rozdziałów. Trochę szkoda, ale na szczęście dużą rolę w tym tomie odgrywa właściciel Domu Luster. Osoba nadzwyczaj zdolna, ktoś o kogo trudno w dzisiejszym świecie technologii. Niestety, coraz mniej myślę, będzie osób takich jak On...

Cytaty:
"Żyjemy w epoce podróży kosmicznych, telefonów i komputerów! Ludzie są jak marionetki, oplątani siecią elektronicznych sznurków."

Ocena: 7/10

sobota, 14 kwietnia 2018

Koniec wieku XX*

Koniec wieku XX*
Tytuł: Dziewczyny w ogniu

Tytuł oryginalny: Girls on fire
Autor: Robin Wasserman
Kto jest tym złym?

"Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy,
złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze.
Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może
równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?"
Kazimierz Przerwa-Tetmajer - "Koniec wieku XIX"



Miasteczko Battle Crack, wczesne lata 90. XX wieku. W na pozór spokojnym mieście ginie w noc halloweenową uczeń liceum. Wszystko wskazuje na to, że zginął śmiercią samobójczą... Jak do tego doszło? Przecież to był zwyczajny, bezproblemowy chłopiec... Mieszkańcy zaczynają tworzyć własne teorie. A wśród tego dwie dziewczyny. Przyjaciółki.

W opisie znajduje się głównie wzmianka o samobójstwie licealisty, ale w całej historii nie chodzi tylko o to. Śmierć to początek i koniec. Punkt łączący wszystko, a przede wszystkim główne dwie bohaterki. Gdyby nie to wydarzenie... Prawdopodobnie wszystkie wydarzenia w życiu postaci nie miałyby miejsca lub inaczej by się potoczyły. Przynajmniej, jeśli chodzi o postać Dex.

Dex to przeciętna licealistka, przez niektórych rówieśników nazwana by była typową kujonką. Jednak... Dziewczyna widzi to, że wszyscy się od niej odwracają. Chcę zmiany. I zmiana nadchodzi w najlepszym momencie, tą zmianą jest Lacey. Lacey, którą otacza aurę tajemnicy. Jest tą przysłowiową buntowniczką, tą która się wyróżnia. Szczerze mówiąc jej postać trochę przypominała Weisera (link). Jak można się spodziewać jedna z dziewczyn będzie mieć wpływ na drugą. Pod wpływem Lacey Dex diametralnie się zmieni.
Cóż, motyw nie jest szczególnie odkrywczy. Już pojawiał się wątek tego "tajemniczego" pod którego wpływem dzieją się różne niewyobrażalne rzeczy. Ktoś, kto imponuje reszcie. Były również książki, gdzie ukazano skutki takich przyjaźni... Ale ta książka ma w sobie coś, co ją wyróżnia na tle reszty. Jednak nie jestem pewna, czy w aż, tak dobrym znaczeniu...

Nie będę opisywać wspólnego wątku Dex oraz Lacey. Lepiej nie spoilerować. Ale można się trochę domyślić. Jednakże, jeśli chodzi o historię oddzielną dziewczyn... Rozumiem zainteresowanie Dex Lacey, ale... Im bliżej końca historii tym bardziej jej decyzję są niewytłumaczalne. Napisałabym, że "wpadła", ale to zły czasownik, bardziej to wszystko ją pochłonęło. Pochłonęła ją Lacey.
A Lacey... Poniekąd jej historia była interesująca, chociaż.... to może źle dobrany przymiotnik. Bo jak można nazwać "interesującym" życie w patologicznej rodzinie? W każdym razie, tło rodzinne miało tłumaczyć jej postępowanie. Może tłumaczyła tylko trochę. Według mnie jej czyny przeczyły temu, co może w duchu, tak naprawdę myślała. A o jej myśli bardzo trudno, chociaż rozdziały są napisane również z jej perspektywy, bo jednak ona opowiada. To nie jest wewnętrzny monolog. Dużo można było ominąć, pozmieniać. Dla mnie nie powinna różnych rzeczy robić ze względu na chociażby to, że wkurzała się, kiedy ktoś inny robił dokładnie to samo... Ta postać jest, tak zagadkowa... Wzbudza wiele emocji przez to, że widzimy jej wpływ na Dex. Tak... Koniec mnie zirytował. Spodziewałam się, takiego zakończenia, ale... Nie, nie spodobała mi się ta opcja. A jednocześnie wiem, że to musiało, tak się potoczyć.

Jednym z głównych motywów jest tu również satanizm. Jak wielki wpływ mogą mieć plotki na społeczeństwo? Satanizm, wiara, która od zawsze kojarzyła się z czymś najgorszym. Aczkolwiek... Tak często niektóre postępki tłumaczone tym. Wyznanie spłycane to zabawy.

Okej, ale ta historia równie dobrze mogłaby się dziać we współczesności. Może nawet fabuła byłaby ciekawsza, wydarzenia spotęgowane. Może. Nie byłaby. Lata 90. są tu bardzo ważne. Koniec wieku. Wielka niewiadoma. Nirvana. Grunge. 

A teraz przejdźmy do największego minusu przez który na początku bardzo zniechęciłam się do czytania "Dziewczyn w ogniu" i prawdopodobnie niektórych również to odrzuci. Język. Język, który jest użyty w książce jest bardzo dosadny, wręcz wulgarny. Czasem to pasowało, ale przez większą część fabuły nie. To było w pewnym sensie sztuczne. No dobra, niekoniecznie sztuczne. Chociaż prolog mógłby być inaczej napisany, ponieważ jest napisany w trzeciej osobie. Miałam wrażenie, że został on, tak napisany by szokować. Okej, nawiązuje to do części treści (szokowanie), ale... Dla mnie nie tędy droga. Później nawet można się do tego przyzwyczaić... Z wyjątkiem pewnego dialogu, który jedni Polacy przyjmą, ot książka, rozmowa nastolatek; a druga część Polaków jakoś w duchu będzie chociaż troszkę urażona. Ale zero spoilerów!
Ale może jestem za wrażliwa ktoś powie, trzeba przekonać się samemu, co się sądzi o sposobie, jakim została napisana książka.

Wbrew jednak wszystkiemu znalazłam w fabule elementy mi bliskie. 

"Byt przyszły?... Gwiazd tajniki któż z ludzi ogląda,
kto zliczy zgasłe słońca i kres światu zgadnie?
Użycie?... Ależ w duszy jest zawsze coś na dnie.
co wśród użycia pragnie, wśród rozkoszy żąda."
Kazimierz Przerwa-Tetmajer - "Koniec wieku XIX"

Ocena: 7/10

Cytaty:
"Opowieści zawsze stawiały sprawę jasno: znajomość imienia daje władzę. Zdradzasz je na własne ryzyko."

"Ludzie chcą wierzyć, że są piękni, inteligentni i dowcipni. Wyjątkowi. Nigdy nie polubią osoby, której twarz ujawnia prawdę."


* - parafraza tytułu wiersza Kazimierza Przerwy-Tetmajera "Koniec wieku XIX"

środa, 17 sierpnia 2016

Rzeczywistość piekła na ziemi

Rzeczywistość piekła na ziemi
Tytuł: Inferno
Tytuł oryginału: Inferno
Autor: Dan Brown
Czy piekło jest tak bardzo nierealne?

 "Najmroczniejsze czeluście piekieł 
zarezerwowane są dla tych, 
którzy zdecydowali się na neutralność
w dobie kryzysu moralnego." 
"Boska Komedia" - Dante Alighieri

A więc zdążyłam przeczytać "Inferno" przed jego adaptacją w październiku, choć miałam obawy, czy zdążę. Nie wiem, czy to było dobre, patrząc po zwiastunie i obsadzie, że film może sporo odbiegać od książkowej fabuły.

Profesor harvardzki - Robert Langdon budzi się w szpitalu. Nic nie pamięta, nawet tego, jak się znalazł w państwie oddalonym setki kilometrów od Stanów Zjednoczonych. Jednak to, czy coś pamięta, czy nie, nie ma znaczenia dla misji, którą musi wypełnić, żeby uratować ludzkość. Musi odnaleźć coś, co może spowodować wymarcie części ludzi.

Nie pierwszy raz spotykam się z twórczością p. Browna i postacią Roberta Langdona. Prawdę mówiąc jest to już trzecie spotkanie. Poniekąd muszę stwierdzić "niestety trzecie". "Niestety", ponieważ kilka rzeczy się powtarza. Staje się widoczny pewien schemat. Chociaż w tej części jest on już trochę zmieniony. Jednak nie na tyle, żeby napisać, że "Inferno" nie ma podobieństw do "Aniołów i demonów" oraz "Kodu Leonarda da Vinci". Akurat z tym ostatnim najwięcej ma elementów podobnych. Ale to mogę wybaczyć. W końcu... Jaki mężczyzna, który ma do rozwiązania zagadkę, nie ma przy sobie pomocnika w postaci kobiety?

Lekarka Sienna Brooks jest tajemniczą postacią i można to dostrzec głównie na początku fabuły. Tajemniczość, którą w miarę czytania czytelnik może sobie jakoś wytłumaczyć. Nie mogę o niej wiele napisać, ale jej pojawienie się w fabule ma znaczenie. Ważne znaczenie.

Robert Langdon to typowy profesor z uniwersytetu, który posiada wspaniałą wiedzę na temat symboli i ikonografii. Dzięki jego wiedzy czytelnik może się dowiedzieć rzeczy o których wcześniej nie mógł mieć nawet pojęcia. Bo skąd? Zwłaszcza, jeśli chodzi o hagiografię; na religii o symbolach się nie mówi, a jeśli już to tylko o jednym ich znaczeniu. Trudno coś więcej powiedzieć o Langdonie poza tym, że może zaimponować wiedzą, bo oprócz tego to zwyczajny czterdziestoparolatek.

Jednak najbardziej interesującą postacią jest bohater, który pojawia się raz na kiedyś. Przeplata się on dość często w fabule, ale we własnej postaci niezbyt występuje. Piszę tu o człowieku, który stworzył broń masowej zagłady. Na początku może się zdawać, że to przysłowiowy "wariat". Jednakże, jeżeli ktoś wgłębi się w jego opisy i charakterystykę, to da się dostrzec, że mężczyzna nie jest wariatem. Jego zachowanie jest uzasadnione.

Kogoś to zdziwi. Jak stworzenie takiej broni, może być uzasadnione? Tutaj pojawia się jeden z wielu problemów, które porusza "Inferno". A jest ich wiele i dlatego lubię książki p. Browna. Czy bycie geniuszem jest łatwe we współczesnym świecie? W ogóle w świecie, którym reszta traktuje cię, albo jak cud natury lub dziwoląga. Co może stać się z człowiekiem, którego nikt nie chce lub nie potrafi zrozumieć. I główny problem fabuły - czy koniec świata jest taki daleki? Oczekujemy, że Ziemię zniszczy jakiś meteoryt, wybuch superwulkanu, Bóg, wysoki poziom wody. Czy naprawdę tylko to może nas zniszczyć? Sami siebie łatwo możemy zniszczyć. Jeśli kogoś interesuje, co się kryje pod tym zdaniem zapraszam do sięgnięcia po "Inferno", bo po przeczytaniu tejże książki może się narodzić wiele dyskusji na ten temat. 

Podoba mi się też to, że czytelnik nie ma do czynienia tylko z jedną ze stron tego problemu. Tak jak w "Aniołach i demonach" czytający czytał rozmowę dotyczącą wiary, religii, między duchownym, a kimś, kto zwyczajnie nie wierzy w Boga, tak tutaj przeczytać można rozmowę, która pokazuje dwa rozwiązania pewnego problemu, ale też tyczy się ona moralności człowieka. Do kiedy człowiek będzie ludzki i w zgodzie sam ze sobą.

Jak sam tytuł nawiązuje, sporo jest w książce o pierwszej części "Boskiej Komedii" Dantego Alighieri. Jednak samo nawiązanie nie dotyczy tylko tego średniowiecznego utworu, ale też obrazów dla których "Boska Komedia" była inspiracją. Większa część dotyczy obrazu Botticelliego, który przedstawił Piekło Dantego ze szczegółami. Z cierpieniem, strachem i makabrycznością. Jeśli, ktoś nie chciał sięgnąć po "Boską Komedię" to myślę, że po tej książce będzie chciał się zapoznać z tymże poematem. 

Droga ku zagrożeniu jest dla Roberta usłana zagadkami. Jedne bardziej proste, drugie wręcz przeciwnie. Jedną część tej trudniejszej zagadki udało mi się rozszyfrować zaraz po... rozczarowaniu się bohaterów pewnym miejscem. Jednakże najlepszą zagadką w całej książce jest zagadka dla czytelników. Jeśli zobaczycie, jak zmyłka została łatwo napisana to prawdopodobnie będziecie się uśmiechać w duchu, jeżeli, ktoś da się nabrać tak jak ja. Po prostu... Ten zabieg jest tak prosty, ale chyba nie często spotykany w książkach. 

Na koniec o "najśmieszniejszym" minusie "Inferna", czyli o nagłym przebudzeniu. Jak wcześniej napisałam Langdon nic nie pamięta. W miarę rozwiązywania zagadek, pamięć zaczyna się otwierać powoli przed nim. Najczęściej w postaci nagłego olśnienia. Pstryk i nagle coś jest wiadome. Dla mnie to... Nie, to nie było szczególnie dziwne, to było... Nie potrafię znaleźć odpowiedniego słowa. Poniekąd frustrujące. Jakby profesor bez tych przebłysków nie potrafił znaleźć rozwiązań.

Okładka. Obwoluta, jak i prawdziwa okładka są piękne. Szczerze pisząc, dawno nie spotkałam się z okładką, która ma tyle powiązań z treścią książki. Często okładki mają niewiele wspólnego z tym, co czytamy, albo skrywają błędy. W tej okładce wszystko współgra. I ten krajobraz Florencji, portret Dantego (autorstwa Botticielliego), a przede wszystkim okręgi na tym portrecie i litery. Kręgi to oczywiście kręgi Piekła, a litery... Tu już ważne nawiązanie do fabuły. Dodatkowo litery są wypukłe. Zarazem tytuł, jak i imię oraz nazwisko autora. Prawdziwa, twarda okładka jest czerwona. I jak często bywa przy okładkach w obwolucie - oprócz tytułu i nazwiska pisarza, nie ma na niej nic.

Ocena: 7,5/10 (mam trochę problem z oceną)

Cytaty:
"Decyzje podjęte w przeszłości kształtują naszą teraźniejszość."

"Nie ma nic bardziej twórczego... ani destruktywnego... niż wielki umysł, który uparcie dąży do celu."

"Ludzki mózg ma prymitywny mechanizm obronny, który polega na negacji wszystkiego, co może być przyczyną większego stresu, niż bylibyśmy w stanie znieść. Nazywamy go wyparciem."

"Żaden człowiek nie będzie bowiem dumniejszy od tego, który wierzy, że jest odporny na wszystkie zagrożenia świata."

"Kłamię, by żyć."

"Jedna forma zarazy przenosi się szybciej od wirusa, pomyślała. Strach."

poniedziałek, 11 lipca 2016

Labirynt pytań

Labirynt pytań
Tytuł: Hellheaven 

Autorka: Raven Stark

Na początek kilka słów wyjaśnienia dla niewtajemniczonych. Nie napisałam tytułu oryginalnego, ponieważ "Hellheaven" jest książką polskiego autorstwa. Za pseudonimem Raven Stark kryje się blogerka, która napisała tą właśnie powieść w wieku ok. piętnastu lat. Wcześniej "Hellheaven" było publikowane w częściach na jej blogu, gdzie czytałam parę części. Parę lat temu uznawałam je za coś fantastycznego, dlatego, kiedy dowiedziałam się, że blogerka wyda książkę, cieszyłam się. Oczywiście od razu zapisałam ją do listy książek, które chcę przeczytać. 
Wracając do wieku autorki w którym wydała książkę... W różnym wieku ludzie wydają książki, ale czy te piętnaście lat jest wiekiem na upublicznianie szerszemu gronu swoich dzieł? Każdy będzie robił, co chce. Ja marzeń nie odbieram, ale... Sami się przekonajcie.

Hellheaven to szkoła z internatem dla osób z różnych stron świata. Dla wybranych osób - dwie osoby z jednego kraju. Pewnego dnia główna bohaterka dowiaduje się, że ni stąd ni zowąd ma trafić do tej szkoły. Camille nie przeżywa tego za bardzo i w nowej szkole od razu znajduje przyjaciół i... miłość. Tak, miłość, która będzie się ciągnąć praktycznie do ostatniej strony. Jednakże okazuje się, że Hellheaven nie jest, takie zwyczajnie, jak się zdaje i skrywa wiele tajemnic, którymi jest owiana również Camille i... jej rodzina.

Szkoła z internatem. Na myśl od razu przychodzi mi inna książka - "Wybrani". Ale książki łączy tylko budynek, ponieważ "Hellheaven" jest książką fantasy, więc możecie się spodziewać nadnaturalnych istot i ich krainy. Jednak ten świat magiczny jest, tak zbudowany, że mogłoby go w ogóle nie być i nie zaszkodziłoby to fabule. Nie chodzi o to, że jest on tak umiejętnie wpleciony, że jest on wytłumaczony wierzeniami, legendami i innymi typu sprawami. Po prostu ten wątek nie odgrywa wielkiej roli. Chociaż... mógłby. O samych postaciach nadprzyrodzonych jest dość mało napisane... Narracja jest pierwszoosobowa, więc czytelnik tyle wie, co główna bohaterka, czyli nic. Świat tych stworzeń również nie jest barwnie opisany. Wiemy, że odbyła się tam wiele lat temu wojna, która była zagrożeniem dla dwóch ras fantastycznych.

Camille jest... bardzo irytującą postacią. Tak irytującą jak Luli z "Jak najdalej stąd". Problem w tym, że Luli była dzieckiem wkraczającym w dojrzałość (jakieś 13 lat), a Camille... Camille jest szesnastolatką, która nie zachowuje się jak Barbie i jest od nich lepsza. Sarkazm. Bo wcale tak nie jest. Jej zachowanie i teksty... Tego nie dało się znieść. Jak już zawarła związek z chłopakiem to już całkowicie było okropnie. Kocham go, nie chcę go, nie mogę z nim być, ale go kocham... Kto to lubi? Ogólnie zastanawiam się, czy tylko ja jak miałam szesnaście lat byłam tak żałośnie nudna, bo tutaj szesnastolatkowie są opisani... Jak z filmów amerykańskich. Wielcy dorośli. Co jest absurdalne moim zdaniem.

Jeżeli już wspomniałam wyżej o tekstach Camille... Slang i kolokwializmy jest głównym środkiem stylistycznym. Autorka nie stara się, żeby słowa głównej bohaterki brzmiały dojrzalej, żeby... mniej kłuły w oczy. Odzywki jak za przeproszeniem z gimnazjum. Najbardziej mnie jednak zraziło jedno słowo w całym tekście, które..., aż bawi jego brzmienie w ustach szesnastolatki. Okej, przeżyłeś wiele, ale w wieku 16 lat nic praktycznie nie wiesz o życiu, żeby nazywać życie... Pozwólcie, że nie przytoczę tu tego słowa. Jakoś nie chcę mi się przeklinać.

W książce jest wieeelu bohaterów, ale... pojawiają się oni i znikają, potem znów się pojawiają. Żaden nie został, tak dobrze opisany, żebym mogła o nich napisać coś więcej. Może tylko o dwóch, trzech, ale ta trzecia pojawia się pod koniec...

Tak, to jest jeden z głównych błędów "Hellheaven". Pojawia się w końcu bohater na którego czytelnik, czeka przez wiele stron i... Pojawia się, owszem jest opis wyglądu i tyle. Żadnej analizy, charakter jakoś zarysowany... U Raphaela, aż się prosi o głębszy opis, bardziej się przyłożenie do tej postaci. Okej, to jeszcze nic.

Camille dowiaduje się niewiele o sobie i całej reszcie, ale niektóre tajemnice dałoby się przybliżyć z innej strony, niż zadawanie pytań komuś (tak to wyglądało: pytanie - odpowiedź), rozbudowanie wątków i bohaterów. A przede wszystkim... Nie będę Wam robić nadziei. Nic się czytelnik nie dowiaduje na końcu. Akcja się urywa. Zaczyna się na ostatnich stronach i się urywa nagle. Jak tak można? Jest się sfrustrowanym podczas całego czytania, że nic nie jest wyjaśnione i... I zastanawiam się, czy autorka planowała część drugą. Bo jeśli nie... Koniec jest okropny, jak na jednotomową powieść. 

Jednak, jest coś na plus. A mianowicie jakaś 1/3 część książki od końca (bez ostatnich paru stron). Chodzi o to, że widać tam zmianę w pisaniu Raven Stark. Zdania są rozbudowane, bardziej spójne. Ogólnie wszystko jest... Jakby autorka była wtedy bardziej dojrzała. Szkoda tylko, że wtedy nie poprawiła poprzednich części, żeby całość była lepsza... 

Okładka... Byłaby okej, gdyby nie dziewczyna na okładce. Nie, dziewczyna też byłaby okej, gdyby nie dziwne ułożenie rąk na pustym pergaminie. Chyba, że z tego pergaminu wychodzi tytuł książki! Poszczególne elementy da się jakoś nawiązać do fabuły, ale razem na tej okładce... Nie jest ona najpiękniejsza.

Ocena: 4/10

Cytaty:
"Nie ma prostolinijnych ludzi, niektórzy są po prostu lepszymi aktorami."

"Czasami ludzie, którym ufamy najbardziej, są tymi, którzy chcą nas też najbardziej zranić."

"Jestem twoją przyjaciółką, bo twój stopień popierniczenia mentalnego jest wprost proporcjonalny do mojego."

"Czasami błędy, które popełniliśmy w przeszłości, długo nie dają o sobie zapomnieć, bywa, że zostają z nami na zawsze."


czwartek, 30 czerwca 2016

Koniec tajemnic

Koniec tajemnic
Tytuł: Niezłomni
Tytuł oryginalny: Night School. Endgame
Autorka: C.J. Daugherty
Jak rozwiąże się finał nietypowej serii dla młodzieży?

Wreszcie przeczytałam ostatni tom "Wybranych"! Książka stała na mojej półce od jakiegoś roku... Ubolewam nad tym. Chociaż z jednej strony to dobrze, że sięgnęłam po ten tom dopiero teraz. Bo to już koniec... Już nie ma nic... Zanim znajdę coś równie dobrego lub nietypowego miną chyba wieki. Mam nadzieję, że następna seria autorki dorówna tej.

Dlaczego tak bardzo podkreślam, że seria "Nocna Szkoła" różni się od innych serii dla nastolatków? Jeśli ktoś nie czytał recenzji poprzednich tomów to już wyjaśniam. Tam nie ma magii i czarów, to nie jest zwykła obyczajówka, której rzecz dzieje się w szkole z internatem. Nie. Książki poniekąd można by nazwać kryminałami/thirllerami dla młodzieży. Sporo tu polityki, tajnych organizacji, zabójstw... Ogólnie to nie jest seria dla czytelników, którzy chcą przeczytać coś bardzo lekkiego, zrobić sobie taką odskocznię od czytania książek "z wyższej półki". Akurat po okładce "Niezłomnych"... Okładkę zostawię lepiej na koniec, ponieważ mam do niej wiele zastrzeżeń.

Allie, całe grono pedagogiczne Akademii Cimmeria oraz jej uczniowie stają przed jedną z najtrudniejszych misji z jaką mieli kiedykolwiek do czynienia - muszą uwolnić Cartera Westa z rąk Nathaniela Saint Johna (chyba się nie pogubiłam w nazwiskach). To nie będzie łatwa misja zważywszy na to, że Nathaniel jest inteligentnym i wybuchowym mężczyzną. Trzeba zakończyć z nim kłótnię raz na zawsze, ale jak tego dokonać? Zostało tak niewiele czasu, by rozwiązać ten problem...

Autorka nie zawiodła mnie przy zakończeniu cyklu o Allie Sheridan i Akademii Cimmeria. Praktycznie od razu wpadamy w akcję na której zakończył się czwarty tom, czyli "Zbuntowani". Dlatego, jeśli ktoś zrobił sobie dłuższą przerwę od tych dwóch części to na początku może troszkę się pogubić, co się dzieje. To zagubienie nie jest frustrujące, ale takie... Po prostu (przynajmniej) ja się cieszyłam, że nie mamy jakiegoś rozbudowanego wprowadzenia, ale że od razu p. Daugherty przechodzi do rzeczy, dzięki czemu fabuła od początku nabiera dynamizmu. Jednakże, jeśli ktoś nie lubi takich początków to mam pocieszenie - za kilka stron autorka przypomina, co się wydarzyło poprzednio.

Właśnie, przypomnienia... Nie pamiętam dokładnie, czy tylko w tej części, czy również w innych... Ale w fabule pojawiają się raz na kiedyś fragmenciki bardzo podobne. One nie dotyczą głównie wydarzeń, ale opisów pomieszczeń. Jakby twórczyni "Niezłomnych" chciała ciągle przypominać czytelnikom, jak wygląda Akademia. Uważam, że to nie jest dobry zabieg, ponieważ to ostatnia część. Czytelnicy zdążyli tak zapoznać się z Akademią Cimmeria, jakby to była rzeczywista szkoła w Wielkiej Brytanii. A nawet, jeżeli ktoś tak bardzo jej sobie nie wyobraził to powtarzanie jest uciążliwe. Na szczęście nie było tego za wiele.

Jeśli już przeszłam do minusów to niestety muszę napomnieć o szpiegu i Nathanielu. W "Zbuntowanych" fantastycznie została opisana postać szpiega i ten bohater był tak świetny, że chciałam się o nim dowiedzieć więcej. Myślałam, że jak sięgnę po następną część to w niej ten bohater będzie mieć coś jeszcze do powiedzenia. Ale nie. A co tam. Zawiodłam się. Jeden z lepszych bohaterów... (wszyscy bohaterzy są świetni) Musiałam się z tym uporać. Przechodząc do Nathaniela... Geniusz sam w sobie. Nie, to nie jest psychopata, który by wszystkich pozabijał to rozsądny człowiek (na ile on mógł być rozsądny). Mogą osoby, które już przeczytały "Niezłomnych" z tym się nie zgadzać, ale taka prawda. Inny bohater jest świrem. Nie napiszę, jaki, bo to byłby spoiler dla tych, którzy nie zaczęli "Wybranych". Ale niestety nie rozwinięto postaci Nathaniela w tą stronę, co bym chciała... Jego wyrzuty sumienia, przeszłość. Oczywiście, jest mowa o jego przeszłości, ale... O niej mówią o sobie trzecie w subiektywny sposób, więc to nie jest to. Co prawda jest jedna scena, kiedy Nat pokazuje się z... bardziej ludzkiej strony, lecz to tylko napomknięcia. Jednakże nie chodzi mi tylko przy Nathanielu o rozwinięcie postaci (w gruncie rzeczy jest on interesująco opisaną postacią, dzięki czemu należy do listy moich ulubionych czarnych charakterów)... Chodzi mi o zakończenie akcji. Gdzie pod koniec niej jest Nat?! Nie wierzę w to, że facet z takim charakterem, tak by się zachował... Raczej nie zachował. Oczekiwałam jakiegoś... Jakieś następnej akcji.  W ogóle zakończenie jego wątku i rozwiązanie sprawy było dla mnie... Za spokojne i łatwe, jak na to wszystko, co ten facet zrobił. Próbował coś pod koniec uknuć, ale "magicznie" jego plan nie wypalił. Myślałam już, że zginie on albo okaże się, że jest ojcem Allie (I'm your father ---> zdecydowanie za dużo "Gwiezdnych Wojen"). W każdym razie... Ale jeśli ktoś polubił zabójstwa w tej książce to nie zawiedzie się, bo i w tej części jest morderstwo. Chciałabym napisać coś więcej, ale... Bym chyba coś zaspoilerowała wtedy.

Z zachwytu przeszłam do marudzenia... Niestety, nic nie poradzę, że polubiłam Nathaniela. Teraz, coś, co chyba już każdy ma dość, czyli trójkącik. Trójkąciki są beznadziejne w każdej książce. Może kiedyś będzie jakiś, który polubię, ale na razie na granicy jest ten: Carter, Allie, Sylvian. Jak w pierwszej części ten wątek był bardziej poboczny, dopiero w później zaczęło się go więcej wylewać... To teraz jest akurat. Jest go więcej niż w "Wybranych", ale jakoś p. Daugherty musiała zakończyć to wszystko. Na szczęście Allie wybrała tego, któremu kibicowałam od samego początku i się bardzo cieszę z tego. To nie książka fantasy, więc koniec końców nie skończyła z oboma. :D Ale inny wątek miłosny, który się pojawia w "Niezłomnych" jest taki... To nie jest typowy związek i odgadłam go po kilku przypadkowych wzmiankach, ale to nie ma znaczenia. Chodzi mi o to, że ten wątek jest taki delikatny i jak to jedna bohaterka powiedziała "słodki", że... No, dlaczego zwykłego, głównego wątku miłosnego się tak nie dało napisać? No tak... Nie dało się, bo tak naprawdę, tak się da tylko napisać związki bardzo poboczne.

Wbrew wszystkiemu są w "Niezłomnych" momenty zabawne. Nie jakoś bardzo, nie rozbawią Was do łez. Ale fragmenty, które wywołają uśmiech na pewno na twarzy, jeżeli ktoś podejdzie trochę z dystansem do postaci Zoe. Zoe jest najmłodszą bohaterką, ale przez to, że jest supermądra jest na równi z resztą bohaterów. Niestety, może jest i bardzo mądra, ale odbija się to na jej bezemocjonalności. Nie rozumie niektórych zachowań, żartów, wyrażenia uczuć i tego typu rzeczy (ma stwierdzony zespół którego nazwy nie pamiętam, ponieważ to trudna nazwa i nie, to nie jest Asperger), przez co, niektóre sceny są dość zabawne. Ale zaraz ktoś powie, że śmieję się z takich ludzi. Nie śmieję się, po prostu jedna-dwie sytuacje z Zoe powodują uśmiech na twarzy.

Teraz najgorsze... Okładka. Boże, kto na to pozwolił. Okładka może i by była dobra na zakończenie romansu, ale nie czegoś z zabójstwami i polityką w tle. Uwierzcie mi, wątek miłosny nie jest w tej serii kluczowy. To nie na tym się opiera wszystko. Pomijając kwestię, że okładka zupełnie nie pasuje (przypominam, że okładka "Zbuntowanych" bardzo mi się podobała). Dziewczyna (która przedstawia Allie) jest ustawiona nijako, jej twarz ma zapytanie: "czy teraz dobrze się ustawiłam?". Już mogła się spojrzeć na tego chłopaka... Jeszcze chwilkę zostanę przy niej: sukienka wg. mnie w ogóle nie w
guście głównej bohaterki. Nie rozumiem jej stroju. No, a teraz chłopak. Serio? Goła klata? I tak jej nie widać, a zresztą tak bardzo pasuje do stroju dziewczyny, że... Ogólnie ta para stoi jak jakiś posąg, ten ręce w kieszeni, ona patrzy się niepewnie na fotografa... Jeśli się dowiecie, kto jest na okładce i porównacie sobie zachowanie tej pary w książce to będziecie jeszcze bardziej załamani okładką. Sztuczne to takie... Motyw potłuczonego szkła, lustra, szyby, lodu jest ciekawy i pasujący do cyklu. Wszystko się wali, pęka to, co Allie uważała za znajome i bezpieczne... Ale widać nie temu miało służyć, a dzięki temu zasłonięta jest twarz chłopaka... Pęknięcia są okej, ale zastanawia mnie, dlaczego to na włosach dziewczyny jest koloru białego. Przez to przypomina mi się postać jednej dziewczyny z serii "X men". I po boku mamy postacie Sylviana i Cartera! Którzy niczym duchy krążą wokół Allie. Dobrze, że przynajmniej w książce główna bohaterka szybko się zdecydowała na któregoś...

Mała ogólna ciekawostka: Polska jest wspomniana w fabule. Nie jakoś byle jak, jak np. polska restauracja, ale Polska jako kraj. Mnie to osobiście zaskoczyło, ponieważ nie często w książkach dla młodzieży wspomina się nasz kraj... Jeszcze jak zobaczycie w jakim znaczeniu została przywołana Polska... Myślę, że dzięki polskim fanom, tak się zadziało.

Cytaty:
"Niekiedy prawda to potężna broń." 

"Wielkie osobowości mają pasję. A pasja często idzie ręka w rękę z gniewem. Można próbować go w sobie zdusić albo go zaakceptować i wykorzystać w walce o słuszną sprawę." 

"(...) każdy odważny człowiek musi być głupcem (...)"

Ocena: 8,5/10

sobota, 7 lutego 2015

"Weiser Dawidek"

"Weiser Dawidek"
Tytuł: Weiser Dawidek
Autor: Paweł Huelle
Tak skomplikowanej książki jeszcze nie czytałam.

Troje chłopaków z nad morza zaprzyjaźnia się z tajemniczym Dawidem Weiserem, który posiada niecodzienne zainteresowania i magiczne zdolności. Gdy chłopak w tajemniczy sposób znika, zostawia po sobie na barkach chłopców wielkie kłopoty. Po kilkudziesięciu latach główny bohater postanawia spisać pamiętne wakacje, kiedy to poznał tytułowego Dawidka oraz poukładać sobie po kolei, jak to się stało, że chłopak po prostu zapadł się pod ziemię, zniknął. Wytłumaczyć sobie jego zdolność. Nasuwa pytanie, na które czytelnik nie dostaje odpowiedzi do samego końca. Kim jest Dawid Weiser?

Uważam, że ta książka jest baaaardzo poplątana. Trzeba ją czytać w skupieniu, bo posiada trzy płaszczyzny w swojej fabule. Dorosły bohater opowiada o przesłuchiwaniu go i jego kumpli przez dyrektora, nauczyciela i mundurowego, zaś z kolei w czasie przesłuchań jego młodsze ja przypomina sobie przygody na które duży wpływ miał Dawid. W pewnym sensie to byłoby nic, gdyby autor nie powtarzał się momentami i nie pisał tej powieści w dosłowny sposób jak spis paru miesięcy. Okej, może przez to chciał uzyskać naturalność, ale bez sensu np. wydawał mi się fragment, gdy pisał o pociągu, a za chwilę pisze, że mógłby zmienić coś tam, bo redaktor by tego nie uznał, ale on tego nie skreśli, i tak dalej. Takie coś nasuwa od razu na myśl pamiętniki lub dzienniki, które prawie każdy z nas kiedyś pisał, co daje od razu do myślenia dalej, wydajmy je! Nie chciałam być chamska, ale takie wrażenie mam po przeczytaniu. Można napisać zwykłe rozmyślania, ale trzeba dodać do nich jakieś elementy niepewności/grozy i już gotowe!

Przez chwilę można powiedzieć, że jest tu poruszony problem międzynarodowy. Czyli jak ludzie mogą traktować odmiennych od siebie. Dawidek jest Żydem. Dalsza problematyka? Jak się kiedyś katowało dzieci w szkołach? Jak religijni ludzie potrafią być zacofani? W sensie takim, że stała się konkretna katastrofa, a oni mówią, że to kara boża i nie dociera do nich, że konkretną katastrofę spowodowało coś konkretnego. Co to jeszcze... Na tą chwilę nasuwa mi się tylko naciągany problem. Traktowanie zwierząt w cyrku.

"Weiser Dawidek" jest trochę niezrozumiały, czyli jeśli wiesz, że nie będziesz rozmawiać o tej książce z kimś, a nie masz wielkiej i szerokiej wiedzy na wszystkie tematy, to lepiej daruj sobie czytanie tej lektury w młodym wieku. Nie to, że chcę Was do niej zniechęcić, jednakże... E tam! Może ktoś lubi tego typu książki! ;)

Ocena: 3/10
Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger