Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierdomenico Baccalario. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierdomenico Baccalario. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2025

Prequel-sequel

Prequel-sequel

 Tytuł: Ulysses Moore. Wielkie lato 

Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. La Grande Estate 
Autor: Pierdomenico Baccalario 

Nie pierwszy raz spotykam się z tym, że prequel serii zostaje wydany na końcu, jednak nie ukrywam, że zawsze mnie to ciekawi, intryguje. Okej, pomyłka, nie zawsze, ale bardzo często. 
Przypadku tej serii zaskoczyło mnie, że autor cofnął się o tyle tomów po tylu latach. Historia Ulyssesa pojawiała się pobieżnie pomiędzy oryginalną fabułą, dzięki czemu wpasowywała się też w koncept serii - zagadka, tajemnica. Pozostawało wiele znaków zapytania. Czytelnicy wiedzieli tyle, ile bohaterowie książek. Dlatego pierwsze, co mi w takich przypadkach przyszło do głowy, gdy widzę, że po zakończeniu serii autorzy piszą prequele to to czy to tzw. skok na kasę i czy prequel będzie miał sens (czy będzie pisany na siłę) i czy zainteresuje (zwłaszcza osoby, które już dawno dorosły od pierwszego tomu UM). 

Nie będę przedłużać. Tak, moim skromnym zdaniem tom osiemnasty (jeśli dobrze liczę) ma sens. Może nie odkrywa nam (przynajmniej na razie), żadnych sekretów, ale posiada ten sam urok, co pierwszy tom, kiedy czytelnik poznawał Julię, Jasona i Ricka. Przede wszystkim poznawał dopiero historię. Tutaj możemy poczuć to na nowo, mimo to, że znamy szczegóły, których główni bohaterowie nie. 
Śmiem nawet stwierdzić, że charakterystyka bohaterów i ich opisy są dużo lepiej przedstawione, a może tak mi się tylko zdaje? Ciekawe jest to, że wiedząc, jacy ci sami bohaterowie są jako dorośli, możemy porównywać ich jako dzieci. Mamy większy zarys ich przeszłości i rodziny. Możemy nawet próbować zrozumieć ich zachowania i charakter, jakie będą mieć w przyszłości. Jeśli następne tomy pociągną to dalej to będę czekać niecierpliwie na następne części. 
Pierdomenico Baccalario bardzo dobrze opisał dziecięcych bohaterów. Takich opisów brakowało mi w ostatnich częściach (13-17); tu dzieci są naprawdę dziećmi. Nawet jeśli mają dorosłe problemy. 
Podobały mi się przekomarzania całej grupki i ukazanie zainteresowania wynalazkami i mechanizmami Petera Dedalusa. 
Interesującym punktem jest również poznawanie mieszkańców Kilmore Cove, zwłaszcza tych, których nie ma w pozostałych tomach. 

Czy napisanie Wielkiego Lata zniszczyło magię serii? Niekoniecznie. Według mnie w jakimś sensie nawet ją dodało; niektóre miejsca przecież się zmieniły przez ok 50 lat historii. Ten tom nie niszczy uroku zagadek i tajemnic. 

sobota, 5 kwietnia 2025

Kto tu jest złolem?

Kto tu jest złolem?

 Tytuł: Ulysses Moore. Godzina bitwy



Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. L'ora della battaglia
Autor: Pierdomenico Baccalario 

Tak... W sumie to cieszę się, że to już koniec głównej serii. Szczerze pisząc, nie wiem, czy część o Murray'u i ekipie była potrzebna. Nic szczególnego nie wniosła, a wręcz zaszkodziła. Zmieniła poniekąd zasady świata wykreowanego przez Baccalario. I tak szczerze? Spłyciła tę historię, ponieważ autor wykorzystał dość proste rozwiązania. Zbyt proste na to co wcześniej stworzył. Jakby zapomniał poprzednie fabuły! Dlaczego, tak uważam? A no dlatego, że wychodzi na to, że praca wcześniejszych bohaterów poszła na marne, że można było zaradzić wszystkiemu znacznie prościej. Oczywiście, wtedy seria nie miałaby ponad siedemnastu tomów... 

W tym tomie, jak sam tytuł wskazuje mamy wyczekiwaną bitwę o Kilmore Cove. Sama ta walka jest dość ciekawie opisana. Prosto, ale można się wciągnąć. Szkoda, że nie była bardziej rozbudowana, bo w końcu to był najważniejszy punkt tej części Ulyssesa Moore'a. Zastanawia mnie tylko, dlaczego w obronie miasteczka nie zjawiają się wszyscy, których poznaliśmy od pierwszego tomu. Niby powiedziane jest, co teraz robią starzy bohaterowie, ale jednak nie wydaje mi się to usprawiedliwieniem. Zwłaszcza w tej serii, gdzie niemożliwe nie istnieje. 

W (nazwijmy go) ostatnim tomie oficjalnej fabuły jeszcze bardziej irytował mnie wątek przeciwieństwa Murray - Larry. Może to jakieś uprzedzenie do głównych bohaterów, nie wiem, ale już wyjaśniam. Zacznę od Murray'a, który jest kreowany na jakiegoś wybrańca, wyzwoliciela bez wad. Że co? Pierdomenico Baccalario chce mi wmówić, że wyobraźnia Murray'a jest ponadprzeciętna? Większa od każdego z jego przyjaciół i bohaterów, których spotkaliśmy wcześniej? Przepraszam, nie wierzę w to. Nie wierzę również w pseudoargument wyjaśniający, dlaczego Murray akurat został wybrany. Absurd. I to jak traktuje Larry'ego...
I tak przechodzimy do Larry'ego Huxley'a, który jest straconym literackim potencjałem. Bardzo się prosi o rozwinięcie tej postaci. Głównie pod względem psychologicznym i jego backstory. Ostatni tom, a my w sumie wiemy o nim tyle, co na początku. Można by było nazwać nawet Larry'ego bohaterem tragicznym, ponieważ jeśli poukłada się tylko informacje zawarte w UM to pojawia nam się obraz samotnego, zagubionego i oszukanego chłopaka. Zagubionego, czyli łatwego do zmanipulowania. Zwłaszcza, jeśli spojrzymy na jego wiek. 
No właśnie - wiek. Chłopcy są w sumie w podobnym wieku, jeśli nie takim samym, a jednak opisy ich bardzo się różnią. Mimo to, że czasem w stosunku do Murray'a jest użyte słowo "chłopiec" to nie ma się wrażenia, że to pogardliwe określenie. Tymczasem w odniesieniu do Larry'ego jest, wręcz odwrotnie. Na każdym kroku podkreśla się to, że jest dzieckiem, jest dziecinny oraz (oczywiście) to, że jest niski. Aha, no i oczywiście ma maskotkę, co nie uważam, że jest szczególnie złe. Dużo dzieci ma pluszaki jako przyjaciół, zwłaszcza te samotne. Ale wracając, ba, nawet Murray mówi/myśli o Larrym jako dziecku. Przepraszam, ale dla mnie to stanowi punkt do stwierdzenia, że Murray czuje jednak wyższość nad Larrym, że jest "dojrzalszy", że wbrew sytuacji rodzinnej jest jaki jest. No bo przecież Larry ma "idealną" sytuację rodzinną, żeby dołożyć następne przeciwieństwo. Przypominam tylko, że na rodzinę Huxley mamy tylko spojrzenie jako ktoś z boku i z punktu widzenia rodziców. Aż się prosi o jakieś fanfiki na temat przeszłości Larry'ego. Też nie zapominajmy, kto mu służy. Jakoś musiał stworzyć te postaci, a nie są one z książek dla dzieci, a przynajmniej nie jedno dziecko miałoby problem z ich zrozumieniem. Według mnie to świadczy o tym, że chłopak jest mądry. 

Chciałbym napisać o jeszcze jednym dziwnym wątku, jednak łatwo byłoby chyba zaspoilerować kogo on dotyczy. Niestety zbyt mało jest bohaterek w tej serii, żeby można było poruszyć ten wątek. Hm, tak myślę, że to w ogóle jest problem UM, że częściej pojawiają się męscy bohaterowie. I okej, kobiety i dziewczyny, jeśli są to nie są opisane stereotypowo, mają umiejętności, są mądre itd. Ale jednak jest ich zbyt mało. I ciągle muszą walczyć o swoje, co pokazują sceny z Penelopą Moore. 

środa, 26 lutego 2025

Czy te sequele nadal mają sens?

Czy te sequele nadal mają sens?

 Tytuł: Ulysses Moore. Wyspa buntowników 
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. L'isola dei ribelli 



Autor: Pierdomenico Baccalario 

Od razu: ten tom jest jednym z lepszych w tej "części" Ulyssesa Moore, ale jednocześnie burzy zasady świata budowane od pierwszego tomu. 
Tzn. może nie tak całkowicie, bo na upartego dałoby się zrozumieć rozwiązania, jakie przyjął autor, jednak... Jeśli czytelnik skupi się bardziej nad nimi to szybko dojdzie do wniosku, że wykluczają one poniekąd rozwiązania wcześniejsze. 
Po pierwsze nagle wszystko poniekąd staje się proste, a po drugie okazuje się, że Krainy z Wyobraźni można bardzo łatwo zniszczyć. Łatwiej niż to było wcześniej. Pojawia się pytanie... Czy naprawdę dopiero po tak wielu latach/czasie pojawił się, tak groźny antagonista? Postać, która może tworzyć i burzyć. Wiem, że to tylko książka, a w dodatku fantasy, ale naprawdę wydaje mi się to absurdalne. Dlaczego? A no, przede wszystkim, dlatego, że poznaliśmy już wcześniej bohaterów, którzy mieli o wiele bogatszą wyobraźnię lub chociaż bardzo podobną do postaci, które okazują się w Wyspie buntowników konstruktorami-burzycielami. 

Ale czego dotyczy ten tom? Murray i reszta grupy udaje się ponownie do Kilmore Cove, gdzie razem z Ulyssesem oraz ich przyjaciółmi planują odbicie zaginionych. I to nagle nie okazuje się, aż takie trudne, jak się zdawało. Szczęście im sprzyja. 
Właśnie... Szczęście. Przez nie już zwątpiłem, czy rzeczywiście miejsce do którego się udają było, aż tak niebezpieczne? To było zbyt proste. Nawet jeśli pod koniec dochodzi do tragicznych wydarzeń to i tak wg. mnie było absurdalne. 

Absurdalnością było też pewne rozwiązanie, które nie pozwoliło zginąć jednemu z bohaterów. Po prostu nie było możliwości, żeby ten bohater wiedział, że zostanie uratowany.... 

Wiem, że ta "recenzja" to bardziej rant, ale to i tak któryś tom z kolei, więc raczej nikogo to nie nie zniechęci. 

Kojarzycie motyw bliźniaków? Że jeden jest dobry, a drugi zły? Lub mroczne odbicie głównego bohatera, które jest antagonistą? Tu jest podobnie, aczkolwiek nie chodzi o ludzi. Nie wiem, mnie bawi. Zwłaszcza, że motyw jest napisany pobieżnie i... hm, nagle. 

Ostatnia rzecz, która mocno mnie irytowała to opisy Larry'ego Huxley'a, który mu no cóż umniejszały. Podkreślały ciągle, że jest dzieckiem, że jest niski i poniekąd głupi. Gdzie opisy Murray'a, który jest w identycznym wieku do Larry'ego są inne. Nie umniejszają mu. Ba, może i wywyższają? 
Ale czy dostaliśmy w końcu odpowiedź o co chodzi z nimi dwoma? Ekhm. 

sobota, 21 grudnia 2024

Rewolucja piratów

Rewolucja piratów

 Tytuł: Ulysses Moore. Piraci z Mórz z Wyobraźni

Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. I Pirati dei Mari Immaginari

Okej, na ten moment ogłaszam, że to najlepsza część trzeciej części serii Ulysses Moore. Na pozór nie dzieje się na początku w fabule dużo. W sumie im bliżej końca tym akcja przyspiesza...

To przystopowanie, zwolnienie tempa nie wpływa źle na książkę. Czytelnik może poznać trochę szerzej historie Kompanii Indii z Wyobraźni oraz samego głównego antagonisty. Możemy zobaczyć jak funkcjonuje Kilmore Cove jako baza buntowników oraz poznać nowe miejsce z uniwersum tego świata. Hm, a raczej właściwym byłoby określenie - uniwersum Willi Argo. Trudno dobrze to określić, ale to miejsce podobne do Labiryntu Cieni; rozciąga się poniekąd pod całą willą. A może i jeszcze szerzej? To miejsce to Royal Immaginary Geographical Society (RIGS).

Jak w Mrocznych Portach nie mogłem dostrzec, aż tak dużego wpływu Kompanii na kontrolowane Porty to w RIGS bardzo dobrze to widać. RIGS jest dokładnym odzwierciedleniem, co może się stać, jeśli wyobraźnia zostanie zniewolona i ograniczona. 
Może dla kogoś to będzie zbyt dosłowny obraz, ale czy to źle? 

Wiem, że wyżej napisałem, że w tym tomie można szerzej zapoznać się z antagonistą, ale... Teraz zamierzam pomarudzić na jego tło, tzw. back story. Dostajemy nadal urywki, które nic nie mówią. To po prostu rzucane strzępy informacji, które powoli przestają interesować, a wręcz stają się dla mnie absurdalne. Już przestaję mieć nadzieję, że to się jakoś rozwiąże, bo za dużo jest otwartych furtek, żeby umiejętnie je połączyć. Albo może inaczej: za dużo jest otwartych furtek, które wzajemnie się wykluczają. Zwłaszcza, jeśli będziemy chcieli to odnieść do całości, do całego cyklu.

Larry Huxley jest upiorny, ale jednocześnie jest dzieckiem i ma dziecinne zachowania. Jednak ma ok. 11 lat. Pozostali bohaterowie powinni mieć mniej więcej podobnie, przynajmniej, takie odnoszę wrażenie. A... Larry jest trochę zepchnięty w szufladkę TEGO UPIORNEGO DZIECIAKA? Tzn. tego gorszego. I to trochę śmieszne, ale on jest równocześnie, tak opisany, jakby miał tego świadomość... Irytuje się na to jak jest postrzegany przez innych. Nadal uważam, że to bohater tragiczny - coś go ukształtowało, że chce zniszczyć Miejsca z Wyobraźni; mam wrażenie, że będzie mi go żal na końcu. To nie jest antagonista na 100%. Chociaż, jakby miał nim być? 
To trudne. Zwłaszcza, jeśli przyjrzy się książkom i historiom, którymi inspirował się Pierdomenico Baccalario przy tworzeniu trzeciej części UM. To nie są już fajne, ciekawe historyjki... Źle to ująłem. To po prostu wielopłaszczyznowe, mroczne historie najczęściej pisarzy z XX wieku lub końca XIX. 

Jeśli mowa o Miejscach z Wyobraźni... W tym tomie mam trochę zgrzyt. Tzn. rozumiem, że pewne miejsce zostało już wcześniej, tak opisane i momentami autor próbuje walczyć ze stereotypowym opisem mieszkańców miasta, jednak... Słów jakich używa co chwila wcale to nie pomaga. Nie wiem, może to kwestia tłumaczenia, musiałbym kiedyś zobaczyć wersję oryginalną.

Cytaty:
"I znalazłem również odpowiedź na pytanie, jakie w swoim rękopisie stawiał Ulysses Moore: czy naprawdę Długi John Silver wydaje się nam mniej realny niż na przykład Karol Darwin?
A jeżeli to, co uważamy za nierealne, jest po prostu trudniejsze do odkrycia?

"Te podziemne otchłanie rozbudzały w każdym z nich duszę jaskiniowca. Ten dziki głos, który wymaga, byś przestał być cywilizowanym człowiekiem, żebyś znowu stał się zwierzęciem - jakim byłeś i jakim tak naprawdę nigdy nie przestałeś być."

"Istniejąca rzeczywistość jest dla nas równie ważna jak ta wyobrażona. Trudno jest wyobrazić sobie coś bez realnego punktu odniesienia."

"Rzeczywistość i wyobraźnia są ze sobą powiązane (...)"  

niedziela, 27 października 2024

A jednak powrót do Miejsc z Wyobraźni

A jednak powrót do Miejsc z Wyobraźni

 Tytuł: Ulysses Moore. Podróż do Mrocznych Portów 



Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. Viaggio nei Porti Oscuri 
Autor: Pierdomenico Baccalario 

Miał być koniec z serią, ale jednak postanowiłem wrócić i przeczytać wszystkie tomy do końca. Stwierdzam, że to może być trudne zadanie, ponieważ tzw. trzecia część serii Ulysses Moore ma kompletnie inną atmosferę, a raczej poprawnie byłoby napisać, że nie posiada tej tajemniczej atmosfery z poprzednich części. Chciałoby się nawet napisać, że trzecia część jest pisana na siłę, a jeśli nawet i nie to autor miota się pomiędzy głównymi odbiorcami tych książek. Coraz bardziej widać, że Baccalario jednocześnie chciałby pisać do młodzieży 12-15 lat, ale i też dla starszego odbiorcy - prawdopodobnie dla czytelników, którzy zaczęli z nim przygodę, więc teraz mają powyżej 20 lat. Widać to po bardziej skomplikowanych wątkach, które zahaczają o trudniejsze tematy i problemy. W sumie po postaciach również: antagonista ma coś mrocznego w sobie, osobiście przypomina mi młodego Toma Riddle'a z serii Harry Potter; a protagoniści... 

Na początku swojej przygody z UM miałem wrażenie, że momentami bohaterowie zachowują się, jakby byli starsi niż te 12 lat, ale jednak nie było znowu, tak dużo takich sytuacji. Widać było, że to są dzieci. Miały cechy z którymi młodsza młodzież mogła się utożsamić. Teraz jednak jest problem w drugą stronę, albo i nawet nie... To skomplikowane w sumie. Pojawiają się zdarzenie w których są po prostu głupi, albo łagodniej ujmując - głupiutcy, a za kilka stron rozwiązują jakieś zagadki logiczne. Ogólnie mam problem z tym, że autor stosuje zabieg ogłupienia danej postaci, żeby pokazać, że inna jest mądra i inteligentna. Nie tędy droga. 
Rozumiem, że większość głównych bohaterów trzeciej części ma trudne życie i swoje problemy, ale jakoś nie czuję tego, że są znacznie młodsi ode mnie. Moim zdaniem postaci mogłyby być trochę starsze lub Baccalario mógł pozostać przy tych z poprzednich części. 

Wracając konkretnie do czternastego tomu Ulysses Moore, poznajemy nowe Miejsca z Wyobraźni i nowe zasady rządzące tym światem. Czy to dobre zasady? Pominę, ponieważ według mnie zostały dodane nagle i są naciągane, żeby fabuła miała sens. Konkretnie tej części, bo nie jestem pewny co do poprzednich. 

Miejsca z Wyobraźni zostały napadnięte i są kontrolowane przez Kompanię Indii z Wyobraźni, praktycznie wszystko upadło oprócz Kilmore Cove. Zniknął Ulysses Moore, a oprócz niego profesor Galippi i Rick Banner. Bohaterowie z poprzedniego tomu: Connor, Murray, Shane i Mina chcą pomóc walczyć Buntownikom o swoje domy, a tym samym też chcą znaleźć swoich zaginionych przyjaciół. W tym tomie ruszają na pomoc dwóm z nich, czy im się uda? I dlaczego Wrota Czasu przestały działać? 

Napiszę szczerze, sam pomysł zaatakowania Portów z Wyobraźni na ten moment jest dla mnie niezrozumiały. To znaczy rozumiem, że ktoś, taki mógł się znaleźć, ale aktualnie nie ma za bardzo wyjaśnionych motywów antagonistów oraz ich historii. Po prostu są. Trudno jest mi to zrozumieć pod tym też względem, że główny antagonista jest dzieckiem. Niebezpiecznym i groźnym, ale dzieckiem. Jakim cudem dorośli ludzie podporządkowali się dziecku? Rozumiem, że mogli się go bać, ale jednak na razie Baccalario, tak obrazuje nam Huxley'a, że nie wierzę zwyczajnie, że mógłby on zrobić komuś krzywdę własnymi rękami. Nie ma skrupułów i współczucia, ale... Nie  no. Chociaż nie zmienia to faktu, że jest interesującą postacią. 

Oprócz tego, że pisarz zmienił trochę zasady świata serii to rozwinął chyba też bardziej wątek magii. Powiedzmy sobie szczerze: magia w jako takiej formie istniała w tym świecie, ale nie wyglądała ona typowo jak w innych książkach fantasy. W czternastym tomie mamy momenty, które zwyczajnie mi nie pasowały do całości. Do tego, że zwyczajność mieszała się z wyobraźnią. Nie było żadnych wybrańców, ani nietypowych form komunikacji. Okej, był dziennik, ale to bardziej realne, niż to co pojawia się tu.

Cytat:

"Jak to zwykle bywa z Miejscami z Wyobraźni. Istnieją tylko dzięki pragnieniu tego, kto o nich pomyślał, a pragnienie, tak jak je stworzyło, tak samo może je zmienić i unicestwić... Miejsca z Wyobraźni przesuwają się, rosną i maleją, a jedyne co po nich pozostaje, w miarę jak ewoluuje pragnienie, to łączące je szlaki... zapach, wiatr, światło, ciepło, kurz, ruch... Drogi prowadzące z jednego Miejsca z Wyobraźni do drugiego składają się z tych właśnie rzeczy..."

poniedziałek, 10 września 2018

Pożegnanie z Moorem?

Pożegnanie z Moorem?
Tytuł: Ulysses Moore. Statek czasu
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. La nave del tempo

Autor: Pierdomenico Baccalario

To już trzynasty tom serii "Ulysses Moore". Dużo się tego nazbierało... A jest jeszcze więcej tomów, ale niestety nie przetłumaczonych na język polskich (chyba jest tylko jeszcze jeden lub dwa; nie jestem pewna). Szkoda, bo jednak wolałabym do końca przeczytać to, co p. Baccalario napisał w świecie Wrót Czasu. Nawet, jeśli...

Tak, przejdę już od razu do rzeczy. Ta część bardzo różni się od pozostałych tomów. Nawet znacznie. I to nie tylko moje odczucie. To już nie jest ten sam świat i okej trochę czasu minęło między wydarzeniami w 12. tomie, a tym, autor zarysowuje nam powoli, co się zmieniło, ale... Hm, nie ma tej atmosfery magii - nie magii oraz ciekawości. Napisałabym, że również przygody, ale przygoda jakaś tam jest, jednak... Do tego potrzebny Wam opis książki, a więc...

Murray wraz ze swoją paczką przyjaciół odkrywa tajemniczy statek. Nic nie byłoby w tym dziwnego, gdyby statek nie wyglądał jak z epoki wikingów. W dodatku jest, tak zniszczony, jakby wziął udział w jakieś bitwie morskiej. Nastolatkowie jak to nastolatki nie przechodzą obojętnie obok znaleziska, a na nim... Znajdują następne dziwne przedmioty, które... Nie trzeba tego ukrywać: które opisują miasteczko, które jest bardzo znane czytelnikom serii...

Zacznijmy od czegoś prostego. Ja nie jestem specjalistą z zakresu geografii świata i średnio mogę rozpoznać państwo po nielicznych wzmiankach, co się w nim znajduje (chodzi o formy terenu), zwłaszcza, jeśli tak wygląda większość państw europejskich. Myślę, że nawet geograf nie wiedziałby, gdzie akcja tej książki się dzieje. To źle. "Statek czasu" to wprowadzenie do następnej, trzeciej części serii, dlatego świat mógłby być ciut bardziej rozwinięty. Np. o wzmiankę miasta w którym mieszkają bohaterowie. Wiadomo tylko, że nad morzem. Niewiele to mówi. Jest wspomniana laguna, więc skojarzyło mi się to z Włochami, ale to podobno nie są Włochy. Okej, może autor uznał, że to nie jest potrzebne czytelnikowi do szczęścia, a ja się czepiam. Może. Ale w pierwszym i siódmym tomie było to jakoś lepiej napisane i wprowadzone.

Właśnie, siódmy tom... Przepraszam, ale będę go porównywać do tej książki. Tam też akcja nie od razu działa się w Kilmore Cove, ale... Hm, nie wiem nadal te fragmenty miały w sobie to coś. Może przez przedmiot, który nie był byle jaki. Ale nie odbiegało to, tak bardzo. Tu... Okej, ten wyżej wymieniony statek jest ważny dla całej historii UM, ale... Mnie osobiście on nie porwał. Może dlatego, że jest dużo książek dla dzieci, gdzie jest grupa przyjaciół, która odkrywa coś sekretnego. To taki typowy motyw. Jasne, w pozostałych tomach też zdarzały się powtarzalne motywy, ale nie, aż tak widoczny sposób.

W przeciwieństwie do pozostałych książek w "Statku czasu" jest, aż pięciu bohaterów, którzy są powiedzmy na jednym poziomie ważności. Znaczy się, wybija się trochę Murray, ale nie jakoś szczególnie.
Ci bohaterowie... Rozumiem, że autor chciał stworzyć innych bohaterów od całej reszty. Przynajmniej dwóch. Jeszcze mogę zrozumieć postać Shane'a, ale Connor... Trochę to wygląda, tak, jakby autor znalazł sobie różne problemy dzieci (ważne, rodzinne) i na ich bazie stworzył postaci. Nie wystarczy dwóch-trzech bohaterów (a niech mają problemy, będą bardziej realni), trzeba dać pięciu. Ja nic do nich nie mam, ale... No... Przypadkiem się znaleźli i zaprzyjaźnili. Przypadek. Zwłaszcza, że z tego, co pamiętam to Shane i Connor są dorośli (nie wiadomo, ile pozostali mają lat). Nie piszę, że osiemnastolatek nie może się kumplować z trzynastolatkiem, ale... Kiedy przeczyta się wiele książek to te przypadki robią się nużące. Zwłaszcza, że szczególnie autor nie opisał momentu ich spotkania. To chyba są dwa zdania.

Ale to wszystko już dałoby się nawet ominąć, po prostu dalej czytać, gdyby nie... "Przypiski tłumacza dziennika". Wolę, kiedy czytelnik sam coś zauważa w fabule np. nawiązania do innych utworów, a tu... Zawsze, gdy pojawi się nawiązanie jest przypis do jakiej książki to jest nawiązanie. Na początku to było fajne, ale potem... W pewnym sensie nic nie dają te przypisy oprócz tego, że można sobie przeczytać książki o których jest mowa. Wiem, że to seria dla dzieci, ale wątpię, czy dziecka to zainteresuje, a jeśli nawet... Autor nie powinien też zapominać o czytelnikach, którzy są z nim od pierwszego tomu i którzy już mają te osiemnaście-dziewiętnaście lat.

Pan Baccalario próbował poruszyć w tym tomie temat ekologii i śmieci. Jeśli chodzi o ekologię to ukazał to trochę w nietypowy sposób, ale ciekawy. Jeżeli zaś chodzi o śmieci i ich wysypiska... Pomysł był bardzo dobry. Nawet dobrze wpisywał się w świat UM, ale... Zakończenie wątku już słabe. Poza tym, że nakreślił nam autor problem i może podsunął rozważania na ten temat to słabo.
Wolę już wątek dbania o środowisko we "Władcy Pierścieni" J.R.R. Tolkiena.

Jedno, co naprawdę się udało autorowi wg. mnie to nakreślenie czarnego charakteru. Interesująca postać, choć są o niej tylko wzmianki, dość nietypowy złoczyńca... Ciekawa jestem, jak go dalej p. Baccalario poprowadzi, czy przypadkiem go nie przerysuje, bo to łatwo zrobić.
Wydarzenia w Kilmore Cove też były ciekawym rozegraniem. Inna akcja, bardziej rozbudowany świat, nowe miejsca do zwiedzenia, ale... Najpierw potrzebny to tego jest wstęp, trzeba to bardziej rozbudować, niestety... Znowu to samo. Kilka zdań. Kilka zdań o bardzo ważnej sytuacji! Nie było nas (czytelników) w miasteczku długi czas!  Zresztą... Zdaję mi się, że trochę niezgodności wykryłam z tym, co było pokazane we wcześniejszych tomach, ale mogę się mylić.

Zakończenie jest dziwne, ale zarazem zrozumiałe, chociaż... Te kilka ostatnich stron to znów, aż się prosi o słowo: przypadek. Co za przypadek, że akurat to się dzieje.

Do okładki nie mam zarzutów, chociaż nie podoba mi się, tak bardzo jak tomy 7-12. Fajnie, że gdy się ją rozłoży to wygląda, jakbyśmy mieli przed sobą gazetę.
Minusem w niej jest brak numeracji. Nie ma żadnej. Nie przy każdych seriach jest, ale tu powinna być. Numeracja trzymała w całości poszczególne części serii (1-6;7-12).

Nie wiem, wątpię, że nie spodobała mi się ta część tylko dlatego, że to seria skierowana do dzieci. Inne też były, a jakoś tak bardzo mi to nie przeszkadzało w odbiorze tych książek...

Ocena: 4,5/10

sobota, 21 lipca 2018

Smutno-wesoły koniec

Smutno-wesoły koniec
Tytuł: Ulysses Moore. Klub Podróżników w Wyobraźni
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. Il Club dei Viaggiatori Immaginari

Autor: Pierdomenico Baccalario
Godny finał serii? 

Mieliście kiedyś, tak, że nie chcieliście kończyć serii? Tak wam spodobała się ona, że aż szkoda ją zakończyć, ponieważ nie będzie już następnych części. Powiedzmy o dużym prawdopodobieństwie, że nie będzie następnych części. Autor zawsze może napisać nowe. Od siebie lub pod presją czytelników.

Chociaż dwunasty tom serii "Ulysses Moore" nie jest praktycznie ostatnim tomem (jest chyba jeszcze sześć) to... Na początku było założenie, że na tym tomie kończy się historia. Wszystko się rozwiązuje i splata. Oczywiście, jest też tom szósty, który kończy jeden etap serii, ale... On, chociaż zakończył jedną część to zostawił wiele furtek otwartych. One były na tyle otwarte... Przymknięty, że pozostawiały wybór autorowi. Trudno to wytłumaczyć. W tej drugiej części p. Baccalario wraca do wątków z pierwszych sześciu tomów, umiejętnie je splata, wyjaśnia. Druga część to poniekąd uzupełnienie. Przy trzeciej części... Nie wiem, jak to rozegra autor. Zamierzam przeczytać te tomy, które zostały przetłumaczone na język polski, wtedy się zobaczy. Nie słyszałam dobrych opinii. Według mnie nie trzeba tego, aż tak tego rozwijać, chociaż, racja - świat wykreowany przez autora ma dużo pytań.

W ostatnich rozdziałach "Ogrodu Popiołu" do Kilmore Cove przybyło zagrożenie. Zagrożenie z którym żaden mieszkać miasteczka jeszcze się nie spotkał. Napaść piratów. Tak to można nazwać. Rodzeństwo Covenant musi zrobić wszystko, co w swojej mocy, że ochronić nadmorskie miasto. W pewnym sensie są zdani tylko na siebie. Okej, z pomocą przychodzą im jeszcze dwie osoby, ale to i tak mało, jak na zgraje dziwnych postaci, które chcą zniszczyć Kilmore Cove.
Rick znajduje się w Wenecji, a Ulysses... Dał nogę, że tak się wyrażę. To znaczy, wiemy od poprzedniego tomu, że mężczyzna poszukuje swojej zaginionej żony. Nadal szuka Penelopy. Poniekąd można go zrozumieć, ale... Momentami myślałam: naprawdę ich zostawiłeś? jak mogłeś!

Pisałam w recenzji "Ogrodu Popiołu", że nowy antagonista, czyli kapitan Spencer jest, tak ważny, że potrzebował oddzielnej książki, żeby wprowadzić jego postać. Taak, tutaj pokazuje się realnie. Chociaż.. Mało jest scen z nim w roli głównie. Jeśli się nie mylę to dwie. Zbyt mało według mnie. Mężczyzna jest dodatkowo owiany tajemnicą, że pojawiają się nowe wątki z nim związane. Coraz bardziej czytelnik może zrozumieć jego czyny, Nawet poznajemy go od tej ludzkiej strony. I... To wszystko pozostawia niedosyt po całej książce. Wielki zły o którym chce się czytać więcej. To już o Klubie Podpalaczy było więcej informacji, a przede wszystkim mieliśmy więcej z nimi do czynienia. Miałam nadzieję, że może tego bohatera polubię. I nic. To znaczy ani go polubiłam, ani nie. Stał się obojętną postacią, która wzbudza ciekawość. Przecież nie można znienawidzić kogoś tylko przez to, że jest brutalny. Nawet przez morderstwa jakich dokonał.

Oczywiście są jeszcze pozostali bohaterowie, ale w tym tomie na ich tle wybija się również bohater zbiorowy, czyli mieszkańcy miasteczka. To zwykli ludzie, którzy nie rozumieją skąd nagle wzięli się piraci w Kilmore Cove. To brzmi jak bajka, a wygląda jak sen. Jasne jest, że ci ludzie się boją, ale, tak jak przy powodzi było, tak i teraz oni stanowią w grupie siłę. Każdy opiekuje się każdym, starsi pocieszają młodszych, dają im jakąś nadzieję, ponieważ tamci wiedzą, co robić, jak się zachować. Może to trochę dziwne, że akcja ratunkowa przebiega nadzwyczaj dobrze, ale to jednak małe miasteczko - każdy zna każdego. Zresztą... W filmach wojennych też mamy większą ilość osób, które chronią się w bunkrach na znak syreny.

Ulysses jak Ulysses. W pewnym sensie jest on z charakteru znany czytelnikowi, jednak teraz poznajemy go znowu od innej strony. On wie, co chce zrobić. Może nie ma stuprocentowej pewności, gdzie znajduje się Penelopa, ale ma świadomość, że żyje i to jest najważniejsze. Nic więcej mu nie potrzeba. Poznajemy jego zawziętość i siłę, ale też... Spokojniejszą stronę - zarezerwowaną tylko dla najbliższych.

Pisałam o powracaniu do starych wątków. Nie można o nich napisać bez spoilerów. Ale... Mogę napisać, że się zdziwicie. To nieoczywiste potoczenie wątków.

Przez całe sześć tomów (w drugiej części) przewijał się wątek podróży Leonarda Minaxo i Kalipso - spokojnie, on nie był niepotrzebny; autor nie zapomniał o nich.

W ogóle mam wrażenie, że p. Baccalario zadbał o praktycznie wszystko. Każdy zaczęty wątek ma koniec. Tu nie ma nic niepotrzebnego, ponieważ każdy gra konkretną rolę i to nie tylko chodzi o ludzi. ;)
Żeby nie było, tak różowo to pod koniec zauważyłam lukę, która w żadnym stopniu nie została wyjaśniona. Może to gdzieś przegapiłam. Czysto ogólnie: rodzice bliźniaków.

Koniec jest... Przez pewne wydarzenia trochę smutny. No i kończymy jakąś tam przygodę w końcu. Ale nie kończy się też jakoś bardzo źle. Rozumiem zabieg związany z rodziną Covenant - inaczej się nie dało. Koniec świetnie nadaje się na scenę w filmie. Ciekawie mogłoby to wyglądać na ekranie.

Cóż więcej?
Humor p. Baccalario jest genialny! Potrafi zaskoczyć czytelnika. Nie raz to pokazał, ale tutaj to niespodzianka za niespodzianką! Jedne dobre, głównie dobre, ale są też smutne,
Ogólnie tyle się dzieje, że bardzo łatwo było zaskoczyć czytelnika w jednej kwestii. ;)

Ocena: 9/10

piątek, 13 lipca 2018

Kapitan z koszmarów

Kapitan z koszmarów
Tytuł: Ulysses Moore. Ogród Popiołu 

Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. Il giardino di cenere
Autor: Pierdomenico Baccalario
Nudne? 

Już niedługo finał serii "Ulysses Moore"... Potem pozostanie trzecia część, która wprowadza podobno trochę zamieszania. Niestety polscy czytelnicy nie są w stanie jej przeczytać jej do końca, ponieważ kilka część póki, co nie zostało przetłumaczonych z włoskiego na polski. Świetnie.
Tak umierają interesujące serie.

Jeśli mam być szczera to "Ogród Popiołu" przypomina "Wrota Czasu" pod względem fabuły. Co to znaczy? W dziesiątym tomie zamknęliśmy pewny rozdział tej historii. W tym tomie, autor postanawia wprowadzić nowego antagonistę, który ma być tym najgorszym w całej dwunastotomowej serii. Ta postać pojawia się dość nagle. Ta "nagłość" nie jest szczególnie dziwna. Pan Baccalario zadbał o wyjaśnienie tajemnicy związanej z tym bohaterem. Akurat wiążą się z tym niedopowiedzenia z poprzednich tomów. Postać jest na tyle ważna, że nie wystarczy jej kilka rozdziałów mówiących o niej. Potrzebna jej jest cała książka i tym jest jedenasty tom - wprowadzeniem do wielkiego finału i zapoznaniem z nowym bohaterem. Nie ma tutaj, jako takiej akcji, która by porwała czytelnika. Oczywiście, są nowe ciekawostki związane ze światem wykreowanym przez p. Baccalario (jedną zaspoilerowałam sobie niestety przez Wikipedię).

Jak dowiedzieliśmy się z poprzedniego tomu: żona Ulyssesa żyje. Mężczyzna bierze najpotrzebniejsze rzeczy i rusza w drogę w nadziei, że gdzieś tam Penelopa się odnajdzie. Ulysses Moore nie zawaha się nawet szukać swojej żony na niebezpiecznych ziemiach, gdzie ludzka stopa rzadko bywa... Z jednej strony mamy właśnie poszukiwania Penelopy. Z drugiej poszukiwanie Moore'a i nie tylko jego... Oraz odkrywanie sekretów.

Brzmi to trochę nudnie? Okej, jest w tej książce dużo spokoju, ale... nie napisałabym, że jest nudno. Przede wszystkim przez to, że tajemnice krążą wokół nowego antagonisty, która wg. mnie jest dość interesującą postacią. Jestem ciekawa, czy autor ją jakoś rozwinie głębiej, niż np. poprzedniego złego bohatera. Zobaczymy, dwunasty tom ma dość małą objętość. Oprócz tego na tle fabuły wybijają się dwa wątki. Nie tyle wątki, co... więzi nawiązane między bohaterami.

Jedna więź jest związana z samym Moorem i... jednym z młodszych bohaterem. To dość nieoczywiste zastawienie rozwija obie postacie. Ulysses w końcu ma styczność na dłużej z dzieckiem. Poniekąd jest za nie odpowiedzialne. To ciekawe, ponieważ mężczyzna jest typem samotnika, który nie przepada ogólnie za ludźmi, a zwłaszcza za dziećmi. Zabrzmi to dziwnie, ale to urocza relacja. Zwłaszcza patrząc na drugą postać. Nie polubiłam jej zbytnio we wcześniejszych tomach. Była trochę denerwująca. Tu, okazuje się, że jednak ten bohater ma coś w głowie, nie jest głupi i pełen nienawiści do świata. Jego przemiana jest ciekawa. Nie wychodzi nagle i sztucznie. Jest zrozumiała dla miejsca, okoliczności i wieku bohatera.

Druga relacja... Hm, to relacja każdego, kto posiada jakiegoś zwierzaka. Myślę, że tym osobom od razu się ona spodoba. Mogę tylko napisać, że jedna z postaci nawiążę przyjazną relację z dzikim zwierzęciem. To... Coś nowego w serii. Dotychczas pojawił się tylko koń Leonarda, który jakoś szczególnie nie wybił się. Teraz dochodzi coś innego... Ach, nie! Były jeszcze małpy, ale to tylko przez chwilę, chociaż ten wątek był również ciekawy.

Napisałam, że w książce są również poszukiwania kogoś innego oprócz Ulyssesa. Hm, nie będę pisać kogo. Ta osoba już się pojawiła w poprzednich tomach i mnie zniechęciła do siebie. W "Ogrodzie Popiołu" poprawiła się moja opinia względem tej osoby. Polubiłam ją.
Zresztą... Tak, p. Baccalario potrafi grać na emocjach czytelników. Potrafi, tak napisać sceny, że ja nie przepadając za tą osobą byłam w szoku, kiedy przeczytałam jedną scenę. Aż musiałam napisać do znajomej, czy to jest jakiś żart.

Czyli wszystko się udało?
Zastanawiam się, czy przypadkiem pod koniec fabuły nie wkradł się błąd logiczny. Patrząc na to, że podobną scenę widziałam w serialu "The 100"... I ma związek z wydarzeniami, które kilka dni temu wydarzyły się w Tajlandii... Fizykiem nie jestem, ale jednak to było dość dziwne.

Witamy ponownie portrety bohaterów wśród stronnic "Ogrodu Popiołu". Piękne są te rysunki.
A na ostatniej stronie jest rysunek przedstawiający tego "złego"! :)

Twarda oprawa znowu porywa. Podziwiam tę pomysłowość. W jedenastym tomie pojawia się ważna książka dotycząca nowej postaci. Twarda oprawa i pierwsze strony to właśnie książka. Więcej ciekawostek? To nie przypadek, że to jedenasty tom. Tytuł również jest nie przypadkowy. ;)

Ocena: 6,5/10

niedziela, 24 czerwca 2018

Nowy antagonista

Nowy antagonista
Tytuł: Ulysses Moore. Lodowa Kraina
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. Il paese di ghiaccio
Autor: Pierdomenico Baccalario
To nie o to chodziło? 

Dziesiąty tom UM rzuca inne światło na wydarzenia z poprzedniego tomu, ponieważ okazuje się, że żyliśmy, tak naprawdę w błędzie w kontekście głównego "złego".

Kilmore Cove zalała fala wody. Krótko pisząc - mieszkańcy przeżyli chwilową powódź. Jak każdy żywioł woda pozostawiła po sobie zniszczenie, które ludzie będą musieli jakoś odratować.
Nie tylko, jednak bohaterowie będą musieli zmierzyć się ze skutkami katastrofy, a... zrozumieć nowe tajemnice i znaleźć na nie odpowiedzi...

Najlepszą częścią według mnie są wydarzenia w miasteczku. Opis zniszczeń i tego jak ludzie potrafią się w sobie zebrać i nieść pomoc innym. Może to jedna z na pozór nudniejszych części, ale... Ja nie mam do niej zarzutów. Zwłaszcza, jeśli chodzi o jedną bohaterkę, która pokazała się z jak najlepszej strony. Musiała dokonać wyboru i zrobiła dobrze. Ona w tej książce jest... Przeciwieństwem pewnego męskiego bohatera, który (hm) najpierw działa, potem myśli.

Miejsce, gdzie mogliśmy uzyskać wszystkie odpowiedzi zapowiadało się dobrze. Wręcz świetnie. Jego opisy i umiejscowienie wspaniale oddawało to miejsce - Agarthi. Ale... Przepraszam, może się czepiam, jednak zdarzenia stamtąd potoczyły się, tak szybko w kontekście całej fabuły... Zbyt prosto. Dobre to, że same odpowiedzi nie są, tak jasno wyjaśnione. :)

Nowy "zły", tak naprawdę nie jest "nowy". To znaczy już wcześniej go poznaliśmy i wcale go nie podejrzewaliśmy o bycie złym, jak to czasem się zdarza w książkach - autorzy lubią zaskakiwać. Motywy tej postaci są zrozumiałe. Nie jest zły, bo tak. Ta postać ma większe podstawy bycia tym złym w serii, niż poniekąd Podpalacze. Ale jakoś mi coś nie pasowało w tym bohaterze.
I nie tylko mi...

Doktor Wojnicz zapunktował w "Lodowej Krainie". Niby znowu zmienia stronę, niby jest obojętny na to, co się dzieje wokół niego, ale... Do końca nie wiadomo. Mężczyzna od samego początku trzeźwo myślał, ale dopiero w tym tomie okazuje się jak bardzo to było potrzebne.
Powiedzmy, że się podniósł z upadku.

Upadek... Upadek... Upadek. To ciekawy wątek. :D

Ocena: 6,5/10

Cytat:
"Mądrość to spokój wewnętrzny. A spokój wewnętrzny polega na tym, żeby nie stawiać dalszych pytań."


czwartek, 21 czerwca 2018

Podróż do wnętrza...

Podróż do wnętrza...
Tytuł: Ulysses Moore. Labirynt Cienia
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. Il labirinto d'ombra

Autor: Pierdomenico Baccalario

Hm, to dość trudne, co od razu na wstępie napiszę: ten tom mnie zawiódł. Nie chodzi o to, czy był nudny, czy nie. Nie był w gruncie rzeczy. Ale... Zawiodłam się, jeśli chodzi o pewną sprawę. O sam koniec "Labiryntu Cienia". Właściwie... Źle to ujęłam. Rozegranie pewnego wątku mnie zawiodło. Wątek ten miał ambicje na coś lepszego. Oczywiście rozumiem zamysł autora, ale... W porównaniu z tym jak przedstawił ten wątek to to było, takie... Za łagodne. Bez jakiegoś szału, że się, tak wyrażę. Mam wielką nadzieję, że ten wątek powróci i będzie się ciągnąć jeszcze przez następne trzy tomy, bo... Po prostu to będzie jak na razie największe rozczarowanie w kontekście całej serii "Ulysses Moore". Nie żartuję. Rozumiem, że to seria dla młodszych czytelników, ale skoro druga część cyklu jest doroślejsza, porusza poważniejsze tematy to autor nie powinien bagatelizować tych poważnych wątków.

Przepraszam, że zaczęłam od narzekania, ale musiałam o tym wspomnieć.
Jeszcze raz zaznaczam: to nie jest zła książka.

W dziewiątym tomie czytelnik skupi się głównie na tajemnicy, którą nie poznał dotychczas żaden mieszkaniec Kilmore Cove... A przynajmniej z tych współczesnych mieszkańców. Magiczne miejsce, które jest ściśle związane z Wrotami Czasu oraz... ich Konstruktorami. Mowa tutaj o tytułowym Labiryncie... Skoro też mowa o Kilmore Cove to tam zagrożenie zbliża się wielkimi krokami. Jak ochronić miasteczko bez wyrządzenia nikomu krzywdy?

Może skupię się głównie na Labiryncie i rodzicach Anity.
Ale najpierw Labirynt. To miejsce praktycznie niczym się nie wyróżnia. To znaczy... Gdzieś natknęłam się na coś podobnego. Wiem, sam motyw labiryntu nie jest niczym nowym, ale... Nie wiem, te komnaty, które w nim się znajdują... Jakbym już je znała. To nie ma nic wspólnego z tym, że kiedyś już czytałam ten tom, ponieważ praktycznie nic nie pamiętałam z ostatniego czytania oprócz zakończenia, ale tego powiązanego ściśle z nadmorskim miasteczkiem. Nie wiem, dlaczego ale jedna z komnat przypomniała mi "Opowieści z Narnii" i ten moment, kiedy Edmund ogląda posągi stworzeń i zwierząt. JEDNAK mimo tej wady, Labirynt coś w sobie posiada. Jakąś tajemniczość, coś, dzięki czemu chce się go bardziej poznać. Niestety, chociaż długo tam nasi bohaterowie przebywają to.... Dość mało jest tego Labiryntu. To znaczy chce się go więcej. To taki plus i minus. To nie Konstruktorzy Wrót, których poznajemy pomału i jest w porządku. Przynajmniej ja miałam, taki niedosyt. Może dla kogoś będzie okej,

W Labiryncie poznajemy również nową postać, dzięki której nasi bohaterowie prawdopodobnie zgubiliby się szybko. Bohater bardzo interesujący... I przy nim należy zwrócić uwagę na pracę pani tłumaczki. Nowa postać rymuje. I polskie tłumaczenie naprawdę oddaje sens i rytmiczność tych wypowiedzi. Myślę, że to nie łatwe zadanie. Sama praca tłumacza jest trudna, a co dopiero przetłumaczyć tekst, tak, żeby oprócz sensu, był jeszcze rymowany.

W fabule występuje wątek zagadki. Zagadki trudnej, choć nie próbowałam jej rozwiązywać, ponieważ sam jej opis wydał mi się zbyt skomplikowany. ;) Właśnie, rozwiązanie... Autor nie podaje go od razu. Daje czas czytelnikowi na zabawę (to zresztą jest dodane w przypisach). Mija kilka rozdziałów, aż dowiadujemy się o co właściwie, chodzi w zagadce. Ciekawe. Nakłania poniekąd do myślenia.

Rodzice Anity... Początkowe sceny z ojcem dziewczyny i pewną osobą są genialne! Jedne z lepszych w tej serii wg. mnie. Nic więcej nie trzeba dodawać.
Dobrze autor rozegrał postacią matki Anity. Nie zrobił z niej jakieś bohaterki, ani też nieśmiałej, potulnej osoby. Chociaż, nie ukrywam, że na początku pewne jej zachowanie niezbyt mi się podobało, ale... Jakby nie patrzeć to w końcu inny bohater był zbyt naiwny i to właśnie o niego chodziło autorowi w tej scenie. Pokazać, jaki on jest naprawdę.

Chciałabym coś dodać na temat Podpalaczy, ale... Nie, lepiej ten temat zostawić.

W dziewiątym tomie powracają portrety bohaterów. Ogólnie fajnie, aczkolwiek jedną osobę inaczej sobie wyobraził. Bardzo. Wiem, że to tylko rysunek, ale no...

Twarda okładka to cudo. Znaczy... To będzie cudo dla każdego fana UM. Świetnie nawiązuje do pierwszych sześciu tomów serii. A jak? To tylko dla wtajemniczonych informacja. ;)
Co posiadają pierwsze tomy, a następne już nie?

Ocena: 6/10

Cytat:

"Wyobraźnia to drzewo. Posiada to wszystko, co składa się na drzewo. To znaczy korzenie i gałęzie. Żyje między ziemią a niebem. Żyje w ziemi i na wietrze."

piątek, 15 czerwca 2018

Arkadia

Arkadia
Tytuł: Ulysses Moore. Mistrz piorunów
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. Il maestro di fulmini

Autor: Pierdomenico Baccalario

No to zaczęła się historia...!
Okazuje się właśnie, że to czego się dowiedzieliśmy o Wrotach Czasu z pierwszych sześciu to bardzo mała część olbrzymiej tajemnicy. To praktycznie nic.

W poprzednim tomie Jason, Julia oraz Rick poznali Anitę, która z odnalazła dziwny dziennik, który nie tylko służy do zapisywania notatek. "Mistrz piorunów" jest automatycznym ciągiem dalszym wydarzeń z "Ukrytego miasta". Trzynastolatkowie nie tylko będą starać się rozwikłać sekret dziennika, ale i (głównie) dążyć do Kraju, który umiera.
I to właśnie na tym głównie się skupiamy, ale nie tylko...

Zarysował się następny związek miłosny w serii. Nie napiszę konkretnie o kogo chodzi. Tak jak pierwszy związek był dla mnie trochę,... że tak napiszę niezbyt. Nieodpowiednio napisany patrząc na wiek bohaterów. Ale nie, aż taki zły. Dało się już nawet przymknąć na to oko, zwłaszcza, że to nie był główny wątek. To... Ten, który pojawia się w tej książce... Pan Baccalario mnie zawiódł. To takie oczywiste zagranie (patrząc np. na wątek autora dziennika)! Oni... Tak, o i już do siebie coś czują. Nawet... Ok, zero spoilerów.

Ale właśnie wątek dziennika jest dla mnie świetny. To znaczy... Trochę przypominam dziennik Toma Riddle'a/Voldemorta, ale to tylko w jednej sprawie! Sam dziennik nie jest o tyle ciekawy, co jego autor. Bo niby już wiemy, kto nim jest i czym się zajmował, a tu niespodzianka! Nie znamy wszystkiego. Tego może najciekawszego. Sceny w którym oznajmiono następny element - super. Tam się należą brawa autorowi. Byle więcej, takich scen.

W recenzji siódmego tomu pisałam o nowym Złu serii. Wielkim i potężnym. I już w ósmej części, w pierwszym rozdziale mamy tego potwierdzenie. Potwierdzenie, co znaczy dla Podpalaczy wyobraźnia i ponadprzeciętne rzeczy, wynalazki. Ten rozdział wystarcza, żeby wiedzieć, że do ostatniego tomu można nie być wszystkiego pewnym. Bo ci ludzie są do wszystkiego zdolni.
Może niektórzy nie sprawiają wrażenia, aż tak potężnych, ale... Finał powinien być nie byle jaki. Powinien być świetny.
A dodać do tego to, co się dzieje w Wenecji...

Jeśli już o Wenecji mowa... Okazuje się, że serię "Ulysses Moore" trzeba czytać uważniej, niż się zdaję. ;) Chociaż jest swego rodzaju przypomnienie o co chodzi z nawiązaniem. A tutaj właśnie jest. I to do osoby,  która była interesująca do czasu... Do pewnego czasu, kiedy było tylko "aha, okej". I nic, co by wskazywało na to, że to poniekąd będzie ważna postać. A tutaj niespodzianka. Nie będę jej Wam zabierać. To tylko mała podpowiedź: maska na okładce. W ogóle, Wenecja jak to Wenecja, ale w którym tomie jeszcze się ona pojawiała...? :) Ten tom będzie ważny w kontekście "Mistrza piorunów".

Krótko o następnej części tajemnicy Wrót Czasu. Cóż... Okazuje się, że... Wrota to tylko jedno z przejść, ponieważ... Można dojść do Miejsc z Wyobraźni w inny sposób, bardzo ciekawy, który zmienia historię rzeczy. Czyni ją jeszcze bardziej wyjątkową. :D

Byłam ciekawa reakcji rodziców bohaterów na pewno wydarzenie. Poniekąd część tej reakcji otrzymujemy już w tym tomie. Współczuję tym rodzicom. To musi być okropne uczucie, kiedy nie wiesz, co się dzieje z twoim dzieckiem.

Podobała mi się forma okładki "Ukrytego miasta". Nie zawiodłam się i tym razem, i coś czuję, że właśnie w podobny sposób będą wyglądać okładki następnych tomów, co mnie bardzo cieszy.
Szef Podpalaczy pisze książkę i to właśnie ta książka jest okładką ósmego tomu UM.

Oprócz tego w książce występują również rysunki. Wcześniej były portrety, a teraz są... pomieszczenia.

Ocena: 9/10

wtorek, 12 czerwca 2018

Marzenie czytelnika

Marzenie czytelnika
Tytuł: Ulysses Moore. Ukryte miasto
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. La Città  Nascosta
Autor: Pierdomenico Baccalario

Zaczynamy następną część (drugą) z serią "Ulysses Moore"! I tym samym drugi maraton z nią związany. ;)

Od wydarzeń z "Pierwszego Klucza" minęło ok. dwóch lat. Jason, Julia i Rick żyją sobie spokojnie swoim życiem w Kilmore Cove. Jedynym ich utrapieniem są trzej kuzyni Flint, którzy są typowymi tymi najgorszymi ludźmi w szkole - zaczepiają bez potrzeby, naśmiewają się z byle kogo; po prostu szukają dziury w całym. Szukają osób nad którymi mogli się znęcać. I chociaż minęły dwa lata od przeprowadzki bliźniaków to nadal według kuzynów Flint pozostają obcy.
W tym samym czasie Anita odnajduje tajemniczy dziennik w domu francuskiego malarza, który... Może mieć coś wspólnego z Ulyssesem Moore. Dziewczyna, żeby odkryć tajemnicę dziennika będzie musiała odnaleźć zarówno nieistniejące miasteczko (Kilmore Cove), jak i całą trójkę wyżej wymienionych bohaterów.

Kim jest Anita?
Anita to rówieśniczka naszych głównych bohaterów, która mieszka tymczasowo w Wenecji. Tak, we Włoszech. Tam jej mama pracuje nad konserwacją malowideł w Domu Bazgrołów. To właśnie w tym domu trzynastolatka odnajdzie nietypowy dziennik...
Anita posiada również przyjaciela - Tommaso, który (UWAGA) jest fanem Ulyssesa Moore i jego dzienników. Chłopiec podsunie jej pomysł, że znalezisko Anity może mieć związek z tym mężczyzną.

Ale, ale, jak to fanem Ulyssesa? Jeśli, ktoś czytał poprzednie tomy UM to wie, że ich forma jest stworzona na zaszyfrowany dziennik tytułowego Ulyssesa. W siódmym tomie te książki są już wydane (dokładnie te, który my mamy świecie współczesnym) i nasi bohaterowie mogą je czytać. Ba, nawet... A to niespodzianka! Ciekawe rozwiązanie panie Baccalario. ;)

Tym samym Anitę spotyka przygoda, którą chciałby przeżyć każdy fan UM. Zderza się z prawdą, że Kilmore Cove, Ulysses Moore i inni istnieją, gdzieś tam w Anglii. Kto nie marzyłby o takim czymś? Obojętnie z jaką książką związany byłby ten świat.

Na początku pokrótce zarysowałam postaci kuzynów Flint. Owszem, namieszają dużo prawdopodobnie w następnych tomach, ale... Ale na pewno nie, aż tak jak główni źli w tej części "Ulyssesa Moore". Sama nazwa Klub Podpalaczy dużo mówi. To dużo gorszy wróg niż jakaś tam Obliwia ze swoimi marzeniami i zemstami. Tu zagrożenie jest dużo bardziej realne, Organizacja, która posiada ludzi praktycznie wszędzie. Podpalacze. Zło w najczystszej postaci.
Dzieci będą musiały uważać na nich nie tylko w Anglii...

Teraz, tak tajemniczo, ale muszę o tym napisać. Jestem bardzo ciekawa ósmego tomu, jak potoczą się dalej losy bohaterów, bo to co się zadziało pod koniec... Głównie ostatni rozdział. Jeden bohater. Myślę, że jego wątek będę śledziła najbardziej. A jeżeli chodzi o resztę... Naprawdę, interesuję mnie to, jak się z tego wywiną. Co zrobią ich rodzice, kiedy już się z nimi spotkają.

Bardzo podoba mi się okładka książki. Idealnie pasuje do treści. Zresztą... Chyba najbardziej podobają mi się okładki tomów 7-12. Według mnie ładniejsza kreska niż w poprzednich tomach... Właśnie! Zapomniałabym! Co kilka rozdziałów mamy rysunek, portret jakieś postaci z krótką notką do niej. Baaaardzo ładne są te portrety!
Wracając do okładki - obwoluta posiada dodatkowo fragment planu Wenecji oraz... wewnątrz prostą grę planszową w którą można sobie zagrać, jeśli się komuś będzie kiedyś nudzić.
Jeśli zaś chodzi o okładkę... Czego chcieć więcej? Ma formę, taką jaką ma dziennik znaleziony przez Anitę. Tzn. okładkę, taką samą i pierwsze strony.

Ocena 9/10

czwartek, 7 czerwca 2018

Pierwszy finał

Pierwszy finał
Tytuł: Ulysses Moore. Pierwszy Klucz
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. La Prima Chiave
Autor: Pierdomenico Baccalario
Koniec tajemnic?

I o to nadeszło podsumowanie pierwszych tomów serii "Ulysses Moore"! Czy tego się spodziewałam, czy jednak mogłoby być ono lepsze?

"Pierwszy Klucz" zaczyna się tam, gdzie zakończył się poprzedni tom, czyli "Kamienni Strażnicy". Przyjaciele muszą przemierzyć tajemniczą krainę zwaną Ogrodem Księdza Gianni, aby odnaleźć Blacka Wulkana, a wraz z nim tytułowy Pierwszy Klucz.
W tym samym czasie reszta wtajemniczonych osób będzie musiało ochronić Willę Argo i bliskie sobie osoby...

Ach! Ta część jest świetna! Tyle zaskoczeń! Taaak, to główny plus książki!
Zwłaszcza, jeśli komuś spodobają się te same rzeczy w książce, co mi.
Na pozór wszystkie sekrety są rozwiązane. Na pozór, bo... Są dalsze tomy, a jakby wyglądała ta seria bez sekretów? :D

Fabuła książki jest zarazem smutna, jak i wesoła. Nie, to nie żadna komedia. "Pierwszy Klucz" jest jak najbardziej poważny. Można powiedzieć, że z dotychczas przeczytanych tomów, ten jest najbardziej dojrzały. Ale bez przesady, "Pierwszy Klucz" nie jest, aż tak przygnębiający jak może się wydawać po moim krótkim opisie. Przygnębiający jest tylko jeden - dwa wątki i wspomnienie Ulyssesa Moore, a tak nie. Nawet momentami jest dość zabawnie, jak wcześniej wspomniałam. Zwłaszcza dialogi dwóch dialogi - one są genialne.

Wspomnienia Ulyssesa. Na te fragmenty chyba każdy będzie czekał. Niestety trochę ich mało... W końcu klucze posiada teraz młode pokolenie. Jednak te wspomnienia są bardzo interesujące, aż chciałoby się, żeby cała książka była temu poświęcona.
Nawet jedno wspomnienie jest... dość romantyczne. :) I wcale to nie jest mdła romantyczność, jakiej wiele.

Świat Ogrodów Księdza Gianni jest bardzo ciekawy. Z jednej strony zwykłe średniowiecze, niby już o tym się coś słyszało, jeden element obił się o uszy. Z drugiej: dziwne prawo, niespodziewany władca tego wszystkiego i dwie grupy złodziei o pięknych germańskich imionach (znaczy, kto co lubi i uważa za ładne).

Na potrzeby tego tomu pojawia się nowa postać, która niestety prawdopodobnie już się nie pojawi. I nie została rozwinięta na tyle, ile bym chciała, ponieważ bardzo mnie zainteresowała. To jeden ze złodziei, który... ma tyle samo lat, co bohaterowie, a jednak... Jakby to napisać? Bardziej pasuje na swój wiek, niż pozostała dwójka. Chodzi o wszystko: zachowanie oraz charakter. Mam nadzieję, że może pojawi się jeszcze w którymś tomie... :-/

A jak koniec i co z tymi "złymi"? Hm, nie mam nic do zakończenia. Nie mam uwag. Chociaż... Chociaż chciałabym więcej przeczytać o tym, jak zginęła jedna postać. Może to wydarzenie od strony tego bohatera? Tak.
Nie mam zastrzeżeń, bo to jednak książki dla młodszej młodzieży/dzieci. Musiało, tak się zakończyć. Ale i tak autor wybrał jedną z najlepszych opcji z możliwych. Nawet podsunął czytelnikowi pewne sprawy, które sprawiają, że można trochę inaczej patrzeć na tych "złych".

Skoro to jedna trzecia tomów serii to wypadałoby opisać formę w którym została napisana. Bo chyba nie wspominałam jeszcze o niej.
Forma dzienników jest już jasna. Tomy to tak, jakby dzienniki samego Ulyssesa Moore. A sam autor "bawi się" w odkrywce tych dzienników, rozszyfrowuje je. To piękna idea, pozwalająca choć na chwilę wciągnąć się w to i pomarzyć o Kilmore Cove...

Ocena: 9/10

"Kiedy na koniec już sekret odkryjesz,
na moją prośbę troskliwie go strzeż,
bądź bardzo dyskretny - milcz, póki żyjesz,
jeżeli Kilmore Cove ocalić chcesz."

niedziela, 3 czerwca 2018

Podziemny tunel

Podziemny tunel
Tytuł: Ulysses Moore. Kamienni strażnicy
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. I guardiani di pietra
Autor: Pierdomenico Baccalario
Koniec tajemnic?

Przedostatni tom części pierwszej, więc akcja idzie, co raz szybciej jak tajemniczy pociąg... Tak, części pierwszej. Cała seria "Ulysses Moore" jest podzielona na, takie jakby trzy części, z czego na jedną składa się sześć tomów.

W piątym tomie nasi bohaterowie nadal odkrywają tajemnice miasteczka oraz Wrót Czasu, które stają się coraz bardziej skomplikowane. Jednak Julia, Jason i Rick to młodsi nastolatkowie - muszą chodzić do szkoły, mają rodziców, którzy się o nich troszczą... To wszystko wcale nie ułatwia w wypełnieniu powierzonego im zadania. Zwłaszcza, jeśli masz na coś tylko kilka godzin, rodziców krążących nad głową, lekcje i dyrektora szkoły oraz... sławną Obliwię Newton, która nie odpuści za nic Willi Argo.

Właśnie, jednym, co wyróżnia bohaterów serii UM jest to, że oprócz tego, że odkryli tajemniczy świat pozostają zwyczajnymi dziećmi, które mają szkołę i zwyczajne problemy. Nie stają się nagle superbohaterami. Bo czasem w książkach przygodowych, tak jest: bohater żyje swoim życiem, dopóki czegoś nie odkryje, a potem zapomina o bożym świecie. Przynajmniej np. w "Opowieściach z Narnii" jest napisane, że czas w prawdziwym świecie różni się o narnijskiego i u nas mija, choćby minuta, a tam kilka godzin. W serii "Ulysses Moore" niestety lub "stety" czas jest, takim sam za Wrotami Czasu. To jest dobre. Rozwija jeszcze bardziej historię. Możemy się bardziej utożsamić z bohaterami. Okej, zazdrościmy im przygód, ale nie zazdrościmy im tego, że muszą to wszystko połączyć, tak, żeby wszyscy mniej więcej żyli w spokoju. A jeśli masz ok. jedenastu lat to to w ogóle jest trudne do zrobienia.

Myślę, że "Kamienni strażnicy" są jedną z lepszych części, chociaż... bardzo tam mało podróży w czasie. Tu całkowicie skupiamy się na miasteczku Kilmore Cove i jego sekretach. Odkrywamy je powoli, a nawet dowiadujemy się nowych, które, tak zaskakują, że... To nie do pomyślenia, jakiego doznacie szoku.
Możemy bardziej zżyć się z Kilmore Cove i jego mieszkańcami. Poznajemy starą stację kolejową, mauzoleum, a nawet... morze!

Tak! Morze i wątek z nim związany jest, taki ciekawy! Również można się bardzo zaskoczyć przy czytaniu rozdziałów jemu poświęconych. To takie... Po prostu czyta się i nagle... o! Ale jak to? (Podobnie, jak przy nowej tajemnicy.)

Koniec książki to zupełny rollercoaster emocji. Prawie, jak przy wątku z drugiej części. Tyle zdarzeń, postaci, ciemność, ochrona tajemnicy... Ciekawe, ciekawe. Zastanawia mnie tylko to, gdzie byli w tym czasie rodzice bliźniaków. :p

Ocena: 8/10

środa, 30 maja 2018

Piękna Wenecja

Piękna Wenecja
Tytuł: Ulysses Moore. Wyspa Masek
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. L'Isola delle Maschere
Autor: Pierdomenico Baccalario
Kim jest Ulysses Moore?

"W snach jesteśmy
zwykłymi marynarzami,
nie kapitanami, lecz ludźmi
na pokładzie, którzy nigdy
nie wiedzą, jak dopłynąć
do pięknych portów."

Na początek trochę nietypowo, bo zacznę od oprawy graficznej czwartego tomu. Nie będę pisać o pięknej twardej oprawie, ponieważ musiałabym o tym pisać, co tom. Chcę napisać o oprawie graficznej wewnątrz książki.
Książka w pewnym momencie rozdziela się na dwie odnogi: raz jesteśmy w Wenecji, a raz w Kilmore Cove. Żeby jeszcze bardziej to zaznaczyć, każde miejsce ma swoją czcionkę oraz... coś w rodzaju grafiki na marginesach, ilustrację. To znaczy? Wydarzenie w Kilmore Cove to, tak jakby strony wydrukowane na maszynie lub wyrwane z notesu, terminarza. Te w Wenecji zaś, jakbyśmy mieli przed sobą zapisany jakiś list na papierze lub pergaminie, albo manuskrypt.
Już chociaż dla samego tego warto wziąć do ręki tę książkę i przeglądnąć ją. Prawdopodobnie to wszystko zaciekawi kogoś do przeczytania tej książki lub całej serii.
Warto też dodać, że to chyba jedyny tom, który jest udekorowany w taki sposób.

W poprzednim tomie dowiedzieliśmy się o dość tajemniczej osobie - Peterze Dedalusie. Teraz Jason, Julia i Rick muszą go znaleźć, i właśnie w tym celu kierują się do XVIII - wiecznej Wenecji, która jest swoją drogą bardzo interesująca. Jednak nie, aż tak łatwo będzie im znaleźć tego zegarmistrza w tym świecie. Na ich drodze będą stać zagadki, mały problem i duży problem, czyli Obliwia Newton...

Pewna osoba miała rację - to jest (na razie) jeden z lepszych tomów. Może będą jeszcze lepsze. Widać, że warsztat autora się poprawia. Niby książka dla dzieci, ale nie tłumaczy niektórzy rzeczy bardzo dokładnie. To znaczy co to jest. Jeśli komuś nie wystarczy opis będzie musiał wyszukać sobie w Internecie dany pojazd lub sprzęt. Ja sama musiałam to zrobić, a jestem znacznie starsza od bohaterów tej części serii.
Ten tom posiada tajemniczy urok. "Antykwariat ze Starymi Mapami" też go miał, ale jednak osiemnastowieczna Wenecja bardziej wciąga. Zwłaszcza, że idealnie wpasowuje się w zagadkę Willi Argo: kim jest Ulysses Moore? Tam, w Wenecji sporo osób nosi na twarzy maski, ubiera długie peleryny, które maskują tożsamość. Przybierają pseudonimy. Świetne miejsce do ukrycia się.
A poza tym (subiektywnie) podobają mi się Włochy.

Kilka słów o małym problemie. Ostatnio pisałam, że Wrota Czasu skrywają cudowną i magiczną logikę, a zarazem przerażającą. W "Wyspie Masek" ta "straszność" tej logiki jest doskonale ukazana. Ponieważ, kiedy dowiadujemy się o niej to nie patrzymy na nią przez pryzmat wady. Bo co tam się może stać? No właśnie może... I te właśnie skutki pokazuje nam Baccalario. I pomyśleć, że może być o wiele gorzej.

Niestety zawiodłam się na trzech postaciach. O jednej nie mogę za bardzo powiedzieć, dam znać tylko, że jest ona ukryta na okładce (i to nie są główni bohaterowie). W opisie jest mowa o Czarnym Gondolierze. Cóż... Ja bym z dystansem patrzyła na niego w opisie. Ale bez spoilerów.
No i Peter Dedalus. Nie wątpię w to, że to ciekawa postać. Podziwiam go za talent. Ale... Cóż, wierzę w to, że później będzie lepiej. Że pod pewnym względem się zmieni.

Pisałam też pod którąś z poprzednich części, że tym, co wyróżnia serię jest to, że bohaterowie zachowują się mniej więcej jak na swój wiek. Hm... Dwie sytuacje tutaj trochę moje spostrzeżenie zmieniają niestety. Nie ukrywam, że się zawiodłam. Ale poczekam z całkowitym osądem. Prawdopodobnie to były jedyne małe sytuacje. :)

Ocena: 8/10

sobota, 26 maja 2018

Zagadkowe miasteczko

Zagadkowe miasteczko
Tytuł: Ulysses Moore. Dom Luster
Tytuł oryginalny: Ulysses Moore. La casa degli specchi
Autor: Pierdomenico Baccalario
Czym jest Kilmore Cove?

"Samotny pozostał król,
który przegra swoją partię.
Chce wygrać z trójką,
i trojgu zgotuje śmierć."

Napiszę to już ostatni raz ( ;) ) - z tomu na tom seria "Ulysses Moore" jest coraz lepsza. Chociaż na razie fabuła jest falowana: jedna część trochę nudniejsza, następna lepsza. Uważam, że to przez to, że jednak są one krótkie. Gdyby miały zwykłą, mniejszą czcionkę w ogóle byłyby krótsze. Ma to swoje plusy i minusy. I właśnie jednym z tych minusów jest,  jednak nie do końca wyrównany poziom. Ale... Jakby, tak się przypatrzeć to bohaterowie nie mogą ciągle podróżować w czasie, dużo tajemnic ich otacza, więc muszą je jakoś rozwiązać.

Zresztą wydarzenia z "Domu Luster" trwają w ciągu jednego dnia. I tak dużo się dzieje jak na jeden dzień, który miał być zwyczajny. Jednak Julia, Jason i Rick to nie bohaterowie pierwszej lepszej młodzieżówki, książki fantasy (nie mam nic do tych książek, ale to powoli robi się nużące), którzy nagle wszystko wiedzą i rozwiążą oraz uratują przy tym cały świat. Tacy bohaterowie są bardziej prawdziwi, bardziej bliscy czytelników. Czytelnik jest w stanie bardziej im uwierzyć.

W trzecim tomie serii "Ulysses Moore" skupiamy się na tajemnicach nadmorskiego miasteczka Kilmore Cove, które np. nie posiada tablic powitalnych, jakie zawsze stoją przed miejscowościami. Dlaczego, tak jest? A może jedenastolatki wylądowały w jakieś innej czasoprzestrzeni? Świecie typu Narnia, ale bardzo podobnym do współczesnego...?
Już w pierwszej części bohaterowie poznali Obliwię Newton, która niestety pokazała, że tak łatwo nie zniknie z życia mieszkańców Willi Argo. Tutaj plany kobiety robią się coraz gorsze, poznajemy postać bezwzględną, która... Poniekąd idzie do celu po trupach. To nie tajemnica, że to właśnie ona jest głównym nie sprzymierzeńcem bliźniaków i ich przyjaciela. A nawet nie wiedzą, jak bardzo...

Trochę się zawiodłam na tym, że w "Domu Luster" jest mało Domu Luster. Praktycznie kilka rozdziałów. Trochę szkoda, ale na szczęście dużą rolę w tym tomie odgrywa właściciel Domu Luster. Osoba nadzwyczaj zdolna, ktoś o kogo trudno w dzisiejszym świecie technologii. Niestety, coraz mniej myślę, będzie osób takich jak On...

Cytaty:
"Żyjemy w epoce podróży kosmicznych, telefonów i komputerów! Ludzie są jak marionetki, oplątani siecią elektronicznych sznurków."

Ocena: 7/10

piątek, 18 maja 2018

Krok w przeszłość

Krok w przeszłość
Tytuł: Ulysses Moore. Antykwariat ze starymi mapami 
Tytuł oryginału: Ulysses Moore. La Bottego delle Mappe Dimenticate
Autor: Pierdomenico Baccalario
Przekrocz Wrota Czasu

I miałam rację. W ostatniej recenzji pisałam, że "Ulysses Moore. Wrota Czasu" to tylko początek, wprowadzenie i drugi tom serii to potwierdza. :)

W tej części rodzeństwo Covenant oraz Rick Banner będą musieli zmierzyć się z tajemnicami starożytnego Egiptu - Krainy Puntu oraz ochronić to, co na ten moment jest dla nich najważniejsze...

Historia się rozwija. W pewnym momencie w fabule pojawiają się dwa, a nawet trzy punkty zdarzeń... Jak to właściwie wytłumaczyć? Po pierwsze nadal mamy narrację trzecioosobową, ale śledzimy wyłącznie losów przyjaciół, zwłaszcza, że jedna osoba oddala się od nich, więc trudno by było stać tylko przy dwóch osobach. Tak poznajemy dodatkowe wątki, zdarzenia i ponownie sekrety. Klucze są wszędzie! :D

Opisy znacznie się poprawiły w porównaniu do pierwszej części, jednak... Według mnie zawierają kilka luk lub rzeczy nie są na tyle dobrze opisane, żeby niektóre sytuacje nie wzbudzały zastrzeżeń. Chodzi mi o pomieszczenie przy końcu książki... Jeśli ktoś czytał może się domyśli o co mi chodzi. (Nie to najważniejsze pomieszczenie, tylko to... ekhem, w budynku) Ale może niedokładnie się wczytałam. Też, tak może być.

Jednak to można wybaczyć. Udać, że nic takiego się nie stało, ponieważ jest rzecz, a właściwie dwie, które przyćmiewają wszelkie minusy, które czytelnik znajdzie.
Po pierwsze jest to magia, urok, który łączy się z Wrotami Czasu oraz miejscami za nimi... Logika działania tego świata (tych światów) jest magiczna, a zarazem i logiczna. Nie ma czegoś z powietrza. To znaczy wymyślonego. Nie ma się mętliku w głowie, ale jak to możliwe, jak w niektórych książkach fantasy. To znaczy tam jest to wytłumaczalne w sposób, jaki działa ten wymyślony świat. To logika tamtego świata. A w serii "Ulysses Moore", jak na razie ta logiczność dotyczy naszego świata. Trzeba tylko chwilę pomyśleć. I całkowicie wejść przez Wrota Czasu, bo na początku ja również miałam wiele pytań, ale jak? Jednak, jeśli dłużej nad tym pomyśleć... To ma sens. Z taką "logicznością" spotkałam się również przy "Tajemnym ogniu" (nie autorstwa p. Baccalario).
Po drugie: emocje, napięcie. Praktycznie od samego początku fabuły otrzymujemy dużą dawkę emocji. Trzymamy kciuki za bohaterów. Boimy się o nich. Lekko denerwujemy się na niektóre postaci. Ale głównie towarzyszy nam strach. Zwłaszcza, jeśli nie wiemy, co wydarzy się dalej, nie znamy następnych części. Czy coś się stanie niewłaściwego?

Ocena: 8/10

Cytaty:
"Podróżnicy się nie ruszają, oni podróżują."

"Każdy człowiek ma swoją mapę. Każdy człowiek, chłopcze, musi odnaleźć swoją własną ścieżkę..."

niedziela, 13 maja 2018

Powrót do dzieciństwa

Powrót do dzieciństwa
Tytuł: Ulysses Moore. Wrota Czasu
Tytuł oryginału: Ulysses Moore. La porta del tempo

Autor: Pierdomenico Baccalario (teraz tę "tajemnicę" każdy zna)
Książka dla dzieci?

"Jeśli z czterech jedne otworzysz przypadkiem,
z czterech trzecie wskażą motto,
z czterech dwoje zaprowadzi na śmierć,
a jeden z czterech - poprowadzi w dół."

Z serią "Ulysses Moore" wiąże się długa i trochę poplątana historia. Pierwszy raz przeczytałam tę książkę w któreś z pierwszych klas szkoły podstawowej. Jeszcze wtedy była wydawana w formie dwóch tomików, które dodawane były chyba do gazet, jeśli się nie mylę. Coś było takiego... Później przeczytałam kilka dalszych tomów. W gimnazjum... Tak, to chyba było w gimnazjum, bo wtedy założyłam bloga na bloggerze. W każdym razie wtedy natknęłam się w Empiku na tom dziesiąty. Zdziwiłam się, że nadal są wydawane te tomy i zaczęłam powoli wracać do nich. Najpierw czytać je od środka, a potem... znów przerwa. Zaczęłam je kompletować w liceum, żeby całą serię w końcu przeczytać od początku do końca. W końcu by wypadało to zrobić. Zwłaszcza po tych wszystkich zachętach Tutti (link do bloga) i jej opowiadaniu...
Dlatego teraz możecie się spodziewać maratonu z Moorem. Przerywanego dwoma książkami i mangą (odgraniczenie trzech części od siebie).

Pierwszy tom wprowadza czytelnika do całej tej historii. Bliźniaki Julia i Jason przeprowadzają się z zatłoczonego Londynu do tajemniczego nadmorskiego miasteczka Kilmore Cove. Tam zamieszkują ogromną i starą Willę Argo, która skrywa nie jeden sekret... Tajemnicze drzwi. Pomieszczenia. Klucze. Jak przystało na ciekawych świata jedenastolatków dzieci zapragną odkryć wszystkie tajemnice domu wraz z nowo poznanym Rickiem. A to co odkryją to dopiero początek.

Jak wyżej napisałam: ten tom to dopiero początek. W pewnym sensie po nim nie można stwierdzić, czy chce się zostać z trójką jedenastolatków na dłużej, czy nie, ponieważ dla niektórych te 200 stron to może być za mało. Nie ma jako tako akcji, ale to wg. mnie nie jest minusem "Wrót Czasu". Pierwsza (powiedzmy, że) część ma sześć tomów, zazwyczaj, tak jest, że w takich seriach pierwszy tom to tylko wprowadzenie. Jednak już to wprowadzenie może zaciekawić. Okej, nie tych, którzy czytają wiele książek o podróżach dla młodzieży. W ogóle dużo książek i mają te plus szesnaście lat. Bo jednak te osoby będą patrzeć na tę książkę inaczej. Ale chyba z założenia ta seria była pisana dla młodszych osób.

Bohaterowie mają te 11 i 12 lat, ale to nie jest, tak, że to typowa książka dla dzieci. Z jednej strony dzieci zachowują się na trochę starsze (nie są dziecinne), a z drugiej podejmują, takie działania, że u starszych bohaterów by one denerwowały, a tu im się to wybacza. Bo jednak to nie są nieustraszone nastolatki z amerykańskich powieści.
W ogóle ta książka nie jest dziecinna. Okej, czasem opisy działań, czy czegoś innego są zbyt ubogie i chciałoby się czegoś więcej, ale nie ma czegoś, co by mogło zanudzić czytelnika. Zwłaszcza młodszego. Bo nie zapomnijmy, że dziecko, które ma 11-13 lat, nie ma aż, tak wygórowanych oczekiwań. Fabuła ma zaciekawić, bohaterowie mają być interesujący, a tak właśnie jest.

W dodatku główna tajemnica serii... Sławny Ulysses Moore. Nie wiem, czy o niej pisać. Czy znajdzie się jeszcze osoba, która będzie jak ci jedni z pierwszych czytelników, którzy uwierzyli w tę tajemnicę. W każdym razie autor użył zabiegu, który nie jest stosowany za często, a tutaj wspaniale się udał. Dzięki temu jego seria nabrała czegoś więcej... Jakieś swoistej magii, uroku, które wypełniło, chociaż część dzieciństwa. Rozwinęła wyobraźnię.

Sposób w jakim została wydana cała seria powinna być punktowana na dziesiątkę. To po prostu cudo! Nie spotkałam się jeszcze, żeby jakakolwiek książka była, aż tak pięknie wydana. W dodatku za przystępną cenę (aktualnie jeden tom kosztuje ok. 23 zł). Rysunki, zdjęcia... I twarda okładka! Okładka, która przypomina okładkę starego dziennika! To wszystko kryje się pod równie ładną obwolutą i na stronach historii.

Szkoda, że mało osób zna tę serię, bo powinno znać więcej. To idealna książka dla każdego. Chociaż, i tak dobrze trzymają się te książki w porównaniu z "Serią Niefortunnych Zdarzeń" (która to zresztą jest pod jednym względem podobna do UM), którą można zakupić chyba tylko przez Allegro. Niby jest wznowienie, ale to wznowienie jest, tak dziwne... W dodatku tylko kilku tomów.

Ocena: 7/10

Cytaty:
"Nie można sobie wymyślić, że chce się być bohaterem. Bohaterem się jest i tyle."

"Marzenia i wspomnienia są z tej samej mąki - musimy je piec na wolnym ogniu, by przemienić w świeży chleb, taki, który potrafi zaspokoić nasz głód na starość."
Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger