Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 stycznia 2020

Sprzeczna przyjaźń

Sprzeczna przyjaźń
Tytuł: Genialna przyjaciółka

Tytuł oryginalny: L'amica geniale
Autorka: Elena Ferrante

Z tego, co pamiętam to dotychczas miałam styczność tylko z jednym włoskim pisarzem, czyli Pierdomenico Baccalario, dlatego bardzo ucieszyłam się w październiku, gdy okazało się, że na jedne zajęcia będę musiała przeczytać trzy książki różnych włoskich autorów (dwaj następni pojawią się później). Skoro studiuję ten język to warto zapoznać się z twórczością włoskich pisarzy i pisarek. Przynajmniej wypadałoby.

W każdym razie na sam początek - tajemnicza Elena Ferrante. Dlaczego misteriosa? Tak naprawdę nic nie wiadomo o tej autorce, nawet nie wiadomo, czy naprawdę jest kobietą... Po prostu nie chce się ujawniać, wywiady odbywają się tylko drogą elektroniczną. Mi osobiście to nie przeszkadza. Jestem za teorią literacką, że dzieło literackie jest czymś oddzielnym od twórcy. Nie szukam podobieństw między biografią pisarza/pisarki, a utworem. Nie potrzebny jest mi też wizerunek osoby, która coś tam napisała. Nie ma też dla mnie znaczenia powód dla którego ta osoba jest anonimowa. Jednak... Oczywiście w internecie krąży kilka teorii na temat Eleny Ferrante; głównie trzy. Nie będę się w nie wgłębiać. Można przeczytać o nich w internecie. W każdym razie te teorie i pogoń za tym, żeby odkryć prawdziwą tożsamość Ferrante jest, tak pokręcone... A wystarczyło tylko nie pokazywać swojego wizerunku i już świat "oszalał".

Ale skupmy się na "Genialnej przyjaciółce"
Na początek chciałabym zaznaczyć, że jest to pierwsza część czteroczęściowej serii. Warto to wiedzieć. Zwłaszcza, że część opisu książki nastawia czytelnika na trochę, co innego. Przynajmniej ja spodziewałam się trochę czegoś innego, a przynajmniej innego zakończenia historii, ale mój błąd. Dzięki temu zabiegowi autorka mogła sobie otworzyć drzwi na dalsze części...
Ale chociaż książka ma jeszcze trzy części to chyba ta jest najbardziej znana. Nawet powstał na jej podstawie serial HBO o tym samym tytule (nie oglądałam).

"Genialna przyjaciółka" opowiada przede wszystkim historię przyjaźni dwóch dziewczynek z ubogiej dzielnicy Neapolu: Eleny i Lilii. To historia ich przyjaźni, ale też ich codziennego życia oraz dzielnicy, która jest dość specyficzna.

Elena i Lila różnią się praktycznie wszystkim. Mają kilka podobieństw, ale powiedziałabym, że są budowane na kontrastach. Głównym punktem wspólnym jest zamiłowanie do nauki i wysoka inteligencja, chociaż i tu bywa różnie. Mam wrażenie, że autorka buduje, tak bohaterki, że jedną się lubi, a drugą nie. Wyszło, tak u mnie i u większej grupy osób z mojego roku. Tylko... Ja bardziej zrozumiałam tę bohaterkę, której oni nie. Ale przez to zrozumiałam, że tak jest też w prawdziwym życiu. Książka pokazuje kogo bardziej chcąc nie chcąc darzy się większą sympatią. A wynik nie jest chyba, taki oczywisty...

Lila na początku książki nie jest zbyt pięknym dzieckiem, ale za to roztacza wokół siebie, taką... aurę tajemniczości i pewności siebie, że przyciąga do siebie Elenę. Lila oprócz tego, że jest bardzo pewna siebie i nie boi się z nikim zadrzeć, jest bardzo mądra. Najmądrzejsza w swojej klasie, jeśli nie w szkole. Jest specyficzną dziewczynką.

Elena za to jest jej przeciwieństwem: cicha, niepozorna, uprzejma, mądra, ale gdzieś straciła swoją pewność siebie. Zwłaszcza mam wrażenie, że przyjaźń z Lilą nie buduje tej pewności. Dziewczyna robi wszystko, żeby pokazać na co ją stać. Jej marzeniem jest wyrwać się z biedy.

Już chyba po tych krótkich opisach widać tę różnicę między bohaterkami. Nie chciałabym narzucać swojej interpretacji bohaterek, więc może nie będę się wgłębiać, dlaczego próbowałam bronić Eleny. Bo to nie jest zła bohaterka, zresztą Lila też nie. Ich przyjaźń jest skomplikowana, ale obie dziewczyny mają swoje wady i zalety. To nie one mają być złe w tej książce...

Oprócz nich przez fabułę przewija się wiele innych bohaterów: ich koledzy oraz koleżanki z dzielnicy, rodziny i nauczyciele. Jest ich tyle, że można się pogubić. Na szczęście na początku książki jest wykaz wszystkich postaci z podpisem, kto z kim jest powiązany (chyba jest to w każdym wydaniu; nie jestem pewna) - bardzo to ułatwia czytanie, chociaż chyba do końca myliłam ze sobą trzech męskich bohaterów.
Można się zgubić, kto jest kim, a raczej kto jest kogo synem/córką, ale to nie oznacza, że nie można odróżnić poszczególnych bohaterów od siebie. Właśnie można i to jest duży plus "Genialnej przyjaciółki". Każdy bohater jest jakiś i ma swoje problemy, które różnią się od siebie. Jednak jeden łączą całą młodzież... Nie, to nie problem, a przyrzeczenie, które prawdopodobnie nie jeden nastolatek ma, ale nie będę go ujawniać. :)

Rodzina to jeden z ważniejszych wątków w tej historii (zaraz obok przyjaźni i dorastania). Przewija się tam kilka różnych rodzin. Różnych, a zarazem podobnych. Łączy je chociażby np. patriarchat.
Na podstawie jednej osoby jest dość ciekawie przedstawione, z jakimi plotkami i obelgami musi się zmierzyć mężczyzna, który nie całkiem pasuje do roli, którą społeczeństwo nakłada na mężczyzn. To tylko parę zdań, ale dają jasny pogląd na sytuację. Autorka wiele razy pokazuje, że czasem nie trzeba nie wiadomo ilu zdań i słów, żeby opisać coś realistycznie, zrozumiale.

Jeśli chodzi właśnie o język i narrację... Narracja jest prowadzona przez Elenę. Mam problem z początkowymi scenami, ponieważ są one dosyć chaotyczne. Elena mówi o jakimś zdarzeniu, potem o zdarzeniu przed nim, a za kilka scen o tym, co wydarzyło się między tymi dwoma. Nie podoba mi się, takie skakanie, ale jeśli się, tak dłużej zastanowić to ma to sens, co nie zmienia faktu, że wolałabym bardziej chronologiczną akcję.
Język dla fabuły jest bardzo ważny. Wiele razy autorka podkreśla, gdy ktoś mówi w gwarze neapolitańskiej, a kiedy we włoskim oficjalnym (włoskim, którego się uczy w szkole). Widziałam, że w serialu też mówią w dialekcie i oficjalnym włoskim (chociażby z tego powodu zamierzam obejrzeć serial). W książce też pojawia się coś, co jest charakterystyczne dla okolic Neapolu, czyli skracanie imion. Ale takie naprawdę skracanie skracanie. Przykład: na Elenę mówią Lenù

Akcja "Genialnej przyjaciółki" rozgrywa się w latach 50. i 60. XX wieku, ale oprócz kilku scen stricte związanych z tymi latami, całą fabułę można by przenieść w lata współczesne. Nie zmieniło się we współczesnym świecie, aż tak bardzo, żeby nie widzieć podobieństw do naszego życia. Zresztą... Nawet takie proste przykłady: dorastanie nastolatek i zmiany z tym związane, pierwsze zauroczenia, problemy z rodzicami, trudy przyjaźni. Wszystko to jest dość realistycznie opisane. 

Ocena: 8/10 

Cytat: 
"Dorośli, w oczekiwaniu na przyszłość, poruszają się w teraźniejszości, przed którą było jakieś wczoraj lub przedwczoraj czy zeszły tydzień. O tym, co było jeszcze wcześniej, często wolą nie myśleć. Dzieci nie wiedzą, czym jest dzień wczorajszy czy przedwczorajszy albo jutrzejszy. Wszystko jest teraz: ulica, brama i schody; matka jest teraz i ojciec; teraz jest dzień i teraz jest noc. Ja byłam dzieckiem i bardzo możliwe, że moja lalka wiedziała więcej niż ja."

czwartek, 12 września 2019

Puzzle życia

Puzzle życia
Tytuł: Zostawiłeś mi tylko przeszłość
Tytuł oryginalny: History is All You Left Me
Autor: Adam Silvera

Cieszę się, że udało mi się przeczytać w tym roku (od października mało czasu będę mieć na czytanie) jeszcze jedną książkę Adama Silvery. Czuję, że to może być jeden z moich ulubionych autorów.

Głównego bohatera, czyli Griffina poznajemy w dość nieprzyjemnych okolicznościach - zmarł jego chłopak. To szok dla Griffina, który musi się jakoś pozbierać, a przynajmniej to słyszy wszędzie naokoło. "Powinno ci już przejść. Ile można rozpaczać? Jeszcze całe życie przed tobą, znajdziesz innego." Na domiar "złego" główny bohater w końcu staje w oko w oko z Jacksonem - chłopakiem Theo ze studiów. Tak, to nie jest błąd. Po prostu to troszkę skomplikowane, jaka więź łączyła Theo i Griffina, gdy ten pierwszy wyjechał do Kalifornii. Tak naprawdę jasno można to zrozumieć dopiero po przeczytaniu całej książki.
Czy Jackson i Griffin pomogą sobie w żałobie mając te same uczucia do Theo?

Dość trudno pisać o fabule "Zostawiłeś mi tylko przeszłość", opis powyżej jest dość ogólny, ale z książkami Silvery, tak jest, że nie można zdradzać za wiele. Mogą być świetne, a na końcu gdy masz powiedzieć coś więcej to nie wiesz, co powiedzieć.

Na pewno mogę napisać, że te ponad czterysta stron to droga przemiany Griffina. To jego droga z radzeniem sobie z żałobą, stratą, prawdą, a przede wszystkim przeszłością. Okazuje się, że nie zawsze dana osoba jest, taka jak myślimy, jaka jest przy nas. Czasem miłość może trochę zaślepić.
Ale nie tylko Griffin jest tu ważny, chociaż to on jest głównym bohaterem. Jest Jackson, który był świadkiem śmierci Theo; który był tym "drugim chłopakiem". Jest Wade - przyjaciel Griffina i Theo, który... Byliście kiedyś w paczce (trójce), gdzie czuliście się jak piąte koło u wozu, bo pozostali przyjaciele to para? Niby jesteś z nimi, ale jednak nie - to Wade. I... No Wade też cierpi z powodu straty przyjaciela, a ma bardzo trudno, bardzo. Może nie na pierwszym planie, ale mamy też do czynienia z żałobą rodziny Theo, bo to co ważne w książkach Silvery (i Becky Albertalli) - bohaterowie mają rodzinę o której piszą autor (to nie są widma, jak w niektórych powieściach dla młodzieży: wiesz, że niby są ci rodzice i rodzeństwo, ale nic o nich nie wiesz).

Jednak książka to nie tylko żałoba, smutek i wątpliwości. To też opisanie życia osoby z zaburzeniem OCD (zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne). Na pierwszy rzut oka zaburzenia Griffina nie są, takie złe, drobnostki. To znaczy nie ma takich zaburzeń do jakich zdrowi ludzie są przyzwyczajeni w filmach, książkach, przykładach. Ale coś, co dla przeciętnego przechodnia jest czymś nie ważnym, Griffinowi naprawdę nie ułatwia życia. Adam Silvera z tego, co słyszałam kiedyś sam posiada OCD, więc pisze o zaburzeniach, które zna. Przez to, że autor pisze o "drobnostkach" pokazuje, że dla każdego, co innego może być problemem, każdy może mieć inną miarę problemu. Mogę chyba to nad interpretować... 

Bohaterowie "Zostawiłeś mi tylko przeszłość" są złożeni, ale zarazem są uniwersalni.

Ale czy książka ma jakieś minusy? Nie wiem, czy to można nazwać minusem, ale czasem zachowanie Griffina było dla mnie nie zrozumiałe, chociaż starałam się jakoś zrozumieć... Tzn. inaczej - jakoś potrafiłam go zrozumieć, ale współczułam pewnemu bohaterowi, że poszedł trochę w odstawkę, a potem nagle Griffinowi się przypomniało, no ale okej. Niestety Griffin obwinia się o śmierć Theo, co też poniekąd jest zrozumiałe, ale było mi go, aż szkoda (na szczęście jest fragment, gdzie pewne osoby dają mu do zrozumienia, że to nie jego wina). Koniec książki też nie zbyt mi pasuje, ale okej. To nie jest rozdział zamknięty. Przed Griffinem jeszcze długa droga.
Jednak była, taka jedna scena na którą większość czytelników może nie zwróci uwagę... Nie zbyt mogę napisać o tym, ale zastanawia mnie, czyli Silvera akurat poruszył jeden wątek dość nie umiejętnie, czy rzeczywiście chodziło o tę niezgodność, że nie każdy terapeuta jest dobry... Musiałam sobie popisać na ten temat. :p

Kilka ostatnich słów: Griffin i inni bohaterowie nie są bez wad. Griffin nawet ma ich sporo, co jest na plusem, bo źle się czyta o nieskazitelnych bohaterach.
Zapomniałam napisać o ważnej sprawie: narracja pierwszoosobowa jest monologiem Griffina do Theo.

Ocena: 8/10

czwartek, 15 sierpnia 2019

Niełatwa odpowiedź

Niełatwa odpowiedź
Tytuł: To, co zakazane
Tytuł oryginalny: Forbidden
Autorka: Tabitha Suzuma

Następny romans. Tym razem trochę inny od całej reszty romansów. Dość kontrowersyjny, bo dotyczący tematu tabu - związku kazirodczego. I chociaż na pozór łatwo wystawić już opinię na temat takich związków, a co za tym idzie - książki, to postaram się zdystansować się od tego tematu, tak jak bardzo mogę. Nie chciałabym pochopnie wyrażać opinii i kogoś obrażać.


Maya i Lochan żyją w niepełnej rodzinie - ojciec odszedł od nich, gdy byli jeszcze dziećmi. Niestety to załamało ich matkę, która zaczęła pić i imprezować, po czym... Po jakimś czasie w ogóle przestała zajmować się swoimi dziećmi. Tak więc, jako najstarsi: Maya i Lochan musieli przejąc obowiązki rodziców i zająć się trójką rodzeństwa oraz domem. Nie jest to oczywiście łatwe, każdy dzień to walka o przetrwanie, a sprawy wcale nie ułatwia to, że młodsze rodzeństwo dorasta (a dorastanie łączy się z buntami). Rodzeństwo jakoś funkcjonuje, zatajając swoją sytuacje życiową. W którymś momencie dwójka głównych bohaterów zaczyna rozumieć, że ich uczucie nie jest zwyczajne. Pojawia się pragnienie spełnienia tej miłości.

Sam w sobie pomysł był nawet ciekawy, chociaż nie najnowszy, bo sytuacje, gdzie najstarsza osoba z rodzeństwa zajmuje się domem nie jest nieznana w książkach i filmach. Poniekąd... Już po całym zarysie sytuacji widzimy, że było duże prawdopodobieństwo, że związek Mai i Lochana będzie miał miejsce. Są sami, zdani na siebie, a charakter chłopaka nawet pomaga w narodzeniu się tego związku. Bardziej byłabym ciekawa, gdyby ich sytuacja rodzinna była wręcz odwrotna. Zresztą sami bohaterowie mówią, że gdyby mieliby normalną rodzinę to może nie zakochaliby się w sobie, więc poniekąd mają świadomość...

Właśnie ze świadomością jest tutaj trochę ciężko. A raczej z tym, co się wiążę.
Oni od początku wiedzą, że ta miłość nie ma szans. Ale cóż, miłość. Dla miłości wszystko. Na początku próbują coś z tym zrobić, ale potem... Im dalej wg. mnie tym reszta idzie na dalszy plan, bo liczy się miłość. Hm, jednak nie umiem pisać obiektywnie, a już piszę, dlaczego: pamiętam o ich młodszym rodzeństwie, jaki skutek miało to na nich. Autorka pisze, że miłość zmieniła atmosferę w domu na lepsze itd, ale...
Wiele razy jest podkreślane, że Lochan i Maya są bardzo dorośli, jednak ich miłość jest bardzo młodzieńcza: muszę z tobą być jak najczęściej, chciałbym się z tobą przespać, nie mogę się doczekać, kiedy dzieci nie będzie na głowię, kiedyś będziemy żyć długo i szczęśliwie. Jasne, rozumiem, że chcieli mieć namiastkę zwykłego życia. Nie bronię im marzyć, ale... Rodzeństwo na nich liczyło.

Lochan to osoba, która nie odzywa się w szkole, ogólnie do obcych. Rodzina jest dla niego wszystkim. Nie wyobraża sobie być z kimś lub przyjaźnić się z osobą spoza rodziny, bo osoby trzecie nie zrozumieją jego sytuacji. Oprócz tego bardzo dobrze się uczy i ma szansę na bardzo dobre uczelnie, ale on chcę zostać przy rodzeństwie.
I właśnie tu mam problem z Lochanem, że zamyka się szczelnie na świat spoza rodziny. Zdawało mi się, że to nie do końca, tak, że nie lubił rozmawiać o błahych sprawach. W pełni rozumiem jego nieśmiałość, ale z drugiej miałam wrażenie, że jemu to nie przeszkadza.

Maya jest trochę inna. Ma koleżanki, nawet przyjaciółkę. Wiedzie zwykłe życie. Nie wyróżnia się za bardzo wśród uczniów liceum.

Bardzo subiektywnie pisząc, punktem, który łączy bohaterów jest... Przepraszam, ale miałam wrażenie, że autorka cały czas wybiela, że fabuła jest zbudowana, tak: my kontra zła reszta świata. Oni też popełniali błędy i to niemałe, ale za każdym razem, któreś z nich wybielało drugie. No tak, narracja jest pierwszoosobowa z punktu widzenia tej dwójki, więc nie powinnam się dziwić temu.

Willa i Tiffin, czyli najmłodsi z rodzeństwa to dzieci, które wnoszą promyki radości do rodziny. Uważam, że to oni są najbardziej poszkodowani w całej książce.

Trzynastolatek Kit. Najgorsze zło z całej piątki, bo ma okres buntu i nie umie sobie poradzić z rodzinną sytuacją. Brzmi to sarkastycznie, ale naprawdę przez 3/4 czyta się o tym, co on znowu zrobił i jak utrudnia życie. Współczułam mu i rozumiałam. Został pozostawiony samemu sobie, w pewnym sensie w nikim nie miał oparcia...

Cóż, znacie takie książki, gdzie wiecie, że coś zaraz musi się wydarzyć? Zwłaszcza, gdy bohaterowie robią coś zakazanego? To jedna z tych książek. Przy tym autorka trochę mnie zaskoczyła. Zwłaszcza końca niewiele osób może się spodziewać. Dla mnie jest ono niepasujące do słów i myśli bohaterów. Do ich zapewnień. Myślałam, że nigdy nie użyję tego określenia w kontekście jednej sytuacji, ale... To jest naprawdę dość egoistyczne. Niewiele brakowało, żeby ta książka zakończyła się jak inna.

Przepraszam za to narzekanie. Pewnie tego nie widać, ale to nie jest bardzo zła książka. Po prostu nie podeszła. Chcę też zaznaczyć, że gdyby Maya i Lochan nie byliby rodzeństwem i tylko to by się zmieniło w fabule to nadal niezbyt by mi się ona podobała. I to nie jest, tak, że czytam romanse specjalnie, żeby je krytykować. Daję im szansę, sięgam po te, których opis mnie zainteresuje. Gdzie mam nadzieję będzie coś innego, nieschematycznego i bohaterowie będą ciekawi.

Ocena: 4/10

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc!

poniedziałek, 15 lipca 2019

Realna bohaterka

Realna bohaterka
Tytuł: Odwrotność nieodwzajemnienia
Tytuł oryginalny: The Upside of Unrequited
Autorka: Becky Albertalli

Rok temu po raz pierwszy spotkałam się z twórczością Becky Albertalli - był to "Simon oraz inni homo sapiens". "Simon" bardzo mi się spodobał, oczywiście miał jakieś minusy, ale większość książek je ma. Dużym plusem tej książki było to, że bohaterowie byli bardzo realni. Po przeczytaniu drugiej książki autorstwa p. Albertalli mam wrażenie, że to jest właśnie u niej charakterystyczne - pisanie prawdziwie o nastolatkach. Przeciętnych nastolatkach, którzy nie wyróżniają się zbyt wśród rówieśników. Widać, że autorka zna się na nich, widać autentyczność w tym, co pisze.

Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że to książka o miłości.
Molly to siedemnastolatka, która przeżyła ponad dwadzieścia zauroczeń. Każde zauroczenie pozostało cichym zauroczeniem, ponieważ dziewczyna nie odważyła się żadnemu chłopakowi wyjawić swoich uczuć. Jej siostra bliźniaczka - Cassie, postanawia to zmienić. Planuje ją "zeswatać" z jednym z nowo poznanych chłopaków.
Jednak w podobnym czasie pojawia się koło Molly inny chłopak. Reid jest tym chłopakiem, który lubi fantastykę i na którego dziewczyny nie bardzo zwracają uwagę...

To nie żadna nowość, że to historii miłosnych podchodzę z dystansem. Bardzo często jest schemat za schematem, a styl pisarski nie porywa. Można się wszystkiego spodziewać od pierwszych stron i zamiast fajnej historii jest irytująca. Bo ile razy nie wkurzało Was, że główni bohaterowie, którzy są kreowani na zwyczajnych wcale tacy nie są? Ja często się czułam jak z innego świata czytając takie historie. Zwłaszcza, że teraz najczęściej bohaterowie są w moim wieku lub młodsi.

W tej książce jest inaczej. Od pierwszej strony polubiłam główną bohaterkę. Rozumiałam jej problemy i wątpliwości, ponieważ część z nich sama miałam lub mam. To nie były jakieś rzeczy z kosmosu. Uważam, że tematyka jest dość uniwersalna.

Zwłaszcza w czasach, gdzie królują piękne sylwetki modelek. Prawie każdy chce, tak wyglądać. Bo jeśli inaczej wyglądasz, jesteś trochę grubszy to od razu jesteś skazany na różne komentarze i spojrzenia. Nawet od rodziny - co też porusza autorka. Nie ważne, że jesteś ładny, taki jaki jesteś. Do czego nawiązuję? Molly jest właśnie, taką dziewczyną, która nie wpasowuje się w "kanony piękna".

Tak samo jak Reid w "kanony chłopaka", bo on jest fanem Tolkiena, bo wygląda, tak a nie inaczej i ubiera to co lubi, a niekoniecznie podoba się innym.

A jeśli chodzi o tego drugiego chłopaka... Na początku był w miarę, dało się go polubić, ale po jednym zdarzeniu, a właściwie tekście kompletnie stracił wszystkie punkty i miałam tylko nadzieję, że Molly z nim nie będzie. Może był miły, ale... Lepszy jest chłopak, który cię akceptuje, taką jaką jesteś, bez żadnych dodatków.

Tych troje bohaterów to tylko początek całej grupy postaci, która pojawia się w książce. I jak w przypadku "Simona" w "Odwrotności nieodwzajemnienia"  też każdy jest, tak nakreślony, że wiemy kim ta postać jest i jaki ma charakter. Można ich polubić lub nie. To nie ta książka, gdzie są jacyś tam bohaterowie (nawet drugoplanowi), ale nic o nich za bardzo nie wiemy.

I to nie ta książka, gdzie nastolatki "nie mają rodziców". Ogólnie rodziny. W książce Becky Albertalli tego nie ma. Główna bohaterka ma rodzinę, która ma znaczenie w jej życiu. Nie mówi się o osobach z rodziny Molly jak o cieniach. To plus. Dzięki temu bohaterka jest jeszcze bardziej realna.

Jeśli o rodzinie mowa to drugim głównym motywem, problemem w tej książce jest dorastanie i więź, jaką się ma z rodzeństwem. Zwłaszcza, gdy się ma bliźniaka. Nawet nie wiem, czy to nie jest, tak naprawdę główna oś fabuły. To ważny problem, który dotyka nastolatków, ale niewiele się o tym mówi. Jesteśmy dziećmi i nagle... Każdy wybiera własną ścieżkę.

Podoba mi się też, że autorka porusza też czasem zagadnienia feministyczne. Wprowadzając je bardzo subtelnie, nie krzykliwie. Może nie tak jak niektórzy by chcieli, ale jednak.

No i motyw, który pojawił się też w "Simon oraz inni homo sapiens" - motyw lgbt+. Tylko tutaj on... Ma bardzo małe znaczenie. Po prostu jest. To tylko element bohaterów i wcale nie główny. Zresztą myślę, że to powinno być coś oczywistego - jeśli bohater ma skośne oczy to nie pisze się tego w recenzji, chyba, że to ważne. Może to złe określenie "oczywiste", ale mam na myśli to, że to nie powinno mieć wielkiego znaczenia.
Chociaż z tym wątkiem łączy się mała nierealność w kontekście Ameryki. Nie oszukujmy się, w Ameryce nie ma tolerancji w 100%, a w książce autorka pisze o pewnym wydarzeniu związanym z osobami lgnt+ i wszyscy się cieszą, akceptują. Okej, super. Ale to niezbyt realne, żeby nikt nie miał niczemu przeciwko. Chociaż może po prostu p. Albertalli nie chciała tworzyć następnego problemu, nie chciała pisać o homofobicznych ludziach, albo po prostu wolała zająć się innymi problemami bohaterów. Aczkolwiek mamy Molly mają przykrą sytuację związaną z tym wydarzeniem i to jest o wiele gorsze niż przeciętni ludzie z ulicy, którzy sypią wyzwiskami...

"Odwrotność nieodwzajemnienia" to ciepła książka, taka rodzinna, że tak napiszę. Wolę takie książki, niż czytać o nastolatkach, które podbijają świat w liceum.

Ocena: 8/10

Dziękuję za egzemplarz książki wydawnictwu Papierowy Księżyc! 

czwartek, 28 lutego 2019

Kto się czubi ten się lubi

Kto się czubi ten się lubi
Tytuł: Dręczyciel
Tytuł oryginalny: Bully. A Fall Away Novel 

Autorka: Penelope Douglas

Następny romans przeczytany. Tym razem inna tematyka i inne tło. Chociaż... Można znaleźć przy końcu historii elementy wspólne z poprzednią książką, czyli z "Bez szans".

Tatum wraca po roku spędzonym na wymianie w Francji. Podczas tych dwunastu miesięcy miała czas, żeby skupić się tylko na nauce i zapomnieć o pewnej osobie... Jednak trzeba w końcu wrócić do swojego liceum i jakoś przetrwać ostatni rok szkoły średniej. Przetrwać, bo okazuje się, że tytułowy dręczyciel Tatum nie zapomniał o niej. I nie pozwoli, żeby dziewczyna dobrze wspominała liceum.

Dręczyciel, czyli Jared - były przyjaciel głównej bohaterki. Tak, przyjaciel. Gdy byli dziećmi przyjaźnili się i spędzali ze sobą prawie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Podczas jednych wakacji wszystko nagle się zmienia, a Jared jest już inną osobą. Chłopak odwraca się od Tatum i zmienia jej życie w piekło.

Tate... Na początku liceum była szarą myszką, no może lepsze określenie to przeciętną osobą, która żyła w strachu i unikała Jareda. Zresztą nie dziwne, każdy by go unikał na jej miejscu. Rok we Francji wiele zmienił w charakterze Tatum. Dziewczyna jest silniejsza i... odważniejsza, chociaż na początku ma momenty strachu. Ma cel po liceum i nie zamierza sobie go zepsuć przez jakiegoś chłopaka. Jej charakter staje się coraz mocniejszy podczas trwania fabuły, jednak... Coraz więcej czynników na to oddziałuje. Głównym jest miłość. To nie jest spoiler. Przepraszam, ale wystarczy spojrzeć na okładkę. Przyjaźni ona nie przedstawia. Dręczenia również nie.

Zatrzymajmy się właśnie na miłość, ponieważ często będzie ona pojawiać się w tej książce. Tzn. bardziej zauroczenie.
Rozumiem, że ktoś ci się może podobać, bo to oczywiste, ale... Okej, mogę zrozumieć też zaślepienie miłością, kiedy nie widzisz prawdziwego charakteru danej osoby. Jednak gdy ta osoba znęca się nad tobą (nie ma znaczenia, czy psychicznie, czy fizycznie), a ty nadal patrzysz na nią rozmarzonym wzrokiem i ją usprawiedliwiasz to to już nie jest zdrowe uczucie. Kochasz kogoś, kto cię krzywdzi.
Podobnie jest wg. mnie z Tatum. Może nie usprawiedliwia zachowania Jareda, widzi, co robi i wie, że to jest złe. Usprawiedliwiona jest z rozważań, dlaczego on to robi, w końcu byli przyjaciółmi przez wiele lat. Ale to zauroczenie... Patrzenie na niego maślanymi oczami, żeby po chwili były rozważania, że nie powinna, ale on jest, taki przystojny. Dla mnie to trochę wyglądało na coś w stylu syndromu sztokholmskiego. Uwielbienie dla oprawcy.

Wszystko dąży do punktu kulminacyjnego. Wielkiej tajemnicy chłopaka. Bo kto nie będzie tego wyczekiwał zaraz po otwarciu książki? I jest. Bardzo mocny punkt, który nie jest śmiesznym i głupim powodem znęcania się nad Tate. Oczywiście, to nie usprawiedliwia Jareda, ale ukazuje go w innym świetle. Można dzięki temu zrozumieć jego zachowanie. My, czytelnicy, osoby trzecie. Ale teraz mamy sytuację: Jared znęcał się nad Tate, nagle wychodzi powód i puff. Dopowiedzieć sobie można resztę.
Jestem zła, że autorka nie poruszyła głębiej tego powodu Jareda. Po prostu jest o tym powiedziane, poświęcony temu jest rozdział-dwa. To było zbyt poważne, żeby to zostawić! To trochę brzmi, tak, jakby autorka wzięła, taką problematykę tylko, dlatego, żeby nadać głębi Jaredowi i żeby jego powód nie był głupi. A reszta to nie ważne. Bo najważniejsze to skupienie się na dwójce bohaterów.
Wolałabym, żeby narracja była prowadzona z punktu widzenia Jareda, a nie Tate.

Po punkcie kulminacyjnym zaczyna się poniekąd wszystko układać... Do czasu. Bo wtedy następuje zabieg, który występował w "Bez szans", czyli wydarzenie, które wywraca dobiegający piękny koniec o 180 stopni, żeby na jego końcu był happy end i żeby się okazało, że główna bohaterka dobrze wybrała.
Przepraszam, jeśli ktoś uzna to za spoiler.

No nic. Na razie nie zamierzam sięgać po romanse.
Zaczynam mieć trochę wrażenie, że czytanie romansów może być trochę krzywdzące dla niektórych młodych dziewczyn. To znaczy... Wiadomo, że ich fabuła jest zmyślona, ale łatwiej w nią uwierzyć, niż w fantastykę. Można sobie wykreować wyobrażenie związków. I potem jakieś nastolatki, serio myślą, że w liceum, czy w wieku osiemnastu lat powinny mieć chłopaka i przeżyć z nim wszystko. Bo związek nie może opierać się głównie na zwykłej więzi międzyludzkiej.

Ocena: 5/10

niedziela, 29 lipca 2018

Ptasia dziewczyna

Ptasia dziewczyna
Tytuł: Chmury z keczupu
Tytuł oryginalny: Ketchup Clouds
Autorka: Annabel Pitcher

Zoe popełniła niewyobrażalną zbrodnię (przynajmniej, tak to wygląda jej oczami). Dziewczyna nie może nikomu o niej powiedzieć z kilku ważnych powodów, dlatego postanawia pisać listy do mężczyzny skazanego na karę śmierci. Tylko on może ją zrozumieć.
W listach Zoe opisuje swoje życie, wydarzenia, które były związane (i te które nie były) z czynem, który popełniła.

Lubię formę listów w książkach. Może to nie jest nic odkrywczego, ale na pewno przełamuje monotonie książek pisanych w zwykły sposób. W listach narrator jest bardziej sobą tzn. pisze o czym chce pisać, czasem panuje lekki chaos myśli jak w realnym życiu. Tak jest i w "Chmurach z keczupu". Zoe nie przejmuje się tym, czy w ogóle listy zostaną przeczytane, po prostu wierzy, że tak. Poprzez pisanie dziewczyna daje upust swoim emocjom, które musi skrywać przed dosłownie wszystkimi. Tym samym rodzi się między nią, a więźniem pewna nić porozumienia, zaczyna jej (Zoe) zależeć na losie obcego człowieka.

Zoe jest zwykłą nastolatką z ciekawym poczuciem humoru (momentami dla niektórych niezrozumiałym). Jej życie jest w pewnym sensie życiem każdej nastolatki. Większości nastolatek. To wszystko się zmienia od jednej imprezy na której poznaje dwóch chłopaków... Od tego momentu jej problemy nie będą dotyczyć wyłącznie miłości...

Ale może od miłości zacznijmy. A raczej od trójkąta miłosnego - jednego z najbardziej powtarzalnego motywu w książkach dla młodzieży. Cóż... Słyszałam opinie mówiące o tym, że ten motyw jest inny w "Chmurach z keczupu"... Według mnie jest podobny jak w innych książkach. Nie zaskoczył mnie niczym, a nawet doprowadził do tego, że nie współczułam szczególnie bohaterce, kiedy pisze o tym, co zrobiła. Znaczy się (żeby było jasne) - sama sytuacja okropna, ale sam ten moment zbrodni i dalsze rzeczy to było, takie... "No serio nie jesteś bez winy". Oczywiście, Zoe temu nie zaprzecza. Wracając do trójkątu - taki jak wszędzie. Dla mnie nudny. Może komuś akurat przypadnie do gustu.

Jeśli chodzi o bohaterów należąchch do tego "trójkąta"... Nie ukrywam, różnią się między sobą. Jeden z nich to (nazwałabym go) typowa gwiazda szkoły. Przystojny, każda chce go mieć itd. Drugi bohater na początku jest dość tajemniczy i miałam nadzieję, że tak pozostanie, że jego wątek jakoś inaczej zostanie poprowadzony... Pomyliłam się. Aaron to idealny, cudowny chłopak. Okej, ma jakieś wady, momenty w których bohaterka chce go "udusić", ale nadal pozostaje Tym książkowym przystojniakiem... O ile życie Zoe byłoby prostsze, gdyby nie trójkąt miłosny...

Rodzina głównej bohaterki jest jednym z najciekawszych elementów historii, która ukrywa również "mroczną" tajemnicę. Porusza ważne współczesne problemy. Najmłodsza siostra Zoe - Dot nie słyszy, porozumiewa się z rodziną za pomocą języka migowego. To coś nowego wśród literackich bohaterów. Bo ile razy czytelnik spotkał się z książką, gdzie występuje osoba, która nie słyszy? I to nie na pierwszym planie. Nie na wózku inwalidzkim? Rzadko. Jednak Dot nie jest smutną postacią. Nie, to właśnie ona wprowadza radość do fabuły. Dziewczyna ma sześć lat i jest urocza ze swoim rozumowaniem na temat otaczającego ją świata. Chociaż jest pewien przykry moment dotyczący jej niepełnosprawności... Dzięki jej postaci, autorka pokazała również jak to wpływa na całą rodzinę - posiadanie niepełnosprawnego dziecka. Autorka nie pokazała tego jako karę, ale że życie takich rodzin trochę różni się od innych. Ale są też wątki rodzinne, które dotyczą każdej rodziny np. kłótnie rodziców.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny wątek dotyczący sekretu w rodzinie Zoe, jednak o nim jest mowa na końcu książki, dlatego niestety nie mogę napisać. Dodam tylko, że to sprawa, która w Polsce nie przechodzi obojętnie i jest bardzo sporna ogółem.

Zanim przejdę do mężczyzny skazanego na śmierć, a raczej problemu, który reprezentuje, napiszę o pewnej kobiecie. O kobiecie, która jest reprezentantką rodzica po stracie dziecka. To okropne, ile taka osoba musi znieść, zwłaszcza jeśli jest sama. We "Władcy Pierścieni" było ładne zdanie o tym, że rodzice nie powinni chować swoich dzieci. Prawda. Niestety, w wielu przypadkach jest, tak jak być nie powinno... Ta kobieta przedstawia godzenie się ze śmiercią dziecka.

Kara śmierci to jeden z najważniejszych problemów w fabule, chociaż wszystkie wątki wyżej opisane nie są mniej ważne. Jednak na więźniu opiera się książka. Główna bohaterka wiele razy mówi o karze śmierci, zastanawia się nad warunkami życia w więzieniu, a nawet nad uczuciami towarzyszącymi czekaniu na wyrok. To trudna sprawa. Otwiera wiele pytań. Na większość może zna się na pierwszy rzut oka odpowiedź, ale po dłuższym zastanowieniu... Czy naprawdę warto zabijać ludzi za popełnione zbrodnie?

Napisałam, co głównie podobalo mi siŕ w książce, czyli o zawartych w niej problemach. Dodałam też według mnie minus. Czas na następny.

Książkę dobrze się czyta, szybko. Język jest prosty, a humor niegłupi, jednak... Czasem miałam wrażenie, czytam dwie książki. Raz Zoe prowadzi, takie proste, fajne rozważania pasujace do jej wieku, a zaraz... Pojawia się wątek romantyczny i opisy spotkań z którymś z chłopaków. To było trochę, takie oderwanie i... Czy ona nie wstydziła się pisać obcemu o bardziej prywatnych rzeczach? Rozumiem, że mężczyzna miał karę śmierci, ale jednak... Zwłaszcza, że dziewczyna nie oodaje mu jednej z ważniejszych rzeczy o sobie. Okej, bezpieczeństwo, ale w tych fragmentach coś mi nie pasowało.

Tak więc, jeśli kogoś (tak jak mnie na początku) nie podobał się tytuł książki, odpychał go to nie ma co na niego patrzeć. A nóż akurat Tobie spodoba się ta historia?

Ocena: 6/10

Dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc za egzemplarz książki "Chmury z keczupu"!

sobota, 9 czerwca 2018

Blue Jacques

Blue Jacques
Tytuł: Simon oraz inni homo sapiens

Tytuł oryginalny: Simon vs. The Homo Sapiens Agenda 
Autorka: Becky Albertalli
Przełom na blogu?

Bardzo się cieszę, że udało mi się przeczytać tę książkę jeszcze przed obejrzeniem filmu. Kiedyś obiło mi się o uszy, że trochę zmieniono fabułę - zobaczymy pod koniec czerwca, czy to prawda. ;)
Chociaż już po zwiastunie zauważam lekkie różnice... Ale to tylko zwiastun i montaż. Cała historia może się różnić od tego, co widać na ok. trzyminutowym zwiastunie.

"Simona..." chciałam przeczytać praktycznie od razu, kiedy tylko o nim usłyszałam, zobaczyłam premierę tej książki w Internecie. Coś mnie zaciekawiło w tej książce i to nie jest nic konkretnego. Czasem po prostu książka cię przyciąga i tyle. Nie ma wyjaśnienia. Podobnie chyba z ludźmi. Niby wiemy, dlaczego się z kimś przyjaźnimy, ale gdy mamy powiedzieć, dlaczego to... Coś mamroczemy pod nosem, ale te słowa nie oddają tego prawdziwego sensu. Chce się rzec, bo tak. I tyle. Nie musi to przy tym oznaczać, że jesteśmy puści lub leniwi.

Simon Spier to zwyczajny nastolatek. Jeden z najbardziej zwyczajnych bohaterów na jakich można natrafić w książkach. Praktycznie niczym się nie wyróżnia. Ma przyjaciół (którzy w porównaniu do niego czymś innym się wyróżniają np. zainteresowaniem mangą lub atrakcyjnością), rodzinę (która jest chyba taką typową rodziną nastolatka) i... kogoś jeszcze. Tym kimś jest Blue - chłopak z którym Simon wymienia maile. Nie ma, co ukrywać - więź między chłopakami staje się czymś znacznie większym, niż zwykła internetowa przyjaźń. Tu właśnie wkracza kolega Simona z kółka teatralnego (Simon ma genialny talent aktorski) - Martin, który... Postanawia go zaszantażować. Albo Simon spełni warunki szantażu, albo wszyscy dowiedzą się prawdy o Simonie oraz Blue.

Opis brzmi trochę oklepanie, prawda? Za dużo tej zwykłości i przeciętności. Nic bardziej mylnego. Ta "zwyczajność" w kontekście fabuły jest dobra, całkowicie uzasadniona. Nie mamy mieć cudownego, wyróżniającego się nie wiadomo czym bohatera, ponieważ mamy, możemy się z nim jak najbardziej utożsamić. Zrozumieć jego życie, decyzję i rodzinę. Myślę, że większość czytelników będzie mogła znaleźć wspólne punkty, sytuacje z Simonem. A nawet nie tylko z nim, bo historia nie dotyczy wyłącznie jego i jego problemów.

Jak wcześniej napisałam - chłopak ma przyjaciół. Może trochę się wyróżniają na jego tle, ale pozostają nadal zwykłymi licealistami. Ich wątki... Głównie jeden. Czy to będzie spoiler, jeśli dam mu nazwę? Tzw. friendzone, który jest chyba "na czasie". Ten wątek istnieje w prawie każdej książce, jest dość oklepany, zwłaszcza, że dotyczy to często głównej bohaterki/głównego bohatera. I potem mamy przez 3/4 książki wielką rozpacz. Tutaj, to tak jakby drugoplanowy wątek. To dziwne, ale wcale mi on nie przeszkadzał. Nie wiem, może to dlatego, że to wyszło, tak naturalnie? Jak cała fabuła zresztą. Mamy uzasadnienie tego "friendzonu". Może komuś się nie spodoba zachowanie bohaterki, ale... Da się ją zrozumieć. Jeśli, oczywiście się chce.

To ciekawe, ale w tej książce "ten zły" jest innym "złym", niż w większości książek, które czytałam. Nie mam na myśli uzasadnienia jego czynów, ponieważ przy większości antagonistów są powody (chyba tylko Sauron z "Władcy Pierścieni" jest czystym złem ;) ). Ale... Martin jest jakiś inny. On... Hm, dość trudno to wytłumaczyć. O! To jest jedna z zachęt do sięgnięcia po "Simona..."! Zagadka, o co chodzi z tym Martinem! :D

Zanim przejdę do więzi Simona z Blue.
Simon lubi oreo. Simon lubi Harry'ego Pottera. HARRY'EGO POTTERA!!! Coś jeszcze trzeba dodawać? ;)

Pisanie maili jest bardzo współczesnym wątkiem. Nie wszyscy się zgadzają z tym, że w Internecie można znaleźć przyjacielską duszę, a tym bardziej osobę z którą zwiążemy się na dalszą część życia. Kontakty internetowe są niebezpieczne, racja, chyba zawsze jakaś ich część, taka pozostanie, ale mamy społeczeństwo, jakie mamy. Rozwijamy się, a technologia to część naszego życia. Zwłaszcza nastolatków. Komunikatory, fora, a nawet maile ułatwiają w pewnym sensie życie niektórych nastolatków. W tym Simona. I Blue. Ich kontakt jest o tyle... Hm, tajemniczy i ciekawy, że nie korzystają oni z komunikatorów typu Messanger. Piszą e-maile, które pod jakimś kątem są lepsze, niż zwykły komunikator. Może trochę staroświeckie - nie wiem, nie nadążam. ;)
Więź jaka się rodzi między chłopakami jest... No, urocza. Tak, chyba pierwszy raz korzystam z tego słowa opisując jakiś bohaterów (oraz książkę) odkąd prowadzę bloga, a może i jeszcze dłużej. W każdym razie nie za często używam tego określenia.
To jest, takie naturalne. Zwykłe. I nie nagłe. To nie, tak, że piszą ze sobą tydzień i już wielka miłość, i się spotkajmy. Jeśli chodzi o spotkanie to, tak szybko nie następuje, jak się można spodziewać. Ale kiedy w końcu mamy do czynienia z Blue... Przyznam szczerze, że nie wpadłam na to kim on jest w świecie rzeczywistym. Zakładałam dwie opcje. Nawet trzy. Dwie trochę szalone, ale życie w końcu jest poplątane. Żadna się nie sprawdziła. To dobrze, bo byłoby dziwnie i płytko. Znaczy się zbyt oczywiste to by było wtedy.

Podoba mi się okładka książki. Nie przepadam szczególnie za czerwonym, ale nie jest, tak źle. xD Podoba mi się to, że na okładce widnieje rysunek, lubię, kiedy na okładce jest coś narysowanego lub namalowanego. Zdjęcia są oklepane. Szczególnie, jeśli mają przedstawiać bohatera. Rysunek, jednak lepiej oddaje postać. Okładka jest minimalistyczna, a jednak młodzieżowa. Według mnie. ;) Na pewno jest lepsza od filmowej. Przepraszam, ale nie przepadam za filmowymi okładkami. Zwłaszcza, że ta od "Simona..." ma zmieniony tytuł na filmowy.

Ocena: 10/10

Za egzemplarz książki "Simon oraz inni homo sapiens" dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc!

środa, 2 maja 2018

Najdłużej czytana książka w życiu

Najdłużej czytana książka w życiu
Tytuł: Lalka

Autor: Bolesław Prus
I po co się uczyć angielskiego?

"Lalkę" omawiałam w szkole ponad rok temu... To był dziwny czas na czytanie, takich książek. Ledwo miałeś sięgnąć po Prusa, to już kłaniał się Dostojewski, a nie zapomnij uczniu jeszcze o Reymondzie! Zaczęłam czytać, ale... Trzeba było czytać, co innego, a potem zwyczajnie się nie chciało. Bo komu się chce czytać lektury?
Mi. Ale obiecałam sobie, że skoro już zaczęłam czytać "Lalkę" to ją skończę. I skończyłam. Dziś jest ten cudowny dzień, gdzie witają mnie zaległe ciekawsze (oby) książki. No może za tydzień... Po maturach.

O czym opowiada "Lalka"? Cóż... Głównym wątkiem jest miłość Stanisława Wokulskiego do Izabeli Łęckiej (bardzo uroczy wątek). Ale oprócz tego jest mowa o przemianach społecznych i politycznych w Polsce, jak i na świecie. A nawet o roli człowieka w tym całym pośpiechu, zgiełku miasta. O roli kobiety, która w dziewiętnastym wieku ulega powoli przemianie. I ten motyw nie jest rozwiązany wcale, tak jak w większości książkach, które przynajmniej ja czytałam.

Może zacznę od Izabelli Łęckiej, która wg. mnie jest nie potrzebnie obrażana i wyśmiewana. I to głównie przez osoby, które nie przeczytały tej powieści. Iza jest, że tak to nazwę typową szlachcianką, ale sama z siebie, taka się nie stała. Tak ją ojciec wychował, dawał wszyscy, co chciała jedynaczka. A że to dwudziestokilkuletnia dziewczyna to, co się dziwić, że amory były jej w głowie. Nie dziwię się trochę jej postępowaniu. Co nie znaczy, że to popieram. Ale wyzwiska są nie służne xd Inna postać męska była gorsza.

Wokulski to postać przez, którą dosłownie odechciewało mi się czytać. Wielki romantyk. Wielki romantyk zakochany na zabój w Łęckiej. I żeby on jeszcze był zwyczajnie zakochany to nie. On świata poza nią nie widział. Na początku dało się to jeszcze przeżyć, ale im bliżej końca... Gorsze niż romans. Nawet jest jedna nadzieja, że może jednak mężczyzna przejrzał na oczy. Uwierzyłam w nią. Niestety, Prus pograł ze mną i wystarczyło kilka zdań, żeby nadzieja legła w gruzach. Szczerze to przez ostatnie... sto-dwieście stron chciałam, żeby Wokulski był, niczym Werter... Oszczędzono by trochę stron...

Jedną z ciekawszych postaci jej Ignacy Rzecki, który prowadzi pamiętnik, dzięki któremu poznajemy historię trochę z jego strony. Trochę, bo przez sporą część Rzecki opisuje swoje życie. Które zresztą nie jest, takie nudne. Bohater był żołnierzem i to właśnie, dzięki niemu poznajemy politykę lat 70. XIX wieku i wcześniej. Myślałam, że będzie mnie to nudzić, ale jest to opisane w taki sposób, że da się to przeczytać z ciekawością. Na pozór Ignacy to nudna postać, ale chyba jedna z najbardziej "trzeźwych" umysłowo postaci. Potrafi od razu zauważyć, że coś nie gra z przyjacielem. Gdyby się tylko go posłuchał... Gdyby...

Nie ukrywam, że gdyby nie nie opisy, książka prawdopodobnie nie byłaby, aż tak gruba. I... O dziwo, te opisy są całkiem odmienne, niż u Sienkiewicza, czy Hugo. Nie przytłaczają. Nie ma się wrażenia "o Boże, znowu opis"! Zresztą to dość ciekawe, kiedy czyta się opis poszczególnych miejsc w Warszawie, a potem za jakiś czas, kiedy jesteś w stolicy wszystko ci się przypomina. Idziesz szlakiem Wokulskiego... ;)

A teraz przejdźmy do rzeczy, która najbardziej mi się spodobała! Wiecie, czym jest magnetyzm? A znacie metal lżejszy od powietrza? Rzecz, którą teraz zna praktycznie każdy i nadal wzbudza wielkie zainteresowanie. Hipnoza. Przyszłość, która jest nawet przyszłością dla nas. Coś, co nawet w roku 2018 może zachwycać. :D Wystarczy trochę wyobraźni.

Ocena: 6/10

Cytaty:

„Bo widzisz, najgorszą samotnością nie jest ta, która otacza człowieka, ale ta pustka w nim samym (…)”

„Nie jestem Chrystusem, ażeby poświęcać się za całą ludzkość.”

„Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość.”

„O zabiciu się myśli wariat, łajdak albo człowiek dużej wartości, któremu za ciasno na świecie.’

„Dopiero w Paryżu zrozumiałem, że człowiek jest tylko na pozór istotą drobną i wątłą. W rzeczywistości jest to genialny i nieśmiertelny olbrzym, który z równą łatwością przerzuca skały, jak i rzeźbi z nich coś subtelniejszego od koronek.”

„Tempora mutantur et nos mutamur in illis.”

“Kiedy kto chce dobrowolnie stanąć ze swoją krzywdą przed boskim sądem, nie zatrzymuj go…
Nie zatrzymuj!...”

„Dawniej nie było telegramów i artykułów wstępnych, a przecie świat posuwał się naprzód i każdy człowiek rozsądny mógł zorientować się w sytuacji politycznej. Dziś zaś są telegramy, artykuły wstępne i ostatnie wiadomości, ale wszystko służy do bałamucenia w głowach.”

„(…) jestem tylko wykonawcą cudzej woli.”

środa, 11 listopada 2015

Jedna z najpiękniejszych historii miłosnych

Jedna z najpiękniejszych historii miłosnych
Tytuł: Dzieje Tristana i Izoldy
Autor: nieznany

Odtworzył: Józef Bédier
Czy to była prawdziwa miłość?

Jeśli ktoś czyta długo i uważnie moje recenzje może zauważyć, że nie przepadam za typowo romantycznymi historiami i wątkami. Dlaczego? Ponieważ są one głównie zbudowane tak samo i nie ma jakiegoś zaskoczenia, czegoś innego. Nie znaczy to, że skreślam wszystkie wątki miłosne i wszystkie powieści miłosne. Nie, mam nawet listę książek, które są głównie powieściami miłosnymi, a chcę je przeczytać ze względu na to, że podobno skrywają coś więcej, większe problemy od "dwóch chłopaków mi się podoba, co ja teraz zrobię". Ale o tej liście w grudniu.

Czasy średniowiecza, które kojarzą się każdemu z czymś innym, zawierały piękne podania i legendy, które miały w sobie magię i ukazywały też potęgę uczuć. Wśród tych pieśni i opowieści znalazła się historia dwóch nieszczęśliwie zakochanych kochanków - Tristana i Izoldy. Ich przygody nie były znane tylko w jednym kraju, a w prawie (jeśli nie w całej) całej Europie.

Tristan - rycerz, który w dzieciństwie stracił ojca i matkę, ma przywieść do Kornwalii narzeczoną dla swojego króla. Konkretną narzeczoną, tą, której włos znalazł król Marek. Może wydawać się to daremnym zadaniem, ale Tristan wie o kogo chodzi. Zabija pewnego stwora, który grasuje w Irlandii i zabiera irlandzką księżniczkę na statek. Tam wypijają niechcący napój, który zmienił raz na zawsze ich życie. Napój miłosny, a tą księżniczką była Izolda. Jak widać kochankowie będą przeżywać burzliwe losy, w końcu Izolda będzie kogo innego żoną...

Można w fabule znaleźć inne problemy, ale głównym jest właśnie ta nieszczęśliwa miłość... Nie wiem, nad czym tak się zastanawiać i ją analizować jako przykład wielkiej miłości, dlatego, że uważam to uczucie za nieprawdziwe, za magię. Inaczej byłoby, przecież, gdyby tego nie wypili i byli w sobie naprawdę zakochani. Nie mówię, pewnie czuli coś tam do siebie jeszcze przed wypiciem eliksiru, ale przez tamto uczucie nie zachowywali się tak głupio. Cała historia jest tak opowiedziana, jakby ta miłość naprawdę była piękna i szlachecka, a jednak... Uważam ten wątek za jakiś absurd. Tym bardziej, że pod koniec książki jest dość interesująca scena, gdzie się z całą pewnością przekonałam, że to uczucie to była tylko iluzja. Ale oczywiście, każdy może inaczej rozpatrywać całą historię...

Zdaję mi się, że drugą nadrzedną rzeczą jest przeznaczenie. Chyba czytelnicy po tej lekturze będą dzielić się na dwie grupy, przynajmniej tak mi się zdaję... W końcu i tak ponieśli w pewnym sensie karę za to wszystko, może nie tak jak w Balladynie, że piorun po prostu trzasnął w nich, ale za pomocą osoby trzeciej... Bo nie dziwię się, że osoba, która postąpiła tak, a nie inaczej zrobiła to bez żadnego powodu. Jest trochę ukazana, jako ta gorsza postać, jednak trzeba zrozumieć jej sytuacje. Miało Tristanowi i Izoldzie przejść wszystko płazem?

Również koniec książki nawiązuje w pewnym sensie do mitu o Tezeuszu, a konkretnie do losu Ajgeusa (ojca Tezeusza). Nie chcę wyjawiać konkretnie o co chodzi, ale ma to związek ze statkami i żaglami.

Fabuła jest zbudowana dość ciekawie ze względu na to, że każdy rozdział zaczyna się fragmentem historii kochanków po bodajże staroniemiecku, francusku i w innych jeszcze językach; nie wiem dokładnie, jakie to są. Minusem dla mnie był niejednolity czas. Głównie występował czas przeszły, ale były momenty, gdzie nagle zjawiał się czas teraźniejszy, który czasami przeszkadzał w czytaniu.

Cytaty:
"Tam wznosi się zamek z białego marmuru; w każdym z tysiąca okien błyszczy zapalona świeca, w każdym rybałt gra i śpiewa melodię bez końca. Słońce nie świeci tam; ale nikt nie żałuje jego światła: to szczęśliwy kraj Żywych."

"Miłość kobiet przychodzi szybko i szybko też przychodzi ich nienawiść; a nieprzyjaźń, skoro raz przyjdzie, dłużej trwa aniżeli przyjaźń. Umieją powściągać miłość, ale nie nienawiść."

Ocena: 4/10

niedziela, 11 października 2015

Wybory urodziwej dziewczyny

Wybory urodziwej dziewczyny
Tytuł: Sisi. Cesarzowa mimo woli
Tytuł oryginału: The Accidental Empress
Autorka: Allison Pataki
Jak się żyje w jednej z najpotężniejszych dynastii świata? 

Rok 1853. Cesarstwem Austriackim włada cesarz Franciszek Józef. Cesarz, który cudem uniknął w tym samym roku śmierci z ręki zamachowca -  Jánosa Libenyi. Mniej więcej po tym zdarzeniu do matki Franciszka Józefa dociera, że syn jest nieżonaty, a co za tym idzie nie posiada dziedzica. Sytuacja jest dość nagła. Węgrzy są coraz bardziej niespokojni, następnego zamachu cesarz może nie przeżyć, dlatego musi się jak najszybciej postarać o następce tronu.... Jego matka - Zofia Wittelsbach wpada na wspaniały pomysł, aby żoną została jego kuzynka Helena... Wszystko byłoby prawie pięknie, gdyby nie to, że Helena oczywiście nie chce wyjść za swego kuzyna, a na dwór Habsburgów zjawia się z matką i siostrą...

Helena i Elżbieta różnią się jak ogień i woda. Pierwsza: spokojna dziewczyna, która uwielbia czytać książki, a zamiast marzyć o księciu (a tym bardziej o cesarzu), woli iść do klasztoru. Druga z sióstr: bardzo towarzyska piętnastolatka, wszędzie jej pełno, wierzy, że miłość jest czymś najważniejszym w życiu. Starsza jest Helena, dlatego to ona powinna wyjść za cesarza, jednakże ogrom pałacu, ludzie i wszystko inne przytłacza dziewczynę. Nie jest w stanie walczyć o swoją przyszłość. Przyszłość, której nie chce, jednak przyszłość, która zapewni jej konkretne życie w przepychu. Tego, co nie wykorzystuje Helena, wykorzystuje jej młodsza siostra. I choć na początku wszystko jest z góry przekreślone to w miarę upływu dni, tygodni czerń się zamazuje i serce, miłość wygrywa. Tylko... Jak długo może wytrzymać związek zawarty przez dwoje krótkoznających się tak naprawdę osób? Z czego jedna ma tylko piętnaście lat?

Życie wśród zasad, kultury, ludzi, którzy cię niecierpią, jest okrutne i Sisi przekonuje się o tym bardzo szybko...

Postać Sisi nie jest szczególnie ciekawie zbudowana. Nie przeżywałam jej burzliwych losów z każdą stroną książki. Tylko w nielicznych momentach miałam wrażenie, że mam do czynienia z prawdziwą postacią historyczną. Gdyby cesarzowa Austrii nie była główną postacią tej książki, nie zwróciłabym szczególnie na nią uwagi. Ot, po prostu, kolejny bohater, który został przeciętnie zbudowany.

Główny męski bohater, czyli wyżej wymieniany Franciszek Józef, tak samo - szczególnie nie został stworzony. Jest dość płytką postacią, jest po prostu nudny. Gdy zostaje wydana jego tajemnica i może stracić żonę, on jakoś szczególnie na to nie reaguje. Obojętnie jak. Większa obojętność, niż ominięcie szerokim łukiem.

Czy więc jakaś postać, chociaż trochę mnie zaintrygowała? Owszem - hrabia Juliusz Andrássy. Tak jak przy opisach cesarza Franciszka Józefa, jego charakterystyka nie zachwycała i wydawał się mężczyzną, jakich wielu, to Andrassy... U niego było wręcz odwrotnie. Konstrukacja bohatera miała coś w sobie, przyciągała do tej postaci. Był... Nazwę to okryty tajemniczością, chociaż sekretów nie skrywał.

Konstrukcja powieści jest ciekawa, ale i zarazem pospolita. Akcja książki zaczyna się wiadomością, że Helena ma wyjść za habsburskiego kuzyna, a kończy uroczystą koronacją pary cesarskiej na króla i królową Węgier, dochodzi do powstania Austro-Węgier, do czego bardzo się przyczyniła Elżbieta Bawarska, czyli tytułowa Sisi. Jeśli chodzi o sam język to jest on bardzo prosty, tak, że gdyby nie daty i inne elementy, mogłaby to być książka opowiadająca o XX wieku lub nawet XXI. Nie przepadam za długimi i rozbudowanymi opisami, ale tu aż się prosiło o coś więcej, niż te kilka przymiotników. Pałac w Wiedniu musi być piękny, dlaczego autorka nie przekazała tego piękna w tekście? A suknie balowe i inne stroje? Tak dziwnie brakowało tego wszystkiego... Sceny, które były kluczowe dla głównej bohaterki jak np. śmierć jednej z córek, dodawały głębi fabule, ale... przychodziły one szybko i równie szybko mijały. Już się cieszyłam, że coś ciekawszego się dzieje, ale niestety się zawiodłam.
Za niepotrzebne uważam też pisanie po kilka razy, że Sisi nie mogła trzymać z ręce swojej pokojówki lub kogokolwiek innego, oprócz Franciszka Józefa. Złamali zasady, okej, ale wystarczyłoby to góra dwa razy to napisać. Za każdym razem, kiedy czytałam podobne zdanie, miałam wrażenie, że się cofam do innego rozdziału.

Okładka Cesarzowej mimo woli jest na pozór niczego sobie, ale tylko, gdy się patrzy na nią z daleka. Nie z bardzo daleka, ale z baaardzo bliska okładka trochę już traci w moich oczach. Mam wtedy wrażenie, że postać kobiety, która prawdopodobnie jest Elżbietą Bawarską, jest trochę niewyraźna. Poza w której ona jest też jest dziwnie nienaturalna. Ni to ona siedzi, ni nie wiadomo, co robi. Na tył okładki zdjęcie/rysunek zostało przedłużone i dalej jest kobieca ręka, trzymająca kawałek sukni. Ale wracając na przednią okładkę - po środku mamy złotymi literami napisane imię głównej bohaterki, dalej mniejszą, prostą czcionką jest napisany podtytuł, no i imię oraz nazwisko autorki. Całość pasująca do siebie, muszę zaznaczyć, że litery są wypukłe, za co okładka ma wielki plus u mnie. Dawno się nie spotkałam z wypukłymi literami na okładkach.
Prawie każdy rozdział zaczyna się słowami wypowiedzianymi przez prawdziwą Sisi, słowami ludzi, którzy ją dobrze znali lub fragmentem ze Snu nocy letniej Williama Szekspira. Oprócz cytatów, przy każdym rozdziale, bez wyjątku, znajduje się data oraz miejsce w którym dzieje się dany rozdział. Wydanie bardzo ciekawe i niecodzienne.

Ocena: 7/10

Cytaty:
"Nie można złamać czegoś, co już nie istnieje."

"Wszyscy jesteśmy ofiarami chaosu w tym obłąkanym świecie."

"Nic nie wymaga większej siły, niż pozwolić sobie na słabość wobec kogoś innego."

Dziękuję za egzemplarz wydawnictwu HarperCollins Polska

wtorek, 21 kwietnia 2015

"Love, Rosie"

"Love, Rosie"
Tytuł: Love, Rosie (aczkolwiek naprawdę książka ma inny tytuł)
Tytuł oryginału: Where Rainbows End
Autorka: Cecelia Ahern

Czy przyjaźń to miłość, a miłość to przyjaźń?

Ktoś spyta, dlaczego zmienili książce tytuł; jeszcze na dodatek z angielskiego na angielski. Proste: niedawno (chyba w wakacje) była ekranizacja tejże książki o innym tytule (właśnie "Love, Rosie"). Czytając opinie czytelników "Na końcu tęczy" (prawdziwy polski tytuł, chociaż też nie jest zgodny z angielskim) - film luźno trzyma się historii zawartej w książce, nawet bardzo luźno. W każdym razie jak to się stało, że przeczytałam książkę romantyczną/miłosną? Nie przepadam za tym gatunek, jednak postanowiłam dla niektórych książek zrobić wyjątek. Trzeba próbować czegoś nowego, nie można się trzymać tylko fantasy. "Gwiazd Naszych Wina" nie spodobały mi się, ponieważ za wiele było w niej... Schematów, przewidywalności oraz idealizmu (Augustus był zbudowany ze wszystkich najlepszych cech) . Jeśli zaś chodzi o "Love, Rosie"...

Pierwsze, co czytelnika zadziwia to budowa utworu, a mianowicie tutaj nie ma prostego ciągu fabuły. Mam na myśli to, że treść jest listami, liścikami, e-mailami oraz rozmowami na czacie. Zaskakujące, prawda? Mnie przynajmniej to zaskoczyło, nie spotkałam się jeszcze z taką budową.
Na początku myślałam, że autorka przesadziła pisząc pięćset stronową fabułę. Ile można pisać o wątku miłosnym? No, a jednak p. Ahern miała pomysł, nie to, że wciskała na siłę, co popadnie, aby tylko napisać grubą lekturę. Czas akcji to jakieś... trzydzieści - czterdzieści lat. Niby to dużo, jednak przez to, że forma treści jest tak różnorodna nie miałam odczucia, że aż tyle lat mija. Zresztą autorka "Na końcu tęczy" nie rozwleka każdego roku nie wiadomo na ile stron. Jeśli nic w życiu głównej bohaterki się nie działo przez ten czas to się go omija .

Jeśli chodzi o głównych bohaterów: Rosie i Alexa. Ta dwójka to przyjaciele, bardzo bliscy przyjaciele, którzy nie widzą życia bez siebie. Niestety los na ich drodze stawia wielką kontynentalną przeszkodę, czyli przeprowadzkę Alexa. Chłopak musi się przeprowadzić z rodziną z Dublina do Bostonu (Ameryka Północna). To wielki cios dla tej dwójki, ale od czego jest Internet? Dzięki niemu nie trzeba tracić bliskich ludzi na zawsze.
Wydarzenia poznajemy głównie ze strony Rosie Dunne, która ma niełatwe życie. Zwłaszcza po balu absolwentów... A on zapoczątkowuje dorosłą lawinę życia.

Temat oklepany dwójka przyjaciół, która musi się rozstać, ich więzi, a jednak coś mnie zaciekawiło w tej książce. Coś innych zaciekawia, skoro jest czytana. Prosty język? A może przedstawienie trudnego życia w interesujący, przystępny sposób? Forma wypowiedzi?

Wniosek, jaki nasuwa mi się na myśl po przeczytaniu książki - warto wierzyć w swoje marzenia! Trzeba iść na przód, choćby nie wiadomo, co się działo, znajdą się ludzie, którzy ci pomogą. Warto wnieść, choć troszkę optymizmu do swojego życia. Niektóre (może większość) rzeczy dzieje się po coś.

Ocena: 6/10

Cytaty:
"O byłych dziewczynach łatwo się zapomina, a przyjaciele zostają z człowiekiem na zawsze."

"Ludzkie życie jest zbudowane z czasu. Nasze dni, nasza zapłata mierzone są w godzinach, nasza wiedza wyznaczana jest przez lata. Chwytamy w ciągu dnia kilka minut na przerwę na kawę, a potem czym prędzej biegniemy do biurek, spoglądamy na zegarek, żyjemy od jednej wizyty do drugiej. Mimo to nasz czas kiedyś się kończy i w głębi duszy zastanawiamy się, czy przeżyliśmy dobrze te wszystkie sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata i dekady."

"(...) powinnyśmy  brać przykład z dzieci i nie bać się życia, iść na całość w przypadku wytyczonych sobie celów."

"To zabawne - jako dzieci wierzymy, że możemy zostać, kim chcemy, znaleźć się tam, gdzie zapragniemy, bez ograniczeń. Oczekujemy czegoś niezwykłego, wierzymy w magię. Potem dorastamy i mijają lata niewinności. W nasze życie wkrada się rzeczywistość i nagle zdajemy sobie sprawę, że nie możemy zostać tym, kim chcemy, i musimy się zadowolić czymś pośledniejszym. Dlaczego ludzie przestają w siebie wierzyć? Dlaczego pozwalają, aby ich życiem rządziły fakty, liczby - wszystko, tylko nie marzenia?"

"(...) dom to nie jest lokum, tylko uczucie."

"Wiek to tylko liczba, a nie stan umysłu czy powód do szczególnego zachowania."

Copyright © 2016 Books are a window on the world , Blogger